21 lutego 2018

ZAPOWIEDŹ: „Kredziarz”, C. J. Tudor

Tytuł: Kredziarz
Tytuł oryginalny: The Chalk Man
Cykl/seria: -
Autor: C. J. Tudor
Tłumaczenie: Piotr Kaliński
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 388
Data wydania: 28 lutego 2018

W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika.

Premiera: 28.02.2018



***
Zamierzacie sięgnąć po debiut C. J. Tudor?

© fb: Kredziarz

20 lutego 2018

ZAPOWIEDŹ: „Bez pożegnania”, Mia Sheridan

Tytuł: Bez pożegnania
Tytuł oryginalny: Preston's Honor
Cykl/seria: -
Autor: Mia Sheridan
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: ?
Data wydania: 28 lutego 2018

Byli braćmi – bliźniakami – i choć kochałam obu, to moje serce należało tylko do jednego z nich.

Annalia Del Valle kochała Prestona Sawyera praktycznie od zawsze. Córka ubogiej imigrantki najmującej się do pracy na farmie, wychowała się w Dolinie Kalifornijskiej jako wyrzutek, mając za dom maleńki budynek gospodarczy, dawną szopę. Ale jej serce odnalazło wolność na bezkresnych polach Farmy Sawyerów i w towarzystwie chłopców, którzy stali się jej jedynymi przyjaciółmi.

Preston wzdychał do Annalii, odkąd był nastolatkiem. Ale przed uczynieniem pierwszego kroku powstrzymywało go poczucie honoru. Aż do pewnego skwarnego, letniego wieczoru, kiedy nie jest się w stanie dłużej powstrzymywać. Tego wieczoru łączą się ich światy – i ciała. Inicjuje to ciąg wydarzeń, który już na zawsze zmieni ich życie.

Annalia wróciła właśnie do miasteczka po tym, jak zniknęła bez śladu na sześć długich miesięcy. Jest pełna determinacji, aby odzyskać swoje serce, swoje życie i dziecko – syna, który przyszedł na świat jako owoc namiętności, miłości i nagromadzonego latami pragnienia.

Preston poradził sobie z żałobą, pustoszącą zbiory suszą i targającym duszę cierpieniem, ale nie ma pewności, czy raz jeszcze poradzi sobie z Annalią. I możliwe, że wcale nie ma ochoty próbować. Czy duma i gorycz powstrzymają go przed sięgnięciem po to, czego pragnie przecież od zawsze?

Jak naprawić to, co zostało nieodwracalnie zniszczone? Jak wybaczyć niewybaczalne? Jak zrozumieć, że prawdziwy honor wywodzi się nie ze słów i okoliczności, ale z głębi serca, gdzie kryje się prawda? I jak poradzić sobie z dawnymi ranami i odkryć, że zdarza się taka miłość, która jest równie stała i niezmienna jak sama ziemia?

Premiera: 28.02.2018

***
Czekacie na nową powieść Mii Sheridan? Przyznam szczerze, że ja nigdy nie miałam z nią [pisarką] jeszcze styczności, ale ta książka od razu przyciągnęła moją uwagę. Znacie inne powieści autorki?

17 lutego 2018

Dlaczego „Rozgrywka” J. Sterling ssie?

Tytuł: Rozgrywka
Tytuł oryginalny: The Perfect Game
Cykl/seria: The Perfect Game (tom 1)
Autor: J. Sterling
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 304
Data wydania: 25 października 2017

Po książki z wątkiem sportowym nie mam okazji sięgać zbyt często, a to dlatego, że takich pozycji powstaje bardzo mało. Wydawnictwa jednak starają się, by nasz polski rynek nie był nudny, urozmaicając go tytułami takimi jak Gracz Vi Keeland czy Układ Elle Kennedy. Pod koniec 2017 roku z inicjatywą wyszło wydawnictwo Sine Qua Non i z końcem listopada wydało Rozgrywkę J. Sterling. Czy to była dobra decyzja?

Jenn Sterling to pisarka mająca na swoim koncie ponad dziesięć powieści. Zadebiutowała w 2012 roku książką The Perfect Game, którą w Polsce wydano jako Rozgrywkę. Jest to pierwszy tom serii o tym samym tytule, skupiający się na uniwersyteckiej gwieździe baseballu oraz dziewczynie, która zawróci mu w głowie.

Jack to gwiazda uczelnianej drużyny baseballowej — przystojny, arogancki, a przy tym bardzo pewny siebie. Nie interesują go związki, wyznaje też zasadę, że nigdy nie umawia się z jedną dziewczyną dwa razy. Jednak zmienia się to, gdy poznaje Cassie, która wydaje się odporna na jego urok osobisty. Za wszelką cenę stara się z nią umówić, a jej opór powoli słabnie. Czy oboje poczują coś więcej?

Przyznam szczerze, że nie jestem w żaden sposób usatysfakcjonowana tą książką. Jej przeczytanie zajęło mi ponad cztery długie miesiące, a ja odetchnęłam, dopiero gdy przeczytałam ostatnie zdanie. To miała być jedna z tych opowieści, które są lekkie, niezobowiązujące, a przede wszystkim przyjemne. Rozgrywka nie zalicza się do żadnej z tych kategorii. Jej czytanie było dla mnie prawdziwą męką — już od dawna nie czytałam tak nudnej, infantylnej i bezsensownej książki.

Dlaczego więc Rozgrywka ssie? Ano dlatego, że jest pełna dziur logicznych, niedokończonych lub słabo rozwiniętych wątków, akcja książki pędzi na łeb na szyję, a autorka zupełnie nie pozwala poznać postaci, z którymi czytelnik ma styczność. Dużym problemem jest kreacja bohaterów, ponieważ Sterling tworzy je dość nieudolnie — z jednej strony skupia się na relacji Cassie i Jacka, z drugiej, praktycznie nie opisuje ich emocji, tego, co czują, zupełnie nie zagłębia się w ich przeszłość, wspominając o niej jedynie mimochodem, a co najsmutniejsze w tym wszystkim — tworzy postacie bezbarwne, nijakie i płaskie. Odniosłam też wrażenie, że autorka zupełnie nie ma pomysłu na całą historię, ponieważ co i rusz tworzyła przeskoki czasowe. Tak naprawdę czytelnik nawet nie ma możliwości poznać Cassie, Jacka lub postaci drugoplanowych. Może co prawda wywnioskować co nieco z wydarzeń rozgrywających się na kartach powieści, ale to trochę za mało, by mówić o dobrej kreacji bohaterów. Pomijając fakt, że postacie są irytujące, bo to już oceni każdy czytelnik indywidualnie, autorka prowadzi je bardzo niekonsekwentnie. Zastanawiam się, czemu to miało służyć.


Zacznę od tego, że książka ta przypomina mi fanfiction osoby, która dopiero stawia pierwsze kroki w pisaniu dłuższych tekstów. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że Rozgrywka jest debiutem J. Sterling i wiele potrafię takim książkom wybaczyć, ponieważ każdy debiutant popełnia mniejsze lub większe błędy, jednak gdy autor robi z czytelnika idiotę, a opisywanymi wydarzeniami papkę z mózgu, to niestety, ale na coś takiego nie potrafię przymknąć oka. Pierwszy rozdział nie był zły — zapowiadał relaksującą lekturę w sam raz do poduszki. Poznałam główną bohaterkę, która wydała mi się nawet rozsądną osobą, z planami i marzeniami, określonymi celami. Była jednocześnie wrażliwą i pełną energii kobietą, powoli wkraczającą w świat dorosłości. Od razu jednak dało się zauważyć, że nie zapałała sympatią do głównego bohaterka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu z treści dało się wywnioskować, że chłopakom pokroju Jacka, mówi stanowczo nie. Zastanawiające i absurdalne jest natomiast to, jak szybko Cassie przekonała się do niego. Wystarczyło jedno słowo lub gest, aby straciła dla niego głowę. Gryzie się to z tym, o czym pisałam w przedostatnim zdaniu. Skoro stroni od tego typu facetów, to dlaczego tak szybko przekonuje się do baseballisty? Opierała mu się całe 30 stron, albo nieco więcej — nawet nie pamiętam. Coś tu nie gra. Podobnie sprawa ma się z postacią męską. Niby przebiera w dziewczynach, niby jest podrywaczem, lecz gdy przychodzi co do czego, to autorka przedstawia nam zupełnie innego faceta. I zrozumiałe jest to, że bohater może zakładać maskę, jak to w większości new adult bywa, jednak zupełnie nie pokrywa się to z tym, o czym mowa w dalszej części książki.

Największym minusem i zdecydowanie największym rozczarowaniem w tej historii jest wątek miłosny, który, jak dla mnie, kompletnie nie trzyma się kupy. To już kolejny tytuł, w którym miłość pojawia się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bohaterowie się poznają, a kilka stron dalej wyznają sobie miłość. Co prawda towarzyszy temu krótki przeskok czasowy, ale czy to naprawdę taki problem rozwinąć relację tej dwójki w taki sposób, by czytelnik poczuł się zaangażowany w ich opowieść? Przygnębiające jest jednak to, w jakiej sytuacji do tego dochodzi. Prawdę mówiąc, miłość w tej książce nawet nie kiełkuje. Ona jest, po prostu. Nic nie napędza tego uczucia, a zachowaniu bohaterów nie towarzyszą praktycznie żadne emocje. Są, bo są, zresztą opisane w bardzo oszczędny sposób, ale ja, jako czytelnik, nie byłam w stanie ich poczuć.

Problemy bohaterów wydają się zbyt mocno wydumane, a niektóre sytuacje są wplecione w historię tylko po to, by książka była dłuższa. Od razu rzuca się to w oczy i niestety, ale działa to tylko na niekorzyść, ponieważ historia staje się jeszcze bardziej tandetna i kiczowata. Oprócz tego, mam wrażenie, że Sterling specjalnie rzucała bohaterom kłody pod nogi, aby w ich życiu działo się coś więcej, i żeby musieli sobie jakoś z nimi poradzić. Tylko co z tego, skoro rozwiązania problemów pojawiały się już kilka stron dalej? Książka ta jest przepełniona absurdami, których liczba rośnie z każdą kolejną stroną. Ostatnie rozdziały były istną katorgą, a ich czytanie zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych.

Autorka czerpie pomysły i rozwiązania z naprawdę wielu książek. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby dodała coś od siebie, nawet mały, najmniejszy element, który sprawiłby, że książka nie byłaby zlepkiem innych historii, które są mi już doskonale znane. Przygryzanie wargi, przewracanie oczami — czy trzeba o tym cały czas pisać? Temu wszystkiemu towarzyszą również liczne powtórzenia, górujące nad opisami sztuczne dialogi, które jednocześnie są napisane bez polotu i na odwal. Styl J. Sterling jest przeciętny, niczym się nie wyróżnia. Rzadko można natknąć się na bardziej rozbudowane zdanie czy opis jakiejkolwiek rzeczy lub sytuacji.

Jak mogę podsumować jednym słowem tę książkę? SZTUCZNA. Przeraźliwie sztuczna. Wydarzenia w żaden sposób mnie nie zaangażowały, bohaterowie zachowywali się tak irracjonalnie i głupio, że to aż przykre, a w dodatku książka wypada naprawdę marnie na tle innych umilaczy czasu. Może spodoba się tym osobom, które mają naprawdę małą, malutką styczność z tym gatunkiem, jednak mimo wszystko na ich miejscu nie nastawiałabym się na jakąś zaskakującą i dobrze napisaną książkę. Tej pozycji mówię stanowczo nie — nie polecam.

Rozgrywka | Zmiana
***
Wersję elektroniczną Rozgrywki przeczytałam dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl

10 lutego 2018

Sekrety są bronią, a spustem milczenie — „Srebrny łabędź”, Amo Jones

Tytuł: Srebrny łabędź
Tytuł oryginalny: Elite King's Club. The Silver Swan
Cykl/seria: Elite King's Club (tom 1)
Autor: Amo Jones
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 336
Data wydania: 16 lutego 2017

Gdybym usiadła do napisania recenzji zaraz po przeczytaniu ostatniego akapitu książki, wiem, że wpis ten wyglądałby zupełnie inaczej. Zapewne byłby pełen zachwytów nad fabułą i emocjonującymi wydarzeniami. Postanowiłam jednak odetchnąć i przemyśleć kilka kwestii związanych z tą książką i moje spostrzeżenia dotyczące Srebrnego łabędzia są zupełnie inne od tych pierwotnych. 

Amo Jones to pisarka pochodząca z Nowej Zelandii. Jest autorką takich serii jak The Devil's Own, Sinful Souls oraz Elite King's Club określanych mianem dark romance. Skłamałabym pisząc, że ta książka nie zrobiła na mnie wrażenia, bo zrobiła i to naprawdę spore. Nie do końca jednak jestem pewna, czy ten typ literatury wpasowuje się w moje zainteresowania. Dark romance, a właściwie dark erotic nie należy bowiem do gatunku, po który często sięgam. Czy jednak autorce udało się mnie oczarować?

Madison po samobójstwie matki i zbrodni, jakiej się dopuściła, przeprowadza się do partnerki, z którą związał się jej ojciec. Jednocześnie zaczyna naukę w nowej, prywatnej szkole, w której krąży legenda o Elite King's Club. Jak się wkrótce okazuje, pogłoski rozsiane przez uczniów elitarnego liceum są prawdziwe, a główna bohaterka będzie miała do czynienia z tajnym klubem więcej, niż by chciała. Z jakiegoś powodu członkowie jej nienawidzą, a jednocześnie dbają o jej bezpieczeństwo. Zaczyna się gra, na którą Madison nie jest przygotowana. Gdy rozpocznie się gra, rozpocznie się też polowanie. Tylko kto wyjdzie z niego cało?

Im więcej myślę o tej książce, tym większe ogarniają mnie wątpliwości. I to nie tyle mam problem z pomysłem na tę historię, ile z postaciami i niektórymi wątkami. Zacznijmy jednak od początku. Tak jak już mówiłam, książka pozytywnie mnie zaskoczyła i to głównie pod względem fabularnym. Nigdy dotąd nie miałam styczności z takim pomysłem, dlatego tytuł ten stanowił dla mnie ciekawą odskocznię od tego, po co zazwyczaj sięgam. Przyznam szczerze, że elitarne kluby czy tajemnicze stowarzyszenia to coś, co lubię oglądać na ekranie, w przypadku książki jeszcze trudno mi zadecydować, bo to dopiero pierwsza, z jaką mam do czynienia. Z każdą kolejną stroną tajemnice i niedomówienia nawarstwiają się, a czytelnik zaczyna być zdezorientowany rozgrywającymi się wydarzeniami.


Nie rozumiem postępowania bohaterów. Ich kreacja jest bardzo pokraczna i czasami łapałam się za głowę, patrząc, co wyczynia Madison lub pozostałe postacie. Choć członkowie Elite King's Club i tak stanowią dla mnie sporą zagadkę, ponieważ nie dowiadujemy się o nich zbyt wiele, a wszystkim momentom, w których się pojawiają, towarzyszy nutka tajemniczości i swoistego mroku. I w ich przypadku nie mogę mówić o złej kreacji, gdyż niezbyt dobrze mogłam im się przyjrzeć. O wiele większy problem mam z główną bohaterką. Czy aby na pewno Amo Jones chciała wykreować postać, która jest zepsuta do cna, a przy tym jednocześnie taka głupia? Myślę, że nie taki był jej zamiar, a wręcz przeciwnie — chciała stworzyć bohaterkę, która jest nieco wycofana, w jakimś stopniu stroni od ludzi, jednak w głębi duszy jest silna i waleczna. Zaprzecza temu jednak zachowanie samej Madison. Chociaż sama o sobie mówi, że nie potrafi nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi lub unika zbliżeń z mężczyznami, jej zachowanie świadczy zupełnie o czymś innym. Mówienie o sobie to jedno, a robienie odwrotnych rzeczy, to drugie. Podczas lektury niejednokrotnie czułam się i zirytowana, ale i zmęczona jej zachowaniem.

To książka, w której na pierwszy plan wysuwają się relacje Madison z członkami Elite King's Club. Brakuje tu jednak przybliżenia sylwetek wszystkich postaci, dzięki którym czytelnik mógłby poznać choć w minimalnym stopniu ich pobudki. Strzępki informacji, którymi dzieli się z nami autorka, na temat ich życia i przeszłości, są niewystarczające, by w pełni zrozumieć ich postępowanie, ale i samą opowieść. Dark erotic, na co sama nazwa wskazuje, obfituje w wiele erotycznych uniesień. Nie potrafię się przyczepić do samego opisu zbliżeń, bo są one jak najbardziej w porządku, jednak pewna sytuacja, w jakiej znalazła się Madison razem z Bishopem (jednym z członków klubu), sprawiła że spojrzałam na tę książkę z większym dystansem. Według mnie ich relacja jest chora, toksyczna, ale i szkodliwa. Szkodliwa nie tylko dla samych bohaterów, a w szczególności głównej bohaterki, ale również dla młodych osób, do których jest ta książka skierowana. Autorka pokazuje w tej powieści Madison, której sposób myślenia oraz światopogląd jest totalnie wypaczony. Nie oczekiwałam, że siedemnastolatka będzie wzorem cnót lub będzie zachowywała się jak dorosła, ale na litość boską...
Sekrety są bronią, a spustem milczenie.
Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy to jest dobra, czy zła książka — ma swoje wady, lecz ma też zalety. Historia, mimo wielu irytujących momentów, wciąga całkowicie, o czym może świadczyć fakt, że skończyłam ją czytać o trzeciej nad ranem i robiłam do jej czytania jedno podejście. Jest lekka, niezobowiązująca, a w dodatku można szybko ją przeczytać. Niewątpliwie wzbudza też emocje. I to nie tylko te złe, lecz również te dobre. Podczas czytania czułam się zirytowana, zdenerwowana, zmęczona, ale także niejednokrotnie uśmiechnęłam się czy też czułam adrenalinę lub euforię.

Srebrny łabędź to jedna z tych książek, z której nic nie rozumiesz, a mimo wszystko chcesz poznać dalsze losy bohaterów. W moim przypadku tak właśnie jest. Autorka zostawiła wiele otwartych furtek, porozpoczynała wiele wątków, które nie znalazły zakończenia w pierwszym tomie, niektóre sprawy wplotła do fabuły, jednak nic nie wskazuje na to, by kontynuowała je w Marionetce, a mimo wszystko nadal chcę przeczytać kontynuację. Odczuwam silną potrzebę poznania do końca tej historii oraz gry, w którą została wplątana Madison. Mam tylko nadzieję, że Amo Jones oszczędzi nam licznych niedomówień i w kolejnym tomie rozwiąże chociaż niektóre wątki, dzięki czemu fabuła będzie bardziej zrozumiała, a czytelnicy bardziej usatysfakcjonowani.

Srebrny łabędź | Marionetka | Whispers from the Dead

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

8 lutego 2018

„Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego”, Samir

Tytuł: Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego
Tytuł oryginalny:
Cykl/seria: -
Autor: Samir
Tłumaczenie: Michał Romanek
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 108
Data wydania: 13 września 2017

Do napisania tej recenzji podchodziłam kilkukrotnie z tego względu, że po prostu nie wiedziałam, jak powinnam ugryźć temat, o którym mowa w książce. Tematyka wojenna nie jest mi obca, tym bardziej obce nie są reportaże czy wspomnienia osób, które brały udział w takich działaniach lub były ich świadkami. Taka literatura nie jest łatwa i prosta w odbiorze. Trzeba poświęcić czas, aby przyswoić historie w niej zawarte. Po przeczytaniu tego krótkiego utworu, musiałam odetchnąć i przemyśleć to, z czym miałam okazję się zapoznać.

Samir to zmyślone imię młodego Syryjczyka, który jest świadkiem wydarzeń rozgrywających się na kartach tej historii. Był korespondentem, który za pomocą SMS-ów i krótkich wiadomości przekazywał informacje o tym, co działo się w kraju, w którym mieszka. Jako mieszkaniec Rakki znalazł się w samym środku walk (Rakka to miasto w Syrii okupowane przez Daisz), ale nie pozostał obojętnym na dziejące się wydarzenia. Telewizji BBC udało się z nim skontaktować, a ta książka jest relacją koszmaru, z którym przyszło mu się zmierzyć. 

Trudno jest tu ocenić język, jakim posługuje się autor, gdyż jest to tylko zapis korespondencji Syryjczyka ze stacją. W krótkich wiadomościach nie przekaże się zbyt wiele, jednak SMS-y, choć oszczędne w słowach, są przepełnione niezliczoną ilością emocji. Czytelnik razem z Samirem przeżywa całą sytuację, czuje ból, który czuł chłopak, niezrozumienie, bezsilność oraz strach. Chłopak przekazuje fakty i istotne z jego perspektywy informacje. Na próżno można tu szukać kwiecistych opisów, ponieważ to nie ten typ literatury. Jeżeli szukacie książki z bogatymi opisami, to niestety, ale muszę Was rozczarować — Zapiski z Rakki skupiają się na relacji wojny domowej i ogromie zniszczeń, a nie na zbędnych opisach. 
Nie sądziliśmy tylko, że społeczność międzynarodowa będzie stała z założonymi rękami, przyglądając się bezczynnie, jak dokonuje się zbrodni na bezbronnych ludziach, domagających się praw, które im się słusznie należą.
Samir przeżywa piekło. Widzi, jak giną ludzie, w tym jego przyjaciele oraz jest świadkiem licznych egzekucji i upadku społeczeństwa. Jedyne, co może zrobić, to walczyć. I tą walką jest właśnie przekazanie informacji o tym, co dzieje się w Rakce oraz jakiego bestialstwa dopuszczają się ludzie, którzy podążają ścieżką chorej ideologii. Samir jest takim samym człowiekiem, jak ja, czy ty. Różnica między nami jest tylko taka, że my jesteśmy bezpieczni, bo w naszym kraju nie trwa wojna, a on niestety nie, ponieważ jego sytuacja nie jest najlepsza. To jeden wielki horror. Jestem przerażona tym, jak bardzo ludzie są zdolni do zrobienia takiej krzywdy innym. Jak wypaczony musi być ich sposób myślenia i jak chory musi być ich system wartości, aby odbierać komuś dom, bliskich oraz kawałek miejsca, w którym człowiek powinien czuć się bezpiecznie. Kto dał przyzwolenie na takie zachowanie? Wojna zawsze zbiera okrutne żniwo, ponieważ podczas niej giną niewinni ludzie, jednak nie do pomyślenia wydaje się fakt, że taki los potrafi zgotować człowiek drugiemu człowiekowi. 

Książka została wzbogacona o liczne ilustracje, które zostały wykonane z niezwykłą starannością. Okładka jest bardzo minimalistyczna i od razu podpowiada czytelnikowi, że to nie będzie ani prosta, ani łatwa lektura (czarny kolor, surowy napis). Obrazki wykonane przez Scotta Coella w połączeniu z tekstem jeszcze bardziej działają na emocje czytelnika. 

Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego to druzgocąca, wzruszająca i poruszająca do cna historia chłopaka, który znalazł się w samym środku wojny domowej. To historia chłopaka, który miał marzenia, plany, chciał ułożyć sobie życie, ale też chciał być kochany, jednak nie było mu to dane. Ta historia to jedno ze świadectw, dzięki któremu my - bezpieczni w swoim kraju - możemy choć częściowo zobaczyć, z jakim horrorem muszą mierzyć się ludzie, którzy żyją w takich miejscach jak Rakka, miejscach ogarniętych wojną.

7 lutego 2018

Miksolog - wstrząśnięty, nie zmieszany — „Cash”, Eve Jagger


Tytuł: Cash 
Tytuł oryginalny: Cash
Cykl/seria: Sexy Bastard (tom 2)
Autor: Eve Jagger 
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik 
Wydawnictwo: Kobiece 
Liczba stron: 328 
Data wydania: listopad 2017

Niecałe pół roku temu pisałam o Hard — książce, która rozpoczęła cykl Sexy Bastard poświęcony silnym osobowościom i elektryzującym romansom. Teraz przychodzę, by opowiedzieć nieco o drugim tomie zatytułowanym Cash. Choć od premiery minęło już trochę czasu, bo około czterech miesięcy, to jednak dopiero teraz miałam szansę, by na spokojnie zapoznać się z tym tytułem. Hard pozytywnie mnie zaskoczyło, choć nie obyło się bez małych wpadek, ponieważ jest to książka niepozbawiona wad. Jak na jej tle wypadła więc druga część? 

Cash Gardner to jeden z najlepszych przyjaciół Rydera - bohatera poprzedniej części. Jest barmanem w atlanckim klubie i jednocześnie jego współwłaścicielem. Praca za barem sprawia, że kobiety lgną do niego jak pszczoły do miodu, a on tym faktem wydaje się usatysfakcjonowany. Savannah to młoda i ambitna prawniczka, która przynajmniej kilka razy w tygodniu zalicza nieudane randki. Pragnie znaleźć prawdziwą miłość, jednak nie może trafić na odpowiedniego faceta. Gdy Cash poznaje Savannah, już wie, że nie będzie mógł zostawić jej w spokoju. Oboje wiedzą, że niewinny flirt nikomu nie zaszkodzi, jednak czy ich serca są na to gotowe? Co zrobią bohaterowie, gdy granica przyjaźni zacznie się rozmywać?

Zawsze, gdy sięgam po drugi tom jakiejkolwiek serii, boję się, że będzie o wiele gorszy od poprzedniego. Obawy te sprawiają, że dość sceptycznie podchodzę do kolejnych tomów, a jednocześnie nie oczekuję od nich czegoś spektakularnego, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie chcę się zawieść. W przypadku Casha mogę śmiało stwierdzić, że jest napisany na podobnym poziomie, co Hard. Całość przyjemnie, a przede wszystkim szybko się czyta, jednak tak samo jak pierwsza część, ma swoje minusy. 

Czy prostą fabułę można uznać za wadę? Myślę, że nie. Czasami takie książki są potrzebne, by móc się wyciszyć i odprężyć. I właśnie do takiego typu lektur zaliczyłabym powieść Eve Jagger. Prosta, niezobowiązująca, idealna na jedno popołudnie. Główną osią fabuły jest romans, który nawiązują bohaterowie, jednak Jagger pokusiła się również o wplecenie kilku innych wątków, tak by czytelnik nie poczuł się przytłoczony rozgrywającym się na kartach powieści romansem. Savannah i Cash stopniowo zbliżają się do siebie, choć na początku oboje trzymają się na dystans, gdyż zarówno ona, jak i on, mają sporo do ukrycia. Od razu zwróciłam uwagę na sposób, w jaki komunikują się ze sobą. Ich słowne przekomarzanki, żarty oraz flirt dodają smaku całej opowieści. Choć od pierwszych stron widać, że bohaterowie mają się ku sobie, to jednak pisarka nie od razu popycha ich w swoje ramiona. O wiele bardziej skupia się na tym, by ze sobą rozmawiali, a nie szli do łóżka.

Autorka stworzyła postacie, które pod względem charakterów pozornie są bardzo różne. Im dalej czytelnik brnie w wydarzenia, tym bardziej zaczyna dostrzegać podobieństwo głównych bohaterów. Nie chodzi tu tylko o cechy charakteru, lecz także o aspiracje i marzenia, o których nie mówią głośno, przynajmniej na początku. Cash jest przezabawnym facetem, szczerze oddanym swojej pasji, czyli tworzeniu drinków. Pierwszy raz mam styczność z bohaterem tak zafiksowanym miksologią, jednak to satysfakcjonujące i ciekawe doświadczenie - oby było takich więcej, bo czasami mi brakuje tej świeżości w literackim świecie. Savannah to nieco zagubiona kobieta, której były chłopak dał nieźle popalić. Teraz z determinacją szuka kogoś, z kim mogłaby spędzić resztę życia. Jej cięty język doprowadza Casha na skraj wytrzymałości. 

Na początku wspomniałam, że Cash nie jest książką idealną. Uważam tak głównie dlatego, że autorka nie stworzyła zaskakującej i oryginalnej historii, lecz czerpała garściami z rozwiązań, które my, czytelnicy, znamy już z wielu innych powieści. Nie jest to oczywiście nic złego, bowiem trudno o oryginalność przy tworzeniu erotyku. To potknięcie zrekompensował mi język, jakim posługuje się Eve Jagger. Nie wiem, czy to zasługa tłumaczenia, czy nie, jednak z prawdziwą przyjemnością chłonęłam każdy akapit, który wyszedł spod pióra autorki. Nie każdy pisarz posiada lekkość do tworzenia opisów czy dialogów. To umiejętność, którą nie każdy jest w stanie posiąść. W Cashu co prawda jest więcej dialogów niż opisów, jednak w żaden sposób mi to nie przeszkadzało. Są spójne, naturalne, a rozmowy bohaterów obfitują w liczne żarty i przekomarzanki. Widzę też poprawę w jej warsztacie, gdyż podczas Hard natknęłam się na liczne niedociągnięcia, tutaj udało się tego uniknąć.

Jak w przypadku Hard, tak i w przypadku drugiego tomu przeszkadza mi to, w jaki sposób autorka zakończyła historię bohaterów. Wciąż uważam, że obu częściom przydałoby się kilkadziesiąt stron więcej, by wszelkie wątki zostały zamknięte, a rozwiązanie problemów nie przyszło postaciom z taką łatwością. Choć to relacja Savannah oraz Casha jest na pierwszym miejscu, to jednak czuję niedosyt związany z pozostałymi wydarzeniami. 

Cash to dobra kontynuacja serii Sexy Bastard. Autorka nie wzniosła się nią na literackie wyżyny, jednak sprawiła, że przyjemnie spędziłam popołudnie z główną parą. Lekka, niezobowiązująca lektura, która z całą pewnością umili czas niejednej osobie. Dla osób, które cenią sobie lżejszą literaturę, ten tytuł będzie jak znalazł. Może i Ty się skusisz?

Sexy Bastard:
Hard | Cash | Knox | Jackson

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

5 lutego 2018

Z pozoru idealni, gnijący od środka: „Z popiołów", Martyna Senator

Tytuł: Z popiołów
Tytuł oryginalny: Z popiołów
Seria/cykl: Z popiołów (tom 1)
Autor: Martyna Senator
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 336
Data wydania: 8 listopada 2017

Martyna Senator to młoda pisarka, która zadebiutowała  w 2015 roku książką Kiedy wolność mówi szeptem. W ciągu dwóch lat wydała jeszcze dwa utwory (Ósmy kolor tęczy, Zanim zgasną gwiazdy), a Z popiołów jest jej najnowszym dziełem. Pierwsze spotkanie z twórczością Senator wypadło zaskakująco dobrze. Nie spodziewałam się górnolotnej historii, nie nastawiałam się też specjalnie na coś wyjątkowego, ani na coś do bólu przewidywalnego. Zainteresował mnie opis, dlatego też postanowiłam sięgnąć po pierwszy tom i przekonać się na własnej skórze, czy było warto.

Niełatwo jest uciec od przeszłości, a jeszcze trudniej jest się z nią pogodzić. Niektóre wydarzenia bywają bolesne, potrafią zniszczyć psychikę do tego stopnia, że człowiek zaczyna bardziej przypominać wrak, niż żywą, pełną energii osobę. O tym przekonała się bohaterka książki Z popiołów. Sara po traumatycznych wydarzeniach stara się żyć na nowo. Nie ma jednak już zaufania do ludzi, a każdy dzień jest walką o lepsze jutro. Do kontaktów z innymi podchodzi z dużą dozą rezerwy, a na uczucie takie jak miłość, nie ma miejsca w jej życiu. Do momentu, gdy poznaje JEGO. Przypadkowe spotkanie i ratunek dziewczyny z opresji przeradza się w dłuższą znajomość. Jak poradzą sobie w tej sytuacji bohaterowie, skoro obojgu przyszłość nieustannie o sobie przypomina? Czy Sara zdobędzie się w końcu na odwagę i pozwoli jakiemuś mężczyźnie zbliżyć się do siebie? Czy Michał będzie w stanie zdobyć serce dziewczyny?

Z popiołów to książka bardzo życiowa. Autorka nie sili się na ckliwość ani nie skupia się na romansie. Jej opowieść jest czymś więcej niż zwykłą opowiastką o dwójce zakochanych ludzi z bagażem doświadczeń. Przede wszystkim to historia, w której bohaterowie starają się na nowo zacząć żyć. Choć życie oraz pewne sytuacje ich nie rozpieszczały, oni nieustannie ciągle próbują walczyć o swoje szczęście. Pragną odrobiny spokoju i wytchnienia. Martyna Senator w taki sposób kreuje swoje postacie, by czytelnik w każdej chwili mógł się z którąkolwiek z nich utożsamić. Zarówno Sara, jak i Michał mają wzloty i upadki. Niosą ze sobą bagaż traumatycznych doświadczeń, który odciska na nich piętno i nie pozwala normalnie funkcjonować. Sara ciągle próbuje zapomnieć o przeszłości, która nieustannie daje o sobie znać, Michał natomiast przybiera maskę, nie pozwalając, by ktokolwiek zobaczył, jakim człowiekiem jest naprawdę.


Akcja książki toczy się jednostajnym tempem. Narracja prowadzona jest zarówno z perspektywy Michała, jak i Sary, co pozwala poznać czytelnikowi pobudki bohaterów, ale także ich uczucia i emocje, jakie nimi targają. Książka jest podzielona na dość krótkie rozdziały, pisane naprzemiennie z perspektywy dziewczyny lub chłopaka, jednak początkowo to właśnie Sara ma więcej do opowiedzenia. Z czasem do głosu zaczyna dochodzić Michał, za sprawą którego czytelnik ma okazję poznać jeszcze większą liczbę bohaterów drugoplanowych.

To historia bardzo prosta, która opowiada nie tylko o radzeniu sobie z wydarzeniami z  przeszłości, lecz także o stopniowo rodzącej się miłości między parą głównych bohaterów. Opowiada o przebaczeniu, o ukojeniu i szukaniu bliskości u drugiego człowieka. Jednocześnie to powieść przepełniona tajemnicami i niedomówieniami. Dodatkowo autorka zwraca  uwagę na temat, o którym niekoniecznie mówi się na co dzień, a mianowicie na przemoc domową. Jednak tu nie chodzi o przemoc fizyczną, lecz psychiczną, której bardzo często doświadczają osoby z bogatych domów. To właśnie osoby o takim statusie społecznym codziennie mierzą się z obojętnością rodziców, których interesuje wyłącznie praca albo oni sami. Z popiołów to też opowieść, w której dużą rolę odgrywa przyjaźń, bowiem każdy z nas potrzebuje przyjaciela, na którego będzie mógł liczyć w chwili zwątpienia.

Martyna Senator operuje pięknym i bogatym językiem. Każdy nawet najkrótszy opis jest dopracowany do perfekcji, a całość czyta się z niezwykłą lekkością. Dialogi nie są wymuszone czy też sztuczne, a dodatkowo zostały wzbogacone o slang, którym na co dzień posługują się młodzi ludzie. Jest to też książka, w której dużą rolę odgrywa muzyka. Poszczególne rozdziały zostały wzbogacone o teksty piosenek, co stanowi ciekawe urozmaicenie całej powieści, ze względu na przesłanie, jakie ze sobą niosą.

Choć moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki wypadło zaskakująco dobrze, to jednak mimo wszystko czuję niedosyt związany z opowiedzianą przez Martynę Senator historią. Książka jest napisana prostym, ale ciekawym językiem, wydarzenia pozwalają zaangażować się czytelnikowi, a całokształt określiłabym mianem dobrej powieści, ale... no właśnie, tylko dobrej. Poszczególne sytuacje czy bohaterowie nie byli w stanie mnie do siebie przekonać, choć naprawdę niezbyt wiele mogę zarzucić całej powieści. Problem leży w tym, że książka nie wywołała we mnie jakichś większych emocji. Była do bólu poprawna, co stanowi zarówno jej zaletę, jak i wadę. Zabrakło mi w tej opowieści czegoś, co dosłownie by mną wstrząsnęło lub wywołało większe emocje. Niemniej sądzę jednak, że fanom autorki, a nawet miłośnikom literatury New Adult, ta historia przypadnie do gustu.

***
Ze egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

2 lutego 2018

Jesteś moją anomalią, „Turbulencja”, Whitney G

Tytuł: Turbulencja
Tytuł oryginalny: Turbulence
Cykl/seria: Turbulence (tom 1)
Autor: Whitney G.
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 480 
Data wydania: 17 listopada 2017

Rzadko kiedy trafiam na książki, których akcja dzieje się w przestworzach. Jakoś nie pamiętam konkretnego tytułu, który opowiadałby historię pilota i stewardessy, dlatego książka Whitney Garcii Williams wydała mi się na tyle interesująca, by po nią sięgnąć. Jaka więc okazała się Turbulencja i jak wypadła na tle innych powieści z tego gatunku? 

Gillian przeprowadza się do Nowego Jorku, by w końcu uporządkować swoje życie, a jednocześnie pokazać rodzinie, że jest coś warta. Znajduje pracę jako stewardessa. Podczas jednego z lotów poznaje aroganckiego i chamskiego pilota, który jednak przyciąga ją niczym magnes. Mężczyzna nie jest fanem serduszek, randek ani trzymania się za ręce, dlatego bohaterowie zawierają prosty układ - jedyne, co będzie ich łączyć, to seks. Tylko czy taki układ ma sens, gdy w grę zaczną wchodzić uczucia? 

Przyznam szczerze, że motyw układów, które zawierają bohaterowie w jakiejkolwiek książce, jest bardzo popularny i przewinął się przez dziesiątki, o ile nie setki, tytułów. Jeśli jest dobrze wykreowany i w jakiś sensowny sposób poprowadzony, nie mam prawa do niczego się przyczepić, jednak, gdy autor zbyt mocno skupia się na samych opisach scen intymnych i nie dostarcza czytelnikowi informacji o bohaterach lub ich życiu, lub co gorsza, nie wywołuje w nim żadnych emocji, czuję się rozczarowana. Na szczęście w Turbulencji nie natkniecie się na nudny wątek, bowiem obfituje on przede wszystkim w emocje. Autorka konsekwentnie opisuje całą zażyłość bohaterów, nie pozwala, by czytelnik poczuł się znudzony perypetiami Jake’a i Gillian, którzy raz za razem zaskakują swoimi wyborami. Są charakterni, a dodatkowo między nimi nieustannie dochodzi do mniejszych lub większych sprzeczek. Gillian to z pozoru twarda kobieta, która stara się ustabilizować własne życie, a jednocześnie coś osiągnąć. Na wsparcie rodziców i reszty rodziny nie może liczyć, dlatego musi radzić sobie sama. Jest zaradna i pomysłowa, lecz także, jak każda kobieta, potrzebuje mężczyzny, który byłby w stanie się nią zaopiekować. Jake to natomiast facet, który potrafi doprowadzić każdego, kto przebywa z nim dłużej niż pięć minut w jednym pomieszczeniu, do szału. Chamski, ironiczny, czasami egoistyczny i nie dopuszczający do siebie praktycznie nikogo. Nie interesują go randki, a tym bardziej jakiekolwiek związki. Wszystkie kobiety odprawia z kwitkiem, bo jedyne, co go interesuje, to przelotna zabawa i przygodny seks. Lubi dominować i ustalać granice. Pod maską drania kryje się zupełnie inny mężczyzna. Autorka nie mówi o tym wprost, bo to właśnie śledzenie zachowania pilota pozwala poznać go lepiej, a tym samym czytelnik jest w stanie dowiedzieć się dużo więcej o jego życiu. Warto więc wczytywać się uważnie w treść i zwracać uwagę na małe gesty bohaterów.



Relacja głównej pary jest dość skomplikowana, ze względu na targające nimi uczucia. Niejednokrotnie bohaterowie prowadzą wewnętrzne monologi, które mają dać upust ich emocjom, jednak ich zachowanie często przeczy temu, o czym w danej chwili myślą. Są postaciami, które często działają pod wpływem chwili, nie bacząc na konsekwencje. Choć to właśnie Gillian wydaje się być tą, którą w większym stopniu ogarniają wątpliwości. Romans, jaki nawiązują na pokładzie samolotu, jest elektryzujący, namiętny i pełen seksualnego napięcia. Jest świetnym dopełnieniem całej historii i zdecydowanie nie dominuje nad pozostałymi wątkami. Miłość kiełkuje powoli i stopniowo, a w grę nie wchodzi wyłącznie cielesność. Bohaterowie starają się nie angażować w niektóre sytuacje, jednak czasami im to zupełnie nie wychodzi, za co niejednokrotnie płacą wysoką cenę. Jak na erotyk przystało, książka obfituje w liczne sceny erotyczne, jednak w żaden sposób nie są one dominującą częścią historii. 

Język, jakim posługuje się Whitney Gracii Williams, jest z pozoru bardzo prosty, jednak nie zmienia to faktu, że książkę czyta się nadzwyczaj dobrze. Lekki styl autorki pozwala zaangażować się w wydarzenia i skupić się na treści. Dialogi, które tworzy, są niewymuszone, lecz naturalne i dopasowane do środowiska, w jakim wychowali się bohaterowie. 

Turbulencja być może okaże się idealną lekturą dla tych osób, które cenią sobie nieoczywiste rozwiązania w książkach, lecz także dla tych, które szukają w romansach jakiejś głębszej fabuły lub angażujących wydarzeń. Z całą pewnością to nie książka, która niesie ze sobą jakieś przesłanie, jednak można spędzić z nią przyjemny wieczór. To opowieść, w której przeszłość często daje o sobie znać i często komplikuje życie bohaterów. 

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia