ZAPOWIEDŹ „Uratuj mnie” Anny Bellon


Tytuł: Uratuj mnie
Cykl: The Last Regret
Autor: Anna Bellon
Wydawnictwo: OMGBooks
Data premiery: 28 września 2016

Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.
Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.

A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym.

W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić? I czy to na pewno przyjaźń?

Uratuj mnie to pierwsza część serii The Last Regret, opowiadającej o grupie przyjaciół z liceum, którzy zakładają zespół rockowy. Książka w zmienionej wersji była publikowana na Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon.

Książkę możecie zamówić tutaj: 

***
Tym razem mam okazję pomóc przy promocji tej właśnie książki. Będę miała dla Was konkursy, w których do wygrania będzie Uratuj mnie oraz recenzję przedpremierową, która ukaże się w okolicach 15 września. Dam Wam jeszcze znać o kodzie rabatowym, z którym książkę kupicie o kilka złotych taniej.
Ciekawi? Mam nadzieję, że tak, bo książka jest naprawdę bardzo dobra :) Nie nastawiajcie się negatywnie, bo może i Was zaskoczy.

(c) empik, OMGBooks

„Kruchość skrzydeł” Karen Foxlee

Tytuł: Kruchość skrzydeł
Tytuł oryginalny: The Anatomy of Wings
Cykl: -
Autor: Karen Foxlee
Tłumaczenie: Grzegorz Fraś
Wydawnictwo: Dobra Literatura
Liczba stron: 304
Data wydania: 19 maja 2016

Gdy książka Kruchość skrzydeł pojawiła się na rynku wydawniczym, od razu przykuła moją uwagę. I to nie tylko swoją przepiękną okładką, ale w głównej mierze przez opis, który zdawało mi się, że się wyróżnia na tle innych.

Dziesięcioletnia Jennifer wraz z rodziną mieszka w niewielkim górniczym miasteczku. Na początku ich życie jest istną sielanką, ale po znalezieniu martwego ciała Beth, siostry Jennifer, wszystko zaczyna się komplikować. Śmierć okazuje się jednak podejrzana, a Jennifer wraz z przyjaciółką postanawia rozwikłać zagadkę. 

Historię poznajemy głównie z perspektywy wyżej wspomnianej bohaterki, jednak jest kilka krótkich rozdziałów, za które odpowiedzialny jest narrator wszechwiedzący. To zabieg coraz częściej spotykany w książkach, stanowi ciekawe urozmaicenie opowieści, a także pozostawia nutkę tajemniczości. Jennifer, jak na dziesięciolatkę jest bardzo spostrzegawcza i widzi zdecydowanie więcej od swoich rówieśników. Powoli zagłębiała się w historię swojej siostry, szukała wskazówek, choć niektóre okazały się zbyteczne. Dzięki kilkuletniej bohaterce możemy poznać kolejne etapy dojrzewania nastoletniej Elizabeth.

Książka ta idealnie obrazuje powolny rozkład rodziny i pokazuje, jak destrukcyjny wpływ na ludzi ma śmierć członka rodziny. Każdy na swój sposób przeżywa tę tragedię, próbuje zrozumieć jej przyczynę, ale nikt nie potrafi się zjednoczyć. Bohaterowie cierpią w samotności, bo takie rozwiązanie wydaje się najłatwiejsze w tej sytuacji. W ich życie wkrada się rutyna, które przejmuje nad nimi całkowitą kontrolę. Nikt z wyjątkiem Jennifer nie jest tak zaangażowany w sprawę śmierci Beth. Kruchość skrzydeł to też doskonała opowieść o trudnym i niestety nieudanym wkroczeniu w dorosłość. Pozornie można twierdzić, że Elizabeth zachowuje się jak rozkapryszona nastolatka, ale po zapoznaniu się z całą historią całkowicie zmienicie zdanie.

Elizabeth to bardzo rozbudowana postać o nieco skomplikowanym i trudnym charakterze. Nie raz i nie dwa jej zachowanie było dziwne, a jej reakcje na niektóre sprawy wzbudzały moje szczere zdziwienie. Być może było to spowodowane przez pewne wydarzenie, po którym bohaterka zupełnie zmieniła swoje nastawienie do świata i ludzi, a może po prostu nastąpił w jej życiu jakiś przełom. Niewykluczone, że właśnie w taki sposób chciała przekroczyć wszelkie granice i próbowała wkroczyć w dorosłość, która okazała się inna, niż się spodziewała. Co więcej, jej zachowanie wyraźnie wskazuje na to, że postawiła mur między dawnym a obecnym życiem. Jednak czy to była słuszna decyzja?

To wielowątkowa powieść, która mówi o więziach rodzinnych, ale także o wyalienowaniu, którego doświadczyła Elizabeth. Każdy z nas szuka swojego miejsca na Ziemi, miejsca, w którym będzie w pełni akceptowany, a bycie sobą nie będzie stanowiło problemu dla pozostałych ludzi. Wchodzenie w dorosłość okaże się trudne, a wędrówka niezwykle żmudna.

Pomyślałam, że gdybym była ptakiem, to byłabym orłem australijskim. Gdyby tak właśnie było, to żyłabym wyłącznie dla samej radości latania. Szybowałam na ogromnych wysokościach, unosząc się na wietrze. Wznosiłabym się wyżej niż wszystko dookoła, nad pustynią i jej roślinnością, ponad długimi i wyschniętymi rzekami oraz nad małymi miasteczkami przystającymi do autostrady. Odcięłabym się od wszystkiego.
Liczne przeskoki w czasie uniemożliwiły mi całkowite zrozumienie tej historii i bardzo często ciężko było mi się odnaleźć w poszczególnych wydarzeniach. Książkę czyta się szybko ze względu na język, którym posługuje się autorka. Czasem był on barwny i plastyczny, ale niejednokrotnie natrafiałam na zbędne zapychacze, które psuły odbiór historii Jennifer. Mam tu na myśli wewnętrzne monologi bohaterki, które nijak pasowały mi do jej postaci i były okropnie irytujące. Książka spokojnie mogłaby być o kilkanaście stron krótsza, co zadziałałoby na jej korzyść.

Wielkim atutem Kruchości skrzydeł są opisy Australii oraz miejsc, w których przebywają bohaterowie. Jennifer z dużą dokładnością zapoznaje nas z poszczególnymi miejscami, a przy niektórych z nich zatrzymujemy się na dłuższą chwilę, aby posłuchać historii, które są z nimi związane. Nieczęsto mam okazję czytać książki, których akcja rozgrywa się na tym kontynencie, więc dla mnie to było dodatkowe urozmaicenie całej opowieści. Oczami wyobraźni dokładnie widziałam niewielkie miasteczko, w którym mieszkają bohaterowie i byłam wręcz nim oczarowana. 

Doszłam do wniosku, że tę książkę można interpretować na kilka różnych sposobów. Ja niekoniecznie skupiłam się na wątku anielskim, który uznałam za bezsensowny i niepotrzebnie wpleciony w całą historię. O wiele bardziej interesowała mnie przemiana Elizabeth, jej zachowanie i pobudki, które nią kierowały oraz powolne wkraczanie w dorosłość. Mniejszą uwagę przywiązałam natomiast do Jennifer i jej utraconego głosu. Swoją interpretację uzależnić można od wątku, na którym szczególnie się skupia czytelnik. Pozostałe tworzą tło i nie mają większego znaczenia.

Kruchość skrzydeł to książka dobra, aczkolwiek posiadająca kilka minusów, które wpłynęły na odbiór całej historii. Mimo licznych plusów nie była w stanie mnie zachwycić. Niektóre wydarzenia zapadają w pamięć, o innych z całą pewnością w mgnieniu oka zapomnicie i nie będziecie przywiązywali do nich większej uwagi. 

***
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję

„Czcij ojca swego” Ela Sidi (PREMIEROWO)

Tytuł: Czcij ojca swego
Tytuł oryginalny: Czcij ojca swego
Cykl: -
Autor: Ela Sidi
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Smak Słowa
Liczba stron: 312
Data premiery: 17 sierpnia 2016

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Swoje dzieciństwo wspomina dobrze lub źle, w zależności od tego, jakie było. Nie ulega jednak wątpliwości, że właśnie wtedy dziecko kształtuje swój charakter, rozwija się, a największy wpływ na to ma otoczenie, w którym przebywa. Rodzice powinni dbać o jego prawidłowy rozwój, być dla niego wzorem do naśladowania. Często się jednak zdarza, że ta równowaga zostaje zachwiana.

Czcij ojca swego to poprawione i zmodyfikowane wydanie debiutanckiej powieści autorki — Białej ciszy. Książka została wydana przez wydawnictwo Smak Słowa w drugiej połowie sierpnia 2016. Ela Sidi to nie tylko pisarka, ale także doświadczona blogerka.
W końcu jak często zdarza mi się być szczęśliwą?
Czcij ojca swego to historia opowiedziana z perspektywy kilkuletniej dziewczynki o imieniu Ania. Poznajemy ją, gdy uczęszcza do przedszkola, a następnie razem z nią dorastamy, przez co kolejno słuchamy opowieści nastolatki, a następnie dorosłej kobiety. Jednak głównie skupiamy się na okresie, gdy Ania jest dzieckiem łaknącym uwagi. Nie zawsze mamy wrażenie, że narratorem jest dziecko. Przemyślenia dziewczynki są bardzo trafne i niejednokrotnie zmuszają do refleksji.

Po śmierci matki zostaje sama z ojcem oraz bratem, z którym w gruncie rzeczy ma dobry kontakt. Jej dzieciństwo nie należy do najszczęśliwszych, choć jest kilka momentów, w których na twarzy dziewczynki pojawia się uśmiech. Czas spędzony u babci na wsi, a także zabawa z innymi dziećmi to sytuacje, które Ania miło wspomina. Gdy jednak wraca do domu, koszmar rozpoczyna się na nowo. Ciągłe kłótnie, wyzwiska, a także przemoc sprawiają, że Ania może liczyć wyłącznie na samą siebie. Jak ma radzić sobie w tej smutnej i brutalnej rzeczywistości skoro ma tylko kilka lat? Co musi zrobić, aby być szczęśliwa? Dlaczego inni mogą mieć normalną rodzinę, a ona musi żyć w takiej, która jest niekompletna i skażona alkoholem?

Z książki wyłania się więc negatywny obraz rodziny. Ojciec Ani jest alkoholikiem i choć bywają momenty, gdy nie pije, a czas poświęca dzieciom, to jednak nie potrafi wynagrodzić tymi sytuacjami wyrządzonych krzywd. Zdecydowanie większość swojego życia spędza na wlewaniu w siebie kolejnych litrów alkoholu, awanturując się oraz znęcając nad rodziną. Dom powinien kojarzyć się z ciepłem i bezpieczeństwem, tutaj jednak spotkamy się z czymś zupełnie odwrotnym. Nikt nie może być szczęśliwy, jeżeli w domu dzieją się tak nieprzyjemne rzeczy. 
Głos w mojej głowie denerwuje mnie i rozprasza. Nie mogę go wyciszyć. Wraca w dziesiątkach powtórzeń, unosząc mnie z powrotem w czas, który nie przemija z kolejnym rokiem i nigdy nie staje się przeszłością
Czcij ojca swego to historia, która wzbudza wiele emocji. Nie sposób przejść obojętnie obok wydarzeń nakreślonych w tym utworze. Wszelkie opisane sytuacje, a także wykreowani bohaterowie są do bólu prawdziwi i niejednokrotnie ich zachowanie budzi niesmak w czytelniku. Historia została osadzona w czasach PRL-u, gdzie życie nie było tak łatwe, jak teraz. Nie można było iść po prostu do sklepu i kupić najpotrzebniejszych produktów, trzeba było godzinami stać w długich kolejkach, aby zjeść na drugi dzień choć jeden mały posiłek. Ludzie nie mogli pozwolić sobie na taki luksus, w jakim żyje teraz większość społeczeństwa. 

Autorka zwraca uwagę na problem alkoholizmu, znęcania się oraz przemocy fizycznej, jak i psychicznej. W sugestywny sposób pokazuje, jak zdradliwy może być ludzki umysł; że czasami nie możemy ufać nawet najbliższym, którzy nie są idealni, choć chcą za takich uchodzić. Opisuje także bierność ludzi, którzy są krzywdzeni; są bierni, bo paraliżuje ich strach i wciąż mają nadzieję, że wszystko da się naprawić.

Książka zdecydowanie nie jest przeznaczona dla osób wrażliwych, którym ciężko opanować emocje. Jeżeli chcecie po nią sięgnąć, śmiało, ale robicie to na własną odpowiedzialność. Mnie zawsze sprawia trudność czytanie o przejmujących wydarzeniach, zbyt mocno utożsamiam się z niektórymi postaciami i wczuwam się w poszczególne historie. Jednocześnie takie książki dają mi nadzieję, że być może los nie jest aż tak okrutny, a wydarzenia zmienią swój bieg o sto osiemdziesiąt stopni.

Czcij ojca swego to smutna i gorzka opowieść o utraconym dzieciństwie. Książkę pochłania się błyskawicznie, ponieważ nie sposób jest się od niej oderwać. Wzbudza wiele skrajnych emocji, a także zmusza do refleksji. To swoisty zapis koszmaru, w którym przyszło żyć kilkuletniej dziewczynce. To książka, które porusza wiele istotnych problemów obecnych nawet w dwudziestym pierwszym wieku. Opowiada o tym, jak trudno jest funkcjonować i godnie żyć w patologicznej rodzinie. To bardzo mądra i pouczająca, którą powinno przeczytać jak najwięcej osób. Dopiero gdy sami zapoznacie się z tą historią, zrozumiecie, jak trwały ślad może ona odcisnąć na psychice czytelnika.

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu

„Sekret Wesaliusza” Jordi Llobregat

Tytuł: Sekret Wesaliusza
Tytuł oryginalny: El Secreto De Vesalio
Cykl:
Autor: Jordi Llobregat
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 520
Data wydania: 13 kwietnia 2016

Sięgnąć po tę książkę chciałam już od dawna. Słyszałam kilkukrotnie, że powieść będzie idealna dla fanów twórczości Carlosa Ruiza Zafóna, nie wahałam się więc długo i w końcu postanowiłam się przekonać czy to słuszne założenie.

Barcelona, rok 1888. Trwają przygotowania do Wystawy Światowej. W mieście zaczyna ginąć coraz więcej młodych kobiet, ich ciała są zmasakrowane, a władze próbują wyciszyć sprawę. Nie ułatwiają tego mieszkańcy jednej z biedniejszych dzielnic, opowiadając o przerażającej bestii, która czyha na coraz więcej osób. Do Barcelony powraca Daniel Amat, którego jedynym celem wizyty jest pogrzeb ojca, jednak okazuje się, że tak szybko nie opuści tego miejsca. Targany wątpliwościami, co do przyczyny śmierci ojca, postanawia rozwiązać zagadkę.

Zawsze mam wrażenie, że poprzez pobieżne opisywanie fabuły, odbieram niektórym przyjemność czytania. Starałam się zdradzić jak najmniej, abyście mogli oddać się lekturze i samemu odkryć poszczególne wątki. Przyznam, że fabuła nie należy do najoryginalniejszych, jednak jest w niej coś takiego, że od książki po prostu ciężko się oderwać. Opisywane wydarzenia wzbudzały we mnie wiele emocji. Od zdziwienia, przez obojętność, aż po niepokój. Opowieść o Gos Negre i cała intryga to ciekawe zestawienie.

Barcelona w powieści Jordiego Llobregata jest niezwykle hermetycznym i tajemniczym miejscem. Minusem jest jednak to, że autorowi nie do końca udało się oddać klimat tego miasta. Opis jest niedopracowany, ale nie jest też taki zły, jak mogłoby się wydawać. Zabrakło dosłownie niuansów, aby powieść tworzyła spójną całość. Jordi Llobregat nie zawodzi pod względem kreacji bohaterów. I choć na głównym planie mamy Daniela Amota, to pozostali bohaterowie również swoje pięć minut na kartach powieści. Wiele postaci nie wzbudza sympatii, a wręcz przeciwnie — odrzuca czytelnika swoim zachowaniem.

Podoba mi się styl, jakim posługuje się Jordi Llobregat. Początkowo trudno było mi do niego przywyknąć, bo jest dość specyficzny i ciężki, ale z każdą kolejną stroną czytało mi się coraz lepiej i wkrótce się do niego przyzwyczaiłam. Autor doskonale wie, jak budować napięcie, jakich słów użyć, aby czytelnik miał gęsią skórkę. Sposób, w jaki hiszpański pisarz opisuje niektóre sytuacje, sprawia, że pozostają one w pamięci na bardzo długo. Nie używa zbędnych zapychaczy, nie mami czytelnika, tylko przedstawia naturalistyczny obraz poszczególnych wydarzeń. Opisy zwłok są do bólu realistyczne, wręcz makabryczne.

W Sekrecie Wesaliusza nie znajdziemy wyłącznie podobieństw do Cienia wiatru. Klimat stworzony przez autora przypominał mi trochę ten z Jądra ciemności, znalazły się też elementy, na które możemy natknąć się w książce Instytut młodych naukowców. Trochę boli mnie fakt, że inni autorzy próbują wybić się poprzez kolegów po fachu. Wiadomo — tak jest łatwiej, ale czy na pewno lepiej? Nie jest to jednak tak wielki minus, jak mogłoby się wydawać. Książka jest ciekawa, a to najważniejsze.

To opowieść, która wywołuje wiele sprzecznych emocji. Wielkie namiętności, zdrady, intrygi i kolejne zagadki, to zaledwie mały ułamek tego co skrywa cała powieść. Dodatkowym atutem jest wprowadzenie wątku Wesaliusza, twórcy nowożytnej anatomii oraz siedmioczęściowego dzieła Budowa ludzkiego ciała. 

Sekret Wesaliusza to całkiem niezły debiut, którego największym atutem jest klimat, jaki stworzył autor w całej powieści. I choć książka ma minusy i jest w jakiś sposób niedopracowana, to czytało mi się ją naprawdę dobrze. Słabo opisana topografia miasta nie stanowiła dla mnie dużego problemu, przymykałam na to oko, jednak nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Doskonale zdaję sobie sprawę z licznych niedociągnięć, jednak mimo wszystko powieść potrafiła mnie zainteresować i mogłam miło spędzić przy niej czas.


Za egzemplarz książki dziękuję

Pierwsze urodziny bloga + KONKURS

Dziesiątego sierpnia 2015 zakiełkowała w mojej głowie myśl o założeniu bloga z recenzjami. Na początku nie byłam do tego zbyt entuzjastycznie nastawiona, ponieważ bałam się, że nie poradzę sobie i w końcu zaniedbam bloga, tak jak poprzednie. Z każdym kolejnym dniem pisanie recenzji sprawiało mi coraz większą przyjemność, a obaw było coraz mniej. Przez te dwanaście miesięcy poznałam dużo wspaniałych osób i przeczytałam dziesiątki dobrych książek.

W ciągu tych dwunastu miesięcy zaufało mi kilku autorów: Martyna Kubacka, Augusta Docher, Małgorzata Maria Borochowska, Anna Mytyk, której książkę objęłam patronatem, Pola Rewako, Krzysztof Kaźmierczak oraz Gaja Kołodziej. Nawiązałam też współpracę z wydawnictwami (m.in. Papierowy Księżyc, Latarnia) oraz księgarnią internetową Empik, która jako pierwsza postanowiła mi zaufać. Zdarzały się też jednorazowe współprace, a ja nadal się cieszę, gdy dostaję wiadomość z jakąś propozycją. To niesamowite wyróżnienie!

W tym czasie bloga zaobserwowało 145 osób, a ja opublikowałam 133 posty, w tym 85 recenzji. Odwiedziliście mnie natomiast aż 46824 razy. Serdecznie dziękuję! 

Chciałabym Wam wszystkim podziękować za odwiedziny, komentarze, ale również za wsparcie. Poznałam mnóstwo świetnych osób, z którymi uwielbiam rozmawiać. Nawet nie wiecie, ile to dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że prowadzenie bloga nadal będzie dla mnie przyjemnością, a nie smutnym obowiązkiem. Obym wytrwała kolejny rok! 


KONKURS URODZINOWY! (ANULOWANY)

Ty jesteś moje imię to w głównej mierze książka o miłości w czasach wojny. Poleć mi w komentarzu film o podobnej tematyce, a swoją odpowiedź krótko uzasadnij (bez spoilerów).

Aby wziąć udział w konkursie należy zgłosić się w komentarzu pod tym postem oraz odpowiedzieć na pytanie znajdujące się pod banerem. Jeśli czytelnik ma ochotę może zaobserwować bloga lub instagram, polubić fanpage lub udostępnić baner. Nie jest to jednak wymagane.

1. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest spełnienie wszystkich wymogów znajdujących się w tym poście.
2. Konkurs trwa od 10 sierpnia do 15 sierpnia 2016. Wyniki zostaną opublikowane w nowym poście, w ciągu 10 dni od zakończenia konkursu.
3. Nagrodą jest książka Ty jesteś moje imię Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak. Książka pochodzi z mojej własnej biblioteczki.
4. Zwycięzca w ciągu 3 dni musi sam się ze mną skontaktować, tj. wysłać swój adres na maila: aleksandra.bartczak1mi@poczta.fm. Jeśli zwycięzca nie zgłosi się w tym czasie, zostanie wylosowany inny zwycięzca.
5. Jeśli zgłosi się mniej niż 30 osób mam prawo anulować konkurs.
6. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
7. Udział w konkursie oznacza akceptację regulaminu. Może on ulec zmianie.

Konkurs anulowany. Powód: zbyt mała liczba zgłoszeń.

„Nigdy nie pozwolę ci odejść” Marta W. Staniszewska

Tytuł: Nigdy nie pozwolę ci odejść
Tytuł oryginalny: Nigdy nie pozwolę ci odejść
Cykl: Nigdy (tom 2)
Autor: Marta W. Staniszewska
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 252
Data wydania: 7 kwietnia 2015

Marta Staniszewska zadebiutowała w 2014 powieścią Nigdy cię nie zapomniałam, a w 2015 powróciła z drugą częścią cyklu Nigdy. Już na samym początku zdobyła wierną rzeszę fanów, a wiele osób widziało w jej twórczości duży potencjał, w tym ja. 

Jeżeli nie czytałeś pierwszej części — omiń ten akapit.

Minęło już sporo czasu odkąd Aleks i Sophie spędzili ze sobą pierwszą, namiętną noc. Para żyje niemalże sielankowo, są zaręczeni, a przygotowania do ślubu trwają. Nie wszystko jednak idzie po ich myśli, a sprawy zaczynają się komplikować. Duchy przeszłości powracają, a przyszłe małżeństwo musi się z nimi zmierzyć.

Od tego akapitu możesz zacząć czytać. W dalszej części nie występują spoilery.

Za sprawą poprzedniej części, w mojej głowie pojawiło się dużo pytań, na które odpowiedzi nie otrzymałam, jedyne co czułam, to uczucie żalu, które doskwierało mi przez długi czas po przeczytaniu pierwszego tomu. Miałam więc nadzieję, że autorka zrekompensuje mi to drugą częścią, zaspokoi moją ciekawość, a tym samym ja, jako czytelnik, będę w pełni usatysfakcjonowana. I muszę przyznać, że w dziewięćdziesięciu procentach Marcie Staniszewskiej się to udało.

O fabule nie będę wspominać wiele, ponieważ zarówno o negatywnych, jak i pozytywnych aspektach wspomniałam w recenzji poprzedniej części. Również tym razem autorka serwuje nam szereg ciekawych wątków, które nadają całej historii świeżości i sprawiają, że to nie płytki, opierający się wyłącznie na seksie, erotyk. Co do samych scen erotycznych, to są one zdecydowanie dopracowane. Już przy pierwszej części byłam z nich zadowolona, ale widzę, że autorka poprawiła swój warsztat, więc to działa tym bardziej na plus. 

W drugiej części mamy w końcu okazję poznać pozostałych bohaterów, choć i tak pojawiają się oni rzadko na kartach powieści. Autorka pokrótce opisała ich losy, ale nie połączyła ich w szczególny sposób z przygodami Aleksa i Sophie. Główna bohaterka zdecydowanie lepiej została wykreowana w tej części. Nie miałam już wrażenia, że czytam o zdziecinniałej nastolatce, lecz o rozsądnej kobiecie, która jak każdy ma swoje obawy, wątpliwości i przyzwyczajenia. Kreacja Aleksa pozostała bez zmian. Pozostał troskliwym, nieco zaborczym, narzeczonym Sophie, który jest gotowy zrobić dla niej wszystko, aby tylko była szczęśliwa i bezpieczna. Choć zgrzytów i nieporozumień między nimi nie brakowało w dalszym ciągu, a od czasu do czasu Sophie zaczynała wątpić w swojego Thora. 

Dużym zaskoczeniem był dla mnie epilog. Właściwie nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać, ale jedno jest pewne — takie zakończenie nawet nie przyszło mi do głowy.  Nie wiem tylko co o nim sądzić. Z jednej strony lubię być zaskakiwana, ale z drugiej nie jestem pewna czy to jest na pewno to, czego oczekiwałam. Mam mieszane uczucia, co do tej kwestii.

Nigdy nie pozwolę ci odejść czyta się zdecydowanie lepiej niż poprzednią część. Autorka wyciągnęła wnioski i poprawiła niedociągnięcia, na które natknęłam się podczas czytania pierwszego tomu. Spędzenie czasu przy tej książce było dla mnie przyjemnością, a nie męczarnią, jak w przypadku niektórych książek z tego gatunku. Pani Marta Staniszewska potrafi zainteresować czytelnika i sprytnie owinąć go wokół palca. Mimo mały potknięć stworzyła ciekawą historię, z interesującymi bohaterami i barwnym tłem obyczajowym. Polecam wszystkim fanom literatury erotycznej — mam nadzieję, że i Wy się nie zawiedziecie. 

„Nigdy cię nie zapomniałam” Marta W. Staniszewska

Tytuł: Nigdy cię nie zapomniałam
Tytuł oryginalny: Nigdy cię nie zapomniałam
Cykl: Nigdy (tom 1)
Autor: Marta W. Staniszewska
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 210
Data wydania: 22 sierpnia 2014

Ostatnio usłyszałam, że ktoś, kto czyta romanse lub erotyki ma pstro w głowie, a blogi z recenzjami takich książek są bezwartościowe i niewarte uwagi. Oczywiście nie zgadzam się z tą opinią, według mnie wiele blogów skupiających się na takiej tematyce jest prowadzonych naprawdę starannie i sumiennie, a wrzucanie wszystkich do jednego worka sprawia satysfakcję tylko osobie, która wypowiada się o nich w negatywny sposób.

Swoją przygodę z tą literaturą zaczęłam jakiś rok temu. Na początku trafiałam na same perełki, ale potem nie brakowało też gniotów, od których po dzień dzisiejszy trzymam się z daleka. Jak w takim zestawieniu wypada książka Nigdy cię nie zapomniałam Marty W. Staniszewskiej?

Sophie Thomson, germanistka, zaczyna pracę w DHA Limited, porzucając tym samym pracę w jednym z salonów kosmetycznych. Podczas spotkania poznaje Aleksandra Kenta, który okazuje się Jacobem vel Thorem, czyli mężczyzną, którego poznała kilka lat wcześniej. Po wspólnej nocy zniknął, ale na zawsze pozostał w pamięci Sophie. Los jednak nieraz lubi płatać figle, a ich drogi ponownie się krzyżują, jednak wędrówka do wspólnego szczęścia będzie pełna przeszkód, nieporozumień i podobnych komplikacji.

Pokrótce przedstawiona fabuła wydaje się schematyczna i podobna do tysiąca innych erotyków, z którymi ja, albo wy, mieliśmy już do czynienia. I z tym zdecydowanie się zgodzę, bo wieje tu schematami, ale warto zaznaczyć, że autorka próbowała wymyślić coś oryginalnego, wplatając w całość elementy kryminału lub mitologii. Nie jestem jednak do końca przekonana, czy kryminał połączony z mitologią i jednocześnie erotykiem, jest dobrym pomysłem. Myślę, że warto byłoby się skupić na maksymalnie dwóch gatunkach i w ciekawy sposób je połączyć. Niemniej jednak autorka nie poszła po linii najmniejszego oporu i nie stworzyła nudnej historii opierającej się wyłącznie na stosunkach głównych bohaterów.

W książce zauważyłam pewne podobieństwo do książek Julie Kenner oraz Sylvain Reynard, ale być może jest to czysty przypadek albo to ja naczytałam już się tylu erotyków, że w wielu widzę podobne elementy. Ach! I Myrna skojarzyła mi się od razu z serią Olivii Cunning, ale to ze względu na to, że to dość rzadko używane imię, a mi zapadło szczególnie w pamięć.
Jak mógłbym oddychać, gdy ty pierwsza nie weźmiesz oddechu, jak moje serce mogłoby wybić uderzenie, bez twojego, nadającego mu rytm.
Autorka może pochwalić się umiejętnym opisywaniem scen erotycznych. Każda z nich jest inna, ale tak samo interesująca. Bohaterowie wywołują natomiast dosyć mieszane uczucia, bo o ile potrafiłam polubić Aleksa, tyle nie mogłam zapałać sympatią do Sophie. Nie wiem, czy to kwestia nadania postaci takich, a nie innych cech charakteru, czy też większy wpływ na moją opinię ma irytujące zachowanie głównej bohaterki, jednak nie byłam po prostu w stanie jej polubić. Niejednokrotnie kręciłam głową, słysząc jej oskarżenia w stosunku do Aleksa, ale też wiele razy potakiwałam, przyznając jej rację. Aleks wydał mi się zdecydowanie bardziej dopracowaną postacią, choć jego zwracanie się do Sophie rybko było nużące. Podobnie miałam ze zwrotami mój boski Thor czy też epitetami opisującymi jego postać, które wypływały z ust Sophie. Podobało mi się natomiast podejście autorki do wątku miłosnego, który został opisany w ciekawy sposób. Nie chodziło wyłącznie o seks.

Nie da się ukryć, że 210 stron to mało, jak na erotyk, czytelnik ma wręcz wrażenie, że wydarzenia są zbyt szybko zastępowane innymi, czas płynie nieubłaganie szybko, a zachowania bohaterów wydaje się wymuszone. Ja jednak interpretowałabym to zupełnie inaczej. Tę książkę dosłownie się pochłania, być może dlatego, że autorka posługuje się bardzo lekkim i przyjaznym w odbiorze językiem. Na kartach Nigdy cię nie zapomniałam pojawiają się wulgaryzmy, ale dodają one pikanterii poszczególnym scenom. 

Narracja jest naprzemienna, raz narratorem jest Sophie, a raz mamy do czynienia z narratorem wszechwiedzącym, który kreśli nam sylwetki pozostałych bohaterów oraz przedstawia kolejne wydarzenia. Uważam, że to ciekawy sposób na zaprezentowanie bohaterów i zobrazowanie ich myśli. Co ciekawe, ta forma jest wykorzystywana coraz częściej przez autorów.

Nigdy cię nie zapomniałam to książka, którą Marta W. Staniszewska zadebiutowała w 2014 roku. Stworzyła nie do końca oryginalną, nieco schematyczną historię, która jednak potrafi zaskoczyć kilkoma zwrotami akcji i ciekawie wplecionymi wątkami. Autorka posługuje się przyjemnym stylem, a niejednokrotnie też potrafi rozbawić czytelnika. Mimo małych nieścisłości oraz wad, o których napisałam, jest to książka, przy której spędziłam miło czas. Co więcej, mam nadzieję, że druga część oraz najnowsza powieść autorki, okażą się jeszcze lepsze.

#8 MUST WATCH: sierpień















Cześć. Jest początek miesiąca, więc przychodzę do Was z nowym postem z cyklu Must Watch. Zaopatrzyłam się w nowy banner promujący ten cykl (dajcie znać w komentarzach, co myślicie), a także starałam się przejrzeć dokładniej sierpniowe premiery. Wniosek? Znalazłam pięć filmów, które mogą być godne uwagi. Zapraszam do dalszej części postu.
Sierpniowe premiery 

Tytuł: Legion samobójców
Tytuł oryginalny: Suicide Squad
Premiera światowa: 3 sierpnia 2016
Premiera w Polsce: 5 sierpnia 2016
Gatunek: akcja
Opis: Grupa złoczyńców otrzymuje od rządu szansę na odkupienie. Mają wypełnić misję zagrażającą ich życiu.


Tytuł: Sausage Party
Tytuł oryginalny: Sausage Party
Premiera światowa: 10 czerwca 2016
Premiera w Polsce: 12 sierpnia 2016
Gatunek: animacja, komedia
Opis: Historia Franka, parówki, która odkrywa prawdę o sobie - o tym, kim jest i jaka jest jej rola. Po upadku z koszyka na zakupy, tytułowa parówka wraz z innymi przyjaciółmi z supermarketu odbywa wielką podróż przez sklep, podróż, która pozwala im odkryć prawdę o sobie.

Tytuł: Śmietanka towarzyska
Tytuł oryginalny: Cafe Society
Premiera światowa: 11 maja 2016
Premiera w Polsce: 12 sierpnia 2016
Gatunek: komedia
Opis: Wrażliwy romantyk z Bronxu, marząc o karierze, przyjeżdża do Los Angeles, gdzie zaczyna pracę u swojego wujka – agenta topowych gwiazd Hollywood.

Tytuł: Komuna
Tytuł oryginalny: Kollektivet
Premiera światowa: 14 stycznia 2016
Premiera w Polsce: 19 sierpnia 2016
Gatunek: dramat
Opis: Wraz z Anną i jej rodziną zostajemy zaproszeni do życia we wspólnocie. Jednak przyjaźń, miłość i tolerancja żyjącej pod jednym dachem grupy zostaje wystawiona na próbę, kiedy mąż Anny zwierza się jej ze swoich planów. Chciałby, aby do komuny dołączyła znacznie młodsza dziewczyna, w której się zakochał.

Tytuł: Czerwony Kapitan
Tytuł oryginalny: Červený kapitán
Premiera światowa: 10 marca 2016
Premiera w Polsce: 26 sierpnia 2016
Gatunek: kryminał, polityczny
Opis: Rok 1992. Po upadku komunizmu pozostało wiele nierozwiązanych spraw kryminalnych, których sprawcy nigdy nie ponieśli kary. W ręce Krauza, młodego detektywa z Wydziału Zabójstw, wpada jedna z nich. Na miejskim cmentarzu odnalezione zostają zwłoki z licznymi śladami tortur. Świadomi niebezpieczeństwa, Krauz wraz ze swoim partnerem, postanawiają rozwiązać zagadkę.

Zrezygnowałam tym razem z dopisywaniem oczekiwań, jakie mam wobec konkretnego filmu. Chyba nikt nie zwraca na to uwagi. Moje zdecydowane #mustwatch w tym miesiącu to Suicide Squad. Uwielbiam filmy o takiej tematyce, zresztą jestem ciekawa, jak poradził sobie Jared Leto, Margot Robbie, a także inni w rolach czarnych charakterów. Przeglądałam pobieżnie recenzje, jednak niektóre są dla mnie zbyt krytyczne, innymi słowy — czepialstwo poziom hard. Zamierzam się wybrać do kina, więc sama ocenię i na pewno dam Wam znać, co myślę o całej produkcji. Może wielu Was zdziwi w tym zestawieniu Sausage Party, ale przyznam szczerze, że naprawdę jestem ciekawa, jak ta bajka prezentuje się w całej swojej okazałości. Dzieci na seansie nie zobaczymy (w końcu to bajka dla dorosłych), ale to może być interesujące doświadczenie dla starszych odbiorców. Śmietanka towarzyska nie ma co prawda oryginalnej fabuły, ale obejrzę ten film ze względu na Blake Lively, którą cenię jako aktorkę. Gorzej, że występuje tam także Kristen Stewart, która pewnie położy tę produkcję (aktorka jednej miny, taa). Komuna zainteresowała mnie swoim opisem, ale także nie spodziewam się niczego spektakularnego. Natomiast Sturh i Czerwony Kapitan, to może być produkcja, która mile zaskoczy. Chociaż nawet taką potrafią skiepścić. 

Jest jakiś film, który chcielibyście zobaczyć w tym miesiącu? Dajcie znać!

(c) plakaty i informacje: filmweb.pl, banner: Dakota (97books).

„Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha” Jessica Sorensen

Tytuł: Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha
Tytuł oryginalny: The Secret of Ella and Micha
Cykl: The Secret
Autor: Jessica Sorensen
Tłumaczenie: Ewa Helińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 304
Data wydania: 13 czerwca 2016

Często mam tak, że gdy styl danego autora bardzo przypadnie mi do gustu, mam ochotę przeczytać wszystkie jego książki w jeden dzień. I nieważne, że do wielu z nich nie mam dostępu albo doba jest za krótka. To jakaś wewnętrzna potrzeba, którą odczuwam dosyć często.

Jessica Sorensen zauroczyła mnie swoją powieścią Przypadki Callie i Kaydena. Była to książka, dzięki której zaczęłam wchodzić w świat literatury z nurtu New Adult. Gdy pojawiła się informacja o premierze kolejnej książki tej autorki, wręcz oszalałam. A kiedy pojawiła się możliwość zamówienia Nie pozwól mi odejść od razu to zrobiłam. I choć od przeczytania tej książki minęło już sporo czasu, to dopiero teraz przychodzę do Was z jej recenzją.

Decyzja o wyjeździe do college'u była nagła i nie do końca przemyślana. Ella pod wpływem silnych emocji opuściła rodzinne miasteczko i dopiero po ośmiu miesiącach zdecydowała się do niego powrócić. Okazuje się jednak, że próba odcięcia się od dawnego życia jest niemożliwa, a wszystkie wspomnienia powracają ze zdwojoną siłą. Co wydarzyło się tego jednego, feralnego dnia, który sprawił, że Ella uciekła przed dawnym życiem i raz na zawsze zerwała przyjaźń z Michą? Czy bohaterowie będą w stanie odbudować to, co zostało zniszczone osiem miesięcy wcześniej?

Fabuła zarysowana przez autorkę nie jest tak do końca schematyczna, jak mogłoby się wydawać. Pojawiają się wątki, które nadają świeżości całej powieści, dzięki czemu książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Nie przeczę, że pewne schematy są obecne w tej historii, jednak nie drażnią one w żaden sposób. Oczywiście nie opisałam Wam całej opowieści, lecz zaledwie jej zalążek. Nie pozwól mi odejść to historia pozornie banalna, która po bliższym poznaniu zyskuje na wartości. Autorka mówi wprost, aby nie ukrywać swojej prawdziwej natury, nie udawać kogoś, kim się nie jest, a po prostu pozostać sobą. Historia niesie też za sobą inne przesłanie.

Autorka wykreowała naprawdę ciekawe postacie, które mają odpowiednie podłoże psychologiczne. Postarała się, aby bohaterowie byli jak najbardziej realni, a nie sztuczni. W końcu miałam okazję poczytać o bohaterze, który nie jest do końca ani dobry, ani zły. Micha nie został w żaden sposób wyidealizowany przez Jessicę Sorensen, przez co jego postać zdecydowanie wzbudza wiele skrajnych emocji. Jest to bohater, którego można, ale nie trzeba, lubić. Ella jest natomiast osobą wybuchową, twardo stąpającą po ziemi, jednak mającą swoje za uszami. Jej sposób bycia zmienił się, gdy wyjechała do college'u. Próbując zostawić za sobą przeszłość, zmieniła całkowicie swój sposób postrzegania świata, a także ubiór oraz zachowanie. Dziękowałam w myślach autorce za tych bohaterów. Nie trafiłam na rozlazłe i nijakie postacie, wręcz przeciwnie — od razu zapałałam sympatią do tej dwójki i nie zmieniło się to do końca historii, choć niektórych zachowań Elli czy Michy po prostu nie pochwalałam.

Uczucia między Ellą a Michą nie sposób opisać słowami. Już od pierwszych stron czuć wyraźne napięcie między głównymi bohaterami. Jest ono tak intensywne, że po jakimś czasie zaczyna je odczuwać nawet czytelnik, przez co staje się nieco sfrustrowany i zirytowany. To stanowi zdecydowanie plus tej książki, autorka doskonale radzi sobie z opisywaniem uczuć. Książka jest przepełniona emocjami oraz wybuchami namiętności, od których aż się ma wypieki na twarzy. Relacja tych dwóch postaci jest nieco skomplikowana, bo zanim pojawiła się miłość, Ella i Micha byli najlepszymi przyjaciółmi.

Styl Jessiki Sorensen jest lekki i przyjemny w odbiorze.  Autorka posługuje się barwnym i plastycznym językiem, który sprawia, że opisywane wydarzenia są jeszcze bardziej realne, a czytelnik nie ma problemu wczuć się w położenie, w jakim znajdują się bohaterowie. Przez większość czasu akcja toczy się raczej spokojnie i dopiero pod koniec nabiera tempa.

I choć cała opowieść bardzo przypadła mi do gustu, to jednak po jej przeczytaniu poczułam lekki niedosyt i rozczarowanie. Spodziewałam się nieco innego rozwoju wydarzeń, jednak to nie one wywołały we mnie tak sprzeczne emocje. Przede wszystkim książce zabrakło głębi, a autorka zbyt małą uwagę przywiązała do opisu problemów, które starała się nakreślić już od samego początku. Myślę, że nieco po macoszemu potraktowała wątek alkoholizmu, a także problemu, z jakim borykała się Ella. To właśnie on powinien stanowić główny punkt tej historii, a wątek miłosny powinien pozostać na drugim planie. Stało się jednak odwrotnie i chyba właśnie to najbardziej zabolało mnie w tej książce.

Nie pozwól mi odejść to kolejna dobra książka w dorobku Jessiki Sorensen, jednak nie na tyle dobra, aby mogła dorównać dwóm poprzednim książkom tej autorki. Wymienione przeze mnie wady wpłynęły nieznacznie na odbiór całej powieści, jednak mimo wszystko mogę ją polecić jako coś lekkiego i niezobowiązującego. Myślę, że będzie to odpowiednia lektura na jeden czy dwa wieczory, która umili Wam po prostu czas. 
© Agata | WS.