PRZEDPREMIEROWO: „Najlepszy powód, by żyć” Augusta Docher

Tytuł: Najlepszy powód, by żyć
Tytuł oryginalny: Najlepszy powód, by żyć
Cykl/seria: ? (tom 1)
Autor: Augusta Docher
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: OMGBooks
Liczba stron:
Data wydania: 27 września 2017

Są tematy, obok których trudno jest mi przejść obojętnie. Nie potrafię patrzeć na krzywdę, jaka dzieje się innym ludziom, na ich potknięcia, wypadki i tragedie, których nieustannie doświadczają.

Najlepszy powód, by żyć to szósta książka w dorobku autorki. Swoją premierę będzie miała za niecały tydzień, bo 27 września. Nie przeszłam obojętnie wobec żadnej książki pisarki i jak na razie strzałem w dziesiątkę okazała się seria o Wędrowcach (Eperu, Habbatum), którą mile wspominam. Z pozostałymi pozycjami bywało różnie — przypadały mi do gustu mniej lub bardziej. Byłam więc ciekawa, jaką książką okaże się najnowsze dziecko autorki.

Dominika zostaje dotkliwie poparzona i już wie, że powrót do normalności będzie trudny, zwłaszcza że diabelskiego czynu dopuścił się jej ojciec — najbliższa jej osoba. Zrezygnowana, nie chce walczyć o życie. Pomoc i wsparcie otrzymuje od młodego, przystojnego lekarza, który wierzy, że dziewczyna będzie jeszcze cieszyła się życiem. Wkrótce na jej drodze pojawia się Marcel, brat Tomasza, który od samego początku jest nią zainteresowany. Czy Dominika pozwoli, by Marcel zagościł na dłużej w jej życiu? Czy chłopak zaakceptuje Dominikę taką, jaka jest?

Wydawać by się mogło (a na to wpływ miały przede wszystkim zapowiedzi), że Najlepszy powód, by żyć to książka, która wprowadzi jakąś dozę świeżości do literatury młodzieżowej i samego nurtu New Adult, wokół którego oscyluje. Spodziewałam się naprawdę emocjonującej historii, która niejednokrotnie mnie wzruszy i zmusi do refleksji, ponieważ wydarzenia opisane w książce powstały na kanwie historii, która miejsce naprawdę. Skoro podstawą do napisania tej książki były takie wydarzenia, wierzę, że autorka rozeznała się w temacie i skrupulatnie się do tego przygotowała. W Najlepszym powodzie, by żyć natrafimy na realistyczne opisy terapii oraz rehabilitacji. Samemu wypadkowi też nie mam nic do zarzucenia, ponieważ został porządnie opisany przez Augustę Docher.

Narracja prowadzona jest naprzemiennie — raz z perspektywy Dominiki, raz z Marcela oraz od czasu do czasu poznajemy punkt widzenia Tomasza. Rozdziały nie zostały jednak oznaczone imieniem bohatera, którego myśli w danym momencie poznajemy, dlatego początkowo trudno jest się połapać, z którą z postaci mamy do czynienia. Zamiast normalnego podziału na rozdziały, autorka postawiła na ukazanie wydarzeń z dwóch perspektyw czasowych: teraz i przedtem. 

Fundamentem każdej książki są emocje. Jeżeli ich jednak nie ma, a sama powieść nie wywołuje w czytelniku jakichś większych odczuć i nie angażuje go w historię, to trudno mówić tu wyłącznie o małym uchybieniu ze strony autora. Niewątpliwie opis fabuły zapowiadał emocjonującą historię, pełną uniesień i wzruszeń, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Najlepszy powód, by żyć jest nudny i niedopracowany. Jeżeli miałabym określić tę pozycję dwoma słowami, powiedziałabym: niewykorzystany potencjał. W tej książce zabrakło mi dosłownie wszystkiego: dobrze skonstruowanych portretów psychologicznych postaci, ciekawie rozwijającej się akcji, ukazania problemów w sposób, który faktycznie trafiłby do mnie tak, jak powinien oraz przede wszystkim — emocji. To one powinny tu odgrywać najważniejszą rolę, tymczasem obok wszelkich wydarzeń i sytuacji, w których znaleźli się bohaterowie (a szczególnie Dominika), przeszłam zupełnie obojętnie. Książka, która miała wywołać ogrom emocji, tak naprawdę sprawiła, że nie czułam czegokolwiek. Nie potrafiłam współczuć bohaterom, których postępowanie wydawało mi się irracjonalne i sztuczne. Chciałam jak najbardziej poznać Dominikę i wątpliwości, jakie nią targają, ale tego jej jojczenia, bo inaczej ciągłych narzekań nie da się nazwać, nie potrafiłam znieść, a jestem w miarę cierpliwym człowiekiem.

Nie wierzę w uczucie, które pojawiło się między Dominiką a Marcelem. Głównie dlatego, że tak, jak w przypadku Dance, sing, love Layli Wheldon, to uczucie pojawia się nagle i po prostu jest, a my nie mamy okazji dowiedzieć się, jak ono kiełkuje. Owszem, pojawia się kilka momentów, w których bohaterowie zachwycają się sobą nawzajem, ale według mnie to trochę za mało, by faktycznie mówić o prawdziwym, wszechogarniającym uczuciu. Relacja tej dwójki rozwija się bardzo szybko, jak na mój gust, zbyt szybko. Dominika staje się zagadką dla Marcela, przez co chłopak chce ją poznać, ale to, co robią bohaterowie, zupełnie do mnie nie przemawia. Ich zachowanie jest czasami dziwne, a oni mają wypaczone spojrzenie na rzeczywistość, która ich otacza.

Najbardziej w całej powieści spodobał mi się wątek z Tomaszem — bratem Marcela, który pojawił się dość niespodziewanie w życiu Dominiki, ale zdecydowanie był najjaśniejszym punktem tej powieści. Niestety, ale nie zagościł na dłużej w książce, ponieważ jego wątek bardzo szybko się urwał, co nieco mnie rozczarowało. Myślałam, że faktycznie będzie miał większy udział w całej historii, jednak może autorka poświęci mu więcej uwagi w kolejnej części.

W Anatomii uległości język, którym posługiwała się Augusta Docher, stanowił najmocniejszy atut książki. Polubiłam styl autorki — plastyczny, z dużą dozą barwnych opisów i bogatym słownictwem. Tym bardziej więc jestem zdziwiona, ale też rozgoryczona tym, na co natknęłam się w najnowszej powieści pisarki. Miałam wrażenie, że czytałam książki dwóch zupełnie różnych autorek, a nie jednej. Co więcej, próba wprowadzenia slangu młodzieżowego i po raz kolejny angielskich wstawek wypadły niekorzystnie. Sformułowane zdania, często krótkie i urwane, sprawiły, o czym informuję ze smutkiem, że ledwo przebrnęłam przez te 400 stron. Bardziej przemówiłaby do mnie powieść, która, owszem, jest napisana prostym językiem, ale nie jest stylizowana na gwarę młodzieżową, ponieważ wyglądałoby to o wiele naturalniej niż to, na co natknęłam się na kartach powieści.

Po zapoznaniu się z tą historią czuję rozgoryczenie. I to duże. Ostatnimi czasy natrafiałam na same dobre książki polskich autorów (z jednym wyjątkiem), a co za tym idzie — coraz częściej zaczęłam po nie sięgać. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czuję, że czas, by sobie zrobić przerwę od twórczości polskich autorów.

Zakończenie wprawiło mnie w lekkie zdezorientowanie, ponieważ od samego początku myślałam, że to historia jednotomowa. Nigdzie nie natknęłam się na informację, że Najlepszy powód, by żyć rozpocznie jakąś serię. Tymczasem ostatnie strony sugerują, że to nie koniec historii Marcela i Dominiki. Początkowo przez myśl mi przeszło, że autorka wolała zostawić historię z otwartym zakończeniem, jednak im dłużej o tym myślałam, tym bardziej wydawało mi się to niedorzeczne, aż w końcu dałam sobie spokój z tymi przypuszczeniami.

Najlepszy powód, by żyć to książka z niewykorzystanym potencjałem. Pomysł autorki i inspiracja prawdziwą historią mogłyby wprowadzić dozę świeżości do nurtu New Adult, jednak problem leży przede wszystkim w sposobie, w jaki została opisana ta historia. Zabrakło wielu elementów, które powinny spajać tę opowieść w całość. Pozostałam obojętna na wszelkie wydarzenia opisane przez Augustę Docher, przez co nie jestem w stanie powiedzieć praktycznie nic pozytywnego na temat tej pozycji.
***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu OMGBooks.

PREMIEROWO: „Najtwardsza stal” Scarlett Cole

Tytuł: Najtwardsza stal
Tytuł oryginalny: The Strongest Steel
Cykl/seria: Second Circle Tattoos (tom 1)
Autor: Scarlett Cole
Tłumaczenie: Ewa Skórska
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 352
Data wydania: 20 września 2017

Najtwardsza stal rozpoczyna czterotomowy cykl Second Circle Tattos. Z tego, co zauważyłam, każdy tom opowiada o innych bohaterach, choć są oni związani z poprzednimi częściami. Najtwardsza stal opowiada o Harper Connelly, która ukrywa się pod przybranym nazwiskiem przed byłym chłopakiem, który okazał się psychopatą i bardzo ją skrzywdził. Za każdym razem, gdy spogląda na swoje blizny na plecach, przypomina sobie o feralnym wydarzeniu. Wie jednak, że musi nauczyć się z tym żyć, jednak to nie takie proste, gdy ogarnia ją paniczny lęk. Postanawia zakryć blizny tatuażami. Pewnego dnia poznaje Trenta, tatuażystę, który od początku jest nią zaintrygowany. Ta dziewczyna wzbudza w nim uczucia, których nie czuł już od bardzo dawna. Czy dostanie szansę, by zbliżyć się do niej? Czy oboje ulegną uczuciu, które wtargnie niespodziewanie do ich życia?

Sama fabuła nie jest skomplikowana, co nie znaczy, że jest zła. Myślę, że niektóre z wątków zbyt szybko się rozwinęły, jednak całą opowieść oceniam bardzo pozytywnie. Świadczyć może o tym przede wszystkim fakt, że pochłonęłam historię Harper i Trenta w mniej niż sześć godzin, przy czym zarwałam pół nocy, by móc skończyć ją czytać. W książce mamy do czynienia z narratorem wszechwiedzącym, który powoli wprowadza nas w opowieść. 
— Gdy krzywdzi cię ktoś, kogo kochasz i kto powinien cię wspierać — uśmiechnęła się smutno — jak możesz komukolwiek zaufać?
Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej książce, ponieważ na rynku istnieje całe mnóstwo romansów i powiedzmy sobie szczerze — trudno jest się wybić i stworzyć coś oryginalnego od początku do końca. Nie nastawiałam się więc na spektakularną lekturę. To, co przede wszystkim mnie w niej zaskoczyło, to nawiązanie do Boskiej Komedii Dantego. Do tej pory Piekło Gabriela było jedyną serią, która czerpała inspiracje z twórczości tego poety, w dodatku robiła to tak umiejętnie, że nie sposób było się oderwać od poszczególnych tomów. W Najtwardszej stali ten motyw lub jak kto woli, nawiązanie jest nieco inne, ponieważ jest tylko elementem całej opowieści. Nie stanowi jej tła, bohaterowie nie mają innych wcieleń. Boska Komedia ma po prostu duże znaczenie dla jednego z głównych bohaterów. 

Z całą pewnością Scarlett Cole potrafi wzbudzić w czytelniku emocje. Od samego początku byłam urzeczona tym, jak przedstawia kolejne wydarzenia, jak układa dialogi i tworzy relację głównych bohaterów. Robi to niezwykle umiejętne, co jak na literacki debiut, zasługuje na uznanie. Nieczęsto zdarza się, by początkujący autor, tak dobrze radził sobie z dialogami i opisami. Gdy słuchałam opowieści Harper o tym, co ją spotkało, czułam ogromny smutek. Myślę, że podobny towarzyszył Trentowi, bo choć zgrywa pewnego siebie, pyszałkowatego faceta, to ma naprawdę wspaniałe serce, o czym przekonałam się niejednokrotnie podczas czytania Najtwardszej stali. Bohaterowie poznają się stopniowo i bez większego pośpiechu. Harper nie ma w ogóle zaufania do ludzi, co mnie szczególnie nie dziwi, biorąc pod uwagę to, co spotkało ją w przeszłości. Podobało mi się to, że autorka nie pchała postaci na siłę do łóżka, tylko zadbała o to, by każdy z nich miał własną historię. Przez całą powieść towarzyszą nam rozterki wewnętrzne bohaterów, poznajemy ich słabości oraz dowiadujemy się o rzeczach, których się boją. Harper i Trent są zdecydowanie przeciwieństwami, co nie przeszkadza im, w poznawaniu siebie nawzajem. Ich relacja jest jedną z piękniejszych, o jakich miałam okazję czytać. Są dla siebie oparciem w trudnych chwilach, choć niejednokrotnie trudno jest im się porozumieć.
Najtwardsza stal wykuwa się w najgorętszym ogniu.
Najtwardsza stal nie jest typowym romansem. Opowiada piękną historię o dziewczynie, która po związku z chłopakiem-katem, stara się pozbierać i uwolnić od traumatycznej przeszłości. Być może wielu z Was uzna, że takich historii jest na pęczki, a pierwszy tom Second Circle Tattoos niczym się nie wyróżnia. Mogę zgodzić się częściowo z pierwszym stwierdzeniem, bo faktycznie, historii takich, jak ta, jest już naprawdę dużo na rynku i pewnie będzie ich jeszcze więcej, jednak to, co czyni jakąkolwiek książkę wyjątkową, jest sposób, w jaki autor opowiada historię w niej zawartą. Najtwardsza stal zdecydowanie należy do książek, którym warto poświęcić chociażby chwilę. Pokazuje determinację bohaterki, ale również paniczny lęk oraz próbę walki ze swoimi słabościami. Udowadnia, że każdy zasługuje na odrobinę szczęścia i bezpieczeństwo. Odkrywa przed czytelnikiem blaski i cienie miłości oraz ukazuje jej różne oblicza, a także uświadamia, że każdego prędzej czy później dosięgnie ręka sprawiedliwości.
Jak człowiek, którego pociąga ocean, choć nie umie pływać, poczuła pociąg do drugiego człowieka, choć nie wiedziała, jak na to zareagować i pozostać bezpieczna.
To, co zdecydowanie nie zachęca, to sama okładka książki. O wiele bardziej podoba mi się szata graficzna oryginalnej książki. Jest żywsza i bardziej estetyczna. W polskiej wersji zostały użyte ciemniejsze kolory, które niezbyt przypadają do gustu. Zgaszone tło wyróżnia postać, jednak wygląda to karykaturalnie i sztucznie. Wolałabym, by ktoś poświęcił większą uwagę projektom okładek, ponieważ te historie aż się proszą o schludnie wykonane okładki!

Najtwardsza stal to historia, którą warto poznać. Nigdy nie pomyślałabym, że ta powieść wywoła we mnie tyle emocji, że pochłonę ją w ciągu kilku godzin, a przede wszystkim, że okaże się czymś więcej niż zwykłym, typowym romansem. Jak się okazuje, nawet debiutanci mogą pisać dobre książki, dlatego cieszę się, że dałam szansę Scarlett Cole. Jeżeli szukacie książki, od której nie sposób się oderwać, to sięgnijcie po opowieść Harper i Trenta, na pewno się nie zawiedziecie. 

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Akurat.

3 gorące premiery od wydawnictwa Insignis

Tytuł i autor: Młody świat — Chris Weitz
Premiera: 27 września 2017
Liczba stron: 360
Gatunek: literatura młodzieżowa, fantastyka
Tajemnicza epidemia zmiotła z powierzchni Ziemi dorosłych i dzieci, oszczędzając jedynie nastolatków. By przetrwać w chylącym się ku upadkowi świecie, młodzi łączą się w plemiona. Jefferson, mimowolny przywódca grupy zamieszkującej okolice Placu Waszyngtona, oraz Donna – obiekt jego skrywanej miłości – każdego dnia stawiają czoła niebezpieczeństwom postapokaliptycznego chaosu, świadomi, że ich dni są policzone. Gdy jeden ze współplemieńców wpada na trop lekarstwa, które pozwoli im się wymknąć nieuchronnej śmierci, pięcioro nastolatków wyrusza na ryzykowną ekspedycję. W drodze do celu będą musieli pokonać terytoria opanowane przez gangi, fanatyków i bojówki; ich wędrówkę będą znaczyły wymiany ognia, ucieczki, cierpienie i śmierć. Czy młodym bohaterom uda się ocalić wymierającą populację? Jakie mroczne zakamarki ludzkiej psychiki odkryją podczas tej ryzykownej eskapady?

Tytuł i autor: Zaślepienie — Aga Lesiewicz
Premiera: 27 września 2017
Liczba stron: 404
Gatunek: thriller psychologiczny
Znasz to uczucie. Twoje życie jest na właściwym torze i wszystko idzie zgodnie z planem. A potem nieoczekiwanie wydarza się coś, co wywraca twój świat do góry nogami. Takie rzeczy mogą przydarzyć się każdemu, ale w przypadku Kristin Ryder sytuacja przybiera znacznie gorszy obrót… Kristin jest dobrze zapowiadającą się fotograficzką. Mieszka w modnym lofcie w londyńskiej dzielnicy Hoxton wraz ze swoim chłopakiem Antonem, twórcą street artu. Kiedy Kristin zaczyna otrzymywać anonimowe e-maile, przestaje czuć się bezpiecznie. Niepokojące załączniki wskazują na to, że nadawca zna doskonale wiele faktów z przeszłości Kristin. Wkrótce jej życie wymyka się spod kontroli. Komu może zaufać? Czy zdoła odkryć tożsamość tajemniczego nadawcy, zanim będzie za późno?

Tytuł i autor: Miasto świętych i złodziei — Natalie C. Anderson
Premiera: 27 września 2017
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller
Akcja książki rozgrywa się w fikcyjnym mieście Kenii − Sangui. Tina, główna bohaterka, wraz z matką ucieka z Kongo, licząc na rozpoczęcie nowego, spokojnego życia. Matka szybko znajduje pracę w charakterze pokojówki w domu bardzo wpływowej rodziny, której głową jest Roland Greyhill, jeden z najbardziej szanowanych biznesmenów w mieście, z czasem ojciec przyrodniej siostry Tiny − Kiki. Pan Greyhill nie zdobył jednak fortuny w uczciwych przedsięwzięciach − z czasem Tina dowiaduje się, że swą potęgę zbudował na korupcji i przestępczym życiu. Dlatego też kiedy jej matka zostaje znaleziona martwa w jego gabinecie, dziewczyna nie ma wątpliwości, kto za tym stoi. Targana żądzą zemsty, spędza kolejne cztery lata na ulicach Sangui, pracując w charakterze złodziejki dla lokalnego gangu sierot i dzieci ulicy. To właśnie to zajęcie pozwala jej pewnego dnia wrócić do posiadłości Greyhillów. Czy uda się jej wcielić w życie długo wyczekiwaną zemstę? Przekraczając próg rezydencji, odzywają się stare rany, a wspomnienia dawnych przyjaźni wprawiają w ruch bieg niebezpiecznych zdarzeń. Czy chęć odkrycia niewiarygodnej prawdy o zabójstwie matki − i o jego powodach – pozwoli bohaterce przetrwać lawinę wydarzeń?

***
Czekacie na którąś z tych książek? Ja bym chciała przeczytać szczególnie książkę Natalie Anderson!

© grafika i opisy książek: Insignis

„Księga luster” Adam Faber

Tytuł: Księga luster
Tytuł oryginalny: Księga luster
Cykl/seria: Kroniki Jaaru (tom 1)
Autor: Adam Faber
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 456
Data wydania: 14 czerwca 2017

Kiedyś zaczytywałam się w fantastyce. Każdego dnia pochłaniałam kilkadziesiąt stron książek, które przenosiły mnie do innych światów pełnych magicznych stworzeń i istot. Niezliczoną ilość razy czytałam Harry'ego Pottera i z utęsknieniem czekałam na swój list z Hogwartu. Potem zaczęłam natrafiać na coraz gorsze książki z tego gatunku, więc zaprzestałam sięgania po tego typu powieści. Zrobiłam sobie długą przerwę, choć pamiętam, że jakiś czas temu przeczytałam Heaven. Miasto elfów, które niestety nie okazało się satysfakcjonującą lekturą. 

Zanim bliżej przyjrzałam się tej książce, myślałam, że jest ona fenomenem wydawniczym, ale zagranicznego, a nie polskiego rynku. Gdy zdałam sobie sprawę, że autor jest Polakiem, byłam mile zaskoczona. Jednocześnie miałam pewne obawy, bo gdzieś w głowie kiełkowała mi inna myśl — że to się nie uda. Nie zrażałam się jednak i od razu zaczęłam czytać książkę.

Kate Hallander to typowa nastolatka: uczęszcza do liceum, spotyka się z przyjaciółmi i wiedzie spokojne, niezbyt ekscytujące życie. Pewnego dnia odwiedza sklep okultystyczny, w którym dostaje od właścicielki Księgę Luster. Dziewczyna zafascynowana książką postanawia wypróbować jeden z czarów — rzuca urok na kolegę ze szkoły, który jej się podoba, jednak niestety rzucone zaklęcie przynosi inny skutek. Przypadek sprawia, że księga staje się przejściem do Jaaru, równoległego świata, w którym żyją magiczne stworzenia.

Akcja książki rozpoczyna się od prologu, w którym poznajemy Fiona. Jest on ferem, który niestety, ale nie ma najlepszych stosunków ze swoim ojcem. Po burzliwej kłótni ucieka z domu, a wkrótce na swojej drodze spotyka nimfę Erato, która postanawia mu pomóc w odnalezieniu pewnej czarownicy. Jakby tego było mało, okazuje się, że zaginął magiczny kamień, który znajdował się w sklepie okultystycznym, do którego wybrała się Kate. Czy uda się go odzyskać? I jak poradzi sobie z tym wszystkim Kate, która nigdy dotąd nie miała do czynienia z magią?

Napis widniejący na tylnej okładce (Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander!) sugeruje czytelnikowi, że w książce spotka bohaterkę na miarę Harry'ego Pottera, ale nie mogę się z tym zgodzić — wiem, że to jedynie chwyt marketingowy. Tym bardziej utwierdziłam się w tym przekonaniu po zapoznaniu się z książką. Jedyną rzeczą, która łączy te dwie serie jest obecność magii i nic więcej. Świat wykreowany przez Adama Fabera nie jest podobny ani trochę do świata wykreowanego przez Rowling. Rządzi się swoimi prawami i jest bardziej baśniowy, natomiast świat autorki Harry'ego Pottera jest w porównaniu do Jaaru brutalniejszy i mroczniejszy.

Nie bardzo wiem, do jakiej grupy docelowej jest skierowana ta książka: czy może do nastolatków wchodzących powoli w dorosłe życie, czy wręcz przeciwnie — do młodszych czytelników. Skusiłam się mimo tej niewiedzy i prawdę mówiąc, byłam mile zaskoczona tą pozycją. Może książka nie okazała się tak dobra, jak oczekiwałam, ale nie mogę powiedzieć, że źle się czułam, czytając ją.

To, co szczególnie mnie zasmuciło i rozczarowało, to kiepska kreacja głównej bohaterki. Jak na prawie dorosłą osobę, zachowuje się nieodpowiedzialnie i infantylnie. Za infantylnie, abym mogła ja obdarzyć jakąkolwiek sympatią. Niemiłosiernie irytują mnie postacie, które są głupie jak but i które właściwie nic sobą nie reprezentują. I taka właśnie jest Kate. Jej, jak i pozostałym bohaterom, brakuje wyraźnie zarysowanych charakterów. Każda z tych postaci jest po prostu mdła i nijaka, niczym się nie wyróżnia. Bohaterowie są z

Księga luster pobudza wyobraźnię i wciąga w wir zaskakujących wydarzeń. Dzięki tej opowieści czytelnik ma możliwość poznać gamę najróżniejszych magicznych istot, począwszy od czarownic, poprzez nimfy, gigantyczne owady, likantusy, aż po stworzenia zwane ferami.

Kroniki Jaaru. Księga luster to książka, którą śmiało można określić mianem dobrej. Fabuła wciąga czytelnika już od pierwszych stron, a świat Jaaru jest naprawdę imponujący. Niestety, ale mimo tego, że historia mi się podobała, nie potrafiłam nie zwrócić uwagi na pewne niedociągnięcia ze strony autora. Liczę jednak na to, że kolejny tom będzie zdecydowanie bardziej dopracowany, a ja nie będę miała do czego się przyczepić.

PRZEDPREMIEROWO: „CzaroMarownik 2018” — inspirujący kalendarz dla kobiet!

Tytuł: CzaroMarownik 2018
Tytuł oryginalny: CzaroMarownik 2018
Cykl: -
Autor: praca zbiorowa
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 448
Data wydania: 13 października 2017

Dla niektórych kalendarz na nowy rok jest czymś obowiązkowym. Niektórzy z nas nie wyobrażają sobie, by móc funkcjonować bez notesu, w którym da się zapisać praktycznie wszystko. Wydawnictwo Kobiece postanowiło wyjść z własną propozycją i dlatego już 13 października wszystkie zainteresowane kobiety będą mogły zaopatrzyć się w księżycowy CzaroMarownik na 2018 rok.
Przychodzimy na świat tylko z jednym obowiązkiem – mamy być sobą.
Po otwarciu kalendarza naszym oczom ukazuje się strona, na której można uzupełnić podstawowe informacje, takie jak imię, nazwisko, szczegóły związane z narodzinami, znak zodiaku oraz motto. Oprócz tego znajduje się też miejsce na planetę, ascendent lub żywioł. Na początku znajduje się słowo od redakcji, gdzie w kilku zdaniach wyjaśniona jest idea księżycowego kalendarza. Dodatkowo poznajemy myśl przewodnią publikacji, którą w tym roku okazuje się zachęta do skupienia się na sobie, uwydatnienia swoich mocnych stron oraz rozwijania zainteresowań.

Na kolejnych stronach potencjalny czytelnik znajdzie objaśnienia oznaczeń, które pokazują się praktycznie na każdej stronie kalendarza (symbole znaków zodiaku, faz księżyca oraz wejścia księżyca/słońca), a także skrócone miesięczne kalendarze na 2018 i 2019 rok, w których zaznaczone są najważniejsze zbliżające się święta i uroczystości. CzaroMarownik obejmuje okres od 1 stycznia 2018 roku do 6 stycznia 2019 roku, więc mamy kilka dodatkowych dni, aby zaopatrzyć się w nowy kalendarz, który całkowicie spełni nasze oczekiwania.
Bycie mądrym pośród głupców wymaga odwagi, ale pouczanie ich jest głupotą.
Kalendarz dzienny okraszony jest inspirującymi i motywacyjnymi cytatami oraz imionami osób, które obchodzą danego dnia imieniny. Jest też sporo miejsca na zapisywanie najważniejszych spraw. Dla ułatwienia na każdej tego typu stronie zostały umieszczone linijki, co według mnie, jest dużym atutem. Gdy mam przed sobą gładką kartkę, stawiane przeze mnie litery stają się koślawe i nierówne, a to zdecydowanie nie wygląda za dobrze. Jedyne co mi przeszkadza, to odstęp między tymi linijkami, ale wynika to z moich preferencji oraz samego pisma — piszę bardzo drobno i stawiam malutkie literki.

Dużym zainteresowaniem ostatnimi czasy cieszą się różnego rodzaju horoskopy. Przyznam szczerze, że ja nie jestem ich wielką fanką i podchodzę do nich nie tyle z dystansem, ile z przymrużeniem oka. Dlatego też pobieżnie przeczytałam horoskop dla mojego znaku zodiaku, nie zagłębiając się w szczegóły.




Warto zaznaczyć, że oprócz kalendarza, znajdziemy tutaj garść przydatnych (mniej lub bardziej) wpisów i porad. Poznamy m.in. sztukę dobrych nawyków, gdzie w trzech treściwych punktach są przedstawione informacje, którą z pozoru mogą się wydać oczywiste, a tak naprawdę często o nich zapominamy. Nie zabrakło też krótkich i nieskomplikowanych przepisów, zarówno tych dla urody, jak i podniebienia. Drink na ból głowy, femme fatale czy zielony koktajl to jedne z wielu propozycji, którymi raczą nas autorzy CzaroMarownika.

Jeżeli jesteście ciekawi, jaką rolę odgrywają kolory świec w rytuałach lub jakie obowiązkowo rzeczy muszą znaleźć się w szafie każdej kobiety, powinniście zwrócić uwagę na ten tytuł. Dla wielbicieli hygge również znalazła się jakaś wskazówka. Nie wiesz, co twój ulubiony kolor ma wspólnego z twoją osobowością? CzaroMarownik śpieszy z odpowiedzią.

Rozmiar kalendarza jest nieco mniejszy od tradycyjnej książki. To średnia wielkość, dzięki której zmieści się w damskiej torebce. Cechą charakterystyczną i zdecydowanie atutem tego notesu jest minimalistyczna, granatowa okładka z białymi detalami. Twarda oprawa sprawi, że nie ulegnie zniszczeniu. Jestem zachwycona stroną wizualną tego kalendarza, bo bardzo lubię, gdy coś jest estetycznie wykonane i nie ma miejsca na zbędne rzeczy.
Spełnienie jest wtedy, gdy budzisz się w ramionach ukochanej osoby, która wygładza zmarszczki na twoim czole.
CzaroMarownik na 2018 rok zachwyci niejedną kobietę ceniącą minimalizm. Przejrzyste strony i ładny design są ucztą dla oczu, a niewielki rozmiar sprawia, że można go zabrać ze sobą praktycznie wszędzie. To też doskonała alternatywa na prezent dla bliskiej osoby lub przyjaciółki. Cenię zarówno poręczność, wygodę, jak i użyteczność, dlatego sądzę, że ten kalendarz sprawdzi się u mnie w stu procentach.


***
Post powstał we współpracy z wydawnictwem Kobiecym. Opinia zamieszczona na blogu jest w pełni szczera i subiektywna. Materiały prasowe, zdjęcia, przykładowe strony © wydawnictwo Kobiece.

Po kliknięciu na strony kalendarza wyświetlą się one w pełnym rozmiarze.

ZAPOWIEDŹ: „Ladies Man” Katy Evans

Tytuł: Ladies Man
Tytuł oryginalny: Ladies Man
Seria/cykl: Manwhore (tom 3)
Autor: Katy Evans
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 22 września 2017
Opis: Tahoe Roth to najlepszy przyjaciel Malcolma Sainta. Człowiek o twarzy anioła i duszy diabła. Ten facet, którego jedno spojrzenie powoduje przyspieszone bicie serca, seks traktuje jak lekarstwo na wszystko. Gina jest piękną dziewczyną, która w obecności Tahoe woli być ostrożna. Kiedyś ją odrzucił, a ona odrzuciła jego. Oboje czują się rozbici. Wygląda na to, że tych dwóch części nie można już ze sobą połączyć. Choć czują do siebie niewiarygodną chemię i fantazjują o sobie bez opamiętania, pozostają jedynie przyjaciółmi. W końcu Gina uświadamia sobie, że jedyny facet, którego pragnie to uparty i niedostępny Tahoe Roth.

To mężczyzna, z którym nie chodzi się na randki.
To mężczyzna, przed którym ostrzegała cię mama.
To mężczyzna, który złamie ci serce.

Najseksowniejsza książka w dorobku Katy Evans, którą największy portal recenzencki GoodReads.com określił jaką najlepiej ocenianą powieść erotyczną w historii. 
Przekraczająca granice przyzwoitości namiętność, wspaniali bohaterowie i obłędny Tahoe czynią tę książkę odurzającym narkotykiem dla kobiet uzależnionych od erotyków. 10/10! — Laurelin Paige.
Manwhore | Manwhore +1Ms. Mawhore | Ladies Man | Womanizer
***
Grafika i informacje: wydawnictwo Kobiece.

„Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę” Sumia Sukkar

Tytuł: Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę 
Tytuł oryginalny: The Boy From Aleppo Who Painted the War
Cykl/seria: -
Autor: Sumia Sukkar
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek 
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 312 
Data wydania: 5 lipca 2017 

Podczas gdy niektórzy z nas siedzą wygodnie w domu, oglądając kolejny odcinek ulubionego serialu, inni walczą o życie. O wojnie w Syrii było i nadal jest głośno. Zginęło mnóstwo ludzi, którzy na to nie zasłużyli, a mimo to wojna wciąż trwa.

Wrażliwy, postrzegający świat w inny sposób niż większość ludzi Adam, to chłopiec z objawami choroby Aspergera i synestezji, a jednocześnie narrator powieści. Opowiada o tym, co akurat dzieje się wokół niego. Mając 14 lat, niewiele wie o życiu, o czym mówi wprost: nie rozumie zjawiska, jakim jest wojna, ale stara się odziać ją w barwy, aby móc lepiej uchwycić sens tego, co go otacza. Książka ta to opowieść niewinnego dziecka, któremu przyszło żyć w mieście, w którym rozpętało się piekło.
Przez miasto płynie rzeka tajemniczego atramentu.
Niewiele słychać, tylko szepty wieśniaków
i ich szlochy.
Ulice resztkami cementu wypowiadają
imiona zmarłych towarzyszy
a drzewa wołają ulubionych pasterzy.
W ciszy przestajemy słuchać natury [...]
Gdzie kończy się literatura i zaczyna miłość, kiedy
słowa wykonują ceremonialny taniec, by połączyć mój kraj
z tytułem „błogosławiony”, choć nikt z nas nie ma papieru ani pióra?
Każdy rozdział nosi nazwę innego koloru. Czytelnik zaczyna swoją przygodę od pomarańczu, kontynuuje ją, przemierzając rozdziały okraszone między innymi brązem, błękitem, żółcią, szarością czy magentą, by móc zakończyć kolorem różanym i morelowym. Malowanie to pasja Adama, dlatego wraz z dziejącymi się wydarzeniami możemy dostrzec, w jakie barwy ubiera chłopiec poszczególne wydarzenia i emocje, które towarzyszą jemu i jego bliskim. Oczami wyobraźni widziałam Adama siedzącego w pokoju i malującego raz za razem wojnę oraz pozostałe sytuacje, których był świadkiem. Mocne, kontrastujące kolory lub wręcz odwrotnie — czerń pomieszaną z szarością. Niewyraźnie zarysowane sylwetki lub ostre kontury postaci. Sztuka gra tu niewątpliwie dużą rolę, o czym powinien się przekonać każdy, kto zdecyduje się sięgnąć po tę książkę.
— Dlaczego zawsze malujesz wojnę?
— Ponieważ można ją malować na nieskończenie wiele możliwości i pozwala na użycie ogromnej palety kolorów.
Wojna odciska trwały ślad nie tylko na nim, ale też na jego bliskich. Czytelnik obserwuje, jak brutalny konflikt próbuje zniszczyć relacje międzyludzkie oraz rodzinne ciepło. Wojna to wąż, który żądny krwi, szuka ofiary, by móc zatopić w niej kły i otruć swoim jadem. Jest zjawiskiem, które pożera swoje ofiary, ale i w destrukcyjny sposób próbuje na nie oddziaływać. Chłopiec jednak nie pozwala, by mrok zagościł w jego sercu i siał spustoszenie, pozbawiając go tym samym człowieczeństwa. Serce Adama pozostaje nieskażone złem. To nie tylko zasługa jego samego, ale też jego rodziny, a szczególnie siostry, z którą ma doskonały kontakt. Yasmine dba o niego tak, jak dbała o niego matka. Stara się, by nie zapomniał o tradycjach oraz wartościach takich jak uczciwość, wrażliwość, miłość, spokój czy rodzina, wolność i bezpieczeństwo. Chce, by brat celebrował każdą najmniejszą chwilę, bo nie wiadomo, jak potoczy się ich dalsze życie. 

Autorka stylizuje język na taki, dzięki któremu czytelnik ma wrażenie, że faktycznie czyta opowieść czternastolatka, a nie dorosłej osoby. Przeważają krótkie zdania, choć nie brakuje tych bardziej rozbudowanych. Chłopiec snuje opowieść, w której nie ma miejsca na kłamstwa. Wojna widziana oczami dziecka jest zupełnie inna niż ta, o której opowiadają dorośli. Adam nie rozumie tego, co dzieje się wokół niego, dlaczego ludzie ze sobą walczą. Całą ideę wojny uważa za coś niepotrzebnego i bezsensownego. 

Historia chłopca z Aleppo działa na zmysły, onieśmiela, szokuje, dezorientuje, a przede wszystkim wzrusza. Pisarka gra na emocjach czytelnika i zmusza go do chwili refleksji. Pokazuje tym samym, jak cenne jest życie i wartości, o których powinniśmy pamiętać w każdym momencie naszej egzystencji. Przygnębiająca i rozdzierająca serce, a także do bólu szczera opowieść, którą powinien poznać każdy. 

***
Za egzemplarz i możliwość zapoznania się z tą książką dziękuję wydawnictwu Jaguar.

© Agata | WS.