30 listopada 2017

Jak one potrafią zawrócić w głowie! „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” Janusz Leon Wiśniewski

Tytuł: Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie
Tytuł oryginalny: Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie
Cykl/seria: -
Autor: Janusz Leon Wiśniewski
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 576
Data wydania: 8 listopada 2017

Po raz pierwszy z Januszem Leonem Wiśniewskim miałam styczność kilka dobrych lat temu, kiedy czytałam Samotność w sieci. Niestety, ale nie rozumiałam jej fenomenu, dla mnie była po prostu okej, ale nic poza tym. Nie skreśliłam jednak twórczości tego autora, bo być może byłam jeszcze za młoda, by zrozumieć tę historię. Ósmego listopada miała premierę jego najnowsza książka, czyli Wszystkie moje kobiety. Czy tym razem moje serce zabiło mocniej dla jego twórczości?

Wszystkie moje kobiety to historia mężczyzny, który po kilku miesiącach wybudza się ze śpiączki. Nie wie, gdzie się znajduje, a tym bardziej, co się wydarzyło. Pobyt w szpitalu zmusza go do zastanowienia się nad tym, jakim jest człowiekiem i jak postępował wobec innych. Jak się okazuje, podczas gdy on leżał nieprzytomny, odwiedziło go wiele kobiet, z którymi miał styczność. Kim był dla nich? Kim one były dla niego? Której był coś winien, której kiedyś podarował za mało, a która była mu wdzięczna?*

Książka jest swego rodzaju spowiedzią mężczyzny, który próbuje rozliczyć się sam ze sobą z tego, jak traktował kobiety, które przewijały się przez różne momenty w jego życiu. Główny bohater nie stara się na siłę usprawiedliwiać swoich czynów — zdaje sobie doskonale sprawę z tego, jak źle postępował i traktował kobiety, jednak wie, że i tak nie może nic zmienić. Jedyne, co może zrobić, to pogodzić się z takim stanem rzeczy oraz być rozważniejszym w przyszłości. Wyciąga wnioski z przelotnych znajomości, romansów i związków z innymi kobietami. Jest szczery, otwarty i bezpośredni w swoich opowieściach.

Narracja trzecioosobowa pozwala spojrzeć na historię z pewnym dystansem. Czytelnik nie ocenia bohatera, jedynie śledzi jego rozważania i próbuje zrozumieć jego postępowanie wobec płci przeciwnej. Książka została podzielona na trzy części, które noszą odpowiednie tytuły: Afazja, Przebudzenia oraz Sześć miesięcy później. Brak w niej typowego podziału na rozdziały. Autor z niezwykłą starannością opisuje wydarzenia z życia bohatera, dbając o każdy szczegół oraz co i raz wplatając w nie liczne wspomnienia. 

Nie brakuje w tej książce emocji — zarówno są wywoływane w czytelniku, jak i w sugestywny sposób są opisywane na kartach powieści. Autor pokazuje różne oblicza miłości: szczęśliwe uniesienia, ale także liczne rozczarowania i niedomówienia. Poświęca wiele uwagi rozważaniom na temat życia i ludzkiej codzienności. Nie pokazuje wyłącznie czerni lub bieli, lecz również szarość, która jest obecna w życiu każdego z nas. Opowiada także o relacjach międzyludzkich, które bywają często przyczyną problemów. 

Styl pisarza jest bardzo specyficzny i określiłabym go mianem surowego (jakkolwiek to brzmi). Język, jakim się posługuje, albo przypadnie czytelnikowi do gustu i każdą kolejną stronę będzie pochłaniał z dużym zaangażowaniem, albo wręcz przeciwnie — zatrzyma się na którejś i nie będzie w stanie ruszyć dalej. Nie brakuje tu wulgaryzmów, więc dla młodszego czytelnika nie będzie to raczej odpowiednia lektura.

Z tą książką nie spędzisz jednego wieczoru. Usiądziesz i będziesz rozkoszować się każdą stroną. Niejednokrotnie bardziej się nad nią pochylisz, by móc zastanowić się nad tematami, które podejmuje w utworze autor. Nie raz i nie dwa odłożysz ją na bok, aby zrobić sobie przerwę i odetchnąć. Czytanie jej wzbudzi w Tobie wiele skrajnych emocji: pojawi się złość, frustracja, ale i euforia, od której trudno będzie Ci uciec. Mimo że może się wydawać, że Wiśniewski w swojej książce nie podejmuje trudnych tematów, niełatwo oprzeć się wrażeniu, że o tych najbardziej banalnych pisze się najciężej.

Podsumowując, uważam że Wszystkie moje kobiety Janusza Leona Wiśniewskiego to opowieść, której warto poświęcić chwilę uwagi. Autor snuje rozważania na temat życia oraz uczucia, jakim jest miłość. Nie pokazuje jednak jednego, konkretnego obrazu. Słodko-gorzka historia o relacjach międzyludzkich, życiu, a także o decyzjach, jakie musi podejmować człowiek. Niezwykle dojrzała, pełna emocji powieść, która niejednokrotnie zmusza do refleksji.

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

* pytania zaczerpnięte z oficjalnego opisu książki.

24 listopada 2017

„Dominic” + „Bronagh” L.A. Casey

Tytuł: Dominic
Tytuł oryginalny: Dominic
Cykl/seria: Bracia Slater
Autor: L.A. Casey
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 488
Data wydania: 5 października 2017

Bronagh Murphy straciła rodziców w wypadku i jej jedynym opiekunem jest starsza siostra, z którą ma dobry kontakt. Utrata najbliższych sprawia jednak, że dziewczyna staje się odludkiem, ale dobrze czuje się ze świadomością, że jest ignorowana i nie musi z nikim rozmawiać. Wszystko zmienia się w chwili, gdy do jej klasy dołącza Dominic Slater, który od samego początku jest nią zainteresowany. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak wybuchowy charakter ma Bronagh i jakie mogą być skutki ich szybko dojrzewającej, temperamentnej znajomości.

Nie znajdziecie tu skomplikowanej fabuły, wielkich, wszechogarniających miłosnych uniesień, nieśpiesznie posuwającej się do przodu akcji, a także idealnych bohaterów, którzy są ostoją spokoju. Dominic to brudna, przepełniona wulgaryzmami, przemocą, agresją, obsesyjną zazdrością i bohaterami z piekła rodem książka, którą albo pokochacie, albo znienawidzicie. Jeżeli jesteście wrażliwe i szukacie książki, w której nie ma dosadnych scen, a akcja toczy się miarowo, to zdecydowanie powinnyście zrezygnować z serii opisującej życie braci Slater, bo możecie się srogo zawieść. Tu główny bohater jest dominujący i ma obsesję na punkcie Bronagh. Jego zaborczość niejednokrotnie sprawa, że pakuje się w tarapaty i odsuwa od siebie dziewczynę, która mu się podoba. Oboje doprowadzają się do szewskiej pasji, ich relacja jest destrukcyjna, jednak to nie przeszkadza im w prowadzeniu gry, o której regułach sami decydują i często posuwają się do zagrań poniżej pasa. Bronagh ma bardzo wybuchowy charakter i podobnie jak Dominic, nie potrafi utrzymać emocji na wodzy. Działa pod wpływem chwili, a dopiero potem myśli o konsekwencjach. W dodatku jest niestabilna emocjonalnie i na to częściowo mógł mieć wpływ wypadek rodziców, który zaowocował pojawieniem się zachowań kompulsywnych i agresją. Zbyt często bierze wszystko do siebie, co sprawia, że każda drobnostka staje się dla niej okazją do obrażenia się.
Nie mogę ci obiecać, że nie umrę, bo nikt nie wie, kiedy nadejdzie jego czas, ale nie pozwolę ci odejść tylko dlatego, że boisz się śmierci. Śmierć jest częścią życia, skarbie, wszyscy i wszystko kiedyś w końcu umiera. Chcę być przy tobie, dopóki ten moment nie nadejdzie.
Oprócz uczucia, które wybucha między bohaterami, autorka pokazuje więzi rodzinne, które są bardzo ważne dla Dominica i pozostałych członków rodziny, a także wplata w całą historię krwawy sport, jakim są podziemne walki. Całkiem nieźle rysuje obraz Slaterów, którzy mają sporo za uszami, a historia ich rodziny jest naprawdę interesująca i to głównie na niej skupiłam się pod koniec czytania. Śledziłam z zaangażowaniem rozwijający się fragment zakrawający o kryminał i sensację, który utrzymał mnie w stanie lekkiego zaskoczenia i nie pozwolił, abym obok całej historii przeszła obojętnie.

Myślę, że ta książka zyskałaby, gdyby L.A. Casey opanowała się z przekleństwami. Nie mam nic przeciwko wulgaryzmom i niewyszukanemu słownictwu w książkach, jednak mam wrażenie, że autorzy czasami się zapominają i wciskają je wszędzie, gdzie się da, co całkowicie psuje odbiór powieści, a czytelnik niejednokrotnie czuje się przytłoczony ich nadmiarem. Sam język, którym posługuje się autorka, też nie jest przyjemny w odbiorze i choć nie mam nic do zarzucenia historii, to jednak sposób, w jaki jest opisana, pozostawia wiele do życzenia. Nie podoba mi się też to, jak bohaterowie, a głównie Nico, zwracają się do siebie. Nie wymagam tego, by postacie mówiły  rodem z mickiewiczowskich utworów, ale nie wierzę też w to, że gdy się kogoś kocha, to zwraca się do niego suko

Dominic jest dobrą propozycją dla wszystkich fanek niewybrednych romansów i erotyków. Czasami łapię się na tym, że szukam książek, które nie będą typowymi romansami, a jednocześnie będą równie lekkie i nie będą angażować pracy mojego mózgu tak, jak na przykład literatura faktu. Myślę, że tu dobrze sprawdził się pierwszy tom Braci Slater, z którym spędziłam miło czas, mimo że co nieco można mu zarzucić i do paru spraw się przyczepić. Nie zmienia to jednak faktu, że nie czuję, by czas, który przeznaczyłam na czytanie, był czasem straconym.
***

Tytuł: Bronagh
Tytuł oryginalny: Bronagh
Cykl/seria: Bracia Slater (tom 1,5)
Autor: L.A. Casey
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 168
Data wydania: 5 października

Bronagh to krótka, bo licząca około 160 stron nowela, która jest kontynuacją losów Bronagh i Dominica. Cała akcja skupia się na urodzinach głównej bohaterki trzy lata po wydarzeniach z pierwszego tomu i rozgrywa się na przestrzeni jednego dnia. Jedyne czego pragnie dziewczyna, to odrobiny spokoju i świętowania w gronie najbliższych. Nie wszystko jednak potoczy się tak, jak chcieliby tego bohaterowie.

Dla osób, które całym sercem pokochały pierwszy tom, ta nowela będzie idealnym zwieńczeniem historii tych młodych ludzi. Dla mnie nie wydaje się czymś zbędnym, ale nie mogę też powiedzieć, że wniosła coś więcej do mojego życia. Nie znajdziecie tu nagłych zwrotów akcji, ani też wydarzeń, które drastycznie popsują relację między postaciami. Będziecie mieć tylko okazję, by zobaczyć, jak Dominic stara się zadowolić swoją dziewczynę i sprawić, że jej urodziny będą czymś niezapomnianym. W tej części czytelnik może bardziej poznać Bronagh i zrozumieć częściowo jej zachowanie oraz powód, dla którego „czasami” nie panuje nad emocjami. Zaobserwuje też, jak ewoluuje i dojrzewa związek bohaterów. Nie podoba mi się jednak to, że bohaterowie, choć są już starsi i powinni w końcu dorosnąć, czasami zachowują się jeszcze jak dzieci i obrażają się za wszystko. Choć i tak tym dojrzalszym bohaterem okazuje się Dominic.

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

22 listopada 2017

PREMIERA: „Terapia” Kathryn Perez

Tytuł: Terapia
Tytuł oryginalny: Therapy
Cykl/seria: Therapy (tom 1)
Autor: Kathryn Perez
Tłumaczenie: Dorota Lahowicz
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 470
Data wydania: 22 listopada 2017

Żyjemy w świecie, w którym większość ludzi jest przekonana o swojej wyższości nad innymi, w świecie, w którym króluje egoizm, a najważniejsze jest patrzenie na czubek własnego nosa. Nie dostrzegamy problemów innych, ale to nie przeszkadza nam w tym, by wydawać osąd i znęcać się psychicznie lub fizycznie. Kim jesteśmy, by poniżać innych? Każdego dnia kroczymy ulicami miast, mijając nieznajome twarze, i nawet nie zdając sobie sprawy, że może któraś z nich ma depresję. Patrzymy z obojętnością na krzywdę ludzką, nieustannie sobie powtarzając, że jesteśmy dobrymi ludźmi.

Wydawnictwo NieZwykłe z wielkim rozmachem wkracza w wydawniczy świat, prezentując czytelnikom książkę, na której polskie wydanie trzeba było czekać zatrważająco długo. Bezpośredni wpływ na powstanie tej książki miały problemy, z jakimi borykała się autorka. To właśnie one zainspirowały ją do napisania Terapii.

Jessica Alexander jest szkolnym kozłem ofiarnym. Wyśmiewanie przez innych, brak akceptacji oraz znęcanie psychiczne i fizyczne to jedne z wielu problemów, z którymi musi się codziennie mierzyć. Jej jedyną ucieczką od problemów jest okaleczanie się, uprawianie przygodnego seksu z mężczyznami, a także pisanie wierszy. Gdy pewnego dnia zostaje brutalnie pobita, nawet nie zdaje sobie sprawy, że ktoś wyciągnie do niej pomocną dłoń. Tą osobą  jest Jace Collins, chłopak jednej z uczennic, które ją prześladują. Przypadkowa pomoc staje się początkiem znajomości, która dla obojga może okazać się zgubna. Czy Jess będzie w stanie poradzić sobie w tej sytuacji? Czy pozwoli zbliżyć się komuś do siebie?
Mówią, że potwory żyją pod naszymi łóżkami. Mylą się, bo naprawdę potwory żyją w naszych umysłach.
Książka została podzielona na 3 części. Pierwsza z nich, zatytułowana Ciemność, opowiada o pobycie Jessiki w liceum oraz wydarzeniach, które rozgrywają się w ostatniej klasie. Kolejna część, czyli 6 lat później, pozwala poznać bohaterów z zupełnie innej perspektywy. Trzecia — Terapia — jest zwieńczeniem całej historii i ostatecznym rozliczeniem się z przeszłością. Najlepszym sposobem, by poznać myśli bohaterów, jest wykorzystanie narracji pierwszoosobowej. Często narrator wszechwiedzący bardziej skupia się na samym rozwoju wydarzeń, niż opisie emocji, które bywają pomijane i traktowane jako coś drugorzędnego, dlatego narracja trzecioosobowa nie wiedzie prymu w historiach nastawionych na emocje. Narratorami Terapii są Jess, Jace oraz w późniejszym czasie — Kingsley. 

Terapia Kathryn Perez to z całą pewnością emocjonująca, wzruszająca i poruszająca książka, od której nie sposób się oderwać. Umiejętnie wgryza się w skórę czytelnika, by szokować, ale i niejednokrotnie wywołać uśmiech na twarzy. Autorka na kartach powieści porusza wiele problemów, z którymi borykają się ludzie na całym świecie. Mowa to o braku akceptacji ze strony innych, szykanowaniu w szkole, obojętności na krzywdę, bagatelizowaniu problemów, ignorowaniu sygnałów, które niewątpliwie wskazują, że dzieje się coś złego. Jednak to nie jedyne aspekty, o których opowiada. Zachowania te skutkują myślami samobójczymi, samookaleczeniem, coraz bardziej pogłębiającą się depresją, a nawet chorobą dwubiegunową i BDP. Perez zręcznie opisuje ułomność społeczeństwa oraz nie boi się go krytykować. Terapia pokazuje, jak obezwładniającą moc ma depresja, która zmiata z powierzchni ziemi najbardziej wytrwałego człowieka i przemienia go we wrak pozbawiony wszelkich chęci do życia. Wszystkiemu towarzyszy apatia i brak jakiejkolwiek pewności siebie. 
Zaakceptowanie brzydkiej części życia jest częścią istnienia. Ból mówi nam, że wciąż tu jesteśmy, daje nam znać, że przetrwaliśmy. Kiedy tak naprawdę o tym pomyślisz, ból może cię wyzwolić, ponieważ bez bólu nie ma w niczym przyjemności.
Książka jest emocjonalną bombą, która wysysa z czytelnika całą energię. Nie pozwala mu odetchnąć choćby na moment, co chwilę zrzucając na jego barki coraz to nowe wydarzenia, które wywołują frustrację, gniew, a także euforię. Perez bawi się czytelnikiem, często mamiąc go i prowadząc w ślepe zaułki. Porusza najczulsze struny naszej duszy i niekiedy wywołuje płacz czy wzruszenie. Każdy kolejny rozdział coraz bardziej go angażuje i nie daje przyzwolenia na oderwanie się od książki. Zaś po przeczytaniu ostatniego zdania nie pozwala mu zapomnieć i zmusza do refleksji nie tylko nad życiem, lecz również nad tym, jakim człowiekiem jest on sam. 

Autorka zdecydowaną linią kreśli charaktery bohaterów, sprawiając, że są bardziej realistyczni i ludzcy. Nie tylko Jessica, ale również Jace czy Kingsley to postacie, z którym niejedna osoba będzie w stanie się utożsamić chociaż częściowo. Każde z nich, posiadając duży bagaż doświadczeń, opowiada swoją historię, dając upust emocjom. Postacie stworzone przez Perez często szokują czytelnika, podejmują niewłaściwe decyzje, ulegają wpływom innych, ale jednocześnie nie szukają usprawiedliwień dla swoich zachowań. Nie oczekują od zaangażowanego odbiory współczucia, lecz zrozumienia. 

Jednak pisarka nie pozostaje obojętna na inne aspekty, bo choć tworzy do bólu prawdziwą opowieść i wprowadza w życie bohaterów wiele zamieszania, to pamięta o wpleceniu miłości w historię. Nawet samo to uczucie, wydaje się destrukcyjne i niszczy bohaterów od środka, sprawiając, że błądzą na oślep i ponoszą porażki na każdej możliwej płaszczyźnie życia. Pokazuje blaski i cienie miłości, ale też pokazuje jej różne oblicza. Wrzuca bohaterów na głęboką wodę, obserwując ich usilne próby wydostania się na powierzchnię. 

Bezapelacyjnie Terapia jest jedną z najlepszych książek wydanych w 2017 roku. Ma wszystko to, co powinna zawierać dobra książka, począwszy od ciekawie zakreślonego tła wydarzeń, poprzez barwnych bohaterów, aż po emocje, jakie wywołuje. Porusza też szereg ważnych problemów i zwraca uwagę czytelnika na wiele aspektów, obok których ludzie przechodzą obojętnie. Angażuje do tego stopnia, że w miarę upływu czasu, czytelnik coraz bardziej przywiązuje się do bohaterów oraz coraz bardziej zaczyna przeżywać wydarzenia, które rozgrywają się na kartach książki. 

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu NieZwykłemu.

20 listopada 2017

„Ladies Man” Katy Evans

Tytuł: Ladies Man
Tytuł oryginalny: Ladies Man
Cykl/seria: Manwhore (tom 3)
Autor: Katy Evans
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 376
Data wydania: 5 października 2017

Ladies Man to trzeci tom popularnej w Polsce serii Manwhore. Dwa pierwsze tomy opowiadają o Malcolmie oraz Rachel. Powstała też nowela (określana jako tom 2,5), która jest dopełnieniem historii tej pary. Książki Katy Evans zawsze są dla mnie sporym zaskoczeniem. Nawet, gdy historia w nich zawarta nie jest w stu procentach oryginalna, to i tak zazwyczaj się czuję usatysfakcjonowana tym, o czym mogę przeczytać na kartach książek Evans. A jak było w przypadku tej części?

Tahoe Roth jest najlepszym przyjacielem Malcolma Sainta. Jest seksowny, pewny siebie i niejedna kobieta chciałaby znaleźć się z nim sam na sam. On jednak nie gustuje w związkach, nie jest też fanem trzymania się za rączkę, wręcz przeciwnie — seks jest dla niego jedynie rozrywką i próbą ukrycia swoich uczuć. Gina to przyjaciółka Rachel. Po nieudanych związkach nie ufa facetom i stara się trzymać od nich z daleka. Swoją twarz ukrywa pod grubą warstwą makijażu, nie chcąc, by ktokolwiek zobaczył, jaka jest naprawdę. Przyłapuje się jednak na tym, że myśli o Tahoe, a z tego na pewno nie wyjdzie nic dobrego.

Początkowe rozdziały Ladies Man nie zapowiadają wciągającej i interesującej historii. Przypominają raczej początki książek, w których schemat goni schemat i nie ma w nich miejsca na nic emocjonującego i ciekawego. To był jednak nieumiejętny start lub zaplanowane przez autorkę budowanie napięcia oraz wzbudzenie w czytelniku ciekawości, aby w odpowiednim momencie książka mogła wciągnąć go bez reszty. W każdym razie, fabuła nie jest oryginalna i początkowo nawet nie wiadomo, w jakim kierunku będzie zmierzać. Jednak w miarę czytania i pochłaniania kolejnych stron, zaczęłam z coraz większym zainteresowaniem przyglądać się poczynaniom bohaterów i prawdę mówiąc, nigdy nie pomyślałabym, że Katy Evans zaserwuje czytelnikom coś takiego. Autorka zrezygnowała z pisania typowego erotyku, w którym scen erotycznych jest więcej niż mógłby ktokolwiek pomyśleć, lecz stworzyła historię, w której miłość między bohaterami rodzi się naprawdę powoli i jest jednostronna. Do samego końca nie wiadomo, jak skończy się historia Tahoe i Giny, jednak czytelnik z zaangażowaniem może śledzić kolejne decyzje podejmowane przez postacie.

Katy Evans stworzyła postać młodej kobiety, która zraniona przez poprzedniego partnera, nie potrafi żyć w zgodzie z samą sobą. Na co dzień jednak przybiera maskę, aby inni nie widzieli, jak łatwo ją zranić. Jest oddaną przyjaciółką, która jest gotowa wysłuchać bliskich, gdy ci borykają się z jakimiś problemami. Jednocześnie sama nie jest w stanie otworzyć się przed innymi i wszystko skrywa głęboko w sobie. Ma też problem z pokazywaniem się bez makijażu, bo czuje się wtedy naga i brzydka. Ten kompleks w niej tak mocno zakorzeniony, że nie potrafi już nawet spać bez makijażu, gdy ktoś u niej nocuje. Codziennie rano wstaje wystarczająco wcześnie, by móc nałożyć staranny makijaż, który zakryje jej twarz. Dla niektórych może wydać się to chore, ale naprawdę niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, jak destrukcyjne bywa posiadanie kompleksów na jakimkolwiek punkcie — one niszczą od środka i sprawiają, że czujemy się coraz bardziej przytłoczeni, brzydzimy się sobą i boimy się pokazywać innym tacy, jacy naprawdę jesteśmy. Ale nie tylko Gina w tej historii zakłada maskę — Tahoe również to robi, ale w nieco inny sposób. Jest wyluzowany, wiecznie uśmiechnięty, ale czy tak siak ukrywa prawdziwego siebie. I można to poczuć od pierwszych stron, bo choć zgrywa szczęśliwego, to jednak podchodzi do wszystkiego z widocznym dystansem. Nie ma więc mowy o złej kreacji bohaterów — wręcz przeciwnie — Katy Evans wykreowała ich z największą starannością, nie bała się ukazać ich słabości, ale pokazała również ich zalety. 

Jeżeli szukacie książki, w której erotyzm wylewa się ze wszystkich stron, to niestety, ale Ladies Man was rozczaruje. Nie ma tu dosadnych i mocnych scen erotycznych, a bohaterowie nie rzucają się na siebie już od pierwszych stron. Katy Evans umiejętnie buduje napięcie między Giną a Tahoe, ale tworzy też między nimi swego rodzaju dystans, mur, nie pozwalając, aby pożądanie wybuchło i zepsuło to, nad czym pracowali bardzo długo. Pisarka zadbała również o to, by nie zabrakło chemii, a w niektórych momentach nieco zagęściła atmosferę, aby czytelnik poczuł się nieco skonfundowany, ale jednocześnie zaintrygowany nadchodzącymi wydarzeniami. Nie znajdziecie tu miłości od pierwszego wejrzenia, lecz stopniowo dojrzewające uczucie, które niejednokrotnie stawia bohaterów w niezręcznych sytuacjach.

Ladies Man określiłabym mianem delikatniejszej i o wiele subtelniejszej wersji Manwhore, w której mamy do czynienia z dobrze wykreowanymi postaciami, które nie rzucają się na siebie już w pierwszym rozdziale. To dobra książka na wieczór, której czytanie będzie idealną formą relaksu po wykańczającym dniu. Jeżeli chcecie poznać historię, w której nie wszystko jest piękne i różowe, a bohaterowie nie patrzą na świat przez różowe okulary, to powinniście sięgnąć po książkę Katy Evans.

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

13 listopada 2017

„Gwiazdor” Laurelin Paige, Sierra Simone

Tytuł: Gwiazdor
Tytuł oryginalny: Pornstar 
Cykl/seria: -
Autor: Laurelin Paige, Sierra Simone
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 472
Data wydania: listopad 2017

Laurelin Paige zdobyła w Polsce popularność dzięki serii Uwikłani, a wkrótce po premierze książek z tego cyklu ukazała się dylogia First and last, która podbiła serca czytelniczek i okazała się jeszcze większym sukcesem niż jej polski debiut. Paige słynie z pisania gorących i pikantnych erotyków, dlatego nic dziwnego, że wydawnictwo Kobiece postanowiło wydać jej kolejną książkę, która powstała tym razem we współpracy z inną poczytną pisarką — Sierrą Simone. Takim sposobem pod koniec listopada światło dzienne ujrzał owoc tej kolaboracji, czyli Gwiazdor.

Logan O'Toole jest gwiazdą w branży pornograficznej. Devi dopiero stawia w niej małe kroki, jednak ma za sobą kilka filmów. Los już raz skrzyżował ich drogi, jednak po kilku latach robi to ponownie — Logan i Devi mają wziąć udział we wspólnym projekcie. Mężczyzna jest nie tylko aktorem, ale i reżyserem, więc tym bardziej podchodzi z entuzjazmem do tego pomysłu, natomiast młoda kobieta pragnie spróbować czegoś nowego, więc doskonałym rozwiązaniem wydaje się jej zagranie u boku O'Toole'a. Czy współpraca przebiegnie pomyślnie? Czy jednak coś pokrzyżuje plany, a udawanie przed kamerami stanie się czymś rzeczywistym? Czy bohaterowie zdołają zagrać w filmie, nie angażując się w niego emocjonalnie?

W Kilku słowach o tej książce autorki wspominają m.in. o tym, jak bardzo kultura przemocy jest zakorzeniona w tej branży. Piszą też o tym, że nie chodziło im o to, by pokazać wyłącznie ociekającą lukrem historię, w której wszystko toczy się swoim biegiem i nie ma miejsca na niefortunne wypadki czy niebezpieczne sytuacje. Wręcz przeciwnie. Autorki opisują wprost, że pragnęły przedstawić dwie strony medalu, a co za tym idzie — pokazać również ciemne strony pornobiznesu. Problem jednak polega na tym, że ani Paige, ani Simone, nie są konsekwentne w tym, co piszą. Owszem, Gwiazdor nie pokazuje przesłodzonej historii, ale też nie przedstawia w znaczący sposób problemów, o których wspominają kobiety. Nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi sprawom, które, jak się okazuje, powinny mieć o wiele większy wydźwięk w tej historii. Mowa tu o przemocy, mizoginii i rasizmie. 

Nie mam pojęcia, jak wygląda pisanie książki przez dwie lub więcej osób, ale Gwiazdor jest napisany przyjemnym w odbiorze językiem, który nie razi czytelnika, lecz wywołuje u niego delikatne rumieńce. W książce natrafimy na narrację pierwszoosobową, dzięki której możemy poznać myśli bohaterów — Logana i Devi. Oboje snują rozważania na temat tego, czym jest miłość, jak powinien wyglądać związek, gdy oboje pracują w takiej branży, ale nie brakuje też przemyśleń dotyczących samego życia i planów na przyszłość. Samo uczucie między nimi rodzi się w zaskakujący sposób. Czytelnik sam uświadamia sobie od jakiego momentu bohaterowie mają się ku sobie.

Ta książka, jak na erotyk przystało, jest przepełniona namiętnymi, ostrymi i dosadnymi scenami erotycznymi. I wszystko byłoby w porządku, gdyby był zachowany balans między nimi, a wydarzeniami popychającymi akcję do przodu. Mam tu na myśli to, że Gwiazdor w siedemdziesięciu pięciu procentach to sceny łóżkowe, ba, już nawet nie łóżkowe, bo bohaterowie robią to dosłownie wszędzie. Choć Gwiazdor to erotyk i gatunek ten rządzi się swoimi prawami, to, zadajmy sobie pytanie — czy na każdej stronie musi pojawiać się opis stosunku? Nawet najbardziej elektryzujący erotyk potrzebuje dopracowanej fabuły, bo nadmiar scen erotycznych nie zrekompensuje mu zawodu, z jakim może się spotkać. Sceny są tu co prawda zróżnicowane, ale ja, szczerze mówiąc, po kilkudziesięciu stronach byłam już nimi zirytowana, z tego względu, że było ich tu po prostu za dużo. Brakowało mi wydarzeń, które pokazywałyby bohaterów z innej perspektywy — i to głównie Logana, którego praktycznie nie poznajemy. O wiele lepiej ma się sprawa z kreacją Devi, którą czytelnik ma możliwość poznać w większym stopniu. Warto dodać, że nie jest kolejną bezmyślną i głupią postacią, która nie ma nic do powiedzenia i w pełni podporządkowuje się mężczyźnie. Ma marzenia, plany, jest zdeterminowana i chce robić w życiu coś więcej niż tylko grać w filmach dla dorosłych. W odpowiednim momencie potrafi powiedzieć nie, choć wie, jakie będą tego konsekwencje. Jest młodą, silną kobietą, która mimo profesji, jaką się zajmuje, pragnie odrobiny szczęścia u boku mężczyzny, który będzie tylko jej.

W przypadku Gwiazdora jestem bardziej na „nie” niż na „tak”, jednak nie mogę powiedzieć, że ta książka jest do bólu zła, bo to nieprawda. Określiłabym ją mianem powieści z niewykorzystanym potencjałem, gdzie dobre pomysły zostały przyćmione kolejnymi scenami erotycznymi. Bo faktycznie — zbudowanie historii w branży pornograficznej jest pomysłem i świeżym, i oryginalnym, jednak autorkom nie udało się całkowicie podołać temu pisarskiemu wyzwaniu. Czuję się nieco rozczarowana, zwłaszcza że dylogia First and last Laurelin Paige podbiła moje serce i byłam nią naprawdę usatysfakcjonowana, dlatego tym bardziej zastanawiam się, co poszło nie tak. 

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

10 listopada 2017

„Mirror, Mirror” Cara Delevingne, Rowan Coleman

Tytuł: Mirror, Mirror
Tytuł oryginalny: Mirror, Mirror
Seria/cykl: -
Autor: Cara Delevingne, Rowan Coleman
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 384
Data wydania: 11 października 2017

Cara Delevingne jest brytyjską modelką, aktorką (Suicide Squad, Papierowe miasta), początkującą piosenkarką, a teraz swoich sił próbuje w pisarstwie. Mirror, Mirror to jej literacki debiut, który postanowiła napisać wraz z autorką, której książki pną się po kolejnych listach bestsellerów. W Polsce zostały wydane dwie książki Rowan Coleman: Słowa pamięci oraz Szczęśliwy dom złamanych serc

Mirror, Mirror to książka o nastolatkach, którzy próbują odnaleźć się w otaczającym ich świecie. Borykają się z problemami, jakie zazwyczaj mają młodzi ludzie, a jednym z nich staje się poradzenie z trudną wiadomością, która spada na nich w jednej chwili. Red, Naomi, Leo oraz Rose są czwórką znajomych, których zbliża muzyka. Dzięki zespołowi mają okazję, by pokazać, kim są i co czują. Nie mogą jednak długo nacieszyć się swoją pasją, ponieważ Naomi pewnego dnia znika. Wkrótce dziewczyna zostaje wyciągnięta z rzeki. Żyje, ale nie wiadomo jak długo jeszcze. Każdy z bohaterów inaczej reaguje na wiadomość o stanie przyjaciółki. Co jednak wydarzyło się tak naprawdę? Czy wypadek Naomi był faktycznie tylko próbą samobójczą, czy jednak miało to związek z jakimś konkretnym wydarzeniem lub osobą? 

Narratorem powieści jest jeden z bohaterów — Red. To właśnie ta postać wprowadza czytelnika w całą historię, opowiada mu o tym, co spotkało jej rówieśniczkę, a jednocześnie przybliża nam sylwetki pozostałych postaci. Bohaterowie są postaciami na tyle autentycznymi, że czytelnikowi nietrudno jest się z nimi utożsamiać w pewnych momentach. Ich decyzje bywają czasami niezrozumiałe, a zachowanie mocno irytujące, jednak nie przeszkadza to w zaangażowaniu się i śledzeniu kolejnych wydarzeń. Akcja toczy się spokojnym tempem, aby w pewnym momencie przyśpieszyć i zafundować czytelnikowi kilka zaskakujących zwrotów. 

Książka jest reklamowana jako thriller, ale to nieco przekłamane stwierdzenie — Mirror, Mirror jest po prostu umiejętnie skonstruowaną książką młodzieżową z elementami kryminału oraz thrillera. Choć niektóre wydarzenia wydają się trochę naciągane, to nie zaburzają w znaczący sposób odbioru książki. Początkowo można było odnieść wrażenie, że to wątek Naomi będzie główną osią historii, jednak potem na pierwszy plan wysuwa się postać Red i problemy związane z rodziną. 

Cara Delevingne i Rowan Coleman nie tylko przedstawiają historię młodych ludzi, których pasją jest muzyka, ale też zwracają uwagę na szereg problemów, z którymi obcują na co dzień. Na kartach powieści pojawia się wątek odizolowania, akceptacji, zaufania, jak również niezrozumienia ze strony dorosłych. Autorki przybliżają rolę mediów społecznościowych i ich wpływ na ludzi (nie tylko nastolatków). Sama Delevingne we wstępie pisze tak: Teraz, kiedy media społecznościowe odgrywają tak wielką rolę w naszym codziennym życiu, młodość jest jeszcze trudniejsza niż dawniej, szczególnie z powodu stale narastającej presji, by być idealnym. W tym świecie ludzie szybko wydają sądy na temat innych, nie poświęcając zbyt wiele czasu, by w pełni zrozumieć daną osobę czy zastanowić się, co tak naprawdę dzieje się w jej życiu. I tu muszę przyznać autorce rację — żyjemy w czasach, gdzie powierzchowne ocenianie innych jest na porządku dziennym i mało kogo obchodzi, jakimi ludźmi jesteśmy naprawdę. Przybieramy maski, ukrywając prawdziwe ja, bojąc się tego, że ktoś nas wyśmieje. Zwracają też uwagę na problem, jakim jest nękanie w sieci, a o tym, wydaje mi się, że nie mówi się zbyt często. Ludzie nie dostrzegają zagrożenia, jakim jest gnębienie w Internecie. Większość bagatelizuje problem i obraca wszystko w żart, nie zdając sobie sprawy, jak tragicznie skutki może przynieść takie zachowanie. Mimo poruszenia licznych problemów mam wrażenie, że kilka z nich zostało potraktowanych po macoszemu, a autorki nie poświeciły im wystarczająco dużo uwagi. 

Mirror, Mirror to dobry debiut Cary Delevingne, która wraz z Rowan Coleman stworzyła spójną historię o nastolatkach, z którymi może utożsamiać się wiele osób. Autorki nie spoczęły na laurach i nie zaprezentowały światu typowo sztampowej, pozbawionej emocji i przepełnionej schematami opowieści, których jest na pęczki w literackim świecie, lecz stworzyły książkę, która obnaża problemy nastolatków i stawia ich w centrum. 

*** 
Za egzemplarz i możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Jaguar.

8 listopada 2017

„Pod skórą” Agata Czykierda-Grabowska

Tytuł: Pod skórą
Tytuł oryginalny: Pod skórą
Cykl/seria: -
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: BM Design
Liczba stron: 382
Data premiery: 13 września 2017

Oskar, Ada i Adrian to przyjaciele z lat młodości. Kiedyś nierozłączni, dziś udają, że dla siebie nie istnieją, a przyjaźń między nimi nigdy nie miała miejsca. Oskar po tragicznych wydarzeniach, które spotkały jego siostrę i licznych niedomówieniach, całkowicie odsunął się od rodzeństwa, z którym utrzymywał bliskie kontakty, a tuż po zakończeniu szkoły postanowił wyjechać za granicę. Wkrótce wraca, by pomóc matce wyremontować dom i spędzić z nią jak najwięcej czasu. Czy powrót okaże się słuszną decyzją, zwłaszcza że wiąże się z ponownym spotkaniem Ady, do której od zawsze żywił głębsze uczucie? Czy ponowne pojawienie się Ady w jego życiu pozwoli uporządkować wszystkie sprawy i uda mu się w końcu rozwikłać zagadkę z przeszłości, która tak bardzo ich poróżniła?
– Nie chcę cię znowu stracić – szepnął.
– Nigdy mnie nie straciłeś – odpowiedziała prawie bezgłośnie. – Po prostu już mnie nie chciałeś…
Początkowo sięgając po książkę Czykierdy-Grabowskiej, nie bardzo wiedziałam, wokół czego konkretnie oscyluje tematyka książki. Co prawda śledziłam fanpage autorki, ale do pełnego opisu książki nie dotarłam, choć udało mi się zapoznać z początkiem historii. Nie miałam jednak żadnych obaw, bo, jak już wcześniej wspomniałam, miałam styczność z jej twórczością i wiedziałam na co mniej więcej mogę liczyć. Fabuła skonstruowana jest w sposób bardzo prosty, choć nie brakuje pewnych zwrotów akcji, które mogą wprowadzić czytelnika w spore zaskoczenie. Historia sama w sobie nie jest zbyt odkrywcza i nie będę udawać, że jest inaczej, bo minęłabym się z prawdą. Sam sposób opowiedzenia losów bohaterów, wplecione wątki, pobudzanie emocji czytelnika i igranie z nim, a także postacie oraz relacje, jakie ich łączą, to elementy, które są tu bez wątpienia warte uwagi.
Mówi się, że śmierć to koniec. Jeśli tak jest w rzeczywistości, to dlaczego wraz z nią nie znika też miłość? Dlaczego, gdy ktoś umiera, nie możemy wyrzucić go z serca? I dlaczego śmierć nie zabiera ze sobą bólu i rozpaczy?
Historia stworzona przez Agatę Czykierdę-Grabowską to opowieść, którą pisze życie. Charakterystyczną cechą twórczości tej pisarki jest to, że nie stara się, by akcja w jej książkach była umiejscowiona w jakimś abstrakcyjnym miejscu. Opisuje polskie realia i rzeczywistość, zgrabnie wplatając w nie opowieść młodych ludzi, którzy borykają się z różnymi problemami. Dodatkowo dostarcza czytelnikowi całą gamę emocji i wywołuje w nim uczucia, od których trudno uciec.

Książka pokazuje, jak ważna jest rozmowa i komunikowanie się z drugim człowiekiem. Brak porozumienia między ludźmi może prowadzić do wielu nieprzyjemnych sytuacji, m.in. do zerwania kontaktu z drugą osobą. Jedno potknięcie, które może narobić więcej szkód niż pożytku, doprowadza bohaterów do wyciągnięcia błędnych wniosków. Można by pomyśleć, że wykreowane postacie wiodą dostatnie i szczęśliwe życie, ale tak naprawdę są młodymi, zagubionymi ludźmi, którzy szukają swojego przepisu na szczęście. Tym razem na próżno możecie szukać męskiego bohatera, który świeciłby przykładem. Autorka postanowiła odejść od kreacji, którą zazwyczaj stosowała w swoich książkach i tym razem zamiast grzecznego i ułożonego chłopca, mamy młodego mężczyznę, w którego głowie rodzą się niecne plany, a rozsądne myślenie początkowo przysłania mu chęć zemsty i odegrania się na innych. Tworzy kogoś na podobieństwo bad boya, choć nie do końca posunęłabym się o stwierdzenie, że Oskar faktycznie jest tym złym chłopcem, za którym uganiają się tabuny kobiet. Pozytywnym zaskoczeniem jest też pojawienie się postaci drugoplanowych, jak np. brata Adrianny lub matki Oskara, którzy mają duże znaczenie dla rozwoju akcji.

W książce nie obyło się bez scen erotycznych, które są po prostu dopełnieniem całej historii. Nie są wulgarne, lecz subtelne, a autorka trafiła nimi w punkt — są świetną odskocznią. Tym razem nie dostaniecie lukrowej historii miłosnej, od której Was zemdli. Autorka trzymała asa w rękawie i w końcu postanowiła go wykorzystać. Wprowadza nieco sensacji, aby zwieść czytelnika, który może poczuć się zdezorientowany nagłym zwrotem akcji. Są intrygi, dramaty, jak również sytuacje, które wywołują uśmiech.
(...) nad uczuciami nie można zapanować. Nie można ich kontrolować. Nie da się ich wzbudzić na zawołanie, tak jak nie można ich uciszyć na życzenie. Czasami podkradają się do ciebie znienacka, a innym razem są z tobą od zawsze. Jego uczucia były w nim od zawsze. Od momentu, w którym ją zobaczył.
Widać, że styl autorki nieustannie ewoluuje. Pod skórą jest zdecydowanie najbardziej dopracowaną ze wszystkich w jej dorobku. To, co powtarzam chyba niemal przy każdej recenzji, to fakt, że ma niezwykły dar do opisywania emocji. Jej historie są zawsze przepełnione najróżniejszymi uczuciami, które wsiąkają w czytelnika i na długo nie pozwalają mu zapomnieć o lekturze, porywają go od pierwszych stron i wywołują w nim poczucie spełnienia. Nie brakuje też negatywnych emocji, takich jak zniecierpliwienie, złość lub frustracja wywołanych zachowaniem bohaterów, lub tokiem akcji, który lubi płatać figle. Agata Czykierda-Grabowska czaruje słowem, choć język, którym się posługuje, nie należy do najbardziej poetyckich, z jakim miałam do czynienia. Tworzy jednak historię, od której nie sposób się oderwać. Czytelnik z wielkim zaangażowaniem śledzi poczynania bohaterów, obserwuje ich zachowanie, analizuje oraz próbuje wniknąć w ich umysł i serca, by lepiej zrozumieć, jakimi uczuciami się kierują.

Pod skórą jest kolejną książką pisarki, z którą przyjemnie spędziłam czas. Nie można odmówić Agacie Czykierdzie-Grabowskiej umiejętności opisywania emocji, bo właśnie one grają tu pierwsze skrzypce. Stara się sięgać po nowe rozwiązania i w inny sposób opisywać wątki, które pozornie mogą wydawać się schematycznie. Ta książka jest przykładem tego, że autorka nie spoczywa na laurach i ciągle dba o to, by czytelnik chłonął lekturę z pasją i zaangażowaniem. Jednocześnie pokazuje, że trudno jest zaufać komuś, kto raz nas zawiódł. Z pasją opisuje rodzące się uczucie między bohaterami, ale nie zapomina także o pozostałych bohaterach, którzy również mają coś do powiedzenia na kartach tej opowieści.

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

5 listopada 2017

„Córka pedofila” Ewa Pirce

Tytuł: Córka pedofila
Tytuł oryginalny: Córka pedofila
Cykl/seria: -
Autor: Ewa Pirce
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Wieża Czarnoksiężnika 
Liczba stron: 300
Data wydania: 28 października 2017

Pedofilia to temat, obok którego trudno jest przejść obojętnie. Z drugiej strony jednak pozostaje tematem tabu, o którym ludzie boją się rozmawiać. Milczenie powoduje, że problemy są bagatelizowane, a osoby, które jej doświadczają, są skazane same na siebie i niestety, ale również na swojego oprawcę. Pozornie można twierdzić, że głównym tematem tej opowieści jest pedofilia, bo na to wskazuje nawet sam tytuł, jednak jak się okazuje — wcale tak nie jest, a książka stawia w centrum zupełnie inny aspekt.

Nie da się jednoznacznie stwierdzić, do jakiego gatunku literackiego należy Córka pedofila. Z jednej strony jest to książka dla młodzieży, która w pełni wpasowuje się w popularny od jakiegoś czasu nurt, jakim jest New Adult, z drugiej strony tematyka książki oraz wątki, które zawiera, mogą być zbyt ciężkie dla młodej osoby i preferowaną grupą odbiorców są raczej osoby starsze.

Alexia to nastolatka, której nie oszczędzało życie. Sytuacja w domu rodzinnym powoduje, że jest zdana wyłącznie na siebie, przez co całkowicie zamyka się w sobie. Mimo trudnej sytuacji, w jakiej się znajduje, nie mówi głośno o tym, jak się czuje. Unika kontaktu z ludźmi i trzyma głęboko w sobie wszelkie uczucia. Obarcza wszystkich winą o to, co ją spotkało i czego doświadcza na każdym kroku. Gdy na swojej drodze spotyka dwie osoby, które zaczynają się nią interesować, nie wierzy, że robią to bezinteresownie i zależy im na jej szczęściu.

Córka pedofila to debiut Ewy Pirce. Autorka niemal natychmiast rzuca czytelnika na głęboką wodę i nawet nie próbuje mydlić czytelnikowi oczu wyidealizowanymi bohaterami czy przewidywalną do bólu historią. Choć książka w głównej mierze opiera się na wątku miłosnym oraz dojrzewaniu do niego, to jednak porusza także inne, równie ważne, kwestie. Pojawia się tytułowa pedofilia, której ofiarą pada nastolatka, alkoholizm, przemoc fizyczna, jak również psychiczna, odrzucenie nie tylko przez społeczeństwo, z powodu nawarstwiających się problemów w życiu młodej dziewczyny, ale również odrzucenie przez rodzica. Pirce w swojej książce stara się uświadomić społeczeństwo i zwrócić uwagę na problem, którym jest ludzka obojętność, która jest o wiele bardziej krzywdząca, niż mogłoby się wydawać. Niedostrzeganie problemów to jedno, ale przyzwalanie na jakiekolwiek znęcanie i przechodzenie obojętnie obok takich sytuacji jest poważnym zaniedbaniem. Brak akceptacji ze strony rówieśników powoduje u bohaterki odizolowanie się od środowiska, w jakim przebywa na co dzień. Ta książka to próba wykrzyczenia światu bólu, jakiego doświadcza. To niemy krzyk o pomoc dziewczyny, z którą mogą się utożsamiać młode osoby, znajdujące się w podobnej sytuacji.

Cierpienie, jakim byłam napiętnowana, wymagało odwagi, bym mogła przejść przez życie, by budzić się i w nie brnąć, mimo niepowodzeń. Ale ja nie byłam odważna, nie byłam silna i nie umiałam walczyć. Prawda jest taka, że byłam tchórzem.

Autorka stopniowo wprowadza czytelnika w historię Lexi oraz pozostałych bohaterów. Z niezwykłą starannością stara się oddać klimat miejsc, w których przebywają postacie, nie szczędząc opisów pomieszczeń i otoczenia. W książce na próżno można szukać kwiecistego i barwnego języka, jakim posługiwał się wieszcz narodowy. Jednocześnie autorka nie zagłębia się w szczegóły, nie nuży czytelnika zbędnymi opisami i zapychaczami, o które nie trudno w powieści, która porusza tak wiele wątków, jak również nie stara się na siłę nadać niepotrzebnego patosu. Elementem, który działa na korzyść Córki pedofila są naturalne dialogi — bohaterowie nie posługują się językiem, jaki można usłyszeć, przebywając wśród arystokracji, lecz takim, który jest charakterystyczny dla otoczenia, w jakim się wychowali. Dlatego też nie znajdziecie tu poetyckich zwrotów, lecz dużo wulgaryzmów, którymi prawdę powiedziawszy, byłam w pewnym momencie przytłoczona. Całkowicie zrozumiałe jest tu użycie przekleństw, ale ich nadmiar spowodował u mnie zniesmaczenie po jakimś czasie.

Lexi jest postacią dopracowaną niemal do perfekcji. Jej zachowanie nie wydaje się naciągane, lecz bardzo rzeczywiste, co ułatwia czytelnikowi nie tyle utożsamienie się z nią, jak zrozumienie tego, co właściwie czuje i czego doświadcza na każdym kroku. Do pozostałych bohaterów też nie można się przyczepić — są wykreowani w sposób bardzo naturalny. Ich charaktery nie są przerysowane, są tacy, jacy powinni być nastolatkowie. To osoby, które popełniają błędy, starają się czerpać z życie tyle, ile mogą, a przede wszystkim domagają się uwagi od bliskich. Często też spotykają się z rozczarowaniami, są zawiedzenie decyzjami innych, jak również przeżywają swoje pierwsze miłosne uniesienia. Wątek miłosny, który wplotła Pirce do książki, nadał powieści świeżości, a uczucie, które pojawiło się między bohaterami, dało im motywację do działania. Relacje między Lexi a Jamesem lub też Lexi a Henrym są w pełni naturalne i niewymuszone w żaden sposób. Te dwie więzi rozwijają się we własnym tempie. 
Co pozostało osobie, która nie posiada nawet własnej duszy?
Wiele dobrego mogę powiedzieć o tej książce, ale na pewno nie to, że jej mocną stroną jest oprawa graficzna, bo niestety, ale tak nie jest. Zawsze dużą uwagę przywiązuje do sposobu, w jaki jest przygotowana książka od strony graficznej, dlatego w tym przypadku nie było inaczej. I o ile podoba mi się postać dziewczyny, której zdjęcie zostało wykorzystane w projekcie, o tyle fonty to już inna bajka. Zabrakło mi pomysłu na przedstawienie historii Lexi na okładce. A ta historia aż się prosi o porządną okładkę!

Mieszane uczucia mam również co do wszelkich dramatów ukazanych na kartach powieści. Po przeczytaniu (a pochłonęłam książkę w zaledwie kilka godzin) doszłam do wniosku, że za dużo było tego bólu wylewającego się ze wszystkich stron. Praktycznie każda osoba doświadczyła tu czegoś złego, czegoś, co miało wpływ na jej dalsze życie lub postępowanie. Jednocześnie nie uważam takiego nagromadzenia zmartwień za coś złego. Być może moje uczucia są spowodowane tym, że przeczytałam książkę w tak krótkim czasie i nie dałam sobie chwili wytchnienia, by móc oswoić się z wszelkimi wydarzeniami. 
Zawsze, wpatrując się w nie, miałam wrażenie, że Bóg szydzi ze mnie, pozwalając mi dostrzegać tam radość, której nie widzi nikt inny. Daje mi do zrozumienia, że ja nigdy nie osiągnę takiego stanu spokoju, ciszy i beztroski — z tym właśnie kojarzyło mi się niebo. 
Jeżeli miałabym krótko podsumować moje spotkanie z Córką pedofila, to muszę przyznać, że było bardzo satysfakcjonujące. Cieszę się, że takie książki powstają i mam też cichą nadzieję, że Ewa Pirce nie spocznie na laurach i stworzy kolejną emocjonującą historię, od której trudno będzie się oderwać. Autorka zwraca uwagę na problemy, które dotyczą całego społeczeństwa, a nie tylko poszczególnych jednostek, wplata w swoją historię dużo przemyśleń, a przede wszystkim nie szczędzi emocji. To debiut, na który warto zwrócić uwagę i dać mu szansę. Polecam!

***

Za egzemplarz i możliwość przeczytania dziękuję autorce.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia