„Ms. Manwhore” Katy Evans

Tytuł: Ms. Manwhore
Tytuł oryginalny: Ms. Manwhore
Cykl: Manwhore (tom 2,5)
Autor: Katy Evans
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 184
Data wydania: 25 maja 2017

Katy Evans nie trzeba nikomu przedstawiać. Zatrzęsła rynkiem wydawniczym i zdobyła popularność dzięki takim seriom jak Real czy Manwhore. Obecnie w Polsce zostało wydanych 7 książek tej autorki, a kolejne są w przygotowaniu.

Ms. Manwhore to trzeci, a zarazem ostatni tom opowiadający o uczuciu, które połączyło biznesmena i pewną dziennikarkę. To w zasadzie nowela, która ma być zwieńczeniem opowieści dwójki głównych bohaterów (dlatego określana jest tomem 2,5). 

Czy to możliwe, że Malcolm Saint w końcu się ustatkuje? Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie będzie, a już niedługo stanie na ślubnym kobiercu. Wybranką jego serca jest Rachel, która już na początku zawróciła mu w głowie. Przygotowania do ślubu trwają pełną parą, jednak nie należą one do najprostszych i najprzyjemniejszych. Bohaterowie stają na głowie, aby wszystko przebiegało tak, jak należy, ale czy na pewno wszystko pójdzie po ich myśli? Czy powiedzą sobie w końcu upragnione „tak” i będą żyli długi i szczęśliwie?

Pierwszym tomem tej serii byłam zachwycona. Autorka zaserwowała mi zgrabnie skonstruowaną powieść, która wywołała we mnie pozytywne emocje. Bohaterowie nie byli przerysowani, a cała opowieść nie była sztuczna. Równie przyjemne chwile spędziłam czytając drugi tom zatytułowany Manwhore +1. Nie mogąc się oprzeć, sięgnęłam po nowelę.

Autorka pisze: Drodzy czytelnicy, kiedy skończyłam pisać Manwhore +1, nie byłam jeszcze gotowa na to, aby pożegnać się z Malcolmem i Rachel. Chciałam wiedzieć, co miało miejsce później, miałam ochotę to zobaczyć. Choć domyślałam się, co nastąpi po zakończeniu drugiego tomu, to nie zrezygnowałam z sięgnięcia po kolejną część. Nieczęsto pisarzy stać na szczere wyznania, dlatego doceniam gest Katy Evans. 

Czuję się rozczarowana tą książką. Po raz pierwszy autorka zawiodła mnie w takim stopniu. Dotąd jej powieści pochłaniałam w kilka godzin i zawsze byłam usatysfakcjonowana każdą z nich (w mniejszym lub większym stopniu, oczywiście). W Ms. Manwhore nie znalazłam nic, co okazałoby się jakąś świeżą informacją. Całkowicie rozumiem zamysł powstania tej książki (powstała dla fanów i dla samej autorki, aby każda ze stron mogła spędzić więcej czasu z bohaterami), jednak nie spodziewałam się, że historia Rachel i Sainta zostanie okrojona i spłycona, a autorka całkowicie popłynie w pisaniu zakończenia historii. 

W poprzednich częściach miałam okazję czytać o bohaterach, którzy dobrze wiedzą, czego chcą w życiu. W tym tomie było podobnie, jednak cała otoczka i kolejne wydarzenia wydały mi się zbyt cukierkowe, zbyt idealne. Czułam się przytłoczona każdym fragmentem, z którego bohaterowie wychodzili bez szwanku, a w dodatku wszystko, co zaplanowali, szło zgodnie z planem. Wydaje mi się, że pisarka chciała dobrze, jednak niestety przedobrzyła. Stworzyła historię pełną słodyczy i lukru, od której mnie zemdliło w pewnym momencie. I o ile mogłam przymknąć oko na niektóre sprawy, o tyle już pod koniec czytania, czułam się po prostu nimi zmęczona. Mimo że książka liczy niecałe 190 stron, to jednak opowieść została maksymalnie rozciągnięta, co zadziałało na jej niekorzyść.

Nie zabrakło gorących scen między Rachel a Malcolmem, ale nawet one wypadły blado na tle całej powieści. Za jedyny plus mogę uznać to, że mieliśmy okazję poznać w większym stopniu pozostałych bohaterów, o których będziemy mogli poczytać w kolejnych tomach tej serii. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że to swego rodzaju wstępy do historii Tahoe i Callana, czyli przyjaciół Sainta.

Przez wzgląd na sympatię do dwóch poprzednich tomów nie potrafię całkowicie krytycznie spojrzeć na Ms. Manwhore. Nie jest to nowela idealna, ponieważ mnóstwo w niej słodyczy i niewiarygodnych zwrotów akcji, jednak nie mogę powiedzieć, że czytało się ją źle. Jeżeli nie chcecie, nie sięgajcie po ten tom. W pełni satysfakcjonująca jest druga część, która może posłużyć za idealne podsumowanie przygód Rachel i Malcolma, więc w zasadzie nie czytając trzeciej, niczego nie stracicie. 

Manwhore | Manwhore +1 | Ms. Mawhore | Ladies Man | Womanizer

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

© Agata | WS.