27 lutego 2018

Kat z przeszłości — „Moje miejsce na ziemi”, J. Daniels

Tytuł: Moje miejsce na ziemi
Tytuł oryginalny: Where I Belong
Cykl/seria: Alabama Summer (tom 1)
Autor: J. Daniels
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 320
Data wydania: 31 stycznia 2018

Moje miejsce na ziemi J. Daniels rozpoczyna kilkutomową serię zatytułowaną Alabama Summer. Każda część opowiada o innej parze bohaterów, którzy są ze sobą w jakiś sposób połączeni. Pierwszy tom skupia się na historii Mii i Bena. Książka została wydana przez Edipresse Książki, a jej premiera odbyła się 31 stycznia 2018 roku.

Od najmłodszych lat brat najlepszej przyjaciółki nabijał się, skutecznie obniżając jej samoocenę. Nie raz i nie dwa sprawiał, że pękało jej serce, a ona czuła się jak odmieniec. Teraz jednak jest dorosłą kobietą, która zna swoją wartość. Po metamorfozie jaką przeszła nikt nie jest w stanie jej poznać. Mia Corelli ma w końcu okazję wrócić do miasta — zamierza spędzić wakacje z przyjaciółką z dawnych lat, Tessą, jednak cały czas obawia się spotkania z osobą, która wyrządziła jej taką krzywdę. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że przyjaciółka będzie chciała ją umawiać na randki i spotkania z mężczyznami, dlatego postanawia stracić dziewictwo z przypadkowo poznanym mężczyzną. W barze poznaje faceta, z którym spędza swój pierwszy raz. Rano znika. Nie znają swoich imion i nic o sobie nie wiedzą. Do czasu, kiedy ich drogi ponownie się krzyżują, ale niekoniecznie w okolicznościach, w których oni by tego chcieli.

Łatwo można domyślić się, jak historia potoczyła się dalej. Jeżeli ktoś jeszcze nie zgadł — zajrzyjcie do opisu znajdującego się na jakiejkolwiek stronie internetowej. Nie będzie to spojlerem, gdy napiszę, że mężczyzna, z którym przespała się Mia, okazał się bratem jej najlepszej przyjaciółki, znienawidzonym Benem, który na każdym kroku uprzykrzał jej życie. Fabuła nie jest więc w żaden sposób zaskakująca czy oryginalna. J. Daniels próbuje rozwinąć rozgrywającą się historię, wprowadzając kilka nowych wątków, tak, by opowieść nie skupiała się wyłącznie na parze głównych bohaterów. Mam mieszane uczucia, co do tego, jak to jej wychodzi. Ilość wątków z każdą kolejną stroną rośnie, jednak po przeczytaniu ostatniej strony, kilka z nich zostaje niewyjaśnionych, tak jakby autorka zapomniała o nich lub żeby były one pustymi zapychaczami książki. Moje miejsce na ziemi jest momentami niespójne, nudne, a także przewidywalne. Jest lekką opowieścią, którą można przeczytać za jednym razem, jednak nie było w stanie wywołać we mnie jakichś większych emocji.

Sama do końca nie wiem, do jakiego gatunku powinnam zakwalifikować ten tytuł. Z jednej strony mogę rozpatrywać go jako new adult, ponieważ bohaterowie są bardzo młodzi, borykają się z różnego rodzaju problemami, a sama książka po prostu pasuje do tego nurtu. Z drugiej strony mogę zaliczyć ją do romansów, jednak patrząc na treść, najbliżej jej i tak do erotyku. Autorka zbyt mocno skupiła się na scenach erotycznych, które przysłoniły pozostałe wydarzenia, nie pozwalając tym samym poznać bohaterów tak, jak powinniśmy. Możemy ocenić ich tylko powierzchownie, bo Daniels skąpi nam opisów tego, co czują. Sceny erotyczne to jeden z elementów, które były gwoździem do trumny dla tej książki. Drugim, który przeważył szalę na niekorzyść tego tytułu, było złe poprowadzenie wątku miłosnego. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale niesamowicie irytuje mnie fakt, gdy książka, która stawia romans, zupełnie nie wykorzystuje jego potencjału. Autorka chciała zapewne wzbudzić w czytelniku emocje i pokazać wszechogarniające uczucie, któremu ulegają bohaterowie. Nie wątpię, że zamiary pisarki były dobre. Tyle tylko, że wyszło, jak wyszło. Trochę ciężko mówić tu o miłości skoro ona w żaden sposób się nie rozwija. Nawet do końca nie wiadomo, kiedy to uczucie pojawia się między bohaterami, bo niestety, ale J. Daniels nie przybliża nam tej sytuacji. Zamiast tego, jak już wspominałam, otrzymujemy liczne sceny erotyczne, które, jak wynika z książki, napędzają to uczucie. Moje pytanie brzmi: jak? I jakie uczucie? Bo ja żadnego nie dostrzegłam. Jeżeli liczycie na miłość z prawdziwego zdarzenia i romans stworzony z rozmachem, w którym bohaterowie stopniowo poznają się i powoli zakochują się w sobie, to niestety, ale w tej książce tego nie doświadczycie. Bohaterowie ulegają namiętnościom, poddają się pożądaniu, ale na nic innego nie można liczyć.

Równie niezrozumiałe jest postępowanie Mii, która po tylu latach szyderstw i słów, których nie można zaliczyć do komplementów, potrafi w jednej chwili przejść do porządku dziennego, tak jakby nic w ubiegłych latach nie wydarzyło się. Trochę nie pasuje mi to do osoby, która wpadła w kompleksy, i której przez ten okres czasu było ciężko normalnie funkcjonować. Dziewczyna po tych wszystkich wydarzeniach stała się zupełnie inną osobą: silną, stąpającą twardo po ziemi. Co z tego, skoro wystarczył jeden gest Bena, by straciła dla niego głowę, a wszystko to, o czym była mowa na początku, przestało mieć znaczenie. Ludzie się zmieniają, ale czy na pewno aż w takim stopniu?

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla pozostałych bohaterów? W tym problem, że go zbyt dużo nie ma. Pojawia się kilka drugoplanowych, a także epizodycznych postaci, jednak są one, bo są i nic więcej. Żałuję, że autorka nie rozwinęła jednego z wątków związanych z bliską osobą głównej bohaterki, bo ten pomysł mógł naprawdę pomóc temu tytułowi. Zamiast tego J. Daniels poszła po linii najmniejszego oporu i potraktowała po macoszemu tę sytuację. Końcowe wydarzenia związane z tą osobą wywołują u mnie niesmak, zażenowanie i irytację. Co więcej, gdy na horyzoncie pojawiał się Ben, Mia zapominała o bożym świecie. Jakby inne osoby nie miały dla niej znaczenia.

Moje miejsce na ziemi to książka, w której powielane są wszystkie możliwe schematy, bohaterowie zachowują się irracjonalnie, a miłość pojawia się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Na próżno można szukać tu oryginalnej fabuły lub spójnej historii. Choć książkę  J. Daniels czyta się naprawdę szybko, to jednak nie jestem w stanie powiedzieć nic pozytywnego. Po przeczytaniu tylu książek z tego gatunku coraz łatwiej jest rozpoznać wartą uwagi książkę — ta niestety do takich nie należy. 

Alabama Summer:
Moje miejsce na ziemi | Wszystko, czego pragnę | Gdy upadnę | Nasze miejsce na ziemi | To, czego potrzebuję 

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki.

26 lutego 2018

PRZEDPREMIEROWO: „Kredziarz”, C. J. Tudor

Tytuł: Kredziarz
Tytuł oryginalny: The Chalk Man
Cykl/seria: -
Autor: C. J. Tudor
Tłumaczenie: Piotr Kaliński
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 384
Data wydania: 28 lutego 2018

Obserwując mojego bloga, bardzo łatwo można zauważyć, że kryminały, thrillery czy horror nie są gatunkami, po które często sięgam. Nie jest to spowodowane oczywiście tym, że nie lubię takich książek — wręcz przeciwnie — od czasu do czasu zdarza mi się coś w tym stylu przeczytać, jednak gdy mam zbyt dużo na głowie, wolę sięgnąć po coś lżejszego. Kredziarz jest pewnego rodzaju przerywnikiem. Chciałam sięgnąć po książkę, która wciągnie mnie już od pierwszych stron. Zapewne gdyby nie promocja tego tytułu w mediach społecznościowych i jej porównania do Stranger Things czy It Stephena Kinga, nieprędko bym po nią sięgnęła. Zacznijmy jednak od początku.

C. J. Tudor to początkująca pisarka, a Kredziarz to jej literacki debiut. Autorka urodziła się Salisbury, a dorastała w Nottingham. Obecnie mieszka tam z partnerem oraz córką. Zanim zaczęła pisać, była prezenterką telewizyjną stacji Channel 4. Do napisania Kredziarza zainspirowało ją pudełko kredy, które przyjaciel podarował jej córce na drugie urodziny. Pewnego popołudnia rysowały kredowe postacie na podjeździe. Gdy wieczorem Tudor wyszła na zewnątrz, natknęła się na mnóstwo rysunków małych ludzików, które z daleka przyglądały się jej złowieszczo. Zadzwoniła do swojego partnera i powiedziała: Ci kredowi ludzie wyglądają przerażająco w ciemnościach...*

Eddie wraz z przyjaciółmi mieszka w jednym z angielskich miasteczek. Spędzają czas podobnie, jak większość osób w ich wieku: bawią się, wygłupiają, szukają nowych przygód. Ich sposobem na komunikację staje się rysowanie kredą — kod, za pomocą którego są w stanie ostrzec drugą osobę lub poinformować ją o miejscu spotkania. Jednak rysunki okazują się dla nich zgubne — jeden z nich zaprowadza ich do zwłok i od tej pory nic nie jest już takie samo. Mija trzydzieści lat, a pewnego razu Eddie dostaje dziwną wiadomość, która nawiązuje do wydarzeń z 1986 roku. Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że gra rozpoczęta kilkanaście lat temu jeszcze się nie skończyła.


Nie ulega wątpliwości, że autorka doskonale radzi sobie z budowaniem napięcia. Od samego początku nie trudno oprzeć się wrażeniu, że książka jest skąpana w specyficznej aurze, która dodaje jeszcze więcej tajemniczości całemu utworowi. W czytelniku rodzi się wiele wątpliwości, lecz także pojawia się niepewność i zapala się czerwona lampka, która podświadomie każe odbiorcy uważnie śledzić rozwój wydarzeń. Wydarzenia z teraźniejszości (2016) przeplatają się z tymi z przeszłości (1986), powodując tym samym, że akcja toczy się dwutorowo. C. J. Tudor postawiła na prostotę — język, jakim posługuje się autorka, nie jest skomplikowany, ani zbyt wyszukany, jednak stanowi to ogromny plus, gdyż zagmatwane zdania czy kwieciste (aż nazbyt!) opisy mogłyby dekoncentrować czytelnika.

Kredziarz to nie tylko książka, w której znaczącą rolę odgrywa śledztwo czy próba rozwikłania zagadki związanej z okrutnym morderstwem. To także opowieść o próbie uporządkowania własnego życia po traumatycznych i niepokojących wydarzeniach. Jest także swoistą próbą zmierzenia się z demonami, obawami, ale i strachem, który przepełnia życie bohaterów. Opowiada także o niełatwej przyjaźni, trudnym dzieciństwie, jak również o dziesiątkach kłamstw i niedomówień. Tudor zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz — karma wraca.  Autorka nie skupia się wyłącznie na głównym wątku, lecz dba także o poboczne, które mają ogromny wpływ nie tylko na bohaterów, ale i na rozwój wydarzeń. Pozostałe wątki są dopełnieniem całości, dzięki czemu historia staje jeszcze bardziej rzeczywista i nieco bliższa czytelnikowi.  Pozwala mu „wsiąknąć” w opowieść, łapie go w swoje sidła i nie wypuszcza aż do przeczytania zakończenia. Może wydawać się, że niektóre wątki nie mają takiego znaczenia w kontekście tego, co wydarzyło się trzydzieści lat temu, jednak jedno jest pewne — warto zwracać uwagę na szczegóły, bo nawet najmniejszy element może okazać się przydatny.

Bohaterowie są wyraziści i od razu zwracają uwagę czytelnika. Każdy z nich ma coś na sumieniu, a jednocześnie wielu z nich potrafi wzbudzić naszą sympatię. Świetna, lecz przede wszystkim przemyślana kreacja sylwetek postaci sprawia, że ich zachowanie staje się bardziej zrozumiałe. Cała gama bohaterów przewijających się nie tylko przez teraźniejszość, ale i przeszłość, stanowi zdecydowany atut tej książki. Przeskoki czasowe pozwalają spojrzeć na nich z lekkiego dystansu, a jednocześnie my, jako czytelnicy, jesteśmy w stanie dostrzec, jak zmienili się na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat.
— Jest jeszcze coś — mówi.
— Co?
[...]
— Wiem, kto naprawdę ją zabił.
Dla wielu osób, szczególnie tych lubujących się w kryminałach czy też thrillerach, ta książka może nie być czymś wyjątkowym lub zaskakującym, jednak dla mnie, osoby, która nie ma okazji często sięgać po ten gatunek, Kredziarz okazał się bardzo satysfakcjonującą lekturą. Z dużym zaangażowaniem śledziłam rozwój wydarzeń i jak najszybciej chciałam poznać zakończenie, które mimo wszystko okazało się małym rozczarowaniem. Myślałam, że autorka nieco bardziej pobawi się z czytelnikami i nie dopuści do tego, by finał był tak oczywisty. Mimo wszystko nie czuję, by czas, który spędziłam przy tej książce, był czasem straconym. Świetnie się bawiłam, poznałam kolejną interesującą pozycję, do której mam nadzieję wkrótce powrócę, a co najważniejsze — przeczytałam bardzo udany debiut, od którego nie mogłam się oderwać.

***
Za szansę przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

* - informacje (w języku angielskim) pochodzą z Goodreads, z profilu autorki.

24 lutego 2018

„Ciało”, Audrey Carlan

Tytuł: Ciało
Tytuł oryginalny: Body
Cykl/seria: Trylogia Namiętności
Autor: Audrey Carlan
Tłumaczenie: Anna Szafran
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 496
Data wydania: 17 stycznia 2018

Ostatnio mam ogromnego pecha do książek, po które sięgam. Niestety, ale okazują się one sporymi rozczarowaniami, co w gruncie rzeczy sprawia, że coraz mniej mam ochotę sięgać po romanse czy erotyki. To sprawiło również, że teraz do powieści podchodzę z większym dystansem. Tylko problem w tym, że mimo dystansu, nie sposób nie dostrzec wad danej pozycji. Czy jednak Ciało było w stanie zaspokoić mój czytelniczy głód?

Ciało Audrey Carlan jest pierwszym tomem Trylogii Namiętności, która swoją drogą trylogią nie jest, bo liczy pięć tomów. W skład tej serii wchodzą: Ciało, Umysł, Dusza, Życie oraz Los. Pierwsza część miała premierę 17 stycznia, a premiera drugiej zaplanowana jest na marzec tego roku. Audrey Carlan to pisarka mająca już na swoim koncie inne serie, takie jak Calendar Girl (znana u nas jako Dziewczyna na miesiąc), Falling czy Lotus House.

Gdy Gillian poznaje Chase’a, nie wie jeszcze, że ten wywróci jej dotychczasowe życie do góry nogami. Ten pewny siebie mężczyzna doskonale wie, czego chce i nie pozwoli, by ich spotkanie było tym ostatnim. Oboje jednak zdają sobie sprawę, że nie tak łatwo będzie ukryć przed drugą osobą swoja przeszłość, która jak na złość nieustannie daje o sobie znać.

Początkowo myślałam, że będzie to typowy erotyk. Takie odniosłam wrażenie po przeczytaniu około 230 stron, które, mówiąc szczerze, niemiłosiernie mi się dłużyły — nie byłam zainteresowana ani trochę, powiedziałabym nawet, że mnie wynudziły. Zraził mnie szczególnie wstęp i początkowe rozdziały z tego względu, że praktycznie już od pierwszych stron bohaterowie nie kryli swojego rosnącego pożądania, a tym samym - szybko poddawali się ogarniającej żądzy, która wręcz ich rozsadzała od środka. Nie zraziłam się jednak na tyle, by odłożyć książkę — postanowiłam najpierw przeczytać Ciało do końca, a potem podsumować to, co podobało mi się w tej historii, a co nie. Gdy przebrnęłam już przez te najnudniejsze — według mnie, oczywiście — rozdziały, książka okazała się sporym zaskoczeniem.

Ciało nie jest książką, w której autorka sięgnęła po nowe rozwiązania. Jest typowym erotykiem, który mimo wszystko angażuje czytelnika i nie pozwala mu oderwać się od książki. Liczne sceny erotyczne nie przysłaniają reszty wątków — jest miejsce na przeszłość bohaterów, ich przemyślenia oraz kontakty z innymi ludźmi. Carlan nie skupia się wyłącznie na dwójce głównych bohaterów i ich zażyłości, lecz sukcesywnie stara się prowadzić akcję do przodu. Książka wyróżnia się dynamicznym rozwojem wydarzeń, czego nie można powiedzieć o wielu innych tytułach z tego gatunku.

Początkowa relacja bohaterów opiera się wyłącznie na seksie. Postacie jednak czują, że to, co ich łączy, nie skończy się wyłącznie zabawą w łóżku. Gdy zaczyna kłębić się w nich coraz więcej uczuć, są przerażeni. Ich relacji towarzyszy nieustanne seksualne napięcie, które jest widoczne na każdej stronie, a między nimi zauważalna duża chemia, która raz za razem nie pozwala im racjonalnie myśleć. Sami bohaterowie nie są wykreowani tak źle, jak zakładałam. Chociaż nie zapałałam dużą sympatią do postaci kobiecej, to jednak nie mogę powiedzieć, że autorka nie zadała sobie trudu, by ją stworzyć. Po wielu przejściach i po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości Gillian z dużą dozą ostrożności podchodzi do kontaktów z mężczyznami — jest nieufna i stara trzymać się od nich na dystans. Jednak gdy poznaje Chase'a, wielką korporacyjną szychę, jej nieśmiałość i ostrożność gdzieś znika. Facet oczarowuje ją do tego stopnia, że niejednokrotnie nie potrafi wydusić z siebie jakiegokolwiek słowa, a dodatkowo nieustannie zachwyca się jego perfekcyjnym ciałem i wychwala go pod niebiosa. Sama nie wiem, czy to po prostu zauroczenie Chasem sprawiło, że zachowanie bohaterki diametralnie uległo zmianie, czy zadecydował o tym inny czynnik. Chase to natomiast mężczyzna, który wie, czego chce w życiu. Nie bawi się w podchody, lecz stawia sprawę jasno. Lubi rozdawać karty i być tym, który decyduje o wszystkim, jednak potrafi też pójść na kompromis. Jednocześnie jest postacią, która potoczy otoczyć opieką drugą osobę, stać go na czułość i poświęcenie, jednak jak szukacie księcia z bajki i chodzącego ideału, to niestety, ale nie tędy droga. 

Styl autorki jest przyjemny w odbiorze. Audrey Carlan tworzy zarówno krótkie, jak i długie zdania, które są mniej lub bardziej rozbudowane. Zachowuje między nimi balans, dzięki czemu wszystko jest dobrze wyważone, a przez książkę niemal się płynie. Podobnie ma się sprawa z dialogami i opisami. Autorka nie skłania się tylko ku jednej rzeczy, lecz dba, by liczba dialogów nie dominowała nad opisami. One z kolei nie są tylko pustymi zdaniami — są treściwe i idealnie odwzorowują to, co pisarka ma na myśli. Czytelnik jednocześnie nie ma wrażenia, że czyta niedopracowaną powieść, gdyż autorka zadbała zarówno o aspekty językowe, jak i fabularne. Choć początkowe wydarzenia oraz relacja bohaterów zbyt szybko rozwinęły się, to jednak całej reszcie, tj. samej charakterystyce postaci, tłu wydarzeń lub też przeszłości, która stale daje bohaterom o sobie znać, nie mam zbyt wiele do zarzucenia. Carlan stworzyła spójną, choć pod pewnymi względami schematyczną historię i pozostawiła czytelnika z mnóstwem pytań.

Krótko podsumowując. Ciało to typowy erotyk, w którym rozwijająca się relacja bohaterów nie opiera się tylko i wyłącznie na zbliżeniach. Autorka stara się wzbudzić w czytelniku emocje, rzucając bohaterom kłody pod nogi oraz przybliżając ich postacie. Zakończenie sprawiło, że koniecznie muszę sięgnąć po drugi tom, ponieważ jestem ciekawa, jak potoczy się ta historia i czy moje przypuszczenia co do rozwoju wydarzeń są słuszne. Myślę, że po tę pozycję śmiało mogą sięgnąć osoby, które lubią erotyki i dynamiczną akcję, a jednocześnie takie, które po prostu chcą się odprężyć. To dobra książka, która pozostawia po sobie lekki niedosyt.

***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Edipresse Książki.

21 lutego 2018

ZAPOWIEDŹ: „Kredziarz”, C. J. Tudor

Tytuł: Kredziarz
Tytuł oryginalny: The Chalk Man
Cykl/seria: -
Autor: C. J. Tudor
Tłumaczenie: Piotr Kaliński
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 388
Data wydania: 28 lutego 2018

W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika.

Premiera: 28.02.2018



***
Zamierzacie sięgnąć po debiut C. J. Tudor?

© fb: Kredziarz

20 lutego 2018

ZAPOWIEDŹ: „Bez pożegnania”, Mia Sheridan

Tytuł: Bez pożegnania
Tytuł oryginalny: Preston's Honor
Cykl/seria: -
Autor: Mia Sheridan
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: ?
Data wydania: 28 lutego 2018

Byli braćmi – bliźniakami – i choć kochałam obu, to moje serce należało tylko do jednego z nich.

Annalia Del Valle kochała Prestona Sawyera praktycznie od zawsze. Córka ubogiej imigrantki najmującej się do pracy na farmie, wychowała się w Dolinie Kalifornijskiej jako wyrzutek, mając za dom maleńki budynek gospodarczy, dawną szopę. Ale jej serce odnalazło wolność na bezkresnych polach Farmy Sawyerów i w towarzystwie chłopców, którzy stali się jej jedynymi przyjaciółmi.

Preston wzdychał do Annalii, odkąd był nastolatkiem. Ale przed uczynieniem pierwszego kroku powstrzymywało go poczucie honoru. Aż do pewnego skwarnego, letniego wieczoru, kiedy nie jest się w stanie dłużej powstrzymywać. Tego wieczoru łączą się ich światy – i ciała. Inicjuje to ciąg wydarzeń, który już na zawsze zmieni ich życie.

Annalia wróciła właśnie do miasteczka po tym, jak zniknęła bez śladu na sześć długich miesięcy. Jest pełna determinacji, aby odzyskać swoje serce, swoje życie i dziecko – syna, który przyszedł na świat jako owoc namiętności, miłości i nagromadzonego latami pragnienia.

Preston poradził sobie z żałobą, pustoszącą zbiory suszą i targającym duszę cierpieniem, ale nie ma pewności, czy raz jeszcze poradzi sobie z Annalią. I możliwe, że wcale nie ma ochoty próbować. Czy duma i gorycz powstrzymają go przed sięgnięciem po to, czego pragnie przecież od zawsze?

Jak naprawić to, co zostało nieodwracalnie zniszczone? Jak wybaczyć niewybaczalne? Jak zrozumieć, że prawdziwy honor wywodzi się nie ze słów i okoliczności, ale z głębi serca, gdzie kryje się prawda? I jak poradzić sobie z dawnymi ranami i odkryć, że zdarza się taka miłość, która jest równie stała i niezmienna jak sama ziemia?

Premiera: 28.02.2018

***
Czekacie na nową powieść Mii Sheridan? Przyznam szczerze, że ja nigdy nie miałam z nią [pisarką] jeszcze styczności, ale ta książka od razu przyciągnęła moją uwagę. Znacie inne powieści autorki?

17 lutego 2018

Dlaczego „Rozgrywka” J. Sterling ssie?

Tytuł: Rozgrywka
Tytuł oryginalny: The Perfect Game
Cykl/seria: The Perfect Game (tom 1)
Autor: J. Sterling
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 304
Data wydania: 25 października 2017

Po książki z wątkiem sportowym nie mam okazji sięgać zbyt często, a to dlatego, że takich pozycji powstaje bardzo mało. Wydawnictwa jednak starają się, by nasz polski rynek nie był nudny, urozmaicając go tytułami takimi jak Gracz Vi Keeland czy Układ Elle Kennedy. Pod koniec 2017 roku z inicjatywą wyszło wydawnictwo Sine Qua Non i z końcem listopada wydało Rozgrywkę J. Sterling. Czy to była dobra decyzja?

Jenn Sterling to pisarka mająca na swoim koncie ponad dziesięć powieści. Zadebiutowała w 2012 roku książką The Perfect Game, którą w Polsce wydano jako Rozgrywkę. Jest to pierwszy tom serii o tym samym tytule, skupiający się na uniwersyteckiej gwieździe baseballu oraz dziewczynie, która zawróci mu w głowie.

Jack to gwiazda uczelnianej drużyny baseballowej — przystojny, arogancki, a przy tym bardzo pewny siebie. Nie interesują go związki, wyznaje też zasadę, że nigdy nie umawia się z jedną dziewczyną dwa razy. Jednak zmienia się to, gdy poznaje Cassie, która wydaje się odporna na jego urok osobisty. Za wszelką cenę stara się z nią umówić, a jej opór powoli słabnie. Czy oboje poczują coś więcej?

Przyznam szczerze, że nie jestem w żaden sposób usatysfakcjonowana tą książką. Jej przeczytanie zajęło mi ponad cztery długie miesiące, a ja odetchnęłam, dopiero gdy przeczytałam ostatnie zdanie. To miała być jedna z tych opowieści, które są lekkie, niezobowiązujące, a przede wszystkim przyjemne. Rozgrywka nie zalicza się do żadnej z tych kategorii. Jej czytanie było dla mnie prawdziwą męką — już od dawna nie czytałam tak nudnej, infantylnej i bezsensownej książki.

Dlaczego więc Rozgrywka ssie? Ano dlatego, że jest pełna dziur logicznych, niedokończonych lub słabo rozwiniętych wątków, akcja książki pędzi na łeb na szyję, a autorka zupełnie nie pozwala poznać postaci, z którymi czytelnik ma styczność. Dużym problemem jest kreacja bohaterów, ponieważ Sterling tworzy je dość nieudolnie — z jednej strony skupia się na relacji Cassie i Jacka, z drugiej, praktycznie nie opisuje ich emocji, tego, co czują, zupełnie nie zagłębia się w ich przeszłość, wspominając o niej jedynie mimochodem, a co najsmutniejsze w tym wszystkim — tworzy postacie bezbarwne, nijakie i płaskie. Odniosłam też wrażenie, że autorka zupełnie nie ma pomysłu na całą historię, ponieważ co i rusz tworzyła przeskoki czasowe. Tak naprawdę czytelnik nawet nie ma możliwości poznać Cassie, Jacka lub postaci drugoplanowych. Może co prawda wywnioskować co nieco z wydarzeń rozgrywających się na kartach powieści, ale to trochę za mało, by mówić o dobrej kreacji bohaterów. Pomijając fakt, że postacie są irytujące, bo to już oceni każdy czytelnik indywidualnie, autorka prowadzi je bardzo niekonsekwentnie. Zastanawiam się, czemu to miało służyć.


Zacznę od tego, że książka ta przypomina mi fanfiction osoby, która dopiero stawia pierwsze kroki w pisaniu dłuższych tekstów. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że Rozgrywka jest debiutem J. Sterling i wiele potrafię takim książkom wybaczyć, ponieważ każdy debiutant popełnia mniejsze lub większe błędy, jednak gdy autor robi z czytelnika idiotę, a opisywanymi wydarzeniami papkę z mózgu, to niestety, ale na coś takiego nie potrafię przymknąć oka. Pierwszy rozdział nie był zły — zapowiadał relaksującą lekturę w sam raz do poduszki. Poznałam główną bohaterkę, która wydała mi się nawet rozsądną osobą, z planami i marzeniami, określonymi celami. Była jednocześnie wrażliwą i pełną energii kobietą, powoli wkraczającą w świat dorosłości. Od razu jednak dało się zauważyć, że nie zapałała sympatią do głównego bohaterka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu z treści dało się wywnioskować, że chłopakom pokroju Jacka, mówi stanowczo nie. Zastanawiające i absurdalne jest natomiast to, jak szybko Cassie przekonała się do niego. Wystarczyło jedno słowo lub gest, aby straciła dla niego głowę. Gryzie się to z tym, o czym pisałam w przedostatnim zdaniu. Skoro stroni od tego typu facetów, to dlaczego tak szybko przekonuje się do baseballisty? Opierała mu się całe 30 stron, albo nieco więcej — nawet nie pamiętam. Coś tu nie gra. Podobnie sprawa ma się z postacią męską. Niby przebiera w dziewczynach, niby jest podrywaczem, lecz gdy przychodzi co do czego, to autorka przedstawia nam zupełnie innego faceta. I zrozumiałe jest to, że bohater może zakładać maskę, jak to w większości new adult bywa, jednak zupełnie nie pokrywa się to z tym, o czym mowa w dalszej części książki.

Największym minusem i zdecydowanie największym rozczarowaniem w tej historii jest wątek miłosny, który, jak dla mnie, kompletnie nie trzyma się kupy. To już kolejny tytuł, w którym miłość pojawia się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bohaterowie się poznają, a kilka stron dalej wyznają sobie miłość. Co prawda towarzyszy temu krótki przeskok czasowy, ale czy to naprawdę taki problem rozwinąć relację tej dwójki w taki sposób, by czytelnik poczuł się zaangażowany w ich opowieść? Przygnębiające jest jednak to, w jakiej sytuacji do tego dochodzi. Prawdę mówiąc, miłość w tej książce nawet nie kiełkuje. Ona jest, po prostu. Nic nie napędza tego uczucia, a zachowaniu bohaterów nie towarzyszą praktycznie żadne emocje. Są, bo są, zresztą opisane w bardzo oszczędny sposób, ale ja, jako czytelnik, nie byłam w stanie ich poczuć.

Problemy bohaterów wydają się zbyt mocno wydumane, a niektóre sytuacje są wplecione w historię tylko po to, by książka była dłuższa. Od razu rzuca się to w oczy i niestety, ale działa to tylko na niekorzyść, ponieważ historia staje się jeszcze bardziej tandetna i kiczowata. Oprócz tego, mam wrażenie, że Sterling specjalnie rzucała bohaterom kłody pod nogi, aby w ich życiu działo się coś więcej, i żeby musieli sobie jakoś z nimi poradzić. Tylko co z tego, skoro rozwiązania problemów pojawiały się już kilka stron dalej? Książka ta jest przepełniona absurdami, których liczba rośnie z każdą kolejną stroną. Ostatnie rozdziały były istną katorgą, a ich czytanie zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych.

Autorka czerpie pomysły i rozwiązania z naprawdę wielu książek. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby dodała coś od siebie, nawet mały, najmniejszy element, który sprawiłby, że książka nie byłaby zlepkiem innych historii, które są mi już doskonale znane. Przygryzanie wargi, przewracanie oczami — czy trzeba o tym cały czas pisać? Temu wszystkiemu towarzyszą również liczne powtórzenia, górujące nad opisami sztuczne dialogi, które jednocześnie są napisane bez polotu i na odwal. Styl J. Sterling jest przeciętny, niczym się nie wyróżnia. Rzadko można natknąć się na bardziej rozbudowane zdanie czy opis jakiejkolwiek rzeczy lub sytuacji.

Jak mogę podsumować jednym słowem tę książkę? SZTUCZNA. Przeraźliwie sztuczna. Wydarzenia w żaden sposób mnie nie zaangażowały, bohaterowie zachowywali się tak irracjonalnie i głupio, że to aż przykre, a w dodatku książka wypada naprawdę marnie na tle innych umilaczy czasu. Może spodoba się tym osobom, które mają naprawdę małą, malutką styczność z tym gatunkiem, jednak mimo wszystko na ich miejscu nie nastawiałabym się na jakąś zaskakującą i dobrze napisaną książkę. Tej pozycji mówię stanowczo nie — nie polecam.

Rozgrywka | Zmiana
***
Wersję elektroniczną Rozgrywki przeczytałam dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl

10 lutego 2018

Sekrety są bronią, a spustem milczenie — „Srebrny łabędź”, Amo Jones

Tytuł: Srebrny łabędź
Tytuł oryginalny: Elite King's Club. The Silver Swan
Cykl/seria: Elite King's Club (tom 1)
Autor: Amo Jones
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 336
Data wydania: 16 lutego 2017

Gdybym usiadła do napisania recenzji zaraz po przeczytaniu ostatniego akapitu książki, wiem, że wpis ten wyglądałby zupełnie inaczej. Zapewne byłby pełen zachwytów nad fabułą i emocjonującymi wydarzeniami. Postanowiłam jednak odetchnąć i przemyśleć kilka kwestii związanych z tą książką i moje spostrzeżenia dotyczące Srebrnego łabędzia są zupełnie inne od tych pierwotnych. 

Amo Jones to pisarka pochodząca z Nowej Zelandii. Jest autorką takich serii jak The Devil's Own, Sinful Souls oraz Elite King's Club określanych mianem dark romance. Skłamałabym pisząc, że ta książka nie zrobiła na mnie wrażenia, bo zrobiła i to naprawdę spore. Nie do końca jednak jestem pewna, czy ten typ literatury wpasowuje się w moje zainteresowania. Dark romance, a właściwie dark erotic nie należy bowiem do gatunku, po który często sięgam. Czy jednak autorce udało się mnie oczarować?

Madison po samobójstwie matki i zbrodni, jakiej się dopuściła, przeprowadza się do partnerki, z którą związał się jej ojciec. Jednocześnie zaczyna naukę w nowej, prywatnej szkole, w której krąży legenda o Elite King's Club. Jak się wkrótce okazuje, pogłoski rozsiane przez uczniów elitarnego liceum są prawdziwe, a główna bohaterka będzie miała do czynienia z tajnym klubem więcej, niż by chciała. Z jakiegoś powodu członkowie jej nienawidzą, a jednocześnie dbają o jej bezpieczeństwo. Zaczyna się gra, na którą Madison nie jest przygotowana. Gdy rozpocznie się gra, rozpocznie się też polowanie. Tylko kto wyjdzie z niego cało?

Im więcej myślę o tej książce, tym większe ogarniają mnie wątpliwości. I to nie tyle mam problem z pomysłem na tę historię, ile z postaciami i niektórymi wątkami. Zacznijmy jednak od początku. Tak jak już mówiłam, książka pozytywnie mnie zaskoczyła i to głównie pod względem fabularnym. Nigdy dotąd nie miałam styczności z takim pomysłem, dlatego tytuł ten stanowił dla mnie ciekawą odskocznię od tego, po co zazwyczaj sięgam. Przyznam szczerze, że elitarne kluby czy tajemnicze stowarzyszenia to coś, co lubię oglądać na ekranie, w przypadku książki jeszcze trudno mi zadecydować, bo to dopiero pierwsza, z jaką mam do czynienia. Z każdą kolejną stroną tajemnice i niedomówienia nawarstwiają się, a czytelnik zaczyna być zdezorientowany rozgrywającymi się wydarzeniami.


Nie rozumiem postępowania bohaterów. Ich kreacja jest bardzo pokraczna i czasami łapałam się za głowę, patrząc, co wyczynia Madison lub pozostałe postacie. Choć członkowie Elite King's Club i tak stanowią dla mnie sporą zagadkę, ponieważ nie dowiadujemy się o nich zbyt wiele, a wszystkim momentom, w których się pojawiają, towarzyszy nutka tajemniczości i swoistego mroku. I w ich przypadku nie mogę mówić o złej kreacji, gdyż niezbyt dobrze mogłam im się przyjrzeć. O wiele większy problem mam z główną bohaterką. Czy aby na pewno Amo Jones chciała wykreować postać, która jest zepsuta do cna, a przy tym jednocześnie taka głupia? Myślę, że nie taki był jej zamiar, a wręcz przeciwnie — chciała stworzyć bohaterkę, która jest nieco wycofana, w jakimś stopniu stroni od ludzi, jednak w głębi duszy jest silna i waleczna. Zaprzecza temu jednak zachowanie samej Madison. Chociaż sama o sobie mówi, że nie potrafi nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi lub unika zbliżeń z mężczyznami, jej zachowanie świadczy zupełnie o czymś innym. Mówienie o sobie to jedno, a robienie odwrotnych rzeczy, to drugie. Podczas lektury niejednokrotnie czułam się i zirytowana, ale i zmęczona jej zachowaniem.

To książka, w której na pierwszy plan wysuwają się relacje Madison z członkami Elite King's Club. Brakuje tu jednak przybliżenia sylwetek wszystkich postaci, dzięki którym czytelnik mógłby poznać choć w minimalnym stopniu ich pobudki. Strzępki informacji, którymi dzieli się z nami autorka, na temat ich życia i przeszłości, są niewystarczające, by w pełni zrozumieć ich postępowanie, ale i samą opowieść. Dark erotic, na co sama nazwa wskazuje, obfituje w wiele erotycznych uniesień. Nie potrafię się przyczepić do samego opisu zbliżeń, bo są one jak najbardziej w porządku, jednak pewna sytuacja, w jakiej znalazła się Madison razem z Bishopem (jednym z członków klubu), sprawiła że spojrzałam na tę książkę z większym dystansem. Według mnie ich relacja jest chora, toksyczna, ale i szkodliwa. Szkodliwa nie tylko dla samych bohaterów, a w szczególności głównej bohaterki, ale również dla młodych osób, do których jest ta książka skierowana. Autorka pokazuje w tej powieści Madison, której sposób myślenia oraz światopogląd jest totalnie wypaczony. Nie oczekiwałam, że siedemnastolatka będzie wzorem cnót lub będzie zachowywała się jak dorosła, ale na litość boską...
Sekrety są bronią, a spustem milczenie.
Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy to jest dobra, czy zła książka — ma swoje wady, lecz ma też zalety. Historia, mimo wielu irytujących momentów, wciąga całkowicie, o czym może świadczyć fakt, że skończyłam ją czytać o trzeciej nad ranem i robiłam do jej czytania jedno podejście. Jest lekka, niezobowiązująca, a w dodatku można szybko ją przeczytać. Niewątpliwie wzbudza też emocje. I to nie tylko te złe, lecz również te dobre. Podczas czytania czułam się zirytowana, zdenerwowana, zmęczona, ale także niejednokrotnie uśmiechnęłam się czy też czułam adrenalinę lub euforię.

Srebrny łabędź to jedna z tych książek, z której nic nie rozumiesz, a mimo wszystko chcesz poznać dalsze losy bohaterów. W moim przypadku tak właśnie jest. Autorka zostawiła wiele otwartych furtek, porozpoczynała wiele wątków, które nie znalazły zakończenia w pierwszym tomie, niektóre sprawy wplotła do fabuły, jednak nic nie wskazuje na to, by kontynuowała je w Marionetce, a mimo wszystko nadal chcę przeczytać kontynuację. Odczuwam silną potrzebę poznania do końca tej historii oraz gry, w którą została wplątana Madison. Mam tylko nadzieję, że Amo Jones oszczędzi nam licznych niedomówień i w kolejnym tomie rozwiąże chociaż niektóre wątki, dzięki czemu fabuła będzie bardziej zrozumiała, a czytelnicy bardziej usatysfakcjonowani.

Srebrny łabędź | Marionetka | Whispers from the Dead

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

8 lutego 2018

„Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego”, Samir

Tytuł: Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego
Tytuł oryginalny:
Cykl/seria: -
Autor: Samir
Tłumaczenie: Michał Romanek
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 108
Data wydania: 13 września 2017

Do napisania tej recenzji podchodziłam kilkukrotnie z tego względu, że po prostu nie wiedziałam, jak powinnam ugryźć temat, o którym mowa w książce. Tematyka wojenna nie jest mi obca, tym bardziej obce nie są reportaże czy wspomnienia osób, które brały udział w takich działaniach lub były ich świadkami. Taka literatura nie jest łatwa i prosta w odbiorze. Trzeba poświęcić czas, aby przyswoić historie w niej zawarte. Po przeczytaniu tego krótkiego utworu, musiałam odetchnąć i przemyśleć to, z czym miałam okazję się zapoznać.

Samir to zmyślone imię młodego Syryjczyka, który jest świadkiem wydarzeń rozgrywających się na kartach tej historii. Był korespondentem, który za pomocą SMS-ów i krótkich wiadomości przekazywał informacje o tym, co działo się w kraju, w którym mieszka. Jako mieszkaniec Rakki znalazł się w samym środku walk (Rakka to miasto w Syrii okupowane przez Daisz), ale nie pozostał obojętnym na dziejące się wydarzenia. Telewizji BBC udało się z nim skontaktować, a ta książka jest relacją koszmaru, z którym przyszło mu się zmierzyć. 

Trudno jest tu ocenić język, jakim posługuje się autor, gdyż jest to tylko zapis korespondencji Syryjczyka ze stacją. W krótkich wiadomościach nie przekaże się zbyt wiele, jednak SMS-y, choć oszczędne w słowach, są przepełnione niezliczoną ilością emocji. Czytelnik razem z Samirem przeżywa całą sytuację, czuje ból, który czuł chłopak, niezrozumienie, bezsilność oraz strach. Chłopak przekazuje fakty i istotne z jego perspektywy informacje. Na próżno można tu szukać kwiecistych opisów, ponieważ to nie ten typ literatury. Jeżeli szukacie książki z bogatymi opisami, to niestety, ale muszę Was rozczarować — Zapiski z Rakki skupiają się na relacji wojny domowej i ogromie zniszczeń, a nie na zbędnych opisach. 
Nie sądziliśmy tylko, że społeczność międzynarodowa będzie stała z założonymi rękami, przyglądając się bezczynnie, jak dokonuje się zbrodni na bezbronnych ludziach, domagających się praw, które im się słusznie należą.
Samir przeżywa piekło. Widzi, jak giną ludzie, w tym jego przyjaciele oraz jest świadkiem licznych egzekucji i upadku społeczeństwa. Jedyne, co może zrobić, to walczyć. I tą walką jest właśnie przekazanie informacji o tym, co dzieje się w Rakce oraz jakiego bestialstwa dopuszczają się ludzie, którzy podążają ścieżką chorej ideologii. Samir jest takim samym człowiekiem, jak ja, czy ty. Różnica między nami jest tylko taka, że my jesteśmy bezpieczni, bo w naszym kraju nie trwa wojna, a on niestety nie, ponieważ jego sytuacja nie jest najlepsza. To jeden wielki horror. Jestem przerażona tym, jak bardzo ludzie są zdolni do zrobienia takiej krzywdy innym. Jak wypaczony musi być ich sposób myślenia i jak chory musi być ich system wartości, aby odbierać komuś dom, bliskich oraz kawałek miejsca, w którym człowiek powinien czuć się bezpiecznie. Kto dał przyzwolenie na takie zachowanie? Wojna zawsze zbiera okrutne żniwo, ponieważ podczas niej giną niewinni ludzie, jednak nie do pomyślenia wydaje się fakt, że taki los potrafi zgotować człowiek drugiemu człowiekowi. 

Książka została wzbogacona o liczne ilustracje, które zostały wykonane z niezwykłą starannością. Okładka jest bardzo minimalistyczna i od razu podpowiada czytelnikowi, że to nie będzie ani prosta, ani łatwa lektura (czarny kolor, surowy napis). Obrazki wykonane przez Scotta Coella w połączeniu z tekstem jeszcze bardziej działają na emocje czytelnika. 

Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego to druzgocąca, wzruszająca i poruszająca do cna historia chłopaka, który znalazł się w samym środku wojny domowej. To historia chłopaka, który miał marzenia, plany, chciał ułożyć sobie życie, ale też chciał być kochany, jednak nie było mu to dane. Ta historia to jedno ze świadectw, dzięki któremu my - bezpieczni w swoim kraju - możemy choć częściowo zobaczyć, z jakim horrorem muszą mierzyć się ludzie, którzy żyją w takich miejscach jak Rakka, miejscach ogarniętych wojną.

7 lutego 2018

Miksolog - wstrząśnięty, nie zmieszany — „Cash”, Eve Jagger


Tytuł: Cash 
Tytuł oryginalny: Cash
Cykl/seria: Sexy Bastard (tom 2)
Autor: Eve Jagger 
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik 
Wydawnictwo: Kobiece 
Liczba stron: 328 
Data wydania: listopad 2017

Niecałe pół roku temu pisałam o Hard — książce, która rozpoczęła cykl Sexy Bastard poświęcony silnym osobowościom i elektryzującym romansom. Teraz przychodzę, by opowiedzieć nieco o drugim tomie zatytułowanym Cash. Choć od premiery minęło już trochę czasu, bo około czterech miesięcy, to jednak dopiero teraz miałam szansę, by na spokojnie zapoznać się z tym tytułem. Hard pozytywnie mnie zaskoczyło, choć nie obyło się bez małych wpadek, ponieważ jest to książka niepozbawiona wad. Jak na jej tle wypadła więc druga część? 

Cash Gardner to jeden z najlepszych przyjaciół Rydera - bohatera poprzedniej części. Jest barmanem w atlanckim klubie i jednocześnie jego współwłaścicielem. Praca za barem sprawia, że kobiety lgną do niego jak pszczoły do miodu, a on tym faktem wydaje się usatysfakcjonowany. Savannah to młoda i ambitna prawniczka, która przynajmniej kilka razy w tygodniu zalicza nieudane randki. Pragnie znaleźć prawdziwą miłość, jednak nie może trafić na odpowiedniego faceta. Gdy Cash poznaje Savannah, już wie, że nie będzie mógł zostawić jej w spokoju. Oboje wiedzą, że niewinny flirt nikomu nie zaszkodzi, jednak czy ich serca są na to gotowe? Co zrobią bohaterowie, gdy granica przyjaźni zacznie się rozmywać?

Zawsze, gdy sięgam po drugi tom jakiejkolwiek serii, boję się, że będzie o wiele gorszy od poprzedniego. Obawy te sprawiają, że dość sceptycznie podchodzę do kolejnych tomów, a jednocześnie nie oczekuję od nich czegoś spektakularnego, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie chcę się zawieść. W przypadku Casha mogę śmiało stwierdzić, że jest napisany na podobnym poziomie, co Hard. Całość przyjemnie, a przede wszystkim szybko się czyta, jednak tak samo jak pierwsza część, ma swoje minusy. 

Czy prostą fabułę można uznać za wadę? Myślę, że nie. Czasami takie książki są potrzebne, by móc się wyciszyć i odprężyć. I właśnie do takiego typu lektur zaliczyłabym powieść Eve Jagger. Prosta, niezobowiązująca, idealna na jedno popołudnie. Główną osią fabuły jest romans, który nawiązują bohaterowie, jednak Jagger pokusiła się również o wplecenie kilku innych wątków, tak by czytelnik nie poczuł się przytłoczony rozgrywającym się na kartach powieści romansem. Savannah i Cash stopniowo zbliżają się do siebie, choć na początku oboje trzymają się na dystans, gdyż zarówno ona, jak i on, mają sporo do ukrycia. Od razu zwróciłam uwagę na sposób, w jaki komunikują się ze sobą. Ich słowne przekomarzanki, żarty oraz flirt dodają smaku całej opowieści. Choć od pierwszych stron widać, że bohaterowie mają się ku sobie, to jednak pisarka nie od razu popycha ich w swoje ramiona. O wiele bardziej skupia się na tym, by ze sobą rozmawiali, a nie szli do łóżka.

Autorka stworzyła postacie, które pod względem charakterów pozornie są bardzo różne. Im dalej czytelnik brnie w wydarzenia, tym bardziej zaczyna dostrzegać podobieństwo głównych bohaterów. Nie chodzi tu tylko o cechy charakteru, lecz także o aspiracje i marzenia, o których nie mówią głośno, przynajmniej na początku. Cash jest przezabawnym facetem, szczerze oddanym swojej pasji, czyli tworzeniu drinków. Pierwszy raz mam styczność z bohaterem tak zafiksowanym miksologią, jednak to satysfakcjonujące i ciekawe doświadczenie - oby było takich więcej, bo czasami mi brakuje tej świeżości w literackim świecie. Savannah to nieco zagubiona kobieta, której były chłopak dał nieźle popalić. Teraz z determinacją szuka kogoś, z kim mogłaby spędzić resztę życia. Jej cięty język doprowadza Casha na skraj wytrzymałości. 

Na początku wspomniałam, że Cash nie jest książką idealną. Uważam tak głównie dlatego, że autorka nie stworzyła zaskakującej i oryginalnej historii, lecz czerpała garściami z rozwiązań, które my, czytelnicy, znamy już z wielu innych powieści. Nie jest to oczywiście nic złego, bowiem trudno o oryginalność przy tworzeniu erotyku. To potknięcie zrekompensował mi język, jakim posługuje się Eve Jagger. Nie wiem, czy to zasługa tłumaczenia, czy nie, jednak z prawdziwą przyjemnością chłonęłam każdy akapit, który wyszedł spod pióra autorki. Nie każdy pisarz posiada lekkość do tworzenia opisów czy dialogów. To umiejętność, którą nie każdy jest w stanie posiąść. W Cashu co prawda jest więcej dialogów niż opisów, jednak w żaden sposób mi to nie przeszkadzało. Są spójne, naturalne, a rozmowy bohaterów obfitują w liczne żarty i przekomarzanki. Widzę też poprawę w jej warsztacie, gdyż podczas Hard natknęłam się na liczne niedociągnięcia, tutaj udało się tego uniknąć.

Jak w przypadku Hard, tak i w przypadku drugiego tomu przeszkadza mi to, w jaki sposób autorka zakończyła historię bohaterów. Wciąż uważam, że obu częściom przydałoby się kilkadziesiąt stron więcej, by wszelkie wątki zostały zamknięte, a rozwiązanie problemów nie przyszło postaciom z taką łatwością. Choć to relacja Savannah oraz Casha jest na pierwszym miejscu, to jednak czuję niedosyt związany z pozostałymi wydarzeniami. 

Cash to dobra kontynuacja serii Sexy Bastard. Autorka nie wzniosła się nią na literackie wyżyny, jednak sprawiła, że przyjemnie spędziłam popołudnie z główną parą. Lekka, niezobowiązująca lektura, która z całą pewnością umili czas niejednej osobie. Dla osób, które cenią sobie lżejszą literaturę, ten tytuł będzie jak znalazł. Może i Ty się skusisz?

Sexy Bastard:
Hard | Cash | Knox | Jackson

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

5 lutego 2018

Z pozoru idealni, gnijący od środka: „Z popiołów", Martyna Senator

Tytuł: Z popiołów
Tytuł oryginalny: Z popiołów
Seria/cykl: Z popiołów (tom 1)
Autor: Martyna Senator
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 336
Data wydania: 8 listopada 2017

Martyna Senator to młoda pisarka, która zadebiutowała  w 2015 roku książką Kiedy wolność mówi szeptem. W ciągu dwóch lat wydała jeszcze dwa utwory (Ósmy kolor tęczy, Zanim zgasną gwiazdy), a Z popiołów jest jej najnowszym dziełem. Pierwsze spotkanie z twórczością Senator wypadło zaskakująco dobrze. Nie spodziewałam się górnolotnej historii, nie nastawiałam się też specjalnie na coś wyjątkowego, ani na coś do bólu przewidywalnego. Zainteresował mnie opis, dlatego też postanowiłam sięgnąć po pierwszy tom i przekonać się na własnej skórze, czy było warto.

Niełatwo jest uciec od przeszłości, a jeszcze trudniej jest się z nią pogodzić. Niektóre wydarzenia bywają bolesne, potrafią zniszczyć psychikę do tego stopnia, że człowiek zaczyna bardziej przypominać wrak, niż żywą, pełną energii osobę. O tym przekonała się bohaterka książki Z popiołów. Sara po traumatycznych wydarzeniach stara się żyć na nowo. Nie ma jednak już zaufania do ludzi, a każdy dzień jest walką o lepsze jutro. Do kontaktów z innymi podchodzi z dużą dozą rezerwy, a na uczucie takie jak miłość, nie ma miejsca w jej życiu. Do momentu, gdy poznaje JEGO. Przypadkowe spotkanie i ratunek dziewczyny z opresji przeradza się w dłuższą znajomość. Jak poradzą sobie w tej sytuacji bohaterowie, skoro obojgu przyszłość nieustannie o sobie przypomina? Czy Sara zdobędzie się w końcu na odwagę i pozwoli jakiemuś mężczyźnie zbliżyć się do siebie? Czy Michał będzie w stanie zdobyć serce dziewczyny?

Z popiołów to książka bardzo życiowa. Autorka nie sili się na ckliwość ani nie skupia się na romansie. Jej opowieść jest czymś więcej niż zwykłą opowiastką o dwójce zakochanych ludzi z bagażem doświadczeń. Przede wszystkim to historia, w której bohaterowie starają się na nowo zacząć żyć. Choć życie oraz pewne sytuacje ich nie rozpieszczały, oni nieustannie ciągle próbują walczyć o swoje szczęście. Pragną odrobiny spokoju i wytchnienia. Martyna Senator w taki sposób kreuje swoje postacie, by czytelnik w każdej chwili mógł się z którąkolwiek z nich utożsamić. Zarówno Sara, jak i Michał mają wzloty i upadki. Niosą ze sobą bagaż traumatycznych doświadczeń, który odciska na nich piętno i nie pozwala normalnie funkcjonować. Sara ciągle próbuje zapomnieć o przeszłości, która nieustannie daje o sobie znać, Michał natomiast przybiera maskę, nie pozwalając, by ktokolwiek zobaczył, jakim człowiekiem jest naprawdę.


Akcja książki toczy się jednostajnym tempem. Narracja prowadzona jest zarówno z perspektywy Michała, jak i Sary, co pozwala poznać czytelnikowi pobudki bohaterów, ale także ich uczucia i emocje, jakie nimi targają. Książka jest podzielona na dość krótkie rozdziały, pisane naprzemiennie z perspektywy dziewczyny lub chłopaka, jednak początkowo to właśnie Sara ma więcej do opowiedzenia. Z czasem do głosu zaczyna dochodzić Michał, za sprawą którego czytelnik ma okazję poznać jeszcze większą liczbę bohaterów drugoplanowych.

To historia bardzo prosta, która opowiada nie tylko o radzeniu sobie z wydarzeniami z  przeszłości, lecz także o stopniowo rodzącej się miłości między parą głównych bohaterów. Opowiada o przebaczeniu, o ukojeniu i szukaniu bliskości u drugiego człowieka. Jednocześnie to powieść przepełniona tajemnicami i niedomówieniami. Dodatkowo autorka zwraca  uwagę na temat, o którym niekoniecznie mówi się na co dzień, a mianowicie na przemoc domową. Jednak tu nie chodzi o przemoc fizyczną, lecz psychiczną, której bardzo często doświadczają osoby z bogatych domów. To właśnie osoby o takim statusie społecznym codziennie mierzą się z obojętnością rodziców, których interesuje wyłącznie praca albo oni sami. Z popiołów to też opowieść, w której dużą rolę odgrywa przyjaźń, bowiem każdy z nas potrzebuje przyjaciela, na którego będzie mógł liczyć w chwili zwątpienia.

Martyna Senator operuje pięknym i bogatym językiem. Każdy nawet najkrótszy opis jest dopracowany do perfekcji, a całość czyta się z niezwykłą lekkością. Dialogi nie są wymuszone czy też sztuczne, a dodatkowo zostały wzbogacone o slang, którym na co dzień posługują się młodzi ludzie. Jest to też książka, w której dużą rolę odgrywa muzyka. Poszczególne rozdziały zostały wzbogacone o teksty piosenek, co stanowi ciekawe urozmaicenie całej powieści, ze względu na przesłanie, jakie ze sobą niosą.

Choć moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki wypadło zaskakująco dobrze, to jednak mimo wszystko czuję niedosyt związany z opowiedzianą przez Martynę Senator historią. Książka jest napisana prostym, ale ciekawym językiem, wydarzenia pozwalają zaangażować się czytelnikowi, a całokształt określiłabym mianem dobrej powieści, ale... no właśnie, tylko dobrej. Poszczególne sytuacje czy bohaterowie nie byli w stanie mnie do siebie przekonać, choć naprawdę niezbyt wiele mogę zarzucić całej powieści. Problem leży w tym, że książka nie wywołała we mnie jakichś większych emocji. Była do bólu poprawna, co stanowi zarówno jej zaletę, jak i wadę. Zabrakło mi w tej opowieści czegoś, co dosłownie by mną wstrząsnęło lub wywołało większe emocje. Niemniej sądzę jednak, że fanom autorki, a nawet miłośnikom literatury New Adult, ta historia przypadnie do gustu.

***
Ze egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

2 lutego 2018

Jesteś moją anomalią, „Turbulencja”, Whitney G

Tytuł: Turbulencja
Tytuł oryginalny: Turbulence
Cykl/seria: Turbulence (tom 1)
Autor: Whitney G.
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 480 
Data wydania: 17 listopada 2017

Rzadko kiedy trafiam na książki, których akcja dzieje się w przestworzach. Jakoś nie pamiętam konkretnego tytułu, który opowiadałby historię pilota i stewardessy, dlatego książka Whitney Garcii Williams wydała mi się na tyle interesująca, by po nią sięgnąć. Jaka więc okazała się Turbulencja i jak wypadła na tle innych powieści z tego gatunku? 

Gillian przeprowadza się do Nowego Jorku, by w końcu uporządkować swoje życie, a jednocześnie pokazać rodzinie, że jest coś warta. Znajduje pracę jako stewardessa. Podczas jednego z lotów poznaje aroganckiego i chamskiego pilota, który jednak przyciąga ją niczym magnes. Mężczyzna nie jest fanem serduszek, randek ani trzymania się za ręce, dlatego bohaterowie zawierają prosty układ - jedyne, co będzie ich łączyć, to seks. Tylko czy taki układ ma sens, gdy w grę zaczną wchodzić uczucia? 

Przyznam szczerze, że motyw układów, które zawierają bohaterowie w jakiejkolwiek książce, jest bardzo popularny i przewinął się przez dziesiątki, o ile nie setki, tytułów. Jeśli jest dobrze wykreowany i w jakiś sensowny sposób poprowadzony, nie mam prawa do niczego się przyczepić, jednak, gdy autor zbyt mocno skupia się na samych opisach scen intymnych i nie dostarcza czytelnikowi informacji o bohaterach lub ich życiu, lub co gorsza, nie wywołuje w nim żadnych emocji, czuję się rozczarowana. Na szczęście w Turbulencji nie natkniecie się na nudny wątek, bowiem obfituje on przede wszystkim w emocje. Autorka konsekwentnie opisuje całą zażyłość bohaterów, nie pozwala, by czytelnik poczuł się znudzony perypetiami Jake’a i Gillian, którzy raz za razem zaskakują swoimi wyborami. Są charakterni, a dodatkowo między nimi nieustannie dochodzi do mniejszych lub większych sprzeczek. Gillian to z pozoru twarda kobieta, która stara się ustabilizować własne życie, a jednocześnie coś osiągnąć. Na wsparcie rodziców i reszty rodziny nie może liczyć, dlatego musi radzić sobie sama. Jest zaradna i pomysłowa, lecz także, jak każda kobieta, potrzebuje mężczyzny, który byłby w stanie się nią zaopiekować. Jake to natomiast facet, który potrafi doprowadzić każdego, kto przebywa z nim dłużej niż pięć minut w jednym pomieszczeniu, do szału. Chamski, ironiczny, czasami egoistyczny i nie dopuszczający do siebie praktycznie nikogo. Nie interesują go randki, a tym bardziej jakiekolwiek związki. Wszystkie kobiety odprawia z kwitkiem, bo jedyne, co go interesuje, to przelotna zabawa i przygodny seks. Lubi dominować i ustalać granice. Pod maską drania kryje się zupełnie inny mężczyzna. Autorka nie mówi o tym wprost, bo to właśnie śledzenie zachowania pilota pozwala poznać go lepiej, a tym samym czytelnik jest w stanie dowiedzieć się dużo więcej o jego życiu. Warto więc wczytywać się uważnie w treść i zwracać uwagę na małe gesty bohaterów.



Relacja głównej pary jest dość skomplikowana, ze względu na targające nimi uczucia. Niejednokrotnie bohaterowie prowadzą wewnętrzne monologi, które mają dać upust ich emocjom, jednak ich zachowanie często przeczy temu, o czym w danej chwili myślą. Są postaciami, które często działają pod wpływem chwili, nie bacząc na konsekwencje. Choć to właśnie Gillian wydaje się być tą, którą w większym stopniu ogarniają wątpliwości. Romans, jaki nawiązują na pokładzie samolotu, jest elektryzujący, namiętny i pełen seksualnego napięcia. Jest świetnym dopełnieniem całej historii i zdecydowanie nie dominuje nad pozostałymi wątkami. Miłość kiełkuje powoli i stopniowo, a w grę nie wchodzi wyłącznie cielesność. Bohaterowie starają się nie angażować w niektóre sytuacje, jednak czasami im to zupełnie nie wychodzi, za co niejednokrotnie płacą wysoką cenę. Jak na erotyk przystało, książka obfituje w liczne sceny erotyczne, jednak w żaden sposób nie są one dominującą częścią historii. 

Język, jakim posługuje się Whitney Gracii Williams, jest z pozoru bardzo prosty, jednak nie zmienia to faktu, że książkę czyta się nadzwyczaj dobrze. Lekki styl autorki pozwala zaangażować się w wydarzenia i skupić się na treści. Dialogi, które tworzy, są niewymuszone, lecz naturalne i dopasowane do środowiska, w jakim wychowali się bohaterowie. 

Turbulencja być może okaże się idealną lekturą dla tych osób, które cenią sobie nieoczywiste rozwiązania w książkach, lecz także dla tych, które szukają w romansach jakiejś głębszej fabuły lub angażujących wydarzeń. Z całą pewnością to nie książka, która niesie ze sobą jakieś przesłanie, jednak można spędzić z nią przyjemny wieczór. To opowieść, w której przeszłość często daje o sobie znać i często komplikuje życie bohaterów. 

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia