29 września 2017

PRZEDPREMIEROWO: „Consolation” Corinne Michaels

Tytuł: Consolation
Tytuł oryginalny: Consolation
Cykl/seria: Consolation Duet (tom 1)
Autor: Corinne Michaels
Tłumaczenie: Kinga Markiewicz
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Liczba stron: 400
Data wydania: 11 października 2017

Polski wydawca postanowił zmienić kolejność wydawanych tomów, jednak nie wiadomo do końca, czym tak właściwie jest to spowodowane. Nie przywiązywałam do tego zbyt dużej uwagi, najważniejsze było dla mnie to, by historia miała swój początek i koniec. Najwyraźniej Szósty Zmysł miał w tym swój cel, który chciał osiągnąć, a ja będę mogła ocenić tę decyzję po zapoznaniu się z całą serią. Consolation jest więc pierwszym tomem cyklu (a właściwie dylogii, bo nazwa też została zmieniona) Consolation Duet. Premiera drugiego tomu została zaplanowana na 5 grudnia.

Natalie to młoda kobieta, która w jednej chwili traci grunt pod nogami. Śmierć męża sprawia, że jej serce pęka na milion drobnych kawałków. Aaron, jej mąż, prosi ją jednak, by była szczęśliwa i żyła normalnie, natomiast od swojego przyjaciela Liama oczekuje, iż ten w razie czego zaopiekuje się kobietą i będzie dla niej wsparciem. Tylko czy zbliżenie tej dwójki wyjdzie wszystkim na dobre? Czy Natalie postąpi zgodnie z prośbą męża i uda jej się odzyskać spokój i równowagę w życiu?
Liam Dempsey będzie moją zgubą.
W Consolation na próżno można szukać wyidealizowanych bohaterów. Gdyby oni istnieli, nie musieliby borykać się z problemami, które głęboko ich ranią. Gdyby Liam i Natalie byli idealni, na pewno na swojej drodze nie napotkaliby tylu przeszkód. Ich życie byłoby ciągłą sielanką, a niedomówienia i przeszłość mogliby zostawić daleko w tyle, nie patrząc na konsekwencje swoich czynów. Corinne Michaels stworzyła doskonałe pod względem psychologicznym postacie, przez co czytelnik niejednokrotnie odnosi wrażenie, że ci bohaterowie są żywcem wyjęci z otaczającego nas świata. Są autentyczne, więc tym bardziej nam bliższe. W pewien sposób możemy utożsamiać się z bohaterami, którzy mają wzloty i upadki, a ich życie nie zawsze jest takie, jakie sobie wymarzyli. Oboje borykają się  z problemami i niejednokrotnie czują się przytłoczeni codziennymi sprawami, które, wydawać by się mogło, są banalne. Codzienność po stracie ukochanej osoby bywa trudna, tak samo, jak trudne jest zaakceptowanie faktu, że nikt nie zwróci tej osobie życia, a my musimy funkcjonować dalej. Natalie to kobieta z krwi i kości, nie tylko silna, ale także wrażliwa. Liam jest za to bohaterem, który rozweseliłby niejedną marudę. Pomijając kwestię jego wyglądu (a po opisie jestem skłonna stwierdzić, że byłoby na czym zawiesić oko), jest to postać troskliwa i opiekuńcza, która jest gotowa oddać życie za drugą osobę.
Nigdy nie będę taka sama. Kobieta, którą byłam wcześniej, umarła w chwili, w której rozległo się pukanie do drzwi. Jestem cieniem osoby, którą kiedyś byłam. Kobieta, która była kochająca, szczera i pełna nadziei, zniknęła. Nadzieja to wredna suka, która ma w dupie to czego chcesz. A zatem jedyną rzeczą, na której mogę polegać, jest wiara. Wiara w to, że uda mi się przez to przejść i uleczyć złamane serce. 
Historia Natalie i Liama pokazuje, że miłość nie pojawia się nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki. To uczucie, które nieśmiało puka do naszych serc i czeka na przyzwolenie. Czasami nasze życie jest pełne nierozwiązanych spraw, pełne chaosu, którego sami nie potrafimy uporządkować, jednak gdy pojawia się ta właściwa osoba, wszystko staje się łatwiejsze i układa w spójną całość. Pokazuje też, że w trudnych sytuacjach możemy liczyć na bliskie osoby, które nas nie osądzają, a po prostu przy nas trwają.

Najbardziej jednak szokujące wydaje się zakończenie tego tomu. Przyznam szczerze, że gdy sięgałam po tę książkę, nie rozmyślałam na tym, w jaki sposób może zakończyć się ta historia. Po dotarciu na ostatnią stronę dosłownie mnie zamurowało. Siedziałam zaskoczona i oszołomiona, a w uszach poczułam nieprzyjemny szum, który pojawiał się za każdym razem, gdy moje ciśnienie niebezpiecznie wzrastało. Od razu wiedziałam, że długo nie wytrzymam, a oczekiwanie na kolejny tom będzie prawdziwą udręką.
Gwiazdy i księżyc przypominają mi, że życie jest krótkie i muszę żyć każdym dniem. Moja praca wymaga ode mnie, abym szanował śmierć. 
Każdy z nas inaczej radzi sobie z żałobą. Natalie wspomina męża, przypomina sobie ich wspólne chwile, tęskni za jego bliskością i dotykiem, jednak tak samo mocno ciągnie ją do Liama — wie, że może na niego liczyć. Wydaje mi się jednak, że sprawy między Natalie a Liamem zbyt szybko się potoczyły. Poniekąd rozumiem zachowanie bohaterki, która wręcz złakniona bliskości szukała pocieszenia w ramionach przyjaciela. Pewnie sama się nie spodziewała, jak daleko to zajdzie, jednak tak jak już mówiłam, ich przyjaźń zbyt szybko przemieniła się w coś głębszego. Książka liczy trochę ponad 250 stron, co czyni ją bardzo krótką. Spodziewałam się więc, że niektóre wydarzenia zostaną pominięte, o wielu autorka tylko wspomni i nie poświęci im zbyt dużo uwagi, a akcja będzie znacznie przyśpieszona. Naprawdę zabrakło mi kilkudziesięciu stron, które Corinne Michaels mogłaby wykorzystać na rozwinięcie wątków. Byłaby to historia bardziej rozbudowana, a co za tym idzie — byłabym skłonna uwierzyć, że mogłaby wydarzyć się naprawdę. Podoba mi się jednak to, w jaki sposób jest napisana ta książka. Autorka posługuje się lekkim językiem, sprawiając, że przez całą opowieść wręcz się płynie. Nie używa może zbyt zawiłych sformułowań, a opisy są raczej krótkie, jednak jeśli mam być szczera, nie przeszkadzało mi to. O miłości nie trzeba pisać barwnym językiem, by trafić do czytelnika. Można pisać o niej prosto i bez zbędnych ozdobników.
Obiecał, że do mnie wróci. Kłamał.
Według mnie Consolation nie przedstawia zbyt oryginalnej historii, jednak to nie znaczy, że uważam, iż nie warto po nią sięgać. Pokazuje problem radzenia sobie ze śmiercią ukochanej osoby, ale także opowiada o miłości, która rodzi się z przyjaźni. Bohaterowie wykreowani przez autorkę są bardzo ludzcy, przez co czytelnik śmiało może się z nimi utożsamiać. Wielu z Was zapewne stwierdzi, że to historia jakich wiele i nie warto poświęcać jej czasu. Inni zaś powiedzą, że to najpiękniejsza opowieść na świecie. Uważam, że jest w tej historii coś, przez co nie sposób się od niej oderwać, jednak to Wy musicie zadecydować, czy sięgniecie po nią i dacie jej szansę, czy wręcz przeciwnie — darujecie sobie.

*** 
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szósty Zmysł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia