„Heaven. Miasto elfów” Christoph Marzi

Tytuł: Heaven. Miasto elfów
Tytuł oryginalny: Heaven. Stadt der Feen
Cykl: -
Autor: Christoph Marzi
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 336
Data wydania: 8 czerwca 2016

Każdy z nas ma na pewno jakieś zajęcie, które pozwala nam ochłonąć i się odprężyć. Dla Davida takim zajęciem jest bieganie po dachach londyńskich budynków. Pewnej nocy spotyka tam przestraszoną Heaven, która twierdzi, że źli ludzie zabrali jej serce. David bez zbędnego zastanowienia postanawia pomóc dziewczynie odzyskać jej organ, nie bacząc na konsekwencje. Czy jednak podejmuje słuszną decyzję? Czy w pewnym momencie nie zacznie go przytłaczać ta decyzja?

Fabuła początkowo mocno mnie zaintrygowała, ponieważ nie przypominam sobie, abym miała okazję czytać o dziewczynie, której skradziono serce, więc pomysł wydał mi się ciekawy i niespotykany. O elfach natomiast czytałam, ale nie w takim wydaniu. W miarę zagłębiania się w treść książki czułam wyłącznie zmęczenie. Ciągłe opisy Londynu po jakimś czasie zaczęły nużyć, podobnie jak nawarstwiające się wątki i zagadki, których rozwiązania mogliśmy prześledzić dopiero na siedemdziesięciu ostatnich stronach książki. W tej powieści widać niezdecydowanie autora, który nie potrafił uporządkować całej treści oraz zaczął się gubić w poszczególnych wątkach. Wydaje mi się, że pomysł na książkę go przerósł i nie był w stanie przenieść go na karty powieści. 

Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że to nie osiemnastolatkowie są jej bohaterami, lecz dwunastolatkowie. W dodatku prowadzili oni ze sobą tak infantylne rozmowy, że w pewnym momencie myślałam, że oszaleję. Zarówno Heaven, jak i David to postacie zdecydowanie niedopracowane. Brakuje im autentyczności, a ich zachowanie jest po prostu dziecinne, nierozsądne a czasami wręcz głupie. W Heaven. Mieście elfów możemy poczytać o przeszłości dziewczyny, nieco mniej o dzieciństwie Davida. Każde z nich jest w jakiś sposób osamotnione, nie potrafi dobrze odnaleźć się w otaczającej rzeczywistości i... to tyle. Bohaterom brakuje cech, które mogłyby ich jakoś wyróżnić, są mało wyraziste i pozbawione charakteru.

Niestety bohaterzy drugoplanowi, czyli między innymi czarne charaktery są podobnie wykreowani, co bardzo mnie zmartwiło, ponieważ początkowo miałam nadzieję, że to oni uratują w jakiś sposób tę książkę. Tak się nie stało. Miałam z nimi jeszcze jeden problem, a mianowicie taki, że pojawiali się i znikali, wypowiadali krótkie kwestie i w zasadzie nie wnosili wiele do całej historii. Powiem więcej. Do tej pory nie jestem w stanie przypomnieć sobie ich imion. Oni po prostu przewijali się przez książkę, ale nie zapisali się w mojej pamięci. 

Okładka tej książki jest nieziemska, w zasadzie zakochałam się w niej od pierwszej chwili i być może to właśnie zachwyt nią mnie zgubił. Bo sami przyznajcie... czy widok tej grafiki nie zapiera tchu w piersiach? Londyn ukazany nocą, z fioletowymi, niebieskimi i turkusowymi elementami oraz bramą z  ciekawymi ornamentami zdecydowanie podziałał na moją wyobraźnię.

Jestem niezwykle rozczarowana tą książką. Ze smutkiem muszę przyznać, że zapowiadała się naprawdę obiecująco, miała ciekawą promocję, a nawet od strony wizualnej prezentowała się obłędnie, ale niestety, to nie wystarczyło, aby podbić moje serce. Żałuję, że od bardzo dawna nie mogę trafić na dobrą książkę z gatunku urban fantasy, ale będę szukała dalej. Heaven. Miasto elfów nie spełniło moich oczekiwań, okazało się niebywałym rozczarowaniem. Nie jest to najgorsza książka, jaką miałam okazję przeczytać, ponieważ zarówno pomysł, jak i opisy Londynu wywarły na mnie duże wrażenie, ale jednak sztuczne postacie i ciągnące się wątki sprawiły, że książka po prostu była nudna i nijaka. Myślę, że sami powinniście zdecydować czy po nią sięgniecie, czy nie, bo jej odbiór zależy w głównej mierze od tego, jakie są Wasze zainteresowania. Lubię fantastykę, ale w nieco innym klimacie. Wydaje mi się, że wyrosłam po prostu z takich książek i nie potrafię się już w nich odnaleźć tak, jak kiedyś. 

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Muza S.A

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję drogi czytelniku, że postanowiłeś przeczytać ten post. Będzie mi bardzo miło, gdy pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza i zmotywujesz mnie do dalszej pracy! :)

Pozdrawiam, Ola.

© Agata | WS.