84. „Nigdy cię nie zapomniałam” Marta W. Staniszewska

Tytuł: Nigdy cię nie zapomniałam
Tytuł oryginalny: Nigdy cię nie zapomniałam
Cykl: Nigdy (tom 1)
Autor: Marta W. Staniszewska
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 210
Data wydania: 22 sierpnia 2014

Ostatnio usłyszałam, że ktoś, kto czyta romanse lub erotyki ma pstro w głowie, a blogi z recenzjami takich książek są bezwartościowe i niewarte uwagi. Oczywiście nie zgadzam się z tą opinią, według mnie wiele blogów skupiających się na takiej tematyce jest prowadzonych naprawdę starannie i sumiennie, a wrzucanie wszystkich do jednego worka sprawia satysfakcję tylko osobie, która wypowiada się o nich w negatywny sposób.

Swoją przygodę z tą literaturą zaczęłam jakiś rok temu. Na początku trafiałam na same perełki, ale potem nie brakowało też gniotów, od których po dzień dzisiejszy trzymam się z daleka. Jak w takim zestawieniu wypada książka Nigdy cię nie zapomniałam Marty W. Staniszewskiej?

Sophie Thomson, germanistka, zaczyna pracę w DHA Limited, porzucając tym samym pracę w jednym z salonów kosmetycznych. Podczas spotkania poznaje Aleksandra Kenta, który okazuje się Jacobem vel Thorem, czyli mężczyzną, którego poznała kilka lat wcześniej. Po wspólnej nocy zniknął, ale na zawsze pozostał w pamięci Sophie. Los jednak nieraz lubi płatać figle, a ich drogi ponownie się krzyżują, jednak wędrówka do wspólnego szczęścia będzie pełna przeszkód, nieporozumień i podobnych komplikacji.

Pokrótce przedstawiona fabuła wydaje się schematyczna i podobna do tysiąca innych erotyków, z którymi ja, albo wy, mieliśmy już do czynienia. I z tym zdecydowanie się zgodzę, bo wieje tu schematami, ale warto zaznaczyć, że autorka próbowała wymyślić coś oryginalnego, wplatając w całość elementy kryminału lub mitologii. Nie jestem jednak do końca przekonana, czy kryminał połączony z mitologią i jednocześnie erotykiem, jest dobrym pomysłem. Myślę, że warto byłoby się skupić na maksymalnie dwóch gatunkach i w ciekawy sposób je połączyć. Niemniej jednak autorka nie poszła po linii najmniejszego oporu i nie stworzyła nudnej historii opierającej się wyłącznie na stosunkach głównych bohaterów.

W książce zauważyłam pewne podobieństwo do książek Julie Kenner oraz Sylvain Reynard, ale być może jest to czysty przypadek albo to ja naczytałam już się tylu erotyków, że w wielu widzę podobne elementy. Ach! I Myrna skojarzyła mi się od razu z serią Olivii Cunning, ale to ze względu na to, że to dość rzadko używane imię, a mi zapadło szczególnie w pamięć.
Jak mógłbym oddychać, gdy ty pierwsza nie weźmiesz oddechu, jak moje serce mogłoby wybić uderzenie, bez twojego, nadającego mu rytm.
Autorka może pochwalić się umiejętnym opisywaniem scen erotycznych. Każda z nich jest inna, ale tak samo interesująca. Bohaterowie wywołują natomiast dosyć mieszane uczucia, bo o ile potrafiłam polubić Aleksa, tyle nie mogłam zapałać sympatią do Sophie. Nie wiem, czy to kwestia nadania postaci takich, a nie innych cech charakteru, czy też większy wpływ na moją opinię ma irytujące zachowanie głównej bohaterki, jednak nie byłam po prostu w stanie jej polubić. Niejednokrotnie kręciłam głową, słysząc jej oskarżenia w stosunku do Aleksa, ale też wiele razy potakiwałam, przyznając jej rację. Aleks wydał mi się zdecydowanie bardziej dopracowaną postacią, choć jego zwracanie się do Sophie rybko było nużące. Podobnie miałam ze zwrotami mój boski Thor czy też epitetami opisującymi jego postać, które wypływały z ust Sophie. Podobało mi się natomiast podejście autorki do wątku miłosnego, który został opisany w ciekawy sposób. Nie chodziło wyłącznie o seks.

Nie da się ukryć, że 210 stron to mało, jak na erotyk, czytelnik ma wręcz wrażenie, że wydarzenia są zbyt szybko zastępowane innymi, czas płynie nieubłaganie szybko, a zachowania bohaterów wydaje się wymuszone. Ja jednak interpretowałabym to zupełnie inaczej. Tę książkę dosłownie się pochłania, być może dlatego, że autorka posługuje się bardzo lekkim i przyjaznym w odbiorze językiem. Na kartach Nigdy cię nie zapomniałam pojawiają się wulgaryzmy, ale dodają one pikanterii poszczególnym scenom. 

Narracja jest naprzemienna, raz narratorem jest Sophie, a raz mamy do czynienia z narratorem wszechwiedzącym, który kreśli nam sylwetki pozostałych bohaterów oraz przedstawia kolejne wydarzenia. Uważam, że to ciekawy sposób na zaprezentowanie bohaterów i zobrazowanie ich myśli. Co ciekawe, ta forma jest wykorzystywana coraz częściej przez autorów.

Nigdy cię nie zapomniałam to książka, którą Marta W. Staniszewska zadebiutowała w 2014 roku. Stworzyła nie do końca oryginalną, nieco schematyczną historię, która jednak potrafi zaskoczyć kilkoma zwrotami akcji i ciekawie wplecionymi wątkami. Autorka posługuje się przyjemnym stylem, a niejednokrotnie też potrafi rozbawić czytelnika. Mimo małych nieścisłości oraz wad, o których napisałam, jest to książka, przy której spędziłam miło czas. Co więcej, mam nadzieję, że druga część oraz najnowsza powieść autorki, okażą się jeszcze lepsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

© Agata | WS.