BOOK HAUL #5


Dzisiaj przychodzę do Was z piątym już Book Haulem. W tym miesiącu uspokoiłam się z kupowaniem książek, więc jestem z siebie bardzo zadowolona. Byłam niejednokrotnie kuszona promocjami na Znaku, ale w ostateczności nic nie kupiłam. W lipcu dotarło też do mnie sporo filmów oraz starych książek (ich zdjęcia na fanpage'u 97books). Uznałam, że nie ma sensu tu ich wstawiać. Podobnie postąpiłam z książkami, które kupiłam na konkursy urodzinowe.

Lipcowe zdobycze
Tak jak poprzedni Book Haul, tak i ten, zacznę od pokazania Wam moich zdobyczy z konkursów. Jak widać jest tego całkiem sporo. Na zdjęciu są też magnetyczne zakładki oraz kubek, które udało mi się wygrać w konkursie na My books, my life. Przyznam szczerze, że większość wygrałam dzięki losowaniom, a dwie z nich w konkursach na szybkość. Szczęście? Być może.

1. Anatomia obcości — Andrea Portes (wygrana na blogu My books, my life)
2. Okrążyć słońce — Paula McLain (wygrana na fanpage'u Przeglądu czytelniczego)
3. Układ — Ellie Kennedy (wygrana na fanpage'u 1001 romansów)
4. Strażniczka książek — Mechthild Glaser (wygrana na IG @obcasypl)
5. Sułtanka Kösem. Księga 1. W haremie — Demet Altınyeleklioğlu (wygrana na obcasy.pl)
6. Sułtanka Kösem. Księga 2. Czarna królowa — Demet Altınyeleklioğlu (wygrana na obcasy.pl)
7. Układanka — Stanisław Załuski (wygrana na fanpage'u Kto czyta książki — żyje podwójnie)
8. Pięć królestw. Strażnicy kryształów — Brandon Mull (wygrana na blogu My books, my life)
9. Dzika krew — Sally Green (wygrana na blogu My books, my life)

Trochę śmieszna historia z tą Dziką krwią i Pięcioma królestwami. Do końca trwania konkursu byłam święcie przekonana, że to pierwsze tomy. Ale to nic! Zawsze mogę dokupić poprzednie tomy.

A tutaj są egzemplarze recenzenckie od Empiku. Na zdjęciu jest też serial, który otrzymałam dzięki uprzejmości tego sklepu. Dodawałam niedawno recenzję, więc jak klikniecie na odnośnik, to przeniesiecie się do wpisu o tej produkcji.

1. Gracze/Ballers recenzja
2. Tamtego lata na Sycylii — Marlena de Blasi — recenzja
3. Sny Morfeusza — K.N. Haner — recenzja
4. Błagasz mnie — Julie Kenner — recenzja
5. Przywróceni — Jason Mott — recenzja
6. Bohaterowie są zmęczeni — Maria Nurowska — recenzja
Tutaj skromnie. Jest jeden egzemplarz finalny, jedna książka kupiona przez moją siostrę oraz dwie moje zdobycze. Jak widać w końcu dotrzymałam danego sobie słowa i ograniczyłam kupowanie do minimum. Na jedną z tych książek długo polowałam, ale cieszę się, że mam ją w końcu na półce i nie musiałam wydawać osiemdziesięciu złotych na jej zakup.

1. Amerykaana — Chimanda Ngozi Adichie (kupiona przez moją siostrę w Matrasie za 14,99 zł)
2. Spóźnione wyznania — John Boyne (edugaleria.pl — ok. 25 zł)
3. Jak powietrze — Agata Czykierda-Grabowska (egzemplarz finalny od wydawnictwa)
4. Powietrze, którym oddycha — Brittainy C. Cherry (czytam.pl — ok. 25 zł).

Czytaliście coś z tych stosików? Polecacie którąś z książek? A może jesteście ciekawi jakiejś książki szczególnie? Dajcie znać w komentarzach.

Festiwal Stolica Języka Polskiego

Festiwal Stolica Języka Polskiego
 31.07-7.08.2016, Szczebrzeszyn
Już w najbliższą niedzielę rozpoczyna się Festiwal Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. Motywem przewodnim drugiej edycji jest poezja Bolesława Leśmiana. Z tej okazji wiersz Dziewczyna czytają festiwalowi goście, m.in. Krystyna Czubówna, Joanna Szczepkowska, Łukasz Orbitowski i Zbigniew Wodecki. 

Festiwal Stolica Języka Polskiego zadaje kłam stwierdzeniu, że wydarzenia, podczas których „wysoka” kultura gra pierwsze skrzypce to domena dużych miast. Już po raz drugi Szczebrzeszyn stanie się letnim centrum literacko-kulturalnym kraju, do którego ściągną festiwalowicze z całej Polski. W jednym z najpiękniejszych miast Lubelszczyzny, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, będą się relaksować w towarzystwie najlepszych polskich oraz ukraińskich pisarzy, rodzimych muzyków, podczas spotkań autorskich, koncertów, warsztatów i dyskusji o szeroko pojętej kulturze i jej wpływie na rzeczywistość. Nad wszystkim czuwać będzie duch Bolesława Leśmiana, patrona tegorocznej edycji imprezy, genialnego poety należącego do grona najwybitniejszych polskich twórców XX wieku. W sobotę 6 sierpnia na festiwalowej scenie, własne interpretacje wierszy autora „W malinowym chruśniaku” zaprezentuje muzyk i poeta Adam Strug oraz zaproszeni przez niego aktorzy, m.in. Zofia Kucówna, Jerzy Trela i Antoni Pawlicki. 

Niezwykle bogaty i wypełniony spotkaniami autorskimi będzie literacki program Festiwalu, którego
kuratorką jest Justyna Sobolewska, dziennikarka i krytyczka literacka. Polską reprezentację stanowić będzie grono ponad 40 pisarzy, dziennikarzy i poetów, m.in. autor Traktatu o łuskaniu fasoli Wiesław Myśliwski, twórca Morfiny Szczepan Twardoch, reportażysta Mariusz Szczygieł, laureatka Nike za Księgi Jakubowe Olga Tokarczuk i autor kryminałów Zygmunt Miłoszewski. Jednym z wydarzeń będzie wieczór z twórczością laureatki literackiej Nagrody Nobla 2015, białoruskiej pisarki i dziennikarki Swietłany Aleksijewicz. Podczas niego Krystyna Czubówna przeczyta fragmenty reportaży-esejów autorki Czarnobylskiej modlitwy i Czasów secondhand. W Szczebrzeszynie pojawią się także pisarze z Ukrainy – m.in. Andrij Bondar.

Na muzycznej scenie Stolicy Języka Polskiego – wraz z przebojowym składem Mitch&Mitch oraz towarzyszeniem orkiestry i chóru – wystąpi Zbigniew Wodecki. W Szczebrzeszynie odbędzie się też recital Katarzyny Groniec, która zaśpiewa piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiej. Dla festiwalowiczów zaplanowano także szereg warsztatów literacko-językowych, pisarskich, muzycznych i teatralnych. Odbędą się tu również potańcówki, warsztaty kulinarne oraz spacery po okolicy literackimi i kulturalnymi śladami. Organizatorzy nie zapomnieli o najmłodszych uczestnikach Stolicy Języka Polskiego. Z myślą o promowaniu czytelnictwa wśród dzieci 
i młodzieży powstała Akademia Szczebrzeszyn, w ramach której odbędą się specjalne zajęcia i warsztaty prowadzone przez twórców literatury dziecięcej, m.in. Grzegorza Kasdepke.

Stolica Języka Polskiego wpisuje się w popularny w na całym świecie nurt letniego slow-festiwalu. To wydarzenie skierowane do odbiorców, którzy w poszukiwaniu relaksu i kulturalnej rozrywki na najwyższym poziomie chętnie uciekają podczas wakacyjnych podróży z głównego festiwalowego szlaku. W ubiegłym roku Szczebrzeszyn debiutował w roli Stolicy Języka Polskiego.

Więcej informacji na stronie: Stolica Języka Polskiego
oraz na facebooku: Szczebrzeszyn Festiwal

Tutaj możecie pobrać program festiwalu w formacie PDF:

***
Jest ktoś z okolic i wybiera się na ten festiwal? :)

(c) Stolica Języka Polskiego

WYNIKI KONKURSU — Jaką książkę zabierzesz ze sobą na bezludną wyspę?

Zaledwie dwadzieścia godzin temu zakończył się konkurs, w którym do wygrania były 3 bony o wartości 30 złotych do wykorzystania w księgarni Gandalf, a ja już mam dla Was wyniki. Zgłoszeń było niewiele, więc tym bardziej wytypowanie trzech zwycięzców nie było łatwe. Każda odpowiedź w jakiś sposób mi się spodobała, ale musiałam wybrać zwycięską trójkę. 

Bon otrzymują:

Miłka Kołakowska


Paulet


Justyna J

Zwyciężczynie proszę o wysłanie mi swoich adresów na maila:
aleksandra.bartczak1mi@poczta.fm
Czekam na nie do czwartku (28 lipca) do północy.

W tytule wpiszcie Bon, a w treści podajcie adres:
imię i nazwisko
ulica/miejscowość
kod pocztowy

Mam nadzieję, że nie zaglądacie tutaj dla samych konkursów ;) Niedługo kolejne (ruszamy od 10 sierpnia).

„Tamtego lata na Sycylii” Marlena de Blasi

Tytuł: Tamtego lata na Sycylii
Tytuł oryginalny: That Summer in Sicily
Cykl: -
Autor: Marlena de Blasi
Tłumaczenie: Magdalena Tulli
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 416
Data wydania: 8 czerwca 2016

Uwielbiam włoską kuchnię. Mogłabym jeść bez przerwy potrawy, które są symbolem Włoch. Marzę także o podróży do tego pięknego kraju. Nie miałam jednak okazji czytać książki, której akcja toczyłaby się w tamtych rejonach. Czy Marlena de Blasi potrafiła zabrać mnie w niezapomnianą podróż?

Książka Tamtego lata na Sycylii doczekała się drugiego wydania, które miało swoją premierę ósmego czerwca 2016 roku. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, więc miałam pewne obawy co do tego, czy książka wpasuje się w mój czytelniczy gust.

Będąc małą dziewczynką, Tosca została sprzedana na dwór księcia Leo d'Anjou. Tam była traktowana jak księżniczka, a sam książę wychowywał ją jak własną córkę. Potem jednak ich relacje uległy diametralnej zmianie, ponieważ bohaterowie zakochali się w sobie. Jednak przeszkodą nie była tylko różnica wieku licząca osiemnaście lat. Szczęście dwójki bohaterów skończyło się, gdy pojawiła się sycylijska mafia.

Bohaterkę poznajemy jednak w nieco innych okolicznościach. Od tamtych wydarzeń minęło sporo czasu, a Tosca jest już kobietą w podeszłym wieku. Prowadzi pensjonat, do którego pewnego dnia trafia amerykańska dziennikarka z mężem. Dla Toski stanowi to idealną okazję do opowiedzenia romantycznej, ale nie do końca szczęśliwej historii.

Pierwsze, co rzuca się czytelnikowi w oczy, to przepiękna, aczkolwiek niebezpieczna Sycylia. Opis krajobrazów, miejsc, czy nawet najmniejszych elementów jest w tej książce doskonały. Autorka posługuje się plastycznym językiem, czaruje słowem, przez co czytelnik ma wrażenie, że podróżuje razem z bohaterami po tym słonecznym kraju. Fabuła tej książki z jednej strony jest banalna, ponieważ na pęczki jest publikacji, w których to bohaterowie opowiadają komuś historię własnego życia. Historia Toski jednak mnie zachwyciła. Z przyjemnością chłonęłam każde słowo wypowiedziane przez tę kobietę. Opowieść wzbudziła we mnie wiele skrajnych emocji, pojawiło się wzburzenie, złość, ale nie zabrakło także tych pozytywnych uczuć, takich jak radość czy euforia. 
Kiedy wymagamy zbyt wiele od jakiejś osoby albo od sytuacji, albo jeśli zbyt wiele się spodziewamy po jakimś pomyśle, zaczynają się kłopoty. Przez tę nadwyżkę oczekiwań można w końcu wszystko zepsuć.
Całość została podzielona na cztery części, z czego każda z nich obejmuje inne ramy czasowe. W książce jest obecny także prolog, wprowadzający nas w opowieść Toski oraz epilog, który podsumowuje wszystkie wydarzenia. Stanowi to dobre rozwiązanie dla całej powieści.

Tamtego lata na Sycylii to opowieść o odnalezieniu drogi do własnego szczęścia, o trudnościach, jakie można napotkać w życiu, a także o marzeniach, których realizacja nie jest łatwa. Marlena de Blasi funduje niezapomnianą podróż po najpiękniejszych włoskich zakątkach, w których jest ukryta opowieść o nieszczęśliwej miłości Toski i księcia Leo. 

Z jednej strony książka mnie zachwyciła, ale z drugiej po jej przeczytaniu czuję ogromny niedosyt. Nie wiem, czy to przez to, że pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin, czy po prostu czegoś zabrakło mi w całej opowieści. Nie jestem w stanie dokładnie tego sprecyzować, nie mniej jednak uczucie pustki czuję nawet teraz. 

Podsumowując, uważam, że Tamtego lata na Sycylii jest książką naprawdę wartą uwagi. Przede wszystkim autorka przetarła szlaki i pokazała z pozoru banalną historię w innym świetle. Z całego serca kibicowałam bohaterom, ale kilku z nich miałam ochotę udusić. Myślę, że jest to dobra książka na letnie wieczory, przy której się odprężycie i odpoczniecie.

Ze egzemplarz Tamtego lata na Sycylii dziękuję
Książkę możecie kupić TUTAJ

Książka na wakacje — podróż literackim szlakiem

Każdy się zgodzi, że wakacyjny urlop jest idealnym momentem do nadrobienia książkowych zaległości. Czytamy w podróży, w parku, w hotelu, na działce... oczyma wyobraźni widzimy wszystkie uliczki, domy czy restauracje, zapominając o tym, że każda książka jest inspiracją do odwiedzenia miejsca akcji. 

Co powiecie na zwiedzanie Norwegii razem z Harrym Hole’m, rozwiązującym kryminalne zagadki, albo tropem dziewczyny z tatuażem wg Stiega Larssona w Sztokholmie? Za każdym razem jest to niebywała okazja by poznać tajemnice miasta i odkryć miejsca, których nigdy nie wpisalibyście w plan podróży. Książka na wakacje to absolutny must have, jednak kogo śladami warto podążać? 

Śladami morderców w mroczną Skandynawię

Zimna, mroczna Skandynawia to niezwykła gratka dla fanów kryminałów. Norweskie miasto Larvik, główne miejsce akcji książki „Psy gończe”, to gmina leżąca w regionie Vestfold. Pozornie spokojne miasteczko obnaży jednak przed Wami miejsce tajemniczej śmierci młodych kobiet i zagadkę, którą po 17. latach przyjdzie rozwiązać Williamowi Wistingowi. Z kolei jeżeli chcecie wybrać się w niesamowitą podróż do Oslo, również śladami serii morderstw, zwiedzicie jedno z najcięższych więzień w Norwegii oprowadzeni przez Jo Nesbo, dzięki książce „Syn”. Mrocze zaułki przysparzające gęsiej skórki nie będą miały sobie równych! Zimową atmosferę wprowadzi wizyta Skogle. Zaśnieżone pola, niesamowite krajobrazy i… przestępstwa narkotykowe to główny element tej kryminalnej intrygi od Levi’ego Henriksena.


Przygody na wyspach

Londyn także zostaje obnażony. Losy najsławniejszego detektywa wszech czasów przy Baker Street 221B to nie lada gratka dla fanów „Shelocka Holmesa”. Możecie spotkać się w Linda Cafe, przenocować Langham Hotel, a finalnie obejrzeć cały dom Holmesa tak, jak widzieliście go oczyma wyobraźni. Dla miłośników magii i czarów również nie zabraknie pomysłów. Jeżeli wybieracie się do King’s Cross, by stanąć na sławnym peronie 9 ¾, wszystko przed Wami. Wejdźcie do świata „Harrego Pottera” i poznajcie szkołę magii i czarów w Alnwick Caste.


Francuska miłość i włoskie smaki

Pamiętacie kultowy film „O północy w Paryżu”, w którym to Woody Allen oprowadza nas po francuskich kamienicach i najpiękniejszych uliczkach tego miasta? Odwiedźcie Luwr, zobaczcie wieżę Eiffla i przejdźcie wzdłuż Champs-Élysées z Pauliną Wnuk. „Pod słońcem Toskanii” z kolei rozkoszujcie się we włoskich smakach. Na własne zobaczcie malownicze krajobrazy opisane przez Francesa Mayesa. Spróbujcie prawdziwego wina, poznajcie życie miasta i obejrzyjcie zachód słońca wśród pół lawendy.
Nieodkryta dla wielu tajemnica stworzona przez Dana Browna to kolejny pomysł na niezwykłą podróż. „Kod Leonarda da Vinci”, „Anioły i demony” oraz „Cyfrowa Twierdza” stały się dla nas inspiracją do odwiedzenia placu św. Piotra, Panteonu, Fontanny Czterech Rzek na placu Navona czy najstarszej paryskiej stacji kolejowej, Saint-Lazare.

Azja jakiej nie znacie

Fani Azji, którzy czytali reportaże Marka Pindrala, koniecznie muszą wybrać się do Chin, zwiedzając je „od góry do dołu”. Podróż do Tybetu, wizyta na Olimpiadzie czy wycieczka do Wielkiego Muru i Zakazanego Miasta to cel niejednego turysty. Zobaczcie miejsca, których fotografie znalazły na kartach książki. Atrakcją dla niejednego miłośnika Wschodu jest również wizyta w Nepalu i podróż do stóp najwyższej góry świata. Losy bohaterów książki „Wszystko za Everest” poznały miliony ludzi na całym świecie, ale odwiedziny w Everest Base Camp to wyzwanie dla każdego poszukiwacza przygód. 

Polska i jej kryminalne oblicze

Polskie miasta również są w stanie oczarować. Z Zygmuntem Miłoszewskim rozwiążecie kryminale zagadki Sandomierza („Ziarno prawdy”), odwiedzicie Olsztyn (z książką „Gniew”) i Warszawę („Uwikłanie”). Andrzej Pilipiuk z powieścią „Kuzynki” zabierze Was do Krakowa, a z Remigiuszem Mrozem pojedziecie w Tatry, by wśród Czerwonych Wierchów odkryć tajemnicę śmierci młodej dziewczyny. Czemu więc nie odwiedzić Kościeliska, które stanowi tło powieści „Trawers”? Samodzielnie odkryjcie mroczne sekrety! Trójmiasto z kolei polecamy fanom Katarzyny Bondy. Szlak „Pochłaniacza” to świetny powód, by poznać skrywane przed światem zakamarki Gdańska i Sopotu. Nowe oblicze molo czy rynku starego miasta mogą oczarować i zachwycić z zupełnie innej perspektywy. Stolicę warto obejrzeć oczami Grahama Mastertona w powieści „Dziecko ciemności” – seria brutalnych morderstw w centrum miasta to dopiero początek wycieczki.

To tylko niektóre z propozycji, jakie postanowiliśmy zamieścić na naszej wakacyjnej mapie świata. Oczyma wyobraźni widzimy niesamowite miejsca, piękne krajobrazy, albo mrożące krew w żyłach zaułki, ale jak one wyglądają naprawdę? Zapraszamy w wakacyjną podróż.

Materiał przygotował internetowy sklep empik.com

***
A wy chcielibyście odbyć jedną z takich podróży? A może odwiedzacie miejsca, o których czytacie w książkach? Dajcie znać!

„Gracze” / „Ballers” (2015)

Tytuł: Gracze
Tytuł oryginalny: Ballers
Gatunek: dramat, komedia
Kraj produkcji: USA
Rok emisji: 2015 
Sezon: pierwszy
Liczba odcinków: 10
Czas trwania: 21 minut
Obsada: Dwayne Johnson, Rob Corddry, John David Washington, Omar Benson Miller, Arielle Kebbel
Dystrybucja: Galapagos Sp. z o.o.

Łapię się na tym, że bardzo często oglądam filmy związane z futbolem amerykańskim i futbolistami. Przyznam szczerze, że Gracze są pierwszym serialem o takiej tematyce, jaki mam okazję oglądać. Serial Gracze to jedna z najnowszych produkcji HBO. Pierwszy sezon ma 10 odcinków, z których każdy trwa około 26 minut.

Spencer Strasmore jest emerytowaną gwiazdą futbolu. Teraz jego zajęciem jest opieka nad innymi zawodnikami. Próbuje sił jako menedżer. Do jego obowiązków należy pozyskiwanie nowych klientów, zajmowanie się ich transferem oraz tuszowanie nieprzyjemnych sytuacji, w które często wplątują się sportowcy. Jego kolegą po fachu jest Joe Krutel, który wstawia się za Spencerem u ich wspólnego przełożonego.

W serialu poznajemy także innych bohaterów. Jest to między innymi Ricky Jerret, nieco niesforny i wybuchowy, ale jednocześnie bardzo uzdolniony zawodnik. Prawdziwa gwiazda sportu, choć w życiu prywatnym jest nieco zagubiony. Podobnie jak pozostali bohaterowie. Choć sportowcy, zarówno byli, jak i obecni, fantastycznie radzą sobie na boisku, to poza nim są zupełnie innymi ludźmi. I o tym możemy przekonać się na własne oczy. Serial nie skupia się na rozgrywkach futbolowych, lecz na sportowcach i ich życiu.
Jest sport, jest alkohol, są pieniądze, więc nie mogło też zabraknąć pięknych i seksownych kobiet, które przewijają się przez wszystkie dziesięć odcinków pierwszego sezonu. Niektóre odgrywają duże role w życiu bohaterów, a niektóre po prostu znikają po jednej imprezie. Nie jest to z pewnością produkcja dla młodszych widzów. Nie brakuje też imprez do białego rana oraz narkotyków. 

Chociaż akcji jest tu niewiele, to wszelkie zmagania bohaterów obserwuje się z dużym zainteresowaniem. Dialogi nie są zwykłym zlepkiem słów, a wplecione w nie wulgaryzmy, tylko dodają smaczku. To serial nie tylko o sportowcach, ale także o ich rodzinach, przyjaciołach, radzeniu sobie z problemami i otaczającą rzeczywistością po zakończeniu kariery.

Jedna z głównych ról przypadła tym razem Dwayne'owi Johnsonowi, byłej gwieździe WWF, który dopiero od niedawna wspina się na kolejne szczeble kariery aktorskiej. Zdecydowanie pasuje do ról komediowych i jako była gwiazda futbolu sprawdził się doskonale. Jednak to nie on skradł całkowicie moją uwagę. Pozostałymi aktorami zaangażowanymi do tej produkcji są Rob Corddry (Jutro będzie futro), Omar Benson Miller (Zatańcz ze mną) oraz Troy Garity (W stronę słońca). W serialu pojawił się też były zawodnik jednej z amerykańskich drużyn futbolowych, czyli John David Washington. I to właśnie jego postać zrobiła na mnie największe wrażenie. Jego gra aktorska zaskoczyła mnie najbardziej, bo poradził sobie naprawdę nieźle. Może to zasługa genów? W końcu jego ojcem jest nie kto inny, jak uzdolniony Denzel Washington. 
Gracze to w dużej mierze gorzka historia o życiu futbolistów. Nie przeczę, że humor także pojawia się w tym serialu, ale nie gra w nich głównych skrzypiec. W tym momencie poczułam lekki zawód, bo to miała być produkcja nastawiona przede wszystkim na humor. Potem doszłam jednak do wniosku, że nic nie szkodzi. Historia jest ciekawa bez dużej ilości gagów i dowcipów. 

Chciałabym jeszcze wspomnieć o wydaniu DVD serialu, bo właśnie w taki sposób miałam okazję oglądać Graczy. W opakowaniu znajdziemy dwie płyty, na każdej z nich znajduje się po pięć odcinków, co dla mnie jest dużym plusem, ponieważ często się zdarza, że płyta będąca długo w odtwarzaczu często się zacina. Tutaj ten problem nie występuje. Serial miałam okazje oglądać z polskimi napisami, ale to akurat nie stanowiło dla mnie większej przeszkody. Za dubbingiem w przypadku filmów czy seriali nie przepadam, a lektor często bywa kiepski, więc to dobre rozwiązanie. Na płycie jest także bonus.

Gracze to kolejna dobra produkcja HBO. Pokazują ciekawe spojrzenie na życie byłych, jak i obecnych futbolistów, które nie zawsze jest usłane różami. Zdarzają się zgrzyty, niedomówienia, a także intrygi. Duże pieniądze i piękne kobiety kuszą ze wszystkich stron. Ze swojej strony mogę Wam polecić jak najbardziej ten serial, jednak musicie sobie zdawać sprawę, że nie każdemu z Was przypadnie on do gustu. Sami musicie się przekonać czy warto, czy lepiej odpuścić.

Za egzemplarz płyty dziękuję
Graczy możecie kupić TUTAJ

„Sny Morfeusza” K.N. Haner

Tytuł: Sny Morfeusza
Tytuł oryginalny: Sny Morfeusza
Cykl: Mafijna miłość (tom 1)
Seria: W objęciach Morfeusza 
Autor: K.N. Haner
Tłumaczenie: - 
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 416
Data wydania: 8 lipca 2016

Książka Sny Morfeusza K.N. Haner już od samych zapowiedzi była określana najgorętszym erotykiem tego lata. Ile było w tym prawdy?

Cassandra przeprowadza się do Miami. Zamierza zacząć wszystko od nowa, a pierwszym takim krokiem staje się dla niej znalezienie pracy. Skuszona ofertą Art Design&Beauty ubiega się tam o stanowisko architekta wnętrz, ale rozmowa nie przebiega tak, jakby się tego spodziewała. Już na samym początku dochodzi do nieprzyjemnej wymiany zdań między nią a jej potencjalnym szefem — Adamem McKeyem. Jednak nie jest to ich ostatnie spotkanie. Wzburzona Cassandra udaje się do jednego z klubów, gdzie poznaje mrocznego Morfeusza, który wciąga ją w swoją grę.

Już sam początek książki jest nudny, a główną bohaterkę poznajmy od najgorszej strony. Dużym nieporozumieniem jest także to, że bohaterka udała się na rozmowę kwalifikacyjną kompletnie nieprzygotowana. Zachowywała się idiotycznie i głupio, a w dodatku nie miała żadnego pojęcia o wystroju wnętrz (serio, luksfery w takim biurze? Chyba na głowę upadła). Czy faktycznie oczekiwała, że prezes spojrzy tylko na dokumenty i od razu ją przyjmie? Cassandra jest postacią, której w żaden sposób nie można polubić czy też się z nią utożsamić. Miałam wrażenie, że umysłowo zatrzymała się na etapie szesnastolatki, a autorka robi z niej prawdziwą idiotkę. Co więcej, panna Givens jest niezwykle zapatrzona w siebie, zachowuje się jak rozkapryszona nastolatka, która wiecznie tylko marudzi, jest głodna, szasta pieniędzmi, których tak właściwie nie ma oraz w dodatku nie chce się jej pracować. Wymaga od ludzi kultury, choć sama nie ma jej za grosz. W dodatku bohaterka ma jakiś syndrom kibelka. Cassandra ciągle chodziła do łazienki, a ja naprawdę nie rozumiem wplatania takiego wątku do książki. Dla mnie to po prostu zbędny zapychacz, który działa na niekorzyść całej historii. Szczególnie żenująca wydała mi sytuacja, w której to Cassandra zaczęła głośno piszczeć, mówiąc, że chce jej się siku. Nie muszę chyba dodawać, że znajdowała się na spotkaniu z klientem? Czy tak zachowuje się dorosła, inteligentna kobieta? Jak widać, dorosłość to pojęcie względne w tej książce, a inteligencja zdecydowanie nie idzie z nią w parze.

Relacja między Cassandrą a Adamem vel Morfeuszem była niezwykle dziwna. Nie czuć było między nimi chemii, a wiele zachowań było po prostu wymuszonych. Morfeusz miał być postacią tajemniczą, a tak naprawdę okazał się nijaki i podobnie irytujący, jak Cassandra. Chociaż tu zauważyłam światełko w tunelu, bo zachowywał się bardziej znośnie niż główna bohaterka. Inną sprawą jest to, czy Cassandra faktycznie kochała Morfeusza. Dla mnie to wątpliwe, ponieważ jej zachowanie świadczyło zupełnie o czymś innym. Miłość to uczucie silne, dominujące i obezwładniające, ale ze strony bohaterki pojawiały się tylko słowa rzucane na wiatr. Z jednej strony zapewniała Morfeusza o swoich uczuciach, ale z drugiej, gdy tylko nadarzała się okazja, flirtowała z każdym napotkanym mężczyzną.

Myślałam, a właściwie miałam nadzieję, że skoro to erotyk, to chociaż sceny erotyczne obronią tę książkę. Myliłam się. Seks Cassandry i Morfeusza wyglądał jak kopulacja dzikich zwierząt, co po prostu mnie zniesmaczyło, a powinno hmmm, według opisu znajdującego się na okładce, rozpalić? Nadmiar wulgaryzmów również nie działa na korzyść tej książki.  Autorka całkowicie przekroczyła granice, opisując scenę gwałtu, która wywołała we mnie dodatkowe obrzydzenie.

Przede wszystkim tej książce brakuje realizmu. Zarówno postacie, jak i wątki są wręcz abstrakcyjne, sytuacje absurdalne, a autorka potraktowała całą powieść po macoszemu. Brakuje spójności i konsekwentnego prowadzenia akcji. W pewnym momencie następuje nawet zaburzenie chronologii, co źle wpływa na odbiór całości, a czytelnik zaczyna się zastanawiać, skąd autorka wytrzasnęła ten wątek.

Fabuła okazała się niezwykle przewidywalna i płytka. Wychodzę z założenia, że można stworzyć dobry erotyk z dopracowaną fabułą i ciekawymi wątkami oraz postaciami, które będą wzbudzały w nas zarówno pozytywne, jak i negatywne emocje. Jest to jednak ciężka i żmudna praca, ale wielu autorom się to udało, niestety Pani Haner poległa w każdy możliwy sposób pisząc Sny Morfeusza. I choć bym bardzo chciała, to nie potrafię odnaleźć w tej książce plusów. Nawet postać Tommy'ego nie wzbudziła we mnie sympatii. Wątek z jego chorobą był kolejnym zbędnym zapychaczem tej powieści, a o jego relacjach z Cassandrą wolałabym nie pisać, bo po prostu ręce opadały po przeczytaniu tego, co wyprawiała ta dwójka. Powiem tylko, że dla mnie przesadą jest nazywanie kogoś przyjacielem po dwóch dniach znajomości. Chyba nie tędy droga, prawda?

Błędy i smaczki, na które natrafiłam podczas czytania, świadczą o tym, że książka nie miała żadnej korekty. Mogłabym jeszcze zrozumieć przecinki w nieodpowiednich miejscach lub ich brak bądź nadmiar, ale w Snach Morfeusza znajduje się też wiele błędów rzeczowych, logicznych, gramatycznych oraz interpunkcyjnych. Przykłady? Dostałam okresArt Desing&Beauty*ocieram się tyłkiem o jego nabrzmiały ku*as,  ocierając się desperacko o jego wielki penis***, robię więc sobie mocny drink**** Czytanie ma być przyjemnością, a nie męczarnią, a w tym przypadku było niestety tym drugim. Zdecydowanie nie jest to książka, którą czyta się dobrze. Jak widać, autorka miała największy problem z odmianą słów, co mnie dziwi, bo takie błędy łatwo jest poprawić, wystarczy je wygooglować lub zajrzeć po prostu do odpowiedniego słownika. Ponadto, jeżeli już chcemy używać angielskich słów, to powinniśmy sprawdzić ich pisownię, ponieważ błędy tego typu rażą i to nawet bardzo. Słownictwo, jakim posługuje się K.N. Haner nie jest wyszukane, a ciągłe powtórzenia źle wpływają na ogólną ocenę tekstu.

Podsumowując, książka Sny Morfeusza jest najgorszym erotykiem, jaki miałam okazję przeczytać w swoim życiu. Nie jest to publikacja do której chcę wracać i której czytanie sprawiło mi przyjemność. Po tylu świetnych recenzjach miałam nadzieję na przeczytanie gorącego erotyku, a jedyne z czym się spotkałam, to rozczarowanie. I to duże. Tyle świetnych recenzji, tyle zachwytów nad książką, która okazała się nijaka i niewarta uwagi. Brak spójności, masa błędów oraz brak konsekwentnego poprowadzenia akcji to jedne z wielu wad Snów Morfeusza. To historia niezwykle schematyczna, która nie wnosi niczego nowego do literatury erotycznej. Podejrzewam, że jest to moje pierwsze i ostatnie spotkanie z twórczością tej autorki. Wolę czytać książki, które mają dobre fundamenty, ciekawie zarysowane wątki i postacie, które są choć odrobinę realne.

Za egzemplarz książki dziękuję
Jeżeli ktoś chciałby mimo wszystko kupić książkę, to znajdziecie ją tutaj

* str. 5
** str. 21
*** str. 23
**** str. 30

Jaką książkę zabierzesz ze sobą na bezludną wyspę? + KONKURS

Witajcie kochani! Dzisiaj nie przychodzę do Was z recenzją, lecz postem typowo wakacyjnym i... niespodzianką (ale o tym potem). Tak więc na początku zapraszam Was do zapoznania się z tytułami trzech książek, które zabrałabym na bezludną wyspę, a potem będziemy mogli przejść do przyjemniejszej części dzisiejszego wpisu.

Let's go!




Trzy książki, które wzięłabym na bezludną wyspę:

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć — New Scamander (J.K.Rowling)

W prawie każdym domu czarodziejów można znaleźć egzemplarz "Fantastycznych zwierząt". Teraz, przez pewien czas, również mugole będą mieli okazję dowiedzieć się, gdzie żyje kwintoped, czym się żywi pufek i dlaczego lepiej nie zostawiać mleka szpiczakowi. Jedna z książek do nauki w Hogwarcie, która podaje szczegółowy opis każdego magicznego stworzenia znanego czarodziejom. Oczywiście jest tam ocena bezpieczeństwa danego zwierzęcia zatwierdzona przez Ministerstwo Magii, jego wygląd, miejsce znajdowania, sposób radzenia sobie z nim oraz śmieszne dopiski użytkowników podręcznika.

Wzięłabym ze sobą tę książkę, ponieważ nigdy nie wiadomo, jakie zwierzęta spotkałabym na bezludnej wyspie. A może książka zainspirowałaby mnie do napisania własnej tego typu? 


Książka, której nie maSantiago Pajares

Wydawca David Peralto co dwa lata otrzymuje anonimowy tekst, który staje się bestsellerową książką. W pewnym momencie przesyłki przestają przychodzić. David postanawia odszukać tajemniczego autora. Zaczyna przygodę swego życia, by daleko w Pirenejach poznać prawdę. A to, co odnajdzie, zaskoczy go bardziej, niż kiedykolwiek mógłby przypuszczać.

Pireneje, bezludna wyspa... co to za różnica? Podróż można odbywać nawet w wyobraźni! A co dzięki niej odkryjemy, to już inna sprawa i nieco dłuższa opowieść. Grunt, że dzięki tej powieści będziemy mogli odbyć niezapomnianą podróż razem z bohaterami.

Nie dajesz mi spaćAlice Clayton

Zabawna, pikantna i romantyczna historia pewnej znajomości. Caroline, właścicielka kota i projektantka wnętrz, właśnie wprowadziła się do fantastycznego mieszkania w San Francisco. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie Simon - jej nowy sąsiad - i jego nocne zwyczaje... Kiedy erotyczne przygody Simona kolejny raz wyrwały Caroline ze snu, miarka się przebrała. Dziewczyna zaczęła szczerze nie cierpieć mężczyzny zza ściany, a zabójczo przystojny sąsiad nic sobie z tego nie robił. Gdy przypadkiem się spotykają, dla dobra wspólnych znajomych zawierają pokój. Ale czy uda im się go utrzymać? Czy w końcu zauważą, że między nimi aż iskrzy?

Każdy potrzebuje czasem lżejszej lektury, nawet ja. Książka Alice Clayton wydaje mi się idealna na bezludną wyspę, ponieważ jest pikantna oraz zabawna. Z całą pewnością przy jej czytaniu nie można się nudzić!



To są moje typy książek, które zabrałabym ze sobą na bezludną wyspę, ale to nie wszystko. Teraz przechodzę do przyjemniejszej części.

KONKURS!
Dzięki księgarni Gandalf dla wszystkich czytelników 97books mam konkurs, w który można wygrać bon o wartości 30 zł!  Bon będziecie mogli wykorzystać na stronie księgarni Gandalf.com.pl. Wygrywają trzy osoby, więc szanse są bardzo duże. Co należy zrobić, aby mieć szansę na wygranie jednego z nich? W komentarzu pod tym postem należy odpowiedzieć na pytanie:

Jaką książkę zabrałbyś na bezludną wyspę? Krótko uzasadnij.

1. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest spełnienie wszystkich warunków wymienionych w poście.
2. Konkurs trwa od 19 lipca 2016 roku do 26 lipca 2016 roku do godz. 23.59.
3. Wyniki zostaną opublikowane do 3 dni od zakończenia konkursu
4. Nagrodami są 3 bony do księgarni Gandalf.com.pl (wygrywają 3 osoby). Zostaną one wysłane w ciągu 2 tygodni od otrzymania danych do wysyłki.
5. W konkursie mogą wziąć udział osoby, które posiadają adres korespondencyjny na terenie Polski.
6. Nieprawidłowe zgłoszenia (tj. bez uzasadnienia) nie będą brane pod uwagę.
7. Po ogłoszeniu wyników zwycięzcy muszą napisać do mnie maila z danymi do wysyłki, które przekażę osobom odpowiedzialnym za wysyłkę nagród.
8. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
9. Udział w konkursie oznacza akceptację całego regulaminu.


(c) gandalf.com.pl, lubimyczytac.pl

„Przywróceni” Jason Mott

Tytuł: Przywróceni
Tytuł oryginalny: The Returned
Cykl: -
Autor: Jason Mott
Tłumaczenie: Barbara Budrecka
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 400
Data wydania: listopad 2013

Staram się nie ograniczać do jednego gatunku książek, dlatego tym razem mój wybór padł na książkę Jasona Motta, czyli na Przywróconych. W Polsce jego debiut ukazał się pod koniec 2013 roku.

Wyobrażaliście sobie kiedyś, co by było, gdyby zmarli powrócili zza światów? Ale nie jako zombie, tylko jako normalni ludzie, tacy, jakimi byli za życia? W roku 1966 Harold i Lucille Hargrave stracili ośmioletniego syna. Wydarzenie to pogrążyło ich w rozpaczy na wiele długich lat. Po niemal pięćdziesięciu latach później przeżywają szok, widząc zmarłe dziecko przed drzwiami swojego domu. Ale to nie wszystko. Chłopiec nie jest jedyną osobą, która wraca zza grobu. Na Ziemi pojawiają się setki zmarłych, co wzbudza dużą sensację. Ludzie zaczynają się zastanawiać czy to dzieło Boga, czy zbliża się koniec świata, ponieważ z każdym kolejnym dniem Przywróconych przybywa, zaczyna natomiast brakować jedzenia i miejsca. Czy to koniec, czy dopiero początek?

Przywróceni to debiutancka powieść Jasona Motta, która wyróżnia się na tle innych oryginalną fabułą. Nie jest to książka fantasy, a tym bardziej science-fiction. Autor w swojej powieści przedstawia stosunek żywych do zmarłych i na odwrót, opisuje nasze ukryte pragnienia i obawy związane ze zjawiskiem, jakim jest śmierć. Co ciekawe, inspiracją dla autora do napisania Przywróconych stał się jeden z jego snów. Mott wiele razy śnił o matce, za którą bardzo tęsknił. Jego książka to odpowiedź na pytanie, co by zrobił, gdyby jego matka wróciła zza grobu, które zadał mu jeden z jego przyjaciół. To książka, którą każdy może interpretować na swój sposób, choć zdania co do tego mogą być znacznie do siebie zbliżone. W trakcie czytania nasuwa się wiele pytań dotyczących życia, śmierci, a nawet moralności. Autor nie ujawnia wszystkich odpowiedzi, co daje większe pole do popisu naszej wyobraźni.

Początkowo nudziłam się przy czytaniu tej książki, bo męczyły mnie zbyt długie opisy, a ja zdecydowanie nie lubię, jak coś zaczyna się ciągnąć. Miałam ochotę odłożyć tę książkę już na początku, ale postanowiłam dać jej szansę, bo miałam nadzieję, że jeszcze się rozkręci i będę miała o czym poczytać. Im bardziej zagłębiałam się w treść, tym bardziej zaczynała mnie intrygować. Sposób, w jaki Jason Mott opisuje cały otaczający świat, relacje między Przywróconymi a żywymi, czy nawet to, jak podchodzi do kwestii śmierci, jest dla mnie pełen podziwu. Nie spotkałam się nigdy z książką, która wzbudziłaby we mnie tyle wątpliwości. Po przeczytaniu Przywróconych sama zaczęłam się zastanawiać, co zrobiłabym, gdyby stanęła przede mną osoba, która nie żyje od dwudziestu czy trzydziestu lat.

Wizja powrotu zmarłych nie wydaje się jednak optymistyczna i w wielu mieszkańcach Arcadii budzi strach i zwątpienie, które towarzyszą im niemal do końca. Nie jest więc to książka radosna, a autor nie potraktował po macoszemu kwestii, które porusza. Przez książkę przewija się wielu bohaterów, są to zarówno Przywróceni, jak i normalni ludzie, którzy borykają się z wieloma problemami. Głównymi bohaterami są oczywiście rodzice Jacoba, starający się ustabilizować życie po powrocie syna. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ są już w podeszłym wieku, a opieka nad ośmioletnim dzieckiem nie należy do najprostszych.

To książka, w której autor nie posługuje się utartymi schematami. Wprowadza coś nowego i świeżego, a my nie czytamy kolejnej powielonej historii, która nie wnosi nic do naszego życia. I choć nie ma w niej dużo akcji, bo to raczej książka z podłożem nieco filozoficznym, to jednak czyta się ją z dużą przyjemnością. Przywróceni skłaniają do refleksji nad życiem, śmiercią, ale także nad istotą człowieczeństwa, czy kwestią wiary. Autor nie opisuje wszystkiego wprost. Wydarzenia, jak i poszczególni bohaterowie są owiani nutką tajemniczości, która podsyca zainteresowanie czytelnika.

Oprawa graficzna tej książki jest fantastyczna. Okładka od razu przyciągnęła moją uwagę. Prosta, minimalistyczna, a dodatkowego uroku dodaje ten odwrócony obraz dziecka. Czego chcieć więcej? Niby nic wielkiego, ale wyobraźnia zaczyna działać na najwyższych obrotach.

Tak jak wcześniej wspominałam, początkowo nie mogłam wgryźć się w całą opowieść, ale to nie jedyny problem, jaki napotkałam podczas czytania tej książki. Z jednej strony spodobał mi się styl pisania Motta, ale z drugiej czegoś mi w nim brakowało i pod koniec byłam nim zmęczona oraz czułam lekki niedosyt. Dodatkowo pod koniec książki trafiłam na kilka opisów sytuacji, które wydały mi się nieco przerysowane, zupełnie nie pasowały mi do całej akcji Przywróconych, przez co wypadły blado na tle całej opowieści.

Widać zdecydowanie, że w napisanie Przywróconych Jason Mott włożył całe serce. Napisał dobrą książkę, która mimo małych potknięć, jest warta uwagi. Oryginalna fabuła oraz pytania, jakie nasuwają się po przeczytaniu całej książki sprawiają, że czytanie jej jest przyjemnością, a nie męczarnią.

Za egzemplarz Przywróconych dziękuję

Książkę możecie kupić TUTAJ

„Bohaterowie są zmęczeni” Maria Nurowska

Tytuł: Bohaterowie są zmęczeni
Tytuł oryginalny: Bohaterowie są zmęczeni
Cykl: -
Autor: Maria Nurowska 
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 240
Data wydania: 27 kwietnia 2016

Wspominałam już niejednokrotnie, że lubię czytać o wszystkim, co kręci się wokół wojny. Mogą być to zarówno opowiadania, powieści, jak i reportaże. Zawsze podkreślam, że literatura ta wywołuje we mnie skrajne emocje. Bohaterowie są zmęczeni napisani przez Marię Nurowską mieli swoją premierę w kwietniu 2016 roku. Książka wywołała niemałe poruszenie, a zdania co do niej są podzielone po dziś dzień.

Postać Leona Niemczyka jest znana przynajmniej większości z Was. Rzadko mówi się jednak o tym, że ten uzdolniony i wybitny aktor razem ze swoim bratem Ludwikiem w czasie II wojny światowej walczyli w powstaniu warszawskim. Po upadku powstania jeden z nich walczył pod dowództwem George'a Pattona, natomiast drugi trafił do obozu, a następnie do armii generała Andersa. Obaj zostali złapani podczas przeprawy przez zieloną granicę, tuż po tym ich drogi się rozeszły. Jeden został aktorem, drugi wyjechał za granicę, jednak pozostało jedno nurtujące pytanie: kto zdradził?

Bohaterowie są zmęczeni to książka, która została podzielona na dwie części. W pierwszej z nich słuchamy opowieści Leona Niemczyka, bliskiego przyjaciela Marii Nurowskiej. Opowiada on nie tylko o wydarzeniach z tamtych lat, ale ubarwia historię anegdotami i wspomnieniami. Nie jest to kompletny zapis życiorysu aktora, lecz wybrane fragmenty, które wzbudzają zarówno podziw, jak i zdziwienie. Maria Nurowska prowadzi z nim swobodną rozmowę o jego karierze aktorskiej i kolegach po fachu. Nie brakuje też pytań o Ludwika, na które niestety nie dostaje odpowiedzi.

Druga część jest poświęcona jego bratu — Ludwikowi, którego losy potoczyły się zupełnie inaczej. Ta opowieść jest zdecydowanie bardziej zatrważająca i przygnębiająca. Starszy z braci Niemczyk przeszedł przez piekło w czasie trwającej wojny, a wydarzenia z tamtego okresu odcisnęły na nim piętno, z którym przyszło mu żyć do końca. Tę historię czyta się z wielkim trudem ze względu na emocje, jakie wywołuje w czytelniku.

Ta książka to spowiedź obu braci. Każdy z nich opowiada swoją historię, o której czyta się z zapartym tchem. Nie sposób jest oderwać się od opowieści o braciach, których podzieliła zdrada. Tylko który jest tym dobrym, a który zawiódł? Jedna z postaci z całą pewnością budzi sympatię, druga niekoniecznie, wywołuje raczej mieszane uczucia.

Wojna nie jest zjawiskiem, o którym chętnie się rozmawia. Pochłania miliony ofiar, odbiera człowieczeństwo, zmusza do pewnych zachowań, które niekoniecznie są dobre. Zło przenika niektórych na wskroś i trudno jest z nim walczyć. Sprawia, że nie wiadomo komu można ufać, a od kogo lepiej trzymać się z daleka. Bohaterowie są zmęczeni to opowieść o dwóch braciach, którzy do końca swoich dni pozostali w konflikcie. Nigdy się nie pogodzili, a zadecydowało o tym jakieś wydarzenie z przeszłości, o którym żaden z nich nie chciał opowiadać.

Bohaterowie są zmęczeni to pozycja, o której trudno zapomnieć. Biografia dwóch braci wywołuje skrajne emocje oraz zmusza do refleksji. To opowieść smutna, nieco przygnębiająca, która niejednokrotnie budzi wzruszenie w czytelniku. Bracia nigdy się nie pogodzili, a w książce nie wyjaśniają dlaczego, nie mówią także, co ich poróżniło. Nigdy nie pomyślałabym, że tak właśnie potoczyły się losy tych dwóch braci. Ze swojej strony mogę polecić tę książkę, zarówno fanom twórczości Marii Nurowskiej, jak i pozostałym, którzy dopiero chcą poznać tę autorkę.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję

Książkę możecie kupić TUTAJ

„Błagasz mnie” Julie Kenner

Tytuł: Błagasz mnie
Tytuł oryginalny: On My Knees
Cykl: Stark International (tom 2)
Autor: Julie Kenner
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 336
Data wydania: 10 maja 2016

Błagasz mnie to drugi tom trylogii Stark International, który został wydany na początku maja 2016 roku przez wydawnictwo Amber. Ponownie możemy poczytać o Jacksonie i Sylvii oraz o bohaterach drugoplanowych.

Przyznam szczerze, że historia Jacksona i Sylvii coraz bardziej wciąga mnie w swoje sidła. Początkowo drugi tom szedł mi topornie, ponownie musiałam się wgryźć w książkę, ale po kilkunastu stronach nie potrafiłam się od niej oderwać. Bez zbędnych spoilerów powiem Wam, że po tej części utwierdzam się w przekonaniu, że to nie jest zwykły erotyk. Owszem, scen erotycznych jest sporo, bo to jest jedna z rzeczy, która charakteryzuje ten gatunek, ale właściwie nie są one najważniejsze i nie drażnią czytelnika. Pojawia się szereg interesujących wątków, które nadają książce realizmu. Do takich możemy zaliczyć sprawę Reeda, traumatyczne przeżycia Sylvii z dzieciństwa, jej relacje z rodzicami, ale również tajemnice Jacksona.

Historia Jacksona i Sylvii to opowieść nieco schematyczna, która mimo tego ma potencjał i zyskuje po bliższym poznaniu. To książka o radzeniu sobie z demonami przeszłości, które dopadają człowieka w najmniej spodziewanym momencie. W recenzji poprzedniego tomu mówiłam o jako takiej fabule, która może, ale nie musi zainteresować potencjalnego czytelnika. Przyznam szczerze, że pomyliłam się co do tej książki, ponieważ widzę, że autorka zdecydowanie ma pomysł i konsekwentnie go realizuje. I w sumie... podoba mi się to, jak poprowadziła całą akcję. Zakończenie drugiego tomu sprawia, że od razu mam ochotę sięgnąć po kolejną część. Wbiło mnie dosłownie w fotel i takiego obrotu spraw w ogóle się nie spodziewałam.

W tej części postać Sylvii trochę zaczęła mnie irytować, ale nie do tego stopnia, abym przestała ją lubić. Nie. Po prostu niektóre z jej zachowań wydawały mi się nieco absurdalne i niezrozumiałe, jednak nie odebrało to uroku całej powieści. W kreacji Jacksona podoba mi się to, że jest mimo sławy i ogromnego majątku, pozostaje zwykłym mężczyzną. Tak, zwykłym, ponieważ nie uważa siebie za Pana, nie obnosi się ze swoim bogactwem oraz ceni swoją prywatność. I przede wszystkim — autorka nie idealizuje go w żaden sposób. Jego postać jest owiana nutką tajemniczości. Między bohaterami często dochodzi do spięć, więc nie jest to z pewnością związek z dużą ilością lukru, jak mogłoby się wydawać.

Podobał mi się poziom zróżnicowania scen erotycznych. Pojawiły się delikatne i subtelne, które najmocniej działały na moją wyobraźnię, ale nie brakowało także nieco mocniejszych i pikantniejszych doznań głównych bohaterów. Jackson nie rzucał Sylvii na głęboką wodę, nie wymagał od niej nie wiadomo jakiego posłuszeństwa. Ta dwójka doskonale się dopełniała, oboje chcieli dominować i przejmować kontrolę. Poznawali wszystko razem, powoli i bez zbędnego pośpiechu. Nie zabrakło też  dobrego, waniliowego seksu.

Trochę drażni mnie sposób prowadzenia narracji w tej książce. Niektóre rozdziały są napisane z perspektywy Sylvii i to działa na plus, ponieważ mogę poznać jej myśli, spostrzeżenia i wątpliwości, ale pozostałe rozdziały są pisane w narracji trzecioosobowej i trochę się to gryzie. Wolałabym, aby autorka skupiła się na jednym sposobie opisywania, albo kilka rozdziałów oddała Jacksonowi, aby czytelnik mógł go bardziej poznać.

Błagasz mnie to dobra kontynuacja Stark International. Pojawiły się wątki, które jeszcze bardziej mnie zainteresowały, ale trafiłam też na takie, które niekoniecznie mi się spodobały. Książka mimo swoich niedoskonałości spodobała mi się na tyle, że z pewnością sięgnę po ostatni tom tej trylogii.  Z pozoru banalna historia zyskuje po bliższym poznaniu. Jeżeli ktoś lubi literaturę erotyczną z ciekawie zawiązaną fabułą, to powinien sięgnąć po książki Julie Kenner. Serdecznie polecam!

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości

Książkę możecie kupić TUTAJ

Wołasz mnie | Błagasz mnie | Nie opuszczasz mnie

„Endgame. Wezwanie” James Frey, Nils Johnson-Shelton

Tytuł: Endgame. Wezwanie
Tytuł oryginalny: Endgame: The Calling
Cykl: Endgame
Autor: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 512
Data wydania: 7 października 2014

Wezwanie to pierwsza część cyklu Endgame wydana w 2014 przez wydawnictwo Sine Qua Non. Powieść napisana przez Jamesa Freya oraz Nilsa Johnson-Sheltona zdobyła dużą popularność wśród młodzieży, zachęciła także starszych czytelników do sięgania po tego rodzaju książki.

Powiem szczerze, że książka przeleżała na mojej półce dosyć długo. Nie chodziło o jej całkiem spore gabaryty, ale o mój czas. Nie sądziłam, że w książce jest tyle ilustracji, dlatego ciągle odkładałam ją na bok, sięgając tym samym po nieco krótsze lektury.

Przez lata byli przygotowani do ostatecznego starcia, uczeni kamuflażu, taktyki i sposobów zabijania. Gdy w Ziemię uderza dwanaście meteorytów dwunastu reprezentantów musi się zmierzyć w grze zwanej Endgame. Aby wygrać, muszą znaleźć trzy klucze. Wygrana zapewni bezpieczeństwo zwycięzcy i jego ludowi. Pierwsza część dotyczy poszukiwania pierwszego klucza.

Wszystko fajnie, ale miałam wrażenie, że czytałam o tym już kilkakrotnie. Największe podobieństwo widzę tu do Igrzysk śmierci (choć fanką Igrzysk nie jestem). Zauważyłam zresztą, że powstaje coraz więcej książek opartych na takim samym schemacie. Po przeczytaniu którejś książki z kolei o tym samym zaczyna to irytować i męczyć.

W każdym rozdziale mamy do czynienia z inną postacią. Autorzy postawili na różnorodność, ale przyznam szczerze, że średnio im to wyszło. Cała powieść wydaje mi się niezwykle chaotyczna, co źle wpływa na jej odbiór.  W zasadzie żaden z bohaterów nie wyróżniał się na tyle, abym mogła go zapamiętać po zapoznaniu się z całą historią. Postacie są nijakie, a słownictwo, jakim się posługują oraz ich zachowanie, woła o pomstę do nieba. Według mnie reprezentanci powinni zachować nieco klasy.

Wielkim minusem jest jak dla mnie wprowadzenie do książki wątku miłosnego. Dlaczego większość autorów musi wcisnąć jakiś romans do takiego typu powieści? Mnie osobiście to irytuje i zniechęca. Ba, w Endgame. Wezwanie pojawia się nawet trójkąt. Zupełnie nie pasował mi do tej historii, miałam wrażenie, że jest on tutaj na siłę, a autorzy nie radzą sobie z jego poprowadzeniem. Wolałabym, aby Frey i Johnson-Shelton skupili się na grze, a nie na wątkach, które właściwie nie były aż tak istotne.

Historia mnie nie wciągnęła, ale nie potrafię podważyć faktu, że Frey i Johnson-Shelton wiedzą, o czym piszą. Posługują się ciekawym słownictwem, piszą lekko, nie mydlą oczu niepotrzebnymi zapychaczami. Gdyby nie to, że książka mnie nie porwała, a wręcz wydała mi się nudna jak flaki z olejem, to nawet mogłabym stwierdzić, że jest warta uwagi. Ale! Nie podoba mi się sposób zapisu wszystkich wydarzeń. Niewyjustowany tekst irytował mnie na każdym kroku, choć na początku pojawiła się informacja, że to zamierzony zabieg. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się po prostu źle. Musiałam ją co jakiś czas odkładać, bo moje oczy po prostu szybko się męczyły.

Pod względem graficznym Endgame. Wezwanie prezentuje się niezwykle pięknie. Gdy książka pierwszy raz trafiła w moje ręce nie mogłam się na nią napatrzeć. Całość jest utrzymana w żółto-złotej kolorystyce i mieni się niczym diament. Przypomina całkiem dużą sztabkę złota.

Pierwszy tom cyklu Endgame zawiódł moje oczekiwania. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego po tej historii. Jak widzicie, piękna okładka to nie wszystko. Czytanie tej książki niezwykle mi się dłużyło i nie zamierzam sięgać po drugą część, czyli Klucz niebios. Myślę jednak, że dobrze odnaleźliby się w niej fani Igrzysk śmierci oraz podobnych tego typu książek.

WSPIERAM TO: „Krótka instrukcja obsługi psa: Zemsta”


Krótka instrukcja obsługi psa: Zemsta – ruszyła niezwykła akcja zbiórki na wydanie dodatku do powieści kryminalnej. Specjalna nagroda tylko przez 5 dni. 

Prowadzono już wiele zbiórek na wydanie książek, ale rozpoczęta właśnie akcja jest jedyna w swoim rodzaju. Dziennikarz śledczy Krzysztof M. Kaźmierczak, autor opartej na faktach powieści kryminalnej Krótka instrukcja obsługi psa chce wydać jej ciąg dalszy - alternatywne zakończenie. Na dodatek ma ono być uzupełnione o coś unikalnego: nigdy niepublikowane dokumenty z czasów PRL nawiązujące do treści powieści. Zbiórka na książkę pt. Krótka instrukcja obsługi psa: Zemsta prowadzona jest na stronie wspieram.to/zemsta i tam też znajdują się szczegółowe informacje na jej temat. 

Wsparcie książki Krótka instrukcja obsługi psa: Zemsta to nie tylko okazja do udziału w ciekawym wydarzeniu. Wszyscy, którzy pomogą w wydaniu mogą liczyć na atrakcyjne nagrody – do wyboru z bogatego zestawu przygotowanego przez autora. Są wśród nich propozycje limitowane i o szczególnym charakterze. Przykładowo można zdecydować jak będzie nazywała się jedna z osób występujących w powieści, wybrać kolor włosów bohaterki, a także spotkać się z autorem na kawie. 

Na uwagę zasługuje dostępna wyłącznie przez pierwsze 5 dni akcji nagroda w formie zestawu dwóch książek (Krótka instrukcja obsługi psa i Krótka instrukcja obsługi psa: Zemsta) za zaledwie 39 zł, czyli 22% mniej niż podczas kolejnych dni akcji. I do tego znacznie poniżej cen rynkowych, bo sama Krótka instrukcja obsługi psa ma detaliczną cenę 34,9 zł. Co warte uwagi 39 zł za zestaw dwóch książek to cena ostateczna, bo uczestnicy akcji nie ponoszą kosztów przesyłki. 

Krótka instrukcji obsługi psa to dynamicznie, po reportersku napisany kryminał oparty na motywach prawdziwej zbrodni, której ofiarą padł dziennikarz Jarosław Ziętara. Powieść rekomendują znani autorzy książek - Vincent V. Severski (autor serii powieści Nielegalni) i Piotr Pytlakowski (dziennikarz, pisarz i scenarzysta). Była prezentowana i recenzowana w wielu mediach m.in. w Onecie, Rzeczpospolitej, Super Expressie, Newsweeku, Gazecie Polskiej i przez blogerów książkowych. Powieść jest pozytywnie, często wręcz entuzjastycznie, odbierana przez recenzentów i czytelników. Jak wyjaśnia autor, Krzysztof M. Kaźmierczak, to właśnie w wyniku rozmów z czytelnikami powstał pomysł stworzenia ciągu dalszego powieści z podtytułem Zemsta, który jest jej swoistym alternatywnym zakończeniem.

W akcji na wspieram.to/zemsta można wziąć udział bez ryzyka, gdyż to wielokrotnie sprawdzona platforma zbiórek. Wspierający nie ponoszą żadnych dodatkowych opłat, a w razie niepowodzenia zbiórki mają zagwarantowany zwrot pieniędzy.

Autor będzie wdzięczny za wpłacanie nawet minimalnych kwot, sama myślę, że 5 zł to niedużo i przybliży Nas do celu.

Recenzję Krótkiej instrukcji obsługi psa znajdziecie tutaj: KLIK

Grafika i informacje: Krzysztof M. Kaźmierczak

„Jak powietrze” Agata Czykierda-Grabowska (PRZEDPREMIEROWO)

Tytuł: Jak powietrze
Tytuł oryginalny: Jak powietrze
Cykl: -
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMGBooks 
Liczba stron: 512
Data wydania: 20 lipca 2016

Agata Czykierda-Grabowska zadebiutowała w 2015 roku książką Kiedy na mnie patrzysz, która okazała się dla mnie całkiem przyjemną lekturą. Już niedługo, bo dwudziestego lipca, będzie miała premierę jej kolejna książka, a ja już dzisiaj przychodzę do Was z przedpremierową recenzją.

Oliwia przez swoją nieuwagę potrąca przechodzącego przez jezdnię Dominika. Początkowo wypadek nie wygląda groźnie, ale potem okazuje się, że chłopak ma złamaną nogę i musi jechać do szpitala. Dziewczyna męczona poczuciem winy postanawia mu pomóc, bo Dominik nie jest w stanie sam zajmować się młodszym rodzeństwem, mając jednocześnie nogę w gipsie. Czy wyniknie z tego coś więcej? Czy ich znajomość przerodzi się w coś głębszego?
On był jednym z tych dziwniejszych płatków, które zanim spadną na ziemię, rozglądają się po świecie, szukając zarówno analogii i porównań, jak i rzeczy, które ich kompletnie zaskoczą.
Pewnie niejednokrotnie czytaliście historie o dziewczynie z dobrego domu i chłopaku, który pochodził z innej klasy społecznej niż ona. Powiem Wam szczerze, że ja też, jednak wiele razy miałam wrażenie, że autorzy przy takich historiach zbyt mocno wszystko przyśpieszali, a uczucie między głównymi bohaterami pojawia się po prostu znikąd. Często też natrafiałam na powieści, które zbyt mocno skupiały się na jednym wątku, przez co historia zdecydowanie traciła na wartości. Jedną z rzeczy, która wyróżnia Jak powietrze na tle pozostałych opowieści New Adult jest wielowątkowość. Choć to książka traktująca o miłości, to jednak pojawia się w niej wiele innych kwestii, którym autorka poświęciła dużo uwagi. W książce pojawiają się wątki, które sprawiają, że książka staje się wartościowa i nie jest banalnym love story. W zasadzie nic tutaj nie wieje banałem, a wszystkie wydarzenia wzbudzają w czytelniku zainteresowanie.

To książka, która opowiada nie tylko o miłości, ale także o radzeniu sobie z wychowywaniem rodzeństwa. Jak powietrze to także opowieść o ukrytych pragnieniach, marzeniach, o samoakceptacji i poszukiwaniu własnego miejsca na świecie. 

Dominik nie jest chłopakiem, dla którego na pierwszym miejscu są imprezy i znajomi. Całe życie poświęcił wychowywaniu swojego rodzeństwa, dla którego stał się wzorem do naśladowania. Jego obraz może wydawać się nieco wyidealizowany, bo istnieje niewielu mężczyzn, którzy bez żalu odmawiają sobie przyjemności, aby zajmować się młodszym rodzeństwem, jednak to tylko pozory. Moim zdaniem tacy ludzie istnieją. Dominik jest wrażliwym i nieco nieśmiałym chłopakiem, który mimo przeciwności losu brnie do przodu z podniesioną głową. Obowiązki są dla niego nie lada wyzwaniem, jednak potrafi wyjść z niejednej opresji. Zdecydowanie jest to postać, której warto bardziej się przyjrzeć i poświęcić uwagę. Autorka stworzyła wnikliwy i wiarygodny portret psychologiczny chłopaka, który stoi przed wieloma wyborami i musi podejmować decyzje, które będą miały wpływ zarówno na jego życie, jak i jego rodzeństwa. Jest on odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale również za Kacpra i Hanię, którym poświęca wiele uwagi. Mimo że jego życie nie jest usłane różami, to potrafi się śmiać i żartować. W książce było wiele scen, przy których i ja się uśmiechnęłam i serdecznie zaśmiałam.
Jej niezwykła twarz była dla niego mapą, po której chciał wodzić palcami, żeby odkryć nawet najmniejszą krzywiznę. Chciał ją szkicować na milion sposobów, żeby zatrzymać każdą spędzoną z nią chwilę.
Oliwia jest natomiast jedną z niewielu bohaterek książkowych, która nie irytuje czytelnika od pierwszych stron. Być może wynika to z tego, że postać wykreowana przez Agatę Czykierdę-Grabowską ma zarówno zalety, jak i wady oraz swoje przyzwyczajenia. Oliwia nie jest bohaterką ślepo zapatrzoną w siebie, dostrzega innych ludzi, ich problemy oraz jest gotowa wyciągnąć pomocną dłoń do każdego, kto tej pomocy potrzebuje. Choć dziewczyny z dobrego domu przeważnie zachowują się jak rozkapryszone księżniczki, to o głównej bohaterce Jak powietrze nie możemy tego powiedzieć. To faktycznie zwykła dziewczyna, która mimo dużego statusu majątkowego nie afiszuje się z tym. Ba, w jakiś sposób czuje się wyobcowana, a jej kontakty z ojcem są raczej chłodne.

I jest jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć. Bohaterowie nie działają pochopnie, a ich decyzje są w pełni przemyślane i rozważne. Dominik i Oliwia to postacie, które uzupełniają się nawzajem. Czytając historię o tej dwójce, mamy wrażenie, że takie postacie faktycznie istnieją, że żyją pośród nas, że być może istnieje taki Dominik mieszkający na warszawskiej Pradze oraz Oliwia, która chce dać z siebie jak najwięcej. To postacie, które w żaden sposób nie są wyidealizowane, lecz do bólu prawdziwe. Uczucie między Dominikiem a Oliwią nie pojawia się od razu. Początkowo jest to tylko fascynacja, która z czasem przeradza się w zauroczenie. Głębsze uczucie przychodzi z czasem.

Jak powietrze to opowieść nafaszerowana emocjami. Niejednokrotnie na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, ale nie zabrakło też wzruszeń. Nie jestem osobą, która wzrusza się w jakiś sposób przy książkach, nie potrafię przy nich płakać, ale przyznam szczerze, że szczególnie wątek poświęcony bliźniakom sprawił, że miałam gulę w gardle, a w oczach pojawiały się łzy.

Lubię styl, którym posługuje się Agata Czykierda-Grabowska. Język nie jest może zbytnio wyszukany, nie roi się w nim od metafor, ale jest niezwykle przyjemny w odbiorze. Powiedziałabym, że idealnie dopasowany do treści. Chciałabym jeszcze wspomnieć o okładce, które zdecydowanie wyróżnia się na tle innych. Jest prosta, ale urokliwa, wykonana niezwykle estetycznie i schludnie. W dodatku jest utrzymana w kolorach, które bardzo lubię, więc to działa na zdecydowany plus.
Jego ciepła, szorstka ręka stała się kotwicą, która osadziła jej statek na spokojnych wodach.
W książce zabrakło mi rozwinięcia dwóch wątków, które może nie miały większego wpływu na odbiór całej historii, ale myślę, że miło byłoby o nich poczytać i dowiedzieć się nieco więcej. Po pierwsze była to kwestia pracy Oliwii, o której może pojawiły się jedno dwa zdania, nie pamiętam dokładnie, ale w każdym razie chciałabym się dowiedzieć o niej więcej. Drugim takim wątkiem była przeszłość Dominika oraz historia jego rodziny. Może nie było to coś znaczącego, ale dzieci w żaden sposób nie wspominały o rodzicach i ogólnie dosyć mało mogliśmy się o nich dowiedzieć.

Z doświadczenia wiem, że większe uznanie wśród polskich czytelniczek zdobywają książki zagranicznych autorów, jednak myślę, że powieść Jak powietrze jest dobrym przykładem na to, że i w Polsce może powstać dopracowana powieść z gatunku New Adult, której warto dać szansę. Nie jest to na pewno błahe i płytkie love story, to historia, która naprawdę zasługuje na uwagę, bo porusza wiele ważnych kwestii. Z całego serca polecam tę książkę, myślę, że sami powinniście się przekonać czy faktycznie jest dobra i czy przypadnie Wam do gustu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję OMGBooks i autorce.

„Pokolenie dżihadu. Europo, czeka cię apokalipsa!” Petra Ramsauer

Tytuł: Pokolenie dżihadu. Europo, czeka cię apokalipsa!
Tytuł oryginalny: Die Dschihad Generation. Wie der apokalyptische Kult des Islamischen Staats Europa bedroht

Cykl: -
Autor: Petra Ramsauer
Tłumaczenie: Viktor Grotowicz
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 320
Data wydania: 18 maja 2016

Pokolenie dżihadu to reportaż napisany przez Petrę Ramsauer wydany przez wydawnictwo Muza SA. Materiały do tej książki były zbierane przez długi okres, ale dzięki temu publikacja jest dopracowana niemal do perfekcji.

Książka w doskonały sposób obrazuje, jak powstało ISIS, kto i co je kontroluje, na jakiej zasadzie działa, jak przebiega rekrutacja. Duża część jest poświęcona wyjaśnianiu takich zjawisk jak pop-dżihadyzm czy salafizm. Ramsauer radzi, jak powstrzymać, a właściwie ograniczyć fascynację tym ugrupowaniem oraz mówi o sposobach walki z nim.

Autorka z uwagą opowiada o pobudkach młodych ludzi decydujących się na przystąpienie do ISIS. Jak się okazuje, nie chodzi tu wyłącznie o kwestie religijne, lecz także o danie upustu agresji. Jest jeszcze jedna rzecz, która przyciąga. Tam mogą sobie rościć prawa do kobiet, nawet nie do jednej, do kilku, mogą dać upust swoim seksualnym potrzebom. Kusi ich też Shangri-La.

Zebranie informacji było dla autorki nie lada wyzwaniem, ponieważ sama musiała zadać sobie pytanie, czy będzie w stanie przekroczyć niejedną granicę, aby znaleźć się jak najbliżej prawdy. Petra Ramsauer sama niejednokrotnie była bliska śmierci i gdyby nie życiowy fart, to bardzo możliwe, że zostałaby porwana przez milicję islamistyczną.

Sadyzm, terror, przemoc oraz okrucieństwo. Właśnie te słowa przychodzą mi na myśl, gdy słyszę o dżihadystach czy o Państwie Islamskim. Nie do pomyślenia jest to, w jaki sposób działa ISIS. Oni nie mają żadnych zasad, reguł. Według nich świat jest czarny lub biały, nie ma żadnych odcieni, a islam jest z nim w stanie permanentnej wojny. Kiedyś przerażenie budziła Al-Kaida, dziś to ISIS jest potężniejszą organizacją.

Teraz ISIS to nie tylko ugrupowanie. To państwo. To ideologia. To ruch protestu młodych ludzi, którzy bezgranicznie wierzą, że świat tam jest lepszy, że życie jest łatwiejsze. To ich fascynuje. Fascynuje ich ból oraz cierpienie niewinnych osób. Autorka ostrzega młodzież, ale również i starsze osoby oraz pokazuje prawdziwy obraz ISIS. Jak sama pisze:
Młodym ludziom w Europie, którzy uważają, iż odnajdą tam swoje szczęście, należy przypomnieć, z kim mają zamiar działać we wspólnej sprawie. Nie z gloryfikowanymi męczennikami, lecz z ludźmi, którzy przybijają do krzyża swoich przeciwników (...).
Jednak wielu młodych ludzi uległo i przeszło na stronę Państwa Islamskiego. Zwolennicy utworzyli nawet równoległy świat, tyle że w Internecie. Doskonałym określeniem jest więc apokalipsa. Ludzie zachowują się jak zwierzęta, zabijają dla przyjemności, dla chorych idei. To przeraża mnie za każdym razem.

Nie do pomyślenia jest dla mnie to, jak muszą cierpieć wszyscy zakładnicy tego chorego systemu. Bo dla mnie on jest chory. Przetrzymywani nie mogą liczyć na szybką śmierć, która przyniosłaby im ukojenie. Oni są wystawiani na pośmiewisko, nagrywani, zmuszani do wypowiadania słów, których normalnie by z siebie nie wydusili, a na końcu mordowani tępymi nożami, które miały za zadanie potęgować ich cierpienie. Kwestia traktowania kobiet też budzi spore kontrowersje. ISIS tworzy chorą ideologię opartą o fragmenty i wycinki tekstów, która podejrzewam, nijak ma się do rzeczywistości. Podobno kobiety same godzą się na podłe traktowanie ze strony mężczyzn, co więcej, doskonale wiedzą, że będą niewolnicami i to ich dobrowolna decyzja.

Pokolenie dżihadu zostało wzbogacone o wypowiedzi byłych zwolenników systemu, ekspertów od walki z terroryzmem, psychologów, a także członków rodziny i przyjaciół Państwa Islamskiego. Dla mnie to jest zdecydowany plus, bo nawet literatura faktu powinna być ciekawie opisana. Książka nie powinna opierać się na samych suchych faktach. Warto też wspomnieć, że w książce pojawiają się wzmianki o zamachu w Paryżu oraz Belgii.

Zdecydowanym atutem Pokolenia dżihadu jest podział na rozdziały. DżihadomaniaApocalypse nowNiewidzialna sieć terroru czy Miejsca spotkań tak zostały zatytułowane niektóre z nich. Zdaję sobie sprawę, że książki z literatury faktu czasami ciężko czytać, bo nie zawierają w sobie tylko suchych faktów, a prawdziwe historie, które wywołują wiele emocji. Dzięki takiemu podziałowi możemy zrobić sobie kilka podejść do tej książki, jeżeli nie jesteśmy w stanie przeczytać jej całej od razu. Dodatkowo w każdej części znajdziemy podrozdziały.

Pokolenie dżihadu było dla mnie ciekawą i fascynującą lekturą. Dzięki wplecionym wypowiedziom byłych dżihadystów, psychologów czy ekspertów książkę czytało się jeszcze lepiej. Informacje tam zawarte niejednokrotnie wprawiały mnie w osłupienie czy szokowały. To książka, która odciska trwały ślad w głowie czytelnika. Niełatwo jest zapomnieć o wydarzeniach, o których mowa w Pokoleniu dżihadu. Według mnie jest to jeden z lepszych reportaży, jakie miałam okazje czytać. Tym samym zachęcam i Was do sięgnięcia po tę publikację, bo naprawdę warto!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję

Książkę możecie kupić TUTAJ

„Wołasz mnie” Julie Kenner

Tytuł: Wołasz mnie
Tytuł oryginalny: Say My Name
Cykl: Stark International (tom 1)
Autor: Julie Kenner
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Data wydania: 6 maja 2016

Książka Wołasz mnie rozpoczyna trylogię Stark International, a jednocześnie jest kontynuacją innej trylogii napisanej przez Julie Kenner. Poprzednio mogliśmy poczytać o losach Damiena Starka, tym razem poznajemy historię jego asystentki Sylvii Brooks.

Damien Stark powierza Sylvii opiekę nad pewnym projektem. Już na początku jednak dochodzi do komplikacji i Sylvia musi znaleźć nowego architekta, który zajmie się projektem. Jak się okazuje, nie jest to takie proste. Najodpowiedniejszym kandydatem jest bowiem Jackson Steele, z którym bohaterka miała już do czynienia. Przez pewien okres spotykała się z tym mężczyzną, ale z niewyjaśnionych powodów go zostawiła. Dalszy rozwój kariery Sylvii stoi pod znakiem zapytania, ponieważ architekt-celebryta nie chce na początku współpracować. Dodatkowo Jackson zaczyna dyktować własne warunki, które nie są komfortowe dla Sylvii, która staje się jedną z kart przetargowych. Młody architekt chce, aby Sylvia stała się jego własnością i oddała mu się bez reszty.

Pewnie po przeczytaniu tego ostatniego zdania pomyślicie, że to kolejna historia podobna do Pięćdziesięciu twarzy Greya. Otóż nie. Układ pomiędzy głównymi bohaterami ma tutaj zupełnie inny wydźwięk. Tu stanowi pewnego rodzaju zemstę Jacksona, który nie potrafi wybaczyć Sylvii tego, że pamiętnego dnia go zostawiła. Jak się okazuje stoi za tym coś jeszcze. Steele chce, aby bohaterka poczuła taki sam ból, jak on.

Wielu erotykom zarzuca się brak jako takiej fabuły. W Wołasz mnie Julie Kenner sprytnie wplotła ciekawe wątki, których rozwiązania nie są tak oczywiste. Mimo że namiętność i pożądanie wysuwają się tutaj na pierwszy plan, to nie są jedynymi tematami poruszanymi w książce. Podoba mi się to, w jaki sposób autorka opisała relacje między Sylvią a Jacksonem. Początkowo chodziło wyłącznie o cielesność, która czyniła bohaterów papierowymi, ale z każdą kolejną stroną przekonywałam się, że ta dwójka ma o wiele więcej do zaoferowania czytelnikowi. Nie możemy tutaj więc mówić o źle skonstruowanej fabule. Julie Kenner niejednokrotnie mnie zainteresowała poszczególnymi wydarzeniami, książka zdecydowanie zyskała na wartości dzięki nim.

Zwróciłam także uwagę na kreację głównej bohaterki. Sylvia Brooks nie jest kolejną szarą myszką bez doświadczenia, uciekającą w popłochu przed każdym wyzwaniem. Pracuje w dużej firmie, jest asystentką i dokładnie wie, czego chce w życiu. Muszę przyznać, że od pierwszej chwili ją polubiłam. Pewna siebie chce wspinać się po kolejnych szczeblach kariery i jest w stanie poświęcić dużo, aby  osiągnąć zamierzony cel. W przeszłości przeżyła naprawdę wiele, więc myślę, że to dlatego jest teraz taka silna. Jej dzieciństwo było trudne, dorastanie też nie należało do najłatwiejszych. Autorka stopniowo wprowadza nas w historię Sylvii, a czytelnik nie dostaje wszystkiego od razu na tacy.

Nie oszukujmy się. Literatura erotyczna nie musi zmuszać nas do refleksji, nie musi nas też bawić, najważniejsze jest to, aby rozpalała nasze zmysły i pobudzała wyobraźnię. Na kartach powieści znajdziemy wiele scen erotycznych opisanych w ciekawy sposób. Autorka stara się, aby czytelnik odczuwał podobne napięcie, jak para głównych bohaterów, co w głównej mierze jej się udaje i stanowi zdecydowany plus tej książki.

Książkę czyta się naprawdę szybko. Ja przeczytałam całość w zaledwie kilka godzin. Nie spieszyłam się, wręcz przeciwnie — czytałam spokojnie zdanie po zdaniu. Czytanie tej książki pozwoliło mi się odprężyć, przez co miło spędziłam przy niej czas. Autorka używa prostego, lecz nie kolokwialnego, języka. Podczas czytania natknęłam się na parę błędów i literówek, ale nie odebrały mi one przyjemności czytania. Wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy Sylvii, ale to dobrze, bo możemy dowiedzieć się o wiele więcej o głównej bohaterce.

Wołasz mnie jest książką dobrą, ale nie wybitną. W pewien sposób wyróżnia się na tle pozostałych powieści z tego gatunku, jednak pewne elementy trzymają się schematu. Nie jest to książka dla każdego, ale sądzę, że miłośnikom literatury erotycznej mogłaby przypaść do gustu. Pierwsza część trylogii Stark International kończy się w najmniej spodziewanym momencie, dlatego z przyjemnością sięgnę po kolejny tom, aby śledzić losy bohaterów.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 

Wołasz mnie Julie Kenner kupicie TUTAJ

© Agata | WS.