99. „Mine” Katy Evans

Tytuł: Mine
Tytuł oryginalny: Mine
Cykl: Real (tom 2)
Autor: Katy Evans
Tłumaczenie: Gabriela Jakubowska
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 439
Data wydania: 29 czerwca 2016


Niektóre historie powinny kończyć się po pierwszym tomie, ponieważ są tak dobre, że nie potrzebują kontynuacji. Czy jednak Mine okazało się tak dobre, jak Real?

Mine to kontynuacja losów Remingtona Tate'a oraz Brooke Dumas. Nadal możemy śledzić poczynania bohaterów, ich miłosne zawirowania, pełne pożądania spojrzenia, ale także chwile słabości i zwątpienia. Postacie znów rozpoczynają wspólną podróż, jednak w pewnym momencie muszą ją przerwać i rozstać się na jakiś czas.

Podobał mi się sposób, w jaki Katy Evans opisywała poszczególne momenty oraz sceny erotyczne. W Real nie przesadzała w żaden sposób, dzięki czemu mogliśmy obserwować ciekawe i pełne wartkiej akcji sceny. Mine zawiodło moje oczekiwania i nie była to tak dobra książka, jak pierwszy tom tej serii. Przede wszystkim miałam problem ze słabą zarysowaną fabułą, ponieważ drażniło mnie czytanie o kolejnych erotycznych uniesieniach bohaterów na przemian z walkami Remy'ego, w których zmieniał się tylko przeciwnik. Katy Evans poszła po linii najmniejszego oporu i postawiła na  całkowicie schematyczną powieść, w której nie działo się nic zaskakującego. Niewątpliwie autorka miała pomysł na tę opowieść, ale niestety w tej części go nie wykorzystała.

W dalszym ciągu podoba mi się wykreowana postać Remy'ego. Nie zmienił się ani trochę od pierwszej części, dzięki czemu Mine nie było aż takie złe. Wciąż walczy ze swoją dwubiegunowością, szykuje się do kolejnych walk i tęskni za Brooke. I to było naprawdę w porządku, bo mogliśmy czytać o bohaterze skomplikowanym, nieco zagubionym we własnych uczuciach. Zupełnie inny stosunek mam do panny Dumas, którą autorka pozbawiła jakiejkolwiek osobowości. Topiłam się w ciągłych zachwytach Brooke nad Remym, połączonych z jej zazdrością o niego. Jeżeli to wystąpiłoby tylko kilkukrotnie, to nie miałabym nic przeciwko, ale jeżeli książka skupia się praktycznie tylko na takich opisach, to po prostu zaczyna to irytować. Często jej zachowanie było absurdalne i głupie, a w wielu przypadkach też zupełnie niezrozumiałe. Nie dostrzegała ludzi wokół siebie. W jej głowie była tylko jedna osoba. On. Remington Tate.

Z całą pewnością plusem tej książki jest to, że czyta się ją w zastraszająco szybkim tempie. Język, którym posługuje się autorka, nadal jest przyjemny w odbiorze, więc może dlatego, tę książkę pochłania się tak szybko. Sama książka jest przepełniona wieloma opisami, mniej w niej dialogów, ale nie działa to na niekorzyść Mine.

Po raz kolejny mamy do czynienia z obecnością muzyki na kartach książki. Ponownie byłam usatysfakcjonowana wpleceniem do historii poszczególnych piosenek, których w trakcie czytania słuchałam. Żałuję tylko, że było ich zdecydowanie mniej i bohaterowie puszczali utwory rzadziej niż w pierwszej części. Uwielbiałam momenty, w których Remington kazał Brooke słuchać piosenek, które dla niej wybrał i tak wiele chciał poprzez nie pokazać. Tutaj ta częstotliwość była zdecydowanie rzadsza i poczułam lekkie ukłucie zawodu.

Mine okazało się przeciętną kontynuacją Real. Nie wzbudziło we mnie takich emocji, jak pierwszy tom, nie porwała mnie historia, a przede wszystkim zawiodła mnie kreacja głównej bohaterki. Myślałam, że autorce uda się przeskoczyć poprzeczkę, którą sobie postawiła, jednak nie udało się jej to nawet w najmniejszym stopniu. Od czasu do czasu w książce pojawia się wątek, który może zainteresować czytelnika, ale nie jest to też coś zbyt wyszukanego i oryginalnego. Real było naprawdę dobrą książką, którą czytałam z wypiekami na twarzy, natomiast to, co otrzymałam, czytając Mine, kompletnie mnie nie zauroczyło.

Real | Mine | Remy

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

© Agata | WS.