„Córki dancingu” (2015)

Tytuł: Córki dancingu
Tytuł oryginalny: Córki dancingu
Gatunek: musical
Kraj produkcji: Polska
Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 88 minut
Reżyseria: Agnieszka Smoczyńska
Obsada: Marta Mazurek, Michalina Olszańska, Kinga Preis, Andrzej Konopka, Jakub Gierszał
Dystrybucja: Kino Świat

Kiedy ktoś by mi kiedyś powiedział, że obejrzę polski musical, wyśmiałabym go. Ten gatunek filmowy nie należy do moich ulubionych, choć samą muzykę i taniec uwielbiam. Muszę jednak przyznać, że o wiele przyjemniej ogląda mi się amerykańskie produkcje, niż polskie. Nie jestem pewna, czy ma na to wpływ wykonanie i podejście do tematu, czy po prostu nie trawię polskich aktorów. Nie przypominam sobie natomiast, czy podobny film pojawił się na przestrzeni kilkunastu lat w polskiej kinematografii.

O Córkach dancingu słyszałam wiele pozytywnych opinii, dotarła do mnie również informacja, że produkcja została wyróżniona na jednym z festiwali w kategorii film niezależny. Wiedziałam więc poniekąd, z jakim filmem będę mieć do czynienia. Obejrzenie zwiastuna okazało się natomiast bardzo mylące, ponieważ zwiastun i sam film dzieli wielka przepaść. Odradzam więc oglądanie zapowiedzi, gdyż może spotkać Was duży zawód.

Srebrna (Marta Mazurek) oraz Złota (Michalina Olszańska) to dwie syreny, które trafiają do jednego z warszawskich zbiorników wodnych. Moda na dancingi trwa, są lata 80, więc dołączają do zespołu Figi i Daktyle, który gra co wieczór w klubie Adria. To właśnie z tymi nastolatkami wchodzimy w dorosłość, poznajemy blaski i cienie człowieczeństwa oraz przekonujemy się, jakie konsekwencje może mieć bawienie się czyimiś uczuciami.
(c) filmweb.pl
Córek dancingu nie należy przyporządkowywać do jednego gatunku, lecz do kilku. Mało tutaj znajdziemy elementów typowych dla musicalu, o wiele bardziej widza zainteresuje tajemniczy i mroczny obraz Warszawy z lat 80. Pojawiają się elementy humorystyczne, kina grozy oraz fantastyki. Reżyserka płynnie przechodzi między kolejnymi gatunkami. Musical przenika się z horrorem, horror z fantastyką, a fantastyka wkrótce ponownie ustępuje miejsca musicalowi. Kino surrealistyczne nie jest mi obce. W Córkach dancingu mamy też do czynienia z oniryzmem, który tworzy ciekawą otoczkę dla całej produkcji. Zupełnie jednak nie potrafiłam poczuć klimatu, który rzekomo zaserwowano widzom od pierwszych scen.

Wielkim zaskoczeniem w tej produkcji były dla mnie postacie syren. Spodziewałam się typowego musicalu, w którym na główny plan wysunie się taniec i muzyka oraz jakoś sensownie zarysowana fabuła. Agnieszka Smoczyńska w swoim debiucie postawiła na postacie z legend i baśni. Syreny w tej produkcji to postacie bardzo złożone, mające dwa oblicza. Z jednej strony są subtelnymi istotami o anielskich głosach, z drugiej zaś w nocy ujawniają się ich zwierzęce instynkty i chęć mordu. Choć film skupia się głównie na dorastaniu tych dwóch syren i ich występach w klubie Adria, to mimo wszystko opowiada również o dojrzewaniu, poznawaniu swojej seksualności, pierwszych zauroczeniach oraz o rozczarowaniach, jakie niesie życie.

Kolejną rzeczą, która rozłożyła ten film na łopatki są dialogi. Płytkie, czasami bardzo infantylne i wymuszone, całkowicie psuły obraz tej produkcji. Widać wyraźnie, że nie były w żaden sposób przemyślane. Zamiast w niektórych momentach śmieszyć — żenowały, zamiast wzbudzać jakąś refleksję — najzwyczajniej w świecie nudziły. Subtelność w kilku scenach została zastąpiona drętwymi dialogami, przez co film z każdą kolejną minutą tracił coraz więcej w moich oczach.
(c) filmweb.pl
Obsada aktorska tego filmu jest dla mnie wielką zagadką. O ile Kingę Preis, Jakuba Gierszała i Magdalenę Cielecką znam z kilku filmów, o tyle Marta Mazurek i Michalina Olszańska są zupełnymi świeżynkami, a ich twarzy nie kojarzę z żadnej produkcji. Uważam jednak, że niczego nie straciłam, bo tak naprawdę poziom gry aktorskiej obu tych dziewczyn stoi na bardzo niskim poziomie. Marta Mazurek przypomina mi Kristen Stewart, która w zanadrzu ma tylko jedną minę. Podobnie jest z Michaliną Olszańską, wcielającą się w postać Złotej. Patrzyłam z wielką obojętnością na te bohaterki, które nie wzbudzały żadnych uczuć. Płaska gra aktorska Jakuba Gierszała również nie zachwyca. W Córkach dancingu miałam przed oczami drewno, a nie tego utalentowanego chłopaka z Sali samobójców. Widać, że aktorzy nie potrafili wczuć się w swoje role, a ja zaczynam się zastanawiać, czy to wina kiepsko napisanego scenariusza, czy może nie potrafili tego zagrać. Wielkim zawodem okazała się też dla mnie Kinga Preis, w której pokładałam duże nadzieje, bo tak naprawdę wierzyłam, że będzie w stanie uratować tę produkcję.

Oprawa muzyczna, która powinna zachwycać, również nie spełniała swoich funkcji. Wykonania piosenek przez Kingę Preis trzymały poziom, ale gdy dołączały do niej Marta Mazurek, Michalina Olszańska lub też inne postacie, ledwo dało się wytrzymać. Piskliwe głosy dwóch głównych bohaterek doprowadzały mnie do szału, jednak to nie wszystko. W każdej piosence było słychać fałsz oraz lekkie zawodzenie, dodatkowo każda była nierówno wykonywana. Natomiast montaż to jedna z niewielu rzeczy, która podobała mi się w tym filmie, z wyjątkiem sceny w budynku, gdzie wszyscy tańczyli.

Córki dancingu to na pewno film wyróżniający się na tle innych polskich produkcji. Jednak szeroka gama błędów i niedociągnięć oraz słaba, choć to mało powiedziane, gra aktorska całkowicie zepsuły ten film i sprawiły, że jego oglądanie było męczące. Poszczególne wątki i sceny można interpretować w indywidualnym zakresie, filmem można się zachwycać, a nawet mówić, że to arcydzieło, ale w moich oczach to produkcja nieudana pod wieloma względami, choć potencjał i zamysł na nią był niebywały.

***
Za możliwość obejrzenia Córek dancingu dziękuję
Film możecie kupić TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

© Agata | WS.