Ariana | Blogger | X X

17 lutego 2018

Dlaczego „Rozgrywka” J. Sterling ssie?

Tytuł: Rozgrywka
Tytuł oryginalny: The Perfect Game
Cykl/seria: The Perfect Game (tom 1)
Autor: J. Sterling
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 304
Data wydania: 25 października 2017

Po książki z wątkiem sportowym nie mam okazji sięgać zbyt często, a to dlatego, że takich pozycji powstaje bardzo mało. Wydawnictwa jednak starają się, by nasz polski rynek nie był nudny, urozmaicając go tytułami takimi jak Gracz Vi Keeland czy Układ Elle Kennedy. Pod koniec 2017 roku z inicjatywą wyszło wydawnictwo Sine Qua Non i z końcem listopada wydało Rozgrywkę J. Sterling. Czy to była dobra decyzja?

Jenn Sterling to pisarka mająca na swoim koncie ponad dziesięć powieści. Zadebiutowała w 2012 roku książką The Perfect Game, którą w Polsce wydano jako Rozgrywkę. Jest to pierwszy tom serii o tym samym tytule, skupiający się na uniwersyteckiej gwieździe baseballu oraz dziewczynie, która zawróci mu w głowie.

Jack to gwiazda uczelnianej drużyny baseballowej — przystojny, arogancki, a przy tym bardzo pewny siebie. Nie interesują go związki, wyznaje też zasadę, że nigdy nie umawia się z jedną dziewczyną dwa razy. Jednak zmienia się to, gdy poznaje Cassie, która wydaje się odporna na jego urok osobisty. Za wszelką cenę stara się z nią umówić, a jej opór powoli słabnie. Czy oboje poczują coś więcej?

Przyznam szczerze, że nie jestem w żaden sposób usatysfakcjonowana tą książką. Jej przeczytanie zajęło mi ponad cztery długie miesiące, a ja odetchnęłam, dopiero gdy przeczytałam ostatnie zdanie. To miała być jedna z tych opowieści, które są lekkie, niezobowiązujące, a przede wszystkim przyjemne. Rozgrywka nie zalicza się do żadnej z tych kategorii. Jej czytanie było dla mnie prawdziwą męką — już od dawna nie czytałam tak nudnej, infantylnej i bezsensownej książki.

Dlaczego więc Rozgrywka ssie? Ano dlatego, że jest pełna dziur logicznych, niedokończonych lub słabo rozwiniętych wątków, akcja książki pędzi na łeb na szyję, a autorka zupełnie nie pozwala poznać postaci, z którymi czytelnik ma styczność. Dużym problemem jest kreacja bohaterów, ponieważ Sterling tworzy je dość nieudolnie — z jednej strony skupia się na relacji Cassie i Jacka, z drugiej, praktycznie nie opisuje ich emocji, tego, co czują, zupełnie nie zagłębia się w ich przeszłość, wspominając o niej jedynie mimochodem, a co najsmutniejsze w tym wszystkim — tworzy postacie bezbarwne, nijakie i płaskie. Odniosłam też wrażenie, że autorka zupełnie nie ma pomysłu na całą historię, ponieważ co i rusz tworzyła przeskoki czasowe. Tak naprawdę czytelnik nawet nie ma możliwości poznać Cassie, Jacka lub postaci drugoplanowych. Może co prawda wywnioskować co nieco z wydarzeń rozgrywających się na kartach powieści, ale to trochę za mało, by mówić o dobrej kreacji bohaterów. Pomijając fakt, że postacie są irytujące, bo to już oceni każdy czytelnik indywidualnie, autorka prowadzi je bardzo niekonsekwentnie. Zastanawiam się, czemu to miało służyć.


Zacznę od tego, że książka ta przypomina mi fanfiction osoby, która dopiero stawia pierwsze kroki w pisaniu dłuższych tekstów. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że Rozgrywka jest debiutem J. Sterling i wiele potrafię takim książkom wybaczyć, ponieważ każdy debiutant popełnia mniejsze lub większe błędy, jednak gdy autor robi z czytelnika idiotę, a opisywanymi wydarzeniami papkę z mózgu, to niestety, ale na coś takiego nie potrafię przymknąć oka. Pierwszy rozdział nie był zły — zapowiadał relaksującą lekturę w sam raz do poduszki. Poznałam główną bohaterkę, która wydała mi się nawet rozsądną osobą, z planami i marzeniami, określonymi celami. Była jednocześnie wrażliwą i pełną energii kobietą, powoli wkraczającą w świat dorosłości. Od razu jednak dało się zauważyć, że nie zapałała sympatią do głównego bohaterka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu z treści dało się wywnioskować, że chłopakom pokroju Jacka, mówi stanowczo nie. Zastanawiające i absurdalne jest natomiast to, jak szybko Cassie przekonała się do niego. Wystarczyło jedno słowo lub gest, aby straciła dla niego głowę. Gryzie się to z tym, o czym pisałam w przedostatnim zdaniu. Skoro stroni od tego typu facetów, to dlaczego tak szybko przekonuje się do baseballisty? Opierała mu się całe 30 stron, albo nieco więcej — nawet nie pamiętam. Coś tu nie gra. Podobnie sprawa ma się z postacią męską. Niby przebiera w dziewczynach, niby jest podrywaczem, lecz gdy przychodzi co do czego, to autorka przedstawia nam zupełnie innego faceta. I zrozumiałe jest to, że bohater może zakładać maskę, jak to w większości new adult bywa, jednak zupełnie nie pokrywa się to z tym, o czym mowa w dalszej części książki.

Największym minusem i zdecydowanie największym rozczarowaniem w tej historii jest wątek miłosny, który, jak dla mnie, kompletnie nie trzyma się kupy. To już kolejny tytuł, w którym miłość pojawia się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bohaterowie się poznają, a kilka stron dalej wyznają sobie miłość. Co prawda towarzyszy temu krótki przeskok czasowy, ale czy to naprawdę taki problem rozwinąć relację tej dwójki w taki sposób, by czytelnik poczuł się zaangażowany w ich opowieść? Przygnębiające jest jednak to, w jakiej sytuacji do tego dochodzi. Prawdę mówiąc, miłość w tej książce nawet nie kiełkuje. Ona jest, po prostu. Nic nie napędza tego uczucia, a zachowaniu bohaterów nie towarzyszą praktycznie żadne emocje. Są, bo są, zresztą opisane w bardzo oszczędny sposób, ale ja, jako czytelnik, nie byłam w stanie ich poczuć.

Problemy bohaterów wydają się zbyt mocno wydumane, a niektóre sytuacje są wplecione w historię tylko po to, by książka była dłuższa. Od razu rzuca się to w oczy i niestety, ale działa to tylko na niekorzyść, ponieważ historia staje się jeszcze bardziej tandetna i kiczowata. Oprócz tego, mam wrażenie, że Sterling specjalnie rzucała bohaterom kłody pod nogi, aby w ich życiu działo się coś więcej, i żeby musieli sobie jakoś z nimi poradzić. Tylko co z tego, skoro rozwiązania problemów pojawiały się już kilka stron dalej? Książka ta jest przepełniona absurdami, których liczba rośnie z każdą kolejną stroną. Ostatnie rozdziały były istną katorgą, a ich czytanie zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych.

Autorka czerpie pomysły i rozwiązania z naprawdę wielu książek. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby dodała coś od siebie, nawet mały, najmniejszy element, który sprawiłby, że książka nie byłaby zlepkiem innych historii, które są mi już doskonale znane. Przygryzanie wargi, przewracanie oczami — czy trzeba o tym cały czas pisać? Temu wszystkiemu towarzyszą również liczne powtórzenia, górujące nad opisami sztuczne dialogi, które jednocześnie są napisane bez polotu i na odwal. Styl J. Sterling jest przeciętny, niczym się nie wyróżnia. Rzadko można natknąć się na bardziej rozbudowane zdanie czy opis jakiejkolwiek rzeczy lub sytuacji.

Jak mogę podsumować jednym słowem tę książkę? SZTUCZNA. Przeraźliwie sztuczna. Wydarzenia w żaden sposób mnie nie zaangażowały, bohaterowie zachowywali się tak irracjonalnie i głupio, że to aż przykre, a w dodatku książka wypada naprawdę marnie na tle innych umilaczy czasu. Może spodoba się tym osobom, które mają naprawdę małą, malutką styczność z tym gatunkiem, jednak mimo wszystko na ich miejscu nie nastawiałabym się na jakąś zaskakującą i dobrze napisaną książkę. Tej pozycji mówię stanowczo nie — nie polecam.

Rozgrywka | Zmiana
***
Wersję elektroniczną Rozgrywki przeczytałam dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...