Ariana | Blogger | X X

21 stycznia 2018

Kiedy książka ulubionej autorki zawodzi. „Womanizer”, Katy Evans

Tytuł: Womanizer
Tytuł oryginalny: Womanizer
Cykl/seria: Manwhore (tom 4)
Autor: Katy Evans
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 280
Data wydania: 17 listopada 2017 

Olivia marzy o wielkiej karierze. Właśnie skończyła studia na prestiżowej uczelni, a teraz dzięki bratu, ma szansę zdobyć doświadczenie w jednej z najbardziej renomowanych firm. Staż u przyjaciela jej brata ma zapewnić jej lepszy start i możliwość rozwoju. Gdy podczas przerwy w pracy poznaje tajemniczego mężczyznę, nie wie jeszcze, jak bardzo ich relacja stanie się skomplikowana. Jednak nawet mimo ogarniających wątpliwości postanawia zbliżyć się do mężczyzny i w ten sposób zaczyna łączyć ich układ. Czy uda im się ukryć sekret, o którym nikt nie powinien się dowiedzieć? 

Po raz pierwszy czuję się tak rozczarowana książką Katy Evans. Zawsze podobało mi się to, w jaki sposób tworzy fabułę, jak opisuje poszczególne wydarzenia, a przede wszystkim — jak kreuje postacie i wzbudza w czytelniku emocje. Womanizer natomiast nie dostarczył mi zbyt wielu emocji, bohaterowie byli całkowicie pozbawieni charakteru, bezbarwni i nużący, a sama historia do bólu przewidywalna i banalna. Ta część w odróżnieniu do poprzedniej sprawiła, że jedyne, co czułam, to rozczarowanie.

Historia stworzona przez Evans jest nadzwyczaj nudna. W dodatku spłycona do granic możliwości. Już sam opis fabuły był zachęcający, ponieważ autorka miała okazję napisać fantastyczny romans biurowy, jednak w żadnym stopniu nie wykorzystała potencjału tego pomysłu. Początek książki zapowiadał dobrą lekturę, jednak im dalej w nią brnęłam, tym było gorzej. Jakbym czytała nie książkę Evans, a zupełnie kogoś innego. 

Autorka poskąpiła opisów emocji i nie tylko ich. Nie możemy poznać zbyt wielu myśli bohaterów, bo są one przyćmione scenami erotycznymi, które występują co kilka stron. I nic w tym dziwnego, bo w końcu książka balansuje na granicy erotyku i romansu, jednak Katy Evans dała poznać się od innej strony. Jej książki zawsze miały interesującą fabułę, a wydarzenia tak bardzo angażowały czytelnika, że nie był w stanie oderwać się od książki. Seks, który tam występował, był jedynie urozmaiceniem - tu natomiast wszystko przyćmił.



Sama relacja Olivii i Callana jest dziwna. Dziwna pod tym względem, jak się rozwija i w jaki sposób opisuje ją autorka. Zabrakło mi w tej książce momentu, w którym wyraźnie można dostrzec, kiedy bohaterowie zaczynają czuć do siebie coś więcej, niż tylko obezwładniające pożądanie. Uczucie pojawia się bardzo niespodziewanie, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Co nieco można wywnioskować z samej lektury, lecz to trochę za mało, by uwierzyć w jego wiarygodność. Oczywiście nie można zarzucić braku chemii między bohaterami, ale dla mnie to zbyt mało, by mówić o jakimkolwiek głębokim uczuciu. Podobało mi się to, w jaki sposób Olivia i Callan rozmawiają ze sobą, flirtują oraz droczą się, jednak drażniło mnie niemiłosiernie, gdy Olivia po raz kolejny robiła z siebie idiotkę, chcąc dopasować się do Callana. Miałam wrażenie, że jej zachowanie często nie było autentyczne, a ona grała zupełnie kogoś innego - kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie. Przeszkadzało mi to ze względu na to, że bardziej cenię prawdziwe postacie, takie z krwi i kości, niekoniecznie pełne temperamentu, ale inteligentne, i takie, które po prostu są sobą. Olivia wydawała się naprawdę rozsądną kobietą, jednak gdy na jej drodze stanął Carmichael, kompletnie straciła dla niego głowę. Zamiast myśleć głową, zaczęła myśleć innymi partiami ciała, a jej nieustanne zastanawianie się nad tym, co ma w spodniach Callan niejednokrotnie doprowadzało mnie do zażenowania. Gdzie podziała się ta dziewczyna, która chciała zdobywać wiedzę, by móc się piąć coraz wyżej?

Womanizer to książka lekka, idealna na jeden wieczór. Ja jednak czuję się nią całkowicie rozczarowana. Zawiodłam się kreacją bohaterów oraz samym poprowadzeniem historii. Callan wcale nie był kobieciarzem, na jakiego kreowała go autorka w poprzednich częściach. Bo uganianie się za jedną kobietą, nie czyni go womanizerem, prawda? W historii zabrakło mi tego czegoś, jakiegoś punktu zapalnego, który byłby w stanie przekonać mnie do zaangażowania się w czytanie kolejnych rozdziałów. Nie wykluczam jednak, że komuś Womanizer może przypaść do gustu. Mnie w tej książce zabrakło Katy Evans, którą znałam z pozostałych książek.

Manwhore | Manwhore +1 | Ms. Manwhore | Ladies Man | Womanizer

Link do playlisty z książki: KLIK

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...