20 listopada 2017

„Ladies Man” Katy Evans

Tytuł: Ladies Man
Tytuł oryginalny: Ladies Man
Cykl/seria: Manwhore (tom 3)
Autor: Katy Evans
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 376
Data wydania: 5 października 2017

Ladies Man to trzeci tom popularnej w Polsce serii Manwhore. Dwa pierwsze tomy opowiadają o Malcolmie oraz Rachel. Powstała też nowela (określana jako tom 2,5), która jest dopełnieniem historii tej pary. Książki Katy Evans zawsze są dla mnie sporym zaskoczeniem. Nawet, gdy historia w nich zawarta nie jest w stu procentach oryginalna, to i tak zazwyczaj się czuję usatysfakcjonowana tym, o czym mogę przeczytać na kartach książek Evans. A jak było w przypadku tej części?

Tahoe Roth jest najlepszym przyjacielem Malcolma Sainta. Jest seksowny, pewny siebie i niejedna kobieta chciałaby znaleźć się z nim sam na sam. On jednak nie gustuje w związkach, nie jest też fanem trzymania się za rączkę, wręcz przeciwnie — seks jest dla niego jedynie rozrywką i próbą ukrycia swoich uczuć. Gina to przyjaciółka Rachel. Po nieudanych związkach nie ufa facetom i stara się trzymać od nich z daleka. Swoją twarz ukrywa pod grubą warstwą makijażu, nie chcąc, by ktokolwiek zobaczył, jaka jest naprawdę. Przyłapuje się jednak na tym, że myśli o Tahoe, a z tego na pewno nie wyjdzie nic dobrego.

Początkowe rozdziały Ladies Man nie zapowiadają wciągającej i interesującej historii. Przypominają raczej początki książek, w których schemat goni schemat i nie ma w nich miejsca na nic emocjonującego i ciekawego. To był jednak nieumiejętny start lub zaplanowane przez autorkę budowanie napięcia oraz wzbudzenie w czytelniku ciekawości, aby w odpowiednim momencie książka mogła wciągnąć go bez reszty. W każdym razie, fabuła nie jest oryginalna i początkowo nawet nie wiadomo, w jakim kierunku będzie zmierzać. Jednak w miarę czytania i pochłaniania kolejnych stron, zaczęłam z coraz większym zainteresowaniem przyglądać się poczynaniom bohaterów i prawdę mówiąc, nigdy nie pomyślałabym, że Katy Evans zaserwuje czytelnikom coś takiego. Autorka zrezygnowała z pisania typowego erotyku, w którym scen erotycznych jest więcej niż mógłby ktokolwiek pomyśleć, lecz stworzyła historię, w której miłość między bohaterami rodzi się naprawdę powoli i jest jednostronna. Do samego końca nie wiadomo, jak skończy się historia Tahoe i Giny, jednak czytelnik z zaangażowaniem może śledzić kolejne decyzje podejmowane przez postacie.

Katy Evans stworzyła postać młodej kobiety, która zraniona przez poprzedniego partnera, nie potrafi żyć w zgodzie z samą sobą. Na co dzień jednak przybiera maskę, aby inni nie widzieli, jak łatwo ją zranić. Jest oddaną przyjaciółką, która jest gotowa wysłuchać bliskich, gdy ci borykają się z jakimiś problemami. Jednocześnie sama nie jest w stanie otworzyć się przed innymi i wszystko skrywa głęboko w sobie. Ma też problem z pokazywaniem się bez makijażu, bo czuje się wtedy naga i brzydka. Ten kompleks w niej tak mocno zakorzeniony, że nie potrafi już nawet spać bez makijażu, gdy ktoś u niej nocuje. Codziennie rano wstaje wystarczająco wcześnie, by móc nałożyć staranny makijaż, który zakryje jej twarz. Dla niektórych może wydać się to chore, ale naprawdę niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, jak destrukcyjne bywa posiadanie kompleksów na jakimkolwiek punkcie — one niszczą od środka i sprawiają, że czujemy się coraz bardziej przytłoczeni, brzydzimy się sobą i boimy się pokazywać innym tacy, jacy naprawdę jesteśmy. Ale nie tylko Gina w tej historii zakłada maskę — Tahoe również to robi, ale w nieco inny sposób. Jest wyluzowany, wiecznie uśmiechnięty, ale czy tak siak ukrywa prawdziwego siebie. I można to poczuć od pierwszych stron, bo choć zgrywa szczęśliwego, to jednak podchodzi do wszystkiego z widocznym dystansem. Nie ma więc mowy o złej kreacji bohaterów — wręcz przeciwnie — Katy Evans wykreowała ich z największą starannością, nie bała się ukazać ich słabości, ale pokazała również ich zalety. 

Jeżeli szukacie książki, w której erotyzm wylewa się ze wszystkich stron, to niestety, ale Ladies Man was rozczaruje. Nie ma tu dosadnych i mocnych scen erotycznych, a bohaterowie nie rzucają się na siebie już od pierwszych stron. Katy Evans umiejętnie buduje napięcie między Giną a Tahoe, ale tworzy też między nimi swego rodzaju dystans, mur, nie pozwalając, aby pożądanie wybuchło i zepsuło to, nad czym pracowali bardzo długo. Pisarka zadbała również o to, by nie zabrakło chemii, a w niektórych momentach nieco zagęściła atmosferę, aby czytelnik poczuł się nieco skonfundowany, ale jednocześnie zaintrygowany nadchodzącymi wydarzeniami. Nie znajdziecie tu miłości od pierwszego wejrzenia, lecz stopniowo dojrzewające uczucie, które niejednokrotnie stawia bohaterów w niezręcznych sytuacjach.

Ladies Man określiłabym mianem delikatniejszej i o wiele subtelniejszej wersji Manwhore, w której mamy do czynienia z dobrze wykreowanymi postaciami, które nie rzucają się na siebie już w pierwszym rozdziale. To dobra książka na wieczór, której czytanie będzie idealną formą relaksu po wykańczającym dniu. Jeżeli chcecie poznać historię, w której nie wszystko jest piękne i różowe, a bohaterowie nie patrzą na świat przez różowe okulary, to powinniście sięgnąć po książkę Katy Evans.

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia