BOOK HAUL #4

Robiąc dzisiaj zdjęcia do BH sama byłam w szoku, że tych książek jest aż tyle. Tym razem nie podawałam cen, bo zapewne teraz już się zmieniły, ponieważ wszystkie książki kupowałam na promocjach. Większość jest z księgarni Znak, która obniżała ceny nawet do 70%, więc żal było mi nie wziąć egzemplarzy, na które dawno polowałam. Zapraszam więc do oglądania.

Czerwcowe zdobycze
Na początku może pokażę książki, które wygrałam w konkursach. Tym razem jest to sześć pozycji. Jak możecie zauważyć niektóre książki są uszkodzone, ale to wina poczty. Przesyłki dochodziły do mnie wygniecione a nawet otwarte, co wyprowadzało mnie za każdym razem z równowagi, a listonoszowi już się oberwało.

1. Zdradzona — P.C. Cast i Kristin Cast (wygrana na IG u @sunreads).
2. Nie szkodzi, kiedyś zrozumiem — Johanna Bodor (wygrana na fanpage'u Węgierskiego Instytutu Kultury).
3. Zostań, jeśli kochasz — Gayle Forman (wygrana na IG u @sunreads).
4. Chciwość — Marta Guzowska (wygrana na blogu Klucz do wyobraźni).
5. Lord Jim — Joseph Conrad (wygrana na portalu dlalejdis.pl).
6. Smak szczęścia — Agnieszka Maciąg (wygrana na portalu kulturantki.pl).
W tym miesiącu nawiązałam też współpracę z księgarnią Empik. I muszę przyznać — nie narzekam, cała współpraca przebiega bardzo przyjemnie. Zatem na tym zdjęciu widzicie egzemplarze do recenzji, ale nie tylko od tej księgarni. Tytuły powinny przenieść Was do poszczególnych recenzji, więc jeśli jeszcze nie czytaliście, to serdecznie zapraszam.

1. Jak powietrze — Agata Czykierda-Grabowska.
2. Przekroczyć granice — Katie McGarry (egzemplarz od Empiku).
3. Wołasz mnie — J. Kenner (egzemplarz od Empiku).
4. Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty — Ałbena Grabowska (egzemplarz od Empiku).
5. W życiu jak w kinie, czyli filmy na kozetce u Kasi — Katarzyna Miller (egzemplarz od Empiku).
6. Heaven. Miasto elfów — Christoph Marzi.
7. Habbatum. Wędrowcy 2 — Augusta Docher.
8. Pokolenie dżihadu — Petra Ramsauer (egzemplarz od Empiku).
9. Kalejdoskop wspomnień — Gaja Kołodziej.
Tutaj możecie zobaczyć moje zdobycze z księgarni Znak. Ceny były bardzo niskie, więc nie wahałam się długo i po prostu kupiłam te kilka książek.

1. Małe zbrodnie małżeńskie — Eric-Emmanuel Schmitt.
2. Tajemnica Pani Ming — Eric-Emmanuel Schmitt.
3. Prawda o dziewczynie — T.R Richmond.
4. Powrót do Daringham Hall — Kathryn Taylor.
5. Ocalić Daringham Hall — Kathryn Taylor.
6. Zostawić Daringham Hall — Kathryn Taylor.
7. Chłopak, który stracił głowę — John Corey Whaley.
8. Papugi z placu D'Arezzo — Eric-Emmanuel Schmitt.
1. Prawdziwy cud — Nicholas Sparks (kiosk).
2. Od pierwszego wejrzenia — Nicholas Sparks (kiosk).
3. Duma i uprzedzenie — Jane Austen.
4. Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha — Jessica Sorensen (dadada.pl).
5. Droga do Ukojenia — Katarzyna Łochowska (bonito.pl).
6. Beyonce. Crazy in love — Easlea Daryl (dadada.pl za 1 grosz).

Wiem, że w tym miesiącu przeszłam samą siebie, ale w lipcu na pewno kupię o wiele mniej książek (o ile w ogóle coś kupię...). Chcę nadrobić czytanie kilku książek, więc na pewno zobaczycie ich recenzje na blogu. Czytaliście coś z książek, które pojawiły się w BH? Która Was najbardziej ciekawi? Dajcie znać w komentarzach. Chętnie też poczytam o Waszych zdobyczach. A może czekacie w szczególności na recenzję którejś z książek? :)

„Heaven. Miasto elfów” Christoph Marzi

Tytuł: Heaven. Miasto elfów
Tytuł oryginalny: Heaven. Stadt der Feen
Cykl: -
Autor: Christoph Marzi
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 336
Data wydania: 8 czerwca 2016

Każdy z nas ma na pewno jakieś zajęcie, które pozwala nam ochłonąć i się odprężyć. Dla Davida takim zajęciem jest bieganie po dachach londyńskich budynków. Pewnej nocy spotyka tam przestraszoną Heaven, która twierdzi, że źli ludzie zabrali jej serce. David bez zbędnego zastanowienia postanawia pomóc dziewczynie odzyskać jej organ, nie bacząc na konsekwencje. Czy jednak podejmuje słuszną decyzję? Czy w pewnym momencie nie zacznie go przytłaczać ta decyzja?

Fabuła początkowo mocno mnie zaintrygowała, ponieważ nie przypominam sobie, abym miała okazję czytać o dziewczynie, której skradziono serce, więc pomysł wydał mi się ciekawy i niespotykany. O elfach natomiast czytałam, ale nie w takim wydaniu. W miarę zagłębiania się w treść książki czułam wyłącznie zmęczenie. Ciągłe opisy Londynu po jakimś czasie zaczęły nużyć, podobnie jak nawarstwiające się wątki i zagadki, których rozwiązania mogliśmy prześledzić dopiero na siedemdziesięciu ostatnich stronach książki. W tej powieści widać niezdecydowanie autora, który nie potrafił uporządkować całej treści oraz zaczął się gubić w poszczególnych wątkach. Wydaje mi się, że pomysł na książkę go przerósł i nie był w stanie przenieść go na karty powieści. 

Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że to nie osiemnastolatkowie są jej bohaterami, lecz dwunastolatkowie. W dodatku prowadzili oni ze sobą tak infantylne rozmowy, że w pewnym momencie myślałam, że oszaleję. Zarówno Heaven, jak i David to postacie zdecydowanie niedopracowane. Brakuje im autentyczności, a ich zachowanie jest po prostu dziecinne, nierozsądne a czasami wręcz głupie. W Heaven. Mieście elfów możemy poczytać o przeszłości dziewczyny, nieco mniej o dzieciństwie Davida. Każde z nich jest w jakiś sposób osamotnione, nie potrafi dobrze odnaleźć się w otaczającej rzeczywistości i... to tyle. Bohaterom brakuje cech, które mogłyby ich jakoś wyróżnić, są mało wyraziste i pozbawione charakteru.

Niestety bohaterzy drugoplanowi, czyli między innymi czarne charaktery są podobnie wykreowani, co bardzo mnie zmartwiło, ponieważ początkowo miałam nadzieję, że to oni uratują w jakiś sposób tę książkę. Tak się nie stało. Miałam z nimi jeszcze jeden problem, a mianowicie taki, że pojawiali się i znikali, wypowiadali krótkie kwestie i w zasadzie nie wnosili wiele do całej historii. Powiem więcej. Do tej pory nie jestem w stanie przypomnieć sobie ich imion. Oni po prostu przewijali się przez książkę, ale nie zapisali się w mojej pamięci. 

Okładka tej książki jest nieziemska, w zasadzie zakochałam się w niej od pierwszej chwili i być może to właśnie zachwyt nią mnie zgubił. Bo sami przyznajcie... czy widok tej grafiki nie zapiera tchu w piersiach? Londyn ukazany nocą, z fioletowymi, niebieskimi i turkusowymi elementami oraz bramą z  ciekawymi ornamentami zdecydowanie podziałał na moją wyobraźnię.

Jestem niezwykle rozczarowana tą książką. Ze smutkiem muszę przyznać, że zapowiadała się naprawdę obiecująco, miała ciekawą promocję, a nawet od strony wizualnej prezentowała się obłędnie, ale niestety, to nie wystarczyło, aby podbić moje serce. Żałuję, że od bardzo dawna nie mogę trafić na dobrą książkę z gatunku urban fantasy, ale będę szukała dalej. Heaven. Miasto elfów nie spełniło moich oczekiwań, okazało się niebywałym rozczarowaniem. Nie jest to najgorsza książka, jaką miałam okazję przeczytać, ponieważ zarówno pomysł, jak i opisy Londynu wywarły na mnie duże wrażenie, ale jednak sztuczne postacie i ciągnące się wątki sprawiły, że książka po prostu była nudna i nijaka. Myślę, że sami powinniście zdecydować czy po nią sięgniecie, czy nie, bo jej odbiór zależy w głównej mierze od tego, jakie są Wasze zainteresowania. Lubię fantastykę, ale w nieco innym klimacie. Wydaje mi się, że wyrosłam po prostu z takich książek i nie potrafię się już w nich odnaleźć tak, jak kiedyś. 

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Muza S.A

„Piękna i Bestia” / „Beauty and the Beast” (1991)

Tytuł: Piękna i Bestia
Tytuł oryginalny: Beauty and the Beast
Gatunek: animacja, familijny, baśń
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 1991
Czas trwania: 84 minuty
Reżyseria: Kirk Wise, Gary Trousdale
Dubbing polski: Katarzyna Pysiak, Jakub Szydłowski, Stefan Każuro
Dystrybucja: Forum Film Poland Sp. z o.o.

Bella mieszka wraz z ojcem w małym miasteczku. Jest inna od większości dziewczyn, ponieważ jej ulubionym zajęciem jest czytanie książek. Nie wzdycha do Gastona, jak pozostałe panny, a jego zaloty za każdym razem grzecznie odrzuca. Nie pasuje też do reszty mieszkańców, jedyne co ją wyróżnia to uroda. Wszyscy uważają ją za najpiękniejszą dziewczynę w miasteczku, ale nikt nie pała do niej prawdziwą i szczerą sympatią. Bella bezgranicznie wierzy w swojego ojca, nieco zwariowanego starszego pana, który w opowieści skupia się na wynalezieniu maszyny do rąbania drewna. Gdy pewnego dnia maszyna zaczyna działać, Wincenty wyrusza z nią na konkurs. Podczas samotnej wędrówki gubi drogę i trafia do zamku Bestii. Bella zmartwiona jego zniknięciem postanawia go odnaleźć, znajduje go, a jednocześnie sama się poświęca — jej ojciec wraca do domu, a to ona ma pozostać na zawsze na dworze Bestii.
Piękna i Bestia to bajka, którą pewnie każdy z Was oglądał przynajmniej raz albo o której, choć cokolwiek słyszał. Powstała na podstawie baśni, która miała swoje korzenie w ludowych podaniach.

Głównym wątkiem bajki jest oczywiście próba zdjęcia klątwy, którą jakiś czas wcześniej czarownica rzuciła na księcia, przemieniając go w Bestię. Książę był bowiem człowiekiem zapatrzonym w siebie, o sercu zimnym niczym lód. Jedynie prawdziwa miłość byłaby w stanie zdjąć klątwę nie tylko z Bestii, ale również z pozostałych mieszkańców zamku. Okazuje się to jednak zadaniem trudnym, ponieważ książę jako potwór nadal pozostaje nieczuły i niezwykle drażliwy. Ważnym elementem jest tutaj róża, której opadające płatki odliczają czas. Gdy opadnie ostatni, a Bestia nie zakocha się w kimś ze wzajemnością, już na zawsze pozostanie potworem.
źródło
Bella jest bohaterką gotową poświęcić wszystko. I to nie tylko dla ojca, ale także dla prawdziwej miłości. Jest więc nie tylko piękna, ale i mądra, posiada również wielkie serce. Przebywając na zamku, próbuje się buntować i robi to niejednokrotnie. Z czasem odkrywa prawdziwą twarz Bestii i nieświadomie zaczyna się w niej zakochiwać. Książę nie dopuszcza do siebie myśli, że ktoś mógłby pokochać taką szkaradę jak on. Za namową Płomyka i Pani Imbryk stara się zaimponować Belli i nawiązać z nią bliższą relację. Początkowo nieskutecznie, bo między bohaterami dochodzi do wielu nieporozumień, a sama Bestia jest oburzona postawą Belli. Z czasem zarówno on, jak i ona znajdują wspólny język, a drogą do serca Belli staje się między innymi ogromna biblioteka znajdująca się w zamku, którą bohaterka jest oczarowana od pierwszych chwil.

Uczucie między Bellą a Bestią nie jest wyidealizowane, a przede wszystkim nie jest łatwe. Na drodze ku miłości stoi także Gaston, czarny charakter tej bajki. Jest to mężczyzna zapatrzony w siebie, który za wszelką cenę chce zdobyć Bellę i pragnie, aby wyszła za niego za mąż. Niejednokrotnie knuje przeciwko ojcu Belli i stara się go pozbyć. 

Warto tu też wspomnieć o bohaterach drugoplanowych, czyli o mieszkańcach zamku, przemienionych w meble, zastawę oraz innego typu rzeczy. Są to postacie niezwykle pomocne, które starają się wspierać księcia, jednocześnie obawiają się go, bo bywa przerażający. Są jednak oddanymi przyjaciółmi. Płomyk i Trybik to postacie, które obdarzyłam największą sympatią. Choć czasami się przekomarzali, a Płomyk niejednokrotnie działał wbrew woli Trybika, zawsze mogli na siebie liczyć. Ciekawą postacią jest tu także Pani Imbryk, zaradna i mądra kobieta przemieniona w element zastawy kuchennej. Zawsze służyła dobrą radą Bestii. Rozczulający jest także jej syn — mały Imbryczek.

Całość jest okraszona nietuzinkową muzyką. To właśnie w tej produkcji znajdziemy jedną z najpiękniejszych ścieżek dźwiękowych. Bohaterowie w śpiewanych piosenkach nie tylko wyrażają swoje uczucia, ale także opowiadają o wydarzeniach rozgrywających się w przeszłości lub teraźniejszości, śpiewają także o najskrytszych marzeniach i obawach.

W polskiej wersji językowej wystąpiła Katarzyna Pysiak, Jakub Szydłowski oraz Stefan Każuro, który użyczył głosu tytułowej Bestii. Dubbing gra tu bardzo ważną rolę, a dopasowane głosy idealnie oddają klimat całej bajki.
źródło
Dla mnie to produkcja idealna. Z nieszablonowymi postaciami, ciekawym tłem, scenerią oraz muzyką, trafiającą w najczulsze zakamarki duszy. I choć nie wzruszam się na bajkach, to tu niejednokrotnie moje serce ścisnął żal oraz zabiło mocniej serce. Bajka opowiada też o mocy prawdziwego uczucia, jakim jest w tym przypadku, miłość. Animacja pokazuje relacje między ojcem a córką, którzy są poświęcić naprawdę wiele, aby uratować siebie nawzajem. W Pięknej i Bestii został przedstawiony obraz miłości trudnej, rodzącej się powoli i dającej nadzieję bohaterom. Tytułowa Bestia uczy się kochać nie tylko drugą osobę, ale i samą siebie, ponieważ zmieniony w potwora w ogóle nie wierzył w swoją wyjątkowość. Czasami dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu*. I taki poniekąd morał wyłania się z tej produkcji.

Podsumowując, uważam, że bajka jest naprawdę jedną z lepszych produkcji Walta Disneya. Warto ją obejrzeć razem ze swoimi pociechami, ale i samemu, aby przypomnieć sobie dobre chwile. To produkcja z mądrym przesłaniem oraz chwytliwymi piosenkami.

* cytat z Małego Księcia, Antoine de Saint-Exupery'ego.

„Art&Soul” Brittainy C. Cherry

Tytuł: Art&Soul
Tytuł oryginalny: Art&Soul
Cykl: -
Autor: Brittainy C. Cherry
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 392
Data wydania: 16 marca 2016

Czy kiedykolwiek czuliście się wyobcowani? Czy inni uważali Was za dziwaków ze względu na to, że nie podążaliście za tłumem, a po prostu realizowaliście własne pasje i byliście sobą? Ile razy staraliście się udawać, że wszystko jest w porządku, próbowaliście się dopasować, aby ludzie nie patrzyli na Was z politowaniem?

Nie od dziś wiadomo, że poprzez sztukę i muzykę można pokazać wiele, ale przede wszystkim dzięki niej można wyrazić siebie. Zarówno sztuka, jak i muzyka ma na nas zbawienny wpływ, może nas odprężać, uspokajać bądź po prostu stanowi jedną z form wyrażania emocji.
Byliśmy znużeni, ale byliśmy razem, tworząc własny rodzaj sztuki. Staliśmy się arcydziełem stworzonym z dwóch samotnych dusz. Kolor w naszych oczach zmętniał, ponieważ wiedzieliśmy, że niekiedy najpiękniejsze dzieło sztuki tworzone było z najmroczniejszego zakątka duszy.
Aria od zawsze była uważana za dziwadło. Razem ze swoim przyjacielem Simonem przemierzała szkolne korytarze, pozostając niezauważana. Nie istniała, ale czuła się z tym dobrze. Jedno wydarzenie wystarczyło, aby cała szkoła zaczęła huczeć od plotek, a jej przypięto etykietę puszczalskiej. Był też on. Chłopak z Alabamy, próbujący robić dobrą minę do złej gry. Po przyjeździe do ojca musiał zmierzyć się z ponurą rzeczywistością. Nowy dom, nowa szkoła, nowi ludzie. Gdyby nie projekt Art&Soul Aria i Levi nie mieliby nawet okazji tak dobrze się poznać. Jednak czy to wystarczyło, aby dwie zagubione dusze znalazły w sobie oparcie?
Jeśli zbyt mocno skupimy się na tym, co było, lub zbyt intensywnie będziemy myśleć o tym, co będzie, przegapimy nasze obecne pragnienia, rzeczy, które chcemy tu i teraz.
Zdaję sobie sprawę, że fabuła nie należy do oryginalnych, ale myślę, że ta pozycja wyróżnia się na tle innych z tego gatunku, ze względu na to, że autorka tak fantastycznie opisuje wszystkie wydarzenia. W książce nie znajdziecie zbędnych opisów czy dialogów, wszystko układa się po prostu w doskonałą całość. Styl Brittainy C. Cherry jest niezwykle lekki, a zarazem plastyczny, przez co książkę można pochłonąć w jeden, ewentualnie dwa, wieczory.

Bohaterowie nie są w przejaskrawieni. Los nie rzuca im wyłącznie kłód pod nogi, dramat nie goni dramatu. Przez tę historię przemawia przede wszystkim realizm, ponieważ pojawiają się zarówno szczęśliwe, jak i smutne momenty w życiu Arii i Leviego. Levi za kurtyną sztucznego uśmiechu ukrywa swój ból spowodowany odrzuceniem ze strony ojca. Próbuje nawiązać z nim nić porozumienia, ale nawet to okazuje się zbyt trudne. Levi jest niezwykle sympatycznym chłopakiem, z którym mogłabym się zaprzyjaźnić bez wahania. Mimo problemów rodzinnych stara się iść do przodu, walczy o swoje marzenia i nie ulega wpływom innych ludzi. Aria natomiast jest zwyczajną dziewczyną, gotową stawić czoła problemom. Podjęła w życiu niejedną złą decyzję, ale mimo to próbuje wszystko naprawić. Jest artystką, więc nic dziwnego, że nieco odstaje od reszty. Według mnie, to właśnie Levi, Aria oraz Simon i Abigail są normalnymi ludźmi. Zostali nazwani dziwakami tylko ze względu na to, że nie pasowali do reszty, ponieważ mieli własne pragnienia i cele, mieli wady, swoje przyzwyczajenia i nawyki.
Może nie chodziło o sklejanie złamanych serc. Może chodziło o kochanie pokruszonych odłamków takimi, jakie one były.
Wielu może sądzić, że głównym tematem tej książki jest miłość. To jednak wątek poboczny,  który stanowi niesamowite tło dla całej powieści. Na główny plan wysuwa się poznawanie siebie, swoich pragnień oraz marzeń. To książka o przyjaźni oraz o podejmowaniu decyzji, które nie zawsze będą słuszne. Poruszane są także inne kwestie, takie jak relacje dzieci i rodziców oraz różne postawy wobec choroby.

Miłość przedstawiona przez autorkę nie jest łatwa. Brittainy C. Cherry pokazuje złożoność tego uczucia, które dopiero kiełkuje. Właściwie ani Aria, ani Levi nigdy tego nie doświadczyli. Nie chodziło o fizyczność, a o harmonię dusz. To nie kolejna banalna historia miłosna, w której bohaterowie zakochują się od pierwszego wejrzenia. Oni dopiero poznają to uczucie. Małymi krokami zbliżają się do siebie, próbując zdobyć zaufanie drugiej osoby.

Mimo iż na okładce znajdują się dwie postacie, które sugerują czytelnikowi, jak wyglądają bohaterowie, to jednak ja podczas czytania miałam w głowie zupełnie inne osoby. Okładka może nie jest oryginalna, ale uważam, że ma w sobie coś takiego, że po prostu przyciąga wzrok. Na tylnej okładce znajduje się krótki opis historii oraz dwa, naprawdę cudowne, cytaty.
W jakiś sposób jednocześnie była zimna i ciepła, jak słońce, które rankiem wschodzi nad zimowym lasem.
Jeżeli mieliście wątpliwości, sięgając po Kochając Pana Danielsa, to Art&Soul powinno być dla Was lekturą obowiązkową. Jest zdecydowanie lepszą, bardziej dopracowaną pozycją, w której autorka zadbała o każdy szczegół oraz wplotła ciekawe wątki. Nie uważam, aby poprzednia książka autorki była zła, wręcz przeciwnie, podobała mi się, jednak Art&Soul wywołało we mnie o wiele więcej emocji i znacznie bardziej zżyłam się z bohaterami. Moim zdaniem nie jest to książka łatwa, ponieważ porusza wiele ważnych kwestii, pokazuje zupełnie inne spojrzenie na miłość i według mnie, to stanowi zdecydowany atut tej książki.
Była tęczą w mojej niekończącej się burzy.

Pierwsza taka powieść New Adult!


Kochani! Wraz z innymi blogerkami zostałam ambasadorką książki Jak powietrze Agaty Czykierdy-Grabowskiej, o czym wspominałam już na fanpage'u 97books. Jest to naprawdę duże wyróżnienie, więc teraz chciałabym, abyście dowiedzieli się więcej o tej książce. Premiera książki już 20 lipca!

Garść informacji

Tytuł: Jak powietrze
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMG Books
Liczba stron: 512
Data premiery: 20.07.2016

Niektórym może się wydawać, że Oliwii niczego nie brakuje – przystojny chłopak, świetne studia, wieczory spędzane w warszawskich klubach. Ale gdy los stawia na jej drodze Dominika, w jego bursztynowych oczach dziewczyna dostrzega coś, czego nie dał jej wcześniej nikt inny.
Dominik mieszka w obskurnej kamienicy na Pradze i musi zajmować się młodszym rodzeństwem. W jego życiu nie ma miejsca na rozrywki ani nawet na marzenia.

Choć pochodzą z dwóch różnych światów, wkrótce okazuje się, że nie mogą bez siebie żyć. On przynosi jej długo oczekiwany spokój, ona jest dla niego jak powietrze. Ale czy taka miłość ma szanse przetrwać? Czy Dominik potrafi odciąć się od bolesnej przeszłości? Czy da się żyć bez powietrza?

Książkę możecie już zamawiać na empik.com:
http://www.empik.com/jak-powietrze-czykierda-grabowska-agata,p1124001001,ksiazka-p

Jak myślicie, sięgnięcie po nią?

„Alicja w krainie czasów” Ałbena Grabowska

Tytuł: Alicja w krainie czasów
Tytuł oryginalny: Alicja w krainie czasów
Cykl: Czas zaklęty (tom 1)
Autor: Ałbena Grabowska
Tłumaczenie: - 
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 340
Data wydania: 18 maja 2016

Przenosimy się do roku 1880. Natalia jest służącą w domu rodziny Księgopolskich. W wyniku romansu z hrabią zachodzi w ciążę, jednak nie ona jedna spodziewa się dziecka. Elżbieta, żona hrabiego Jana, również jest w ciąży i ma urodzić mu dziedzica. Natka w końcu dostrzega, że Jan nigdy nie odejdzie od żony, a ona sama nie będzie wiodła szczęśliwego i zamożnego życia obok ukochanego. Dziewczyna postanawia poprosić o pomoc szeptuchę, aby zrealizować swoje marzenia. Przynosi to straszne w skutkach konsekwencje, przez co tej samej nocy na świat przychodzi dwójka dzieci, ale tylko jedno z nich ma szansę przeżyć.

Ałbena Grabowska jest autorką, z której twórczością miałam dopiero okazję się zapoznać. Kilkukrotnie słyszałam o jej książkach, ale nigdy nie miałam szansy po nie sięgnąć. Czas zaklęty to pierwsza część trylogii Alicja w krainie czasów.

Książkę rozpoczyna prolog, którego wydarzenia zaburzają nieco chronologię całej powieści. Ale to plus, ponieważ po zapoznaniu się ze wstępem czytelnik z niecierpliwością chce przeczytać, co się stanie dalej. Początkowo poznajemy bohaterów, autorka delikatnie i subtelnie zarysowuje całą historię, a my powoli wchodzimy w tamtejszy świat. Jest to świat twardych zasad, których złamanie grozi konsekwencjami.

Historia małej Alicji i pozostałych bohaterów tak na mnie wpłynęła, że nie miałam ochoty odkładać książki na bok. Często targały mną sprzeczne uczucia, razem z bohaterką szukałam odpowiedzi na nurtujące pytania, chciałam z nią poznawać świat. Myślę, że Alicja jest bardzo mądrą i uroczą dziewczynką i zdecydowanie różni się od większości dzieci. Zamiast uczenia się dobrych manier i wybierania sukni na kolejne przyjęcia woli czytanie, spędzanie czasu w domowej bibliotece oraz odkrywanie nowych miejsc. Czułam, że bohaterka jest mi naprawdę bliska, rozumiałam ją i targające nią wątpliwości. Współczułam, gdy przez pozostałych była traktowała w podły sposób.

Autorka stworzyła pełnowymiarowych bohaterów z krwi i kości. Oprócz Alicji mamy okazję poznać Jana, jego żonę Elżbietę, a także cały szereg służących i nauczycieli dziewczynki. Jednak niektórych postaci po prostu nie da się polubić. Nie jest to oczywiście wadą, ponieważ bohaterowie mają za zadanie wzbudzać w nas różnego rodzaju emocje, możemy pałać do nich sympatią, polubić, albo wręcz przeciwnie — znienawidzić. Jeżeli mam być szczera, to Elżbieta była postacią, której nie byłam w stanie w żaden sposób polubić. Początkowo jej współczułam — zamknięta w sobie, cicha, wychowana przez ojca, który nie wpoił jej żadnych ważnych wartości, potem jednak zmieniłam o niej zdanie. Znienawidziłam w niej wszystko, co było możliwe. Elżbieta niejednokrotnie w powieści pokazała swoje prawdziwe oblicze.

Ałbena Grabowska w swojej książce pokazała szereg wad polskiej arystokracji. Wspomniała nie tylko o ich konsumpcyjnym trybie życie, ale również o wybredności oraz o dbaniu tylko i wyłącznie o własne potrzeby. Nie interesowały ich nawet własne dzieci, które według niektórych, potrafiły przynieść tylko wstyd. Opisała również zamiłowanie arystokracji do seansów spirytystycznych. Dodatkowym atutem powieści było wplecenie w nią wątku magicznego, który nie jest może obszerny, ale odgrywa znaczącą rolę w całej historii. W szczególności postać baby może zbudzić zainteresowanie czytelnika.

Alicja w krainie czasów to w gruncie rzeczy opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości oraz o radzeniu sobie z odrzuceniem ze strony innych ludzi. Mała Alicja musiała odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości, ale nie miała w nikim oparcia. To doskonała powieść obyczajowa, której walka o własne ja wysuwa się na pierwszy plan.

Jestem pełna podziwu dla pracy, jaką autorka musiała włożyć, aby oddać klimat dziewiętnastowiecznej Polski i poszczególnych wydarzeń rozgrywających się na kartach powieści. To nie lada wyczyn, gdyż zarówno język, jak i kreacja postaci są tu na wysokim poziomie. Zadbała o każdy, nawet najmniejszy, szczegół. Dzięki zastosowaniu stylizacji językowej od książki bije autentyzm i realizm. Natomiast dzięki indywidualizacji językowej wiemy, z jaką postacią mamy do czynienia.

Jak już wspominałam, to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Ałbeny Grabowskiej, ale jakże udane. W zasadzie nigdy nie czytałam tak ciekawej powieści umieszczonej w XIX-wiecznej Polsce, zazwyczaj coś mi w nich zgrzytało, w tej natomiast idealnie się odnalazłam, po prostu czułam klimat tej powieści. Zarówno podobała mi się kompozycja, interesująca fabuła, jak i sposób, w jaki zostali wykreowani bohaterowie. Nie będę polecała Alicji w krainie czasów nikomu konkretnemu, powinniście sami po nią sięgnąć i przekonać się, czy Ałbena Grabowska i Was będzie w stanie zaczarować swoją opowieścią.


Za egzemplarz książki dziękuję

Książkę kupicie TUTAJ

„W życiu jak w kinie, czyli filmy na kozetce u Kasi” Katarzyna Miller

Tytuł: W życiu jak w kinie, czyli filmy na kozetce u Kasi
Tytuł oryginalny: W życiu jak w kinie, czyli filmy na kozetce u Kasi
Cykl: -
Autor: Katarzyna Miller
Tłumaczenie: -

Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 240
Data wydania: 11 maja 2016

Katarzyna Miller jest znaną i cenioną psycholożką, ale również psychoterapeutką oraz poetką. Interesuje się filozofią. Jej publikacje zdobyły dużą aprobatę wśród fanów, niedawno zaś wyszła jej książka W życiu jak w kinie, czyli filmy na kozetce u Kasi. 

Czytam i oglądam od dziecka. Sprawia mi to przyjemność, odpręża, a książki i obejrzane filmy często zmuszają do refleksji. Nie wstydzę się tego. Jestem miłośniczką literatury i kina. Czy to czyni mnie gorszą? Niejednokrotnie słyszałam pytania po co czytasz? To nudne. Czemu marnujesz czas na oglądanie filmów? Idź na imprezę, baw się. Nikt jednak nie zdawał sobie sprawy, że książki i filmy sprawiają, że widzę świat w wielu odcieniach, nie widzę tylko czerni i bieli, a przede wszystkim — rozwijam się.

W życiu jak w kinie, czyli filmy na kozetce u Kasi to książka, której bohaterkami są dwie kobiety: Kasia i Magda. Jako oddane kinomanki prowadzą luźną rozmowę na temat filmów. Zaraz na początku pani Katarzyna umieściła informację, iż nie jest to kompendium wiedzy o filmach, lecz zwykła rozmowa dwóch wielbicielek kina.
Ludzie boją się prawdy i jej siły, koloru, ciepła, miłości, zmysłów, egzystencji, która jest pełna gorącego żaru.
Dlaczego na kozetce u Kasi? Obserwując wymianę zdań tych dwóch kobiet, mamy wrażenie, że siedzimy na kozetce w gabinecie i przysłuchujemy się rozmowie. Ba! Uczestniczymy w niej. Kolejne poruszane tematy sprawiły, że niejednokrotnie i ja chciałam włączyć się do rozmowy i wyjaśnić swój punkt widzenia. Jednak robiłam to tylko w myślach. Czasami przytakiwałam, czasami zaprzeczałam, ponieważ inaczej interpretowałam dany film, czy książkę.

Są tam rozdziały zatytułowane np. Pedro Almodóvar, Doktor Lecter, Scarlett O'Hara, Sekrety i kłamstwa, Shrek, Thelma i Louise, Kochanek Lady Chatterley itp. W każdym są poruszane różne kwestie, choć po przeczytaniu dochodzę do wniosku, że najczęściej Pani Katarzyna i Pani Magda rozmawiały o różnych rodzajach miłości. Jedną z ciekawszych były rozważania na temat tego, czy można zakochać się w programie komputerowym. Jednak pojawiły się też dyskusje na temat ucieczki, macierzyństwa, sprawiedliwości czy szaleństwa. Punktem wyjścia był tutaj film Ona. Autorka patrzy na życiowe problemy i dylematy przez pryzmat losów filmowych bohaterów. Minipodsumowania są dodatkową gratką dla czytelnika, ponieważ zawierają listę filmów wartych obejrzenia.
Filmy Almodóvara są niczym flamenco. Namiętne, żywiołowe, przesadne i teatralne (...) są i flamenco, i teatrem, i karnawałem, i operą.
Na końcu książki znajdziemy epilog, w którym rozmówczynie opowiadają o swoich ulubieńcach, a także pytają czytelników, czy mają swoich ulubionych aktorów, czy aktorki. Kilka ostatnich stron to puste kartki, które możemy wypełnić tytułami swoich ulubionych produkcji filmowych. Ja niestety się na to nie skusiłam, ponieważ nie mam w zwyczaju pisać w książkach, jednak jeśli ktoś miałby taką chęć, to śmiało powinien zapełnić te kilka stron.
Na szczęście jest jedynym znanym mi psychiatrą, który zjadł pacjenta.
Pod względem graficznym książka prezentuje się naprawdę nieźle. Choć sama okładka nie przypadła mi do gustu, to jednak wnętrzem byłam zachwycona. W środku są urocze obrazki rudowłosej kobiety, którą możemy podziwiać na czerwonym tle poprzedzającym każdy rozdział. Na miniaturowe obrazki natkniemy się też przy każdym numerze strony. Natomiast po drugiej stronie znajdziemy cytaty, które pochodzą albo z filmów, albo z książek. Dwa, trzy razy zdarzyło się, że zamiast cytatu pojawił się rysunek związany z kinem.
Na szczęście miłość nie jest przypisana tylko młodości. Może pojawić się w każdym wieku, w najmniej spodziewanym momencie.
Przyznam szczerze, że na początku nie miałam pojęcia, o czym dokładnie jest ta książka. Myślałam, że taki typowy poradnik, bardzo schematycznie napisany, który po prostu przeczytam i odłożę na półkę. Myliłam się. To dobra lektura dla miłośników filmów, dość nietypowa, ale przyjemna w odbiorze.

Za egzemplarz dziękuję

Książkę kupicie TUTAJ

„Kalejdoskop wspomnień” Gaja Kołodziej

Tytuł: Kalejdoskop wspomnień
Tytuł oryginalny: Kalejdoskop wspomnień
Cykl: -
Autor: Gaja Kołodziej
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 280
Data wydania: 8 czerwca 2016

Wyjazd do Wiednia nie przyniósł Anieli upragnionego wytchnienia, wręcz przeciwnie — poznany tam mężczyzna sprawił jej duży zawód. Zrezygnowana bohaterka postanawia wrócić do Polski, ale los rzuca jej kolejne kłody pod nogi. W wypadku samochodowym traci matkę. Pogrążona w rozpaczy kobieta próbuje uporać się z bólem po śmierci najbliższej osoby, ale także postanawia zbudować na nowo swój świat. Po przylocie zaszywa się w domu swojej cioci, ale nawet tam początkowo ni, nie jest w stanie ukoić jej bólu.

Gaja Kołodziej to młoda pisarka mająca na swoim koncie osiem publikacji. Kalejdoskop wspomnień jest jej najnowszą książką, której premiera odbyła się niedawno, bo ósmego czerwca. Jednocześnie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Powieść zainteresowała mnie nie tylko ciekawym opisem, ale również subtelną okładką. I przede wszystkim należy się tutaj plus za to, że na tylnej okładce nie widzimy streszczenia, a jedynie delikatny zarys opowieści.
Żegnaj — mówił rozum
Wróć — prosiło serce.
Początkowo akcja książki toczy się trochę mozolnie i z całą pewnością nie działa to na korzyść książki. Mimo iż potem całość nabiera tempa, to jednak w całej fabule trafiłam na kilka nieścisłości, które odebrały mi poniekąd przyjemność czytania. Natomiast bardzo mi się spodobało wplecenie w całą opowieść małych retrospekcji, które czytałam ze szczerym zaciekawieniem. To pozwoliło mi poznać bohaterów jeszcze bardziej. 

Aniela jest osobą, którą na początku trudno polubić. Wydawać się może, że to postać, która myśli wyłącznie o sobie i nie zwraca uwagi na uczucia innych. I może jest w tym trochę prawdy, ale po przeczytaniu całości można doskonale dostrzec jaką przemianę przechodzi główna bohaterka. Z egoistycznej i płaczliwej dziewczyny przemienia się w silną kobietę. Ma dobroduszne serce, ale boi się komukolwiek w pełni zaufać, nic więc dziwnego, że do każdego podchodzi z dystansem. W Kalejdoskopie wspomnień doskonale widać, jak strata najbliżej osoby może wpłynąć na całe życie. Po wszystkim pozostaje ból i rozpacz i ciężko rozpocząć życie na nowo.

Adrian natomiast zyskał moją sympatię już od pierwszych kart książki. Inteligentny, skromny i nieco tajemniczy, tak w skrócie można byłoby go określić. Miał w sobie naprawdę dużo cierpliwości, a przy tym nadal pozostawał serdeczny i pomocny. Postacie absolutnie nie są wyidealizowane, mają zarówno wady, jak i zalety. Adrian niejednokrotnie próbował zbliżyć się do Anieli, do swojej anielicy, ale pojawiała się w nim blokada, którą ciężko było mu przełamać. 

Kalejdoskop wspomnień to historia z pozoru banalna, która po bliższym poznaniu zdecydowanie zyskuje na wartości. To opowieść o radzeniu sobie ze śmiercią bliskich, o trudnych wyborach, ale także o znajdowaniu w sobie siły. Siły, która będzie jednocześnie nadzieją i która będzie drogowskazem w dalszym życiu. Czasami niektóre książki na pierwszy rzut oka nie są interesujące, ale po przeczytaniu można dostrzec, że jest w nich coś wyjątkowego. Bohaterowie Kalejdoskopu wspomnień walczą z demonami przeszłości, które uniemożliwiają im pójście do przodu. Trudne relacje rodzinne, nieporozumienia, to tylko jedne z niewielu problemów, z którymi muszą się zmierzyć. To także książka o poszukiwaniu szczęścia. Nigdy do końca nie wiadomo, czym ono jest i czym się przejawia. Niejednokrotnie próbujemy sobie odpowiedzieć na te pytanie, a okazuje się, że czasami najmniejsze gesty i słowa potrafią sprawić, że zaczynamy odczuwać euforię, a w sercu zaczyna tlić się nadzieja, że może to właśnie zalążek szczęścia. Minimalny, niemal znikomy, ale który daje radość. 

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Gai Kołodziej nie należało do najgorszych. Choć niektórymi momentami byłam zawiedziona, to ogólnie odczuwam satysfakcję po przeczytaniu całej książki. Przeczytanie książki pozwoliło spojrzeć mi na niektóre sprawy z innej perspektywy. Kilka mankamentów nie zaważyło aż tak mocno na ocenie całej historii, bo mimo wszystko była to lektura przyjemna i ciekawa. Zdecydowanie atutem tej powieści są bohaterowie i inspirujące cytaty, które znajdziemy praktycznie na każdej stronie.

Za egzemplarz książki dziękuję autorce.

„Habbatum” Augusta Docher

Tytuł: Habbatum
Tytuł oryginalny: Habbatum
Cykl: Wędrowcy (tom 2)
Autor: Augusta Docher
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: BIS
Liczba stron: 560
Data wydania: maj 2016

Prawie rok temu na rynku wydawniczym pojawiła się pierwsza książka Augusty Docher pt. Eperu. Habbatum to jej druga część, która miała swoją premierę w maju 2016 roku. Książka tak jak poprzednia z tego cyklu została wydana przez wydawnictwo Bis.

Sielanka nie była pisana Annie i Leo. Nie minęło dużo czasu, a Leo stracił ukochaną z oczu. Anna po porwaniu budzi się w zamkniętym pomieszczeniu. Nie wie ani gdzie jest, ani jakie dokładnie plany ma Dorothy, kobieta, która sprawiała wrażenie miłej i serdecznej, a tak naprawdę okazała się członkinią wrogiego plemienia Habbatum. Anna nie jest w stanie uwolnić się sama, dlatego skupia się na telepatycznej próbie skontaktowania się z ukochanym. Leo natomiast wraz z najlepszym przyjacielem Krisem robi wszystko, aby za wszelką cenę odnaleźć Annę i odbić ją z rąk wrogiego plemienia. Czy poszukiwania się powiodą?

Habbatum to książka z gatunku literatury młodzieżowej, jednak nie brakuje w niej wątków fantastycznych, czy charakterystycznych dla powieści romantycznej. Habbatum wyróżnia się na tle pozostałych książek dla młodzieży, ponieważ jego głównym atutem jest zdecydowanie fabuła, która należy do oryginalnych i zaskakujących. Większość młodzieżówek, choć nie mówię, że wszystkie, jest napisana w oparciu o określony schemat. Augusta Docher nie powiela utartych schematów, potrafi zainteresować odbiorcę, a przede wszystkim konsekwentnie trzyma się pomysłu. Książka nie jest chaotyczna, czyta się ją nadzwyczaj dobrze i to jest zdecydowanie plus powieści.

Druga część, choć liczy niemal 560 stron, wciąga już od pierwszych chwil. Akcja Habbatum przypomina sinusoidę. Są momenty, które wyciszają czytelnika, by po chwili sprawić, aby jego tętno nieco przyśpieszyło. Autorka nie pozwala nudzić się, co rusz opisując kolejne wydarzenia bądź wprowadzając nowe postacie. Odbiorca ma okazję poznać nowych bohaterów, m.in. Dalilę, Thora, Alana oraz Briana.

Jedną z ciekawszych postaci, które pojawiają się w książce, jest Brian. Jest  Wędrowcem, podobnie jak Leo. Jednak po przeczytaniu całej książki nie byłam w stanie stwierdzić, czy go lubię, czy nie. Niewątpliwie należy do bohaterów, którzy wprowadzają niemałe zamieszanie. Według mnie nie jest to postać jednoznaczna moralnie, co nie znaczy, że nie da się jej polubić. Przyznam, że niejednokrotnie uśmiechałam się ze złośliwością, gdy mieszał w życiu pozostałych bohaterów, ale podejrzewam, że taki już jego urok.

Warto też wspomnieć o jednym z głównych bohaterów, czyli o Leo, który na kartach powieści przechodzi przemianę, nie tylko wewnętrzną, ale też zewnętrzną. Mężnieje oraz staje się bardziej zdeterminowany. Cenię bohaterów, którzy nie są nijacy, a wzbudzają w czytelniku zaciekawienie. Nie mogę tego powiedzieć o Annie, do której nie zapałałam sympatią od pierwszej części. Stanowczo postacie męskie wiodą prym w tym cyklu.

Mimo iż cała powieść nie wzbudza we mnie tak skrajnych emocji, to jednak muszę przyznać, że dobrze bawiłam się, czytając drugi tom Wędrowców. Właśnie w tej części czytelnik ma okazję bliżej poznać dwa plemiona: Eperu i Habbatum. Dobrym posunięciem ze strony autorki było to, że nie opisała wszystkiego w pierwszej części. Pozostawiła niedosyt, nie rozwiała wątpliwości, przez co odbiorca chciał tym bardziej sięgnąć po drugą część, aby zaspokoić swoją ciekawość i pogłębić swoją wiedzę na temat tych plemion.

Zdecydowanie od strony graficznej Habbatum nie prezentuje się dobrze. Nie mówię tutaj o postaciach, które są na okładce, ale o foncie. Nieumiejętne posługiwanie się płaskorzeźbą może narobić więcej szkód niż pożytku. Dodatkowo gradient w brudnożółtym odcieniu nie pasuje do kolorystyki tła i postaci, które są utrzymane raczej w chłodnych kolorach takich jak zieleń, turkus, czy szarość.

Według mnie Habbatum wypada mimo wszystko lepiej niż Eperu. Jest ciekawsze, wzbogacone o interesujące wątki, postacie i dialogi. Augusta Docher z każdą kolejną książką się rozwija, robi postępy, więc jestem pewna, że trzecia część cyklu wypadnie jeszcze lepiej. Czy polecam? Tak, zdecydowanie. To dobra książka młodzieżowa, która umili Wam letnie wieczory.

Eperu | Habbatum | Batawe


Za książkę dziękuję autorce i wydawnictwu Bis

„Przekroczyć granice” Katie McGarry

Tytuł: Przekroczyć granice
Tytuł oryginalny: Pushing the Limits
Cykl: Pushing the limits
Autor: Katie McGarry
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 496
Data wydania: 8 czerwca 2016

Przekroczyć granice Katy McGarry miało swoją premierę niedawno, bo ósmego czerwca 2016. Książka została wydana przez wydawnictwo Muza i rozpoczyna cykl Pushing the limits.

Przeczytałam zapowiedź tej książki na jednym blogu poświęconemu recenzjom i już wiedziałam, że jest to historia, o której chciałabym poczytać i przyjrzeć się jej bliżej. Nie spoilerowałam sobie przedpremierowymi recenzjami, a gdy natykałam się na coś związanego z tą książką, po prostu od razu wyłączałam stronę.

Jeszcze do niedawna Echo Emerson miała wszystko: pozycję w szkole, chłopaka sportowca, uznanie wśród znajomych. Jeden wypadek przekreślił wszystko, a Echo stała się odludkiem. Najgorszy wydaje się fakt, że nie pamięta tego wydarzenia. Jedyną pamiątką po tajemniczym wypadku są blizny na rękach oraz amnezja. Echo zaczyna uczęszczać na terapię do tej samej terapeutki, co Noah. Chłopak nosi ze sobą inny bagaż doświadczeń. Jedno wydarzenie sprawiło, że zaczął ćpać i szukać dziewczyn do zaliczenia. Za wszelką cenę chce odzyskać swoich braci, którzy przebywają w rodzinie zastępczej.

Oboje chcą powrotu do normalności, pragną uporządkować swoje życie i ruszyć do przodu. Czy będzie to możliwe, gdy los zacznie nieustannie krzyżować ich drogi? Czy Echo uda się odkryć prawdę i spełnić marzenia? Czy Noah będzie w stanie zaopiekować się dwójką rodzeństwa? Czy może jednak wydarzy się coś, co mu to uniemożliwi? Czy oboje przekroczą granice, nie patrząc na konsekwencje?
   Rany się zabliźniają i nie zawsze masz wrażenie, jakby haratał cię nóż. Ale kiedy najmniej się tego spodziewasz, pojawia się ból, który ci przypomina, że nic już nigdy nie będzie takie samo.
Zacznę może od fabuły, która może wydawać się schematyczna i oklepana, bo ileż powstaje powieści opierających się na problemach nastolatków? Wiele. Jednak fabuła Przekraczając granice nie wydaje się tak oczywista. Owszem, mamy tu do czynienia z dwójką nastolatków z problemami, jednak opowieść jest tak dobrze skonstruowana, że czytając o Echo, Noahu, Beth, Lili, miałam wrażenie, że takie osoby naprawdę istnieją, że również borykają się z różnymi przeciwnościami losu. Bił od nich po prostu autentyzm. Żaden problem nie był wyolbrzymiony na tyle, aby wydawał się naciągany i sztuczny. W takiej sytuacji mógł się znaleźć każdy z nas.

Autorka wykreowała pełnokrwistych bohaterów. Takich, którzy mają zarówno zalety, jak i wady, swoje przyzwyczajenia, dziwactwa, czy słabości. Z ręką na sercu mogę przyznać, że po raz pierwszy żadna z postaci mnie nie denerwowała i nie irytowała, być może to właśnie dlatego pod koniec książki trudno było mi się z nimi rozstać. Chciałam nadal przeżywać ich historie. Echo polubiłam za jej wrażliwość i trafną ocenę sytuacji, natomiast Noaha za pikantne teksty, za skromność, a pod koniec powieści za podjęcie dojrzałej decyzji. Relacja między Echo a Noahem była wyjątkowa, przepełniona szczerością, przez co pokochałam tę dwójkę jeszcze bardziej. Nie zabrakło jednak dogryzania i zabawnych rozmów. Katie McGarry nie zapomniała o bohaterach drugoplanowych, których kreacja była przemyślana od początku do końca.
   Uwielbiałam te oczy. Czekoladowo-brązowe, z figlarnym błyskiem gotowym podpalić świat.
Książka porusza wiele ważnych kwestii. To właśnie w Przekroczyć granice możemy poczytać o braku akceptacji ze strony bliskich, o kłamstwach i o radzeniu sobie z bólem.  Czasami nie warto brnąć w związki, czy przyjaźnie, w których będziemy czuć się wykluczeni. To niesamowita historia o uzdrawiającej mocy miłości i przyjaźni. To książka, która uczy, że nie każde potknięcie oznacza przegraną, czasami musimy coś stracić, aby zyskać coś innego. 

Katie McGarry pisze bardzo plastycznym językiem, nie używa zbędnych zapychaczy i ozdobników. Akcja toczy się stosunkowo wolno, ale nie uważam tego za jakąkolwiek wadę, ponieważ mogłam bardziej przyjrzeć się poszczególnym wydarzeniom i wczuć się w sytuację bohaterów.

Przekroczyć granice to książka, w której całkowicie się zakochałam. Przeżywałam z bohaterami wszystkie rozterki, cieszyłam się, gdy wszystko szło po ich myśli oraz czułam przygnębienie, czytając o komplikacjach w ich życiu. To właśnie w niej znajdziecie istne apogeum emocji w najlepszym wydaniu. Jest to historia, do której będę z przyjemnością wracać. Jestem nią absolutnie zachwycona i oczarowana, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko z czystym sumieniem polecić ją każdemu.


Za egzemplarz dziękuję


„Szczęśliwe zakończenie” Vera Falski

Tytuł: Szczęśliwe zakończenie
Tytuł oryginalny: Szczęśliwe zakończenie
Cykl: -
Autor: Vera Falski
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 400
Data wydania: 4 kwietnia 2016

Szczęśliwe zakończenie to druga książka tajemniczej autorki Very Falski. Powieść została wydana w pierwszej połowie 2016 roku przez wydawnictwo Otwarte.

Kim tak naprawdę jest Vera Falski wiedzą tylko nieliczni. Sama się nad tym niejednokrotnie zastanawiałam, odkąd przeczytałam pierwszą powieść tej tajemniczej autorki. Właściwie nie wiadomo czy pod pseudonimem ukrywa się jedna, czy dwie osoby. Swoją przygodę z książkami autorki rozpoczęłam kilka dni po premierze Za żadne skarby, a samą powieść wspominam bardzo pozytywnie. Byłam więc ciekawa, czy i druga książka przypadnie mi do gustu.

Sabina Czerniak jest autorką specjalizującą się w literaturze kobiecej. Ukrywa się pod pseudonimem Sonia Geppert, a jej książki zostały okrzyknięte bestsellerami. Mimo sukcesów czterdziestolatka ma problemy z napisaniem kolejnej powieści. Jednak to nie jej jedyny problem. W niefortunny sposób zraża do siebie ludzi i naraża się na niepochlebne komentarze z ich strony. Dochodzi do wniosku, że musi w końcu zmienić coś w swoim życiu. Jej pierwszym krokiem jest wyjechanie nad polskie morze i ochłonięcie po całej sytuacji związanej z mediami.

Humor w tej książce jest dosyć specyficzny. Autorka w zabawny i nieco ironiczny sposób odnosi się do współczesnego świata. Wyśmiewa zdobywanie kolejnych znajomych poprzez portal, jakim jest facebook, czy też publikowanie prymitywnych wpisów na twitterze. Najważniejszy wydaje się jednak fakt, że rozpętała istny huragan w literackim świecie.

Warto też wspomnieć, że w Szczęśliwym zakończeniu pojawia się wątek miłosny. Zdecydowanie dodaje on smaku całej książce, ponieważ nie spotkacie się tutaj z ogromnymi pokładami słodyczy, lecz z uczuciem szczerym i nieprzerysowanym. Właśnie coś takiego cenię w książkach. Życie miłosne bohaterów nie wysuwa się na pierwszy plan, ale stanowi idealne tło dla kolejnych rozgrywających się wydarzeń.

Mam mieszane uczucia, co do głównej bohaterki. Z jednej strony jest postacią, którą naprawdę da się polubić, ale z drugiej momentami niesamowicie irytuje, a właściwie nie ona, lecz jej zachowanie, często naiwne i uległe. Po części rozumiem taką kreację postaci. W końcu Sabina jest pisarką, która przeżywa kryzys i jest to w jakiś sposób usprawiedliwione. Mimo wszystko jakoś zżyłam się z Sabiną i zapałałam do niej sympatią. Nie mogę powiedzieć tego samego o jej córce, która chyba jest najbardziej irytującą postacią, z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia. I uwierzcie, wiem, co mówię. Nie istnieje inna taka postać. Odnosiła się w protekcjonalny sposób do swojej matki, miałam wrażenie, że próbuje na siłę wszystkim udowodnić, że to ona zawsze ma grać pierwsze skrzypce.

Myślę, że książka jest dobrą satyrą na dzisiejsze zachowanie ludzi. Vera Falski obnaża literacki świat, ale także patrzy z dezaprobatą na technologię, która wypacza społeczeństwu mózg. Nic więc dziwnego w tym, że autorzy często próbują zachować anonimowość. W dzisiejszym świecie to niemal zbawienne.

Całą opowieść oceniam na bardzo duży plus. Mimo że Szczęśliwe zakończenie wypada w moich oczach nieco słabiej niż Za żadne skarby, to jednak czyta się je z lekkością. Książka jest z jednej strony lekturą zabawną, z drugiej natomiast nie brakuje w niej trafnych odniesień do dzisiejszego świata.

Za książkę dziękuję portalowi

„Obce niebo” (2015)

Tytuł: Obce niebo
Tytuł oryginalny: Obce niebo
Gatunek: dramat, thriller
Kraj produkcji: Polska, Szwecja
Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 107 minut
Reżyseria: Dariusz Gajewski
Obsada: Agnieszka Grochowska, Bartłomiej Topa, Barbara Kubiak, Ewa Fröling
Dystrybucja: Next Film

   Obce niebo to kolejny film w dorobku Dariusza Gajewskiego, polskiego scenarzysty i reżysera. Produkcja światło dzienne ujrzała w 2015 roku.

   Pewna polska rodzina wyjeżdża do Szwecji w poszukiwaniu lepszego życia. Basia (Agnieszka Grochowska) i Marek (Bartłomiej Topa) za wszelką cenę próbują się tam zaaklimatyzować. Chcą, aby ich córka miała jak najlepsze życie. Ula (Barbara Kubiak) ukrywa jednak przed rodzicami to, że nie radzi sobie w szkole oraz nie potrafi zaprzyjaźnić się z rówieśnikami, którzy uważają ją za kogoś gorszego. Sytuację pogarsza fakt, że między dwójką dorosłych ciągle dochodzi do nieporozumień, przez co robią sobie krótkie przerwy. W wyniku nieporozumienia Ula dzwoni do opieki społecznej i prosi o pomoc. To rozpoczyna trudną walkę z biurokracją o dziecko. Czy uda się im odzyskać córkę?
zdjęcia: filmweb.pl
Jeżeli mam być szczera, to czekałam na ten film, odkąd przeczytałam o nim na jednej ze stron internetowych. Potem obejrzałam zwiastun i już wiedziałam, że chcę koniecznie obejrzeć tę produkcję. Fabuła była obiecująca, obsada również, ale najbardziej zainteresował mnie fakt, że to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. Po obejrzeniu filmu poczułam duże rozczarowanie. Miałam wręcz wrażenie, że to zupełnie inna historia niż ta, której trailer widziałam w internecie.

Chyba nie było w tym filmie nic, co mogłoby mi się spodobać. Wiecie czego zabrakło w tej produkcji? Jakichkolwiek emocji. Oglądając Obce niebo miałam wrażenie, że wszystko jest wymuszone. Zazwyczaj, gdy rodzicom odbierają dziecko, są oni przepełnieni rozpaczą lub są zdeterminowani, aby je odzyskać. Tutaj powiało tak wielką nudą, że miałam ochotę wyłączyć ten film już w połowie. Nie wiem, czy to wina aktorów, którzy nie potrafili poradzić sobie ze swoimi rolami, czy scenariusza, którego nikt nie potrafił zrealizować. Wyszło kiepsko, ba, tragicznie. Jeżeli aktorzy grają tak marnie, to już raczej nic nie uratuje filmu, nawet najpiękniejsze krajobrazy, ścieżka dźwiękowa... a właśnie, jej praktycznie też nie było, więc nie ma o czym nawet mówić.

Drugi zarzut to nietrzymająca się niczego fabuła. Wielu postępowań bohaterów po prostu nie rozumiałam. Niektóre z sytuacji były tak absurdalne, że z całą pewnością Pan Bóg złapałby się za głowę. Urywki zwiastuna były naprawdę interesujące i zdecydowanie zachęcały do obejrzenia filmu, ale to, z czym się spotkałam przy oglądaniu przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Po obejrzeniu tego filmu zaczynam coraz krytyczniej patrzeć na polskie produkcje, które owszem, zapowiadają się interesująco, ale po wszystkim okazuje się, że nie były warte zachodu. Spodziewałam się zupełnie innej opowieści, a dostałam historie pozbawioną wszelkich emocji. Nie polecam i zamierzam unikać tego filmu, jak tylko się da.

#7 MUST WATCH: czerwiec

     Dobry wieczór. Dzisiaj niestety krótko, zwięźle i na temat. Przeglądałam przez cały dzień premiery, które mogłyby mnie zainteresować, oprócz tych, które miałam w planach już od dawna, ale nic interesującego nie znalazłam. Może stąd ten krótki i treściwy post.
     Podejrzewam, że wielu z Was czeka na premierę hitu, jakim ma być Zanim się pojawiłeś. Przyznam szczerze, że nie czytałam jeszcze książki i na razie nie zapowiada się, abym po nią sięgnęła. Film może obejrzę przy okazji (jest mi bez różnicy, czy przed przeczytaniem książki).









Czerwcowe premiery
Tytuł: Wojna
Tytuł oryginalny: Krigen
Premiera światowa: 5 września 2015
Premiera w Polsce: 10 czerwca 2016
Gatunek: dramat, wojenny
Opis: Obraz przejmująco ukazuje wojnę w Afganistanie oczami dowódcy kompanii. Główny bohater codziennie mierzy się nie tylko z otaczającym go okrucieństwem wojny, ale też trudnymi pytaniami i decyzjami (...)
Oczekiwania: Małe.

Tytuł: Gdzie jest Dory
Tytuł oryginalny: Finding Dory
Premiera światowa: 16 czerwca 2016
Premiera w Polsce: 17 czerwca 2016
Gatunek: animacja, familijny
Opis: Zapominalska morska rybka Dory udaje się w podróż do Kalifornii, by odnaleźć utraconą rodzinę.
Oczekiwania: Znikome.

Tytuł: Przyjaźń czy kochanie?
Tytuł oryginalny: Love & Friendship
Premiera światowa: 23 stycznia 2016
Premiera w Polsce: 24 czerwca 2016
Gatunek: melodramat
Opis: Rok 1790. Do domu teściów przybywa piękna wdowa lady Susan Vernon, aby przeczekać burze wywołaną plotkami o jej niemoralnym prowadzeniu. Nie zamierza tracić czasu i postanawia upolować męża dla siebie oraz córki.
Oczekiwania: Duże.

Tytuł: Wszystkowidząca
Tytuł oryginalny: Skammerens datter
Premiera światowa: 26 marca 2016
Premiera w Polsce: 24 czerwca 2016
Gatunek: przygodowy
Opis: Dina ma umiejętność zaglądania w głąb każdego człowieka i rozpoznawania jego zamiarów. Jej matka, po której to odziedziczyła, zostaje wezwana do zamku, aby pomogła rozwiązać sprawę morderstwa rodziny królewskiej. Na drugi dzień po Dinę przyjeżdża tajemniczy Drakan. Okazuje się, że to pułapka, a Drakan chce przejąć władzę. Dziewczynka trafia do lochu, gdzie poznaje jedynego spadkobiercę króla, Nico, który jest uznawany za winnego wymordowania swojej rodziny. Dina chce uciec z zamku, ale aby to zrobić, będzie musiała przejść przez legowisko smoków. Będzie to wyjątkowa trudna i obfitująca w niebezpieczne przygody przeprawa...
Oczekiwania: Średnie.

Ostatni film zainteresował mnie ze względu na to, że podobno jest na podstawie książki. Jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. A Wy wyczekujecie na jakiś film? :)

grafika must watch (c) 97books
plakaty i informacje (c) filmweb.pl

„Kiedy byłem dziełem sztuki” Éric-Emmanuel Schmitt

Tytuł: Kiedy byłem dziełem sztuki
Tytuł oryginalny: Lorsque j'etais une oeuvre d'art
Cykl: -
Autor: Éric-Emmanuel Schmitt
Tłumaczenie: Maria Braunstein
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 264
Data wydania: 3 listopada 2014

  Kiedy byłem dziełem sztuki to książka Érica-Emmanuela Schmitta, która została wydana przez wydawnictwo Znak Literanova w 2014 roku. 

  To dopiero moje drugie spotkanie z tym autorem. Wcześniej miałam okazję przeczytać tylko Oskara i panią Różę, która zachwyciła mnie swoją prostotą i jednocześnie głębokim przekazem.

     Książka zaczyna się dosyć banalnie, bo główny bohater chce popełnić samobójstwo, ponieważ uważa, że nie dorasta do pięt swoim braciom. Tazio, bo tak ma na imię nasz bohater, nie jest jednak do końca zdecydowany i ma wątpliwości. Po odbyciu krótkiej rozmowy z artystą przystaje na jego propozycję i zgadza się zostać żywym dziełem sztuki. 

     Układ z Zeusem Peterem Lamą, artystą, można śmiało porównać do podpisania cyrografu. Warunki są kuszące, więc nic dziwnego, że bohater na nie przystaje. Sam w końcu nie widzi żadnego sensu w swoim życiu, nie potrafi dorównać swojemu rodzeństwu — idealnym braciom Firelli. Tazio jednak nie zdaje sobie sprawy, jakie mogą być tego konsekwencje.
Nasze społeczeństwo jest tak zorganizowane, że lepiej być rzeczą. Wtedy będziesz w końcu szczęśliwy.
     Éric-Emmanuel Schmitt kreśli obraz bohatera samotnego, nieumiejącego pogodzić się z własnym losem, niedocenianego, nieco zagubionego i odsuniętego na ostatni plan, który dopiero po szeregu przykrych wydarzeń jest w stanie dostrzec, co stracił i do czego już nie będzie mógł powrócić. I tak jest w prawdziwym życiu. Ludzie pragną tego, co jest dla nich teoretycznie nieosiągalne. Nie doceniają tego, co mają. Dopiero po jakimś czasie zdają sprawę, że mimo iż ich życie nie było usłane różami, było w gruncie rzeczy dobre. 

     Natomiast dzięki postaci Zeusa Petera Lamy mamy możliwość się przekonać, na jakich zasadach działa świat artystów. Co prawda autor pokazuje ten obraz w nieco ironiczny sposób, ale warto doszukać się czegoś więcej w tych prześmiewczych słowach. Wiecie, w czym przejawia się sztuka? W formie, w jakiej ją wyrażamy. Nie liczy się talent, lecz oryginalność, dlatego artyści z utworu tworzą abstrakcyjne rzeczy praktycznie ze wszystkiego, nawet z ludzkich wydzielin. 

     Najbardziej wstrząsający był dla mnie obraz przemienionego Tazia, mężczyzny, który po prostu nie potrafił odnaleźć właściwej drogi w życiu. Do tej pory nie jestem w stanie wyobrazić, jak jego ciało musiało wyglądać po tylu operacjach, modyfikacjach. To jednak kolejna metafora stworzona przez Schmitta. Doceniamy dopiero po utracie.

     Kiedy byłem dziełem sztuki to również książka o uprzedmiotowieniu człowieka. O odebraniu mu uczuć i zdolności do wyrażania własnej opinii. Wydawać się to może wręcz absurdalne, bo czy istnieje możliwość odebrania komukolwiek prawa do bycia szczęśliwym i rozumianym? I czy w ogóle my sami możemy się tego zrzec?

     Myślę, że nie jest to książka dla młodszych czytelników ze względu na to, że w historii pojawiają się sytuacje, które mogą się wydać niektórym nieco odstraszające czy szokujące. To doskonała opowieść dla tych, którzy często zastanawiają się nad istotą człowieczeństwa, nad tym, co jest w życiu ważne i jaką rolę odgrywają w nim inni ludzie.

Lubię książki, które skłaniają do przemyśleń i jakichś głębszych refleksji. Niewątpliwe Kiedy byłem dziełem sztuki należy do takich książek i warto przyjrzeć się jej bliżej. Polecam ją każdemu, kto podobnie jak ja lubi niebanalne historie, ciekawe metafory i niełatwą tematykę. 

„Colonia” (2015)

Tytuł: Colonia
Tytuł oryginalny: Colonia
Gatunek: dramat
Kraj produkcji: Niemcy
Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 110 minut
Reżyseria: Florian Gallenberger
Obsada: Emma Watson, Daniel Brühl, Michael Nyqvist, Vicky Krieps
Dystrybucja:

Do ostatniej chwili zastanawiałam się, o czym właściwie jest ten film. Początkowo pomyliłam go nawet z Regresją, o której jakiś czas temu pisałam na blogu. Colonia to film Floriana Gallenbergera, niemieckiego reżysera, który po dosyć długiej przerwie (bo po sześciu latach), postanowił powrócić z nową produkcją.

Lena (Emma Watson) i Daniel (Daniel Brühl) to para niemieckich turystów przebywających w Chile. Mężczyzna bierze udział w protestach przeciwko lokalnej władzy. Pewnego dnia, podczas zamieszek, zostaje złapany i oskarżony o spiskowanie przeciwko rządzącym. Za karę trafia do obozu, do Kolonii Godności (Colonia Dignidad). Lena, postanawiając ratować ukochanego, sama wstępuje do obozu. Jednak opuszczenie osady nie jest takie proste, jak mogłoby się na początku wydawać.

Kolonię nie bez powodu porównuje się do jednego z wielu niemieckich obozów koncentracyjnych. Osada założona przez Paula Schäfera (w tej roli Michael Nyqvist) i niemieckich imigrantów była miejscem hermetycznym, gdzie ludzi przetrzymywano siłą, torturowano ich, a nawet mordowano. Pozornie można było twierdzić, że to tylko religijna wspólnota, która nikomu nie zagraża. Potem jednak owa wspólnota przemieniła się w sektę. Wszyscy mieli chodzić jak w zegarku, a nieposłuszeństwo spotykało się tutaj z surowymi karami. 

Film ten, to upamiętnienie ofiar Pinocheta oraz wszystkich skrzywdzonych przez Paula Schäfera. Postać tego drugiego mężczyzny do tej pory wywołuje u mnie odruchy wymiotne. Nazista, pedofil, zboczeniec — właśnie takimi słowami można określić Schäfera. Myślę, że produkcja w dobry sposób odwzorowuje wydarzenia z tamtego okresu. 

Dużą uwagę warto zwrócić na napisy końcowe, z których możemy dowiedzieć się, co stało się z tymi wszystkimi ludźmi przebywającymi w osadzie, samym Schäferem, ilu osobom udało się stamtąd uciec oraz jaki stosunek do istnienia takiego „obozu” miał świat. Byłam zszokowana, widząc te wszystkie przerażające informacje. Dopóki nie obejrzałam tego filmu, nie zdawałam sobie sprawy, na jaką skalę działała Colonia. O samej dyktaturze Pinocheta słyszałam niejednokrotnie, ale to, co działo się w Chile, było dla mnie nie do pomyślenia.

Większość zarzuca Emmie Watson sztuczną grę aktorską, na siłę ciągle ją łącząc z rolą Hermiony Granger. Moim zdaniem niesłusznie. Dla mnie Emma jest aktorką, która idealnie wpasowuje się w klimat takich filmów jak Colonia czy Regressión. Owszem, zdobyła dużą sławę dzięki tej roli, ale od zakończenia tej serii minęło kilka dobrych lat, a Emma wystąpiła w szeregu niezłych filmach. Czy warto więc przyczepiać jej plakietkę z nazwą Hermiona Granger? Według mnie jest osobą niezwykle charyzmatyczną z niewątpliwie dużym talentem aktorskim. Pasuje do ról z pozoru niewinnych kobiet, które potrafią pokazać pazury. Co do Daniela Brühla, to mam mieszane uczucia. Jego postać czasami mnie irytowała. Rozumiem, że chciał uwieczniać wszystko na zdjęciach, aby potem pokazać światu, co wyprawiał Pius, ale myślę, że w pewnym momencie stracił nad tym panowanie. 

Zdecydowanie na największe uznanie zasługuje Michael Nyqvist, czyli aktor wcielający się w postać Schäfera. Grał tak autentycznie, że czasami miałam wrażenie, że na ekranie widzę tego okrutnego nazistę, a nie aktora.

Wielki plus za ścieżkę dźwiękową. Dobrym pomysłem było umieszczenie Ain’t No Sunshine Billa Whitersa w dwóch wersjach. Pierwsza, radosna, żywa pojawia się na początku filmu, natomiast druga o wiele bardziej przygnębiająca tuż na koniec. Widz do ostatniego momentu śledzi wydarzenia rozgrywające się w filmie. Jest to produkcja przemyślana od początku do końca, która trzyma widza w niepewności.

Zarówno gra aktorska, jak i samo wykonanie stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Jest to przede wszystkim historia ciekawa, na którą warto zwrócić uwagę i poświęcić czas na jej obejrzenie. We mnie wywołała szereg skrajnych emocji, do tej pory nie mogę się otrząsnąć po obejrzeniu tego filmu. Polecam go każdemu. I myślę, że powinno powstawać więcej takich produkcji, które będą uświadamiały nas i nieustannie przypominały o tym, jaki jest świat i ludzie.


© Agata | WS.