„Endgame. Wezwanie” James Frey, Nils Johnson-Shelton

Tytuł: Endgame. Wezwanie
Tytuł oryginalny: Endgame: The Calling
Cykl: Endgame
Autor: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 512
Data wydania: 7 października 2014

Wezwanie to pierwsza część cyklu Endgame wydana w 2014 przez wydawnictwo Sine Qua Non. Powieść napisana przez Jamesa Freya oraz Nilsa Johnson-Sheltona zdobyła dużą popularność wśród młodzieży, zachęciła także starszych czytelników do sięgania po tego rodzaju książki.

Powiem szczerze, że książka przeleżała na mojej półce dosyć długo. Nie chodziło o jej całkiem spore gabaryty, ale o mój czas. Nie sądziłam, że w książce jest tyle ilustracji, dlatego ciągle odkładałam ją na bok, sięgając tym samym po nieco krótsze lektury.

Przez lata byli przygotowani do ostatecznego starcia, uczeni kamuflażu, taktyki i sposobów zabijania. Gdy w Ziemię uderza dwanaście meteorytów dwunastu reprezentantów musi się zmierzyć w grze zwanej Endgame. Aby wygrać, muszą znaleźć trzy klucze. Wygrana zapewni bezpieczeństwo zwycięzcy i jego ludowi. Pierwsza część dotyczy poszukiwania pierwszego klucza.

Wszystko fajnie, ale miałam wrażenie, że czytałam o tym już kilkakrotnie. Największe podobieństwo widzę tu do Igrzysk śmierci (choć fanką Igrzysk nie jestem). Zauważyłam zresztą, że powstaje coraz więcej książek opartych na takim samym schemacie. Po przeczytaniu którejś książki z kolei o tym samym zaczyna to irytować i męczyć.

W każdym rozdziale mamy do czynienia z inną postacią. Autorzy postawili na różnorodność, ale przyznam szczerze, że średnio im to wyszło. Cała powieść wydaje mi się niezwykle chaotyczna, co źle wpływa na jej odbiór.  W zasadzie żaden z bohaterów nie wyróżniał się na tyle, abym mogła go zapamiętać po zapoznaniu się z całą historią. Postacie są nijakie, a słownictwo, jakim się posługują oraz ich zachowanie, woła o pomstę do nieba. Według mnie reprezentanci powinni zachować nieco klasy.

Wielkim minusem jest jak dla mnie wprowadzenie do książki wątku miłosnego. Dlaczego większość autorów musi wcisnąć jakiś romans do takiego typu powieści? Mnie osobiście to irytuje i zniechęca. Ba, w Endgame. Wezwanie pojawia się nawet trójkąt. Zupełnie nie pasował mi do tej historii, miałam wrażenie, że jest on tutaj na siłę, a autorzy nie radzą sobie z jego poprowadzeniem. Wolałabym, aby Frey i Johnson-Shelton skupili się na grze, a nie na wątkach, które właściwie nie były aż tak istotne.

Historia mnie nie wciągnęła, ale nie potrafię podważyć faktu, że Frey i Johnson-Shelton wiedzą, o czym piszą. Posługują się ciekawym słownictwem, piszą lekko, nie mydlą oczu niepotrzebnymi zapychaczami. Gdyby nie to, że książka mnie nie porwała, a wręcz wydała mi się nudna jak flaki z olejem, to nawet mogłabym stwierdzić, że jest warta uwagi. Ale! Nie podoba mi się sposób zapisu wszystkich wydarzeń. Niewyjustowany tekst irytował mnie na każdym kroku, choć na początku pojawiła się informacja, że to zamierzony zabieg. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się po prostu źle. Musiałam ją co jakiś czas odkładać, bo moje oczy po prostu szybko się męczyły.

Pod względem graficznym Endgame. Wezwanie prezentuje się niezwykle pięknie. Gdy książka pierwszy raz trafiła w moje ręce nie mogłam się na nią napatrzeć. Całość jest utrzymana w żółto-złotej kolorystyce i mieni się niczym diament. Przypomina całkiem dużą sztabkę złota.

Pierwszy tom cyklu Endgame zawiódł moje oczekiwania. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego po tej historii. Jak widzicie, piękna okładka to nie wszystko. Czytanie tej książki niezwykle mi się dłużyło i nie zamierzam sięgać po drugą część, czyli Klucz niebios. Myślę jednak, że dobrze odnaleźliby się w niej fani Igrzysk śmierci oraz podobnych tego typu książek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

© Agata | WS.