125. „Ostatni pocałunek” Laurelin Paige

Tytuł: Ostatni pocałunek
Tytuł oryginalny: Last Kiss
Cykl: First And Last (tom 2)
Autor: Laurelin Paige
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 496
Data wydania: 21 lipca 2017

Po elektryzującym pierwszym tomie czekałam z niecierpliwością na drugi, aby móc się dowiedzieć, jak potoczą się losy Emily i Reeve'a oraz niebezpieczna gra, w jakiej uczestniczą. Moje pierwsze spotkanie z Laurelin Paige wypadło zaskakująco dobrze. Zaserwowała mi jazdę bez trzymanki niczym na rollercoasterze. Czy drugim tomem tym bardziej mnie do siebie przekonała, czy wręcz przeciwnie — zniechęciła?

Po przeczytaniu fragmentu Ostatniego pocałunku, który zamieściło wydawnictwo, obawiałam się, że autorka zastosuje schemat, którego bardzo nie lubię w książkach. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne, a ostatecznie świetnie się bawiłam, czytając tę książkę.

Historia rozpoczyna się w momencie, w którym kończy się poprzednia część, dlatego od samego początku czytelnikowi towarzyszy cała gama emocji. Pojawia się zdezorientowanie, ale i zainteresowanie wydarzeniami, w których uczestniczą bohaterowie. Laurelin Paige postarała się, aby każda strona kipiała od nadmiaru doznań. Opisała wszystkie wydarzenia w taki sposób, aby czytelnik nie miał czasu się nudzić. Sprawiła, że czułam się jak na rollercoasterze, który dostarcza mi niezliczoną ilość wrażeń. 
Ktokolwiek uznał, że potępionych dręczy ogień i siarka, mylił się. Piekło to zimno, lód i pustka. Piekłem było patrzeć, jak ktoś, kogo tak kurczowo się trzymałam, wymyka mi się z rąk. Piekłem była świadomość, że ten, którego wreszcie pokochałam, nigdy nie pokocha mnie.
Ostatni pocałunek zdecydowanie różni się od Pierwszego dotyku. Autorka zrezygnowała z dominującego wątku mafijnego, który odgrywał w całej powieści kluczową rolę, na rzecz uwypuklenia relacji głównych bohaterów oraz problemów, z którymi muszą się zmierzyć. Czuję lekkie rozczarowanie spowodowane tym, że autorka odsunęła na drugi plan tak ważny dla całej historii wątek. To właśnie dzięki niemu można było poczuć, że to coś więcej niż zwykły erotyk. Pisarka nie rezygnuje z niego całkowicie, ale poświęca mu zdecydowanie mniej uwagi niż przedtem. Nie jestem pewna, czy to posunięcie okazało się słuszne. Być może dlatego rozwiązanie zagadki, związanej z zaginięciem Amber, nie okazało się tak spektakularne i zaskakujące, jak oczekiwałam.

Nie podobało mi się podejście bohaterów do rozwiązywania problemów i nieporozumień. Zamiast rozmawiać, jak dwójka dorosłych ludzi, wybierali zupełnie inne rozwiązanie — nie patyczkując się, przechodzili do czynów, czego skutkiem było uprawianie seksu w każdym miejscu i czasie, niezależnie od okoliczności. W pewnym momencie poczułam zdecydowany przesyt tymi scenami i wciąż do mnie nie docierał ich sposób radzenia sobie ze wszystkim. Głównym inicjatorem  był nieznoszący sprzeciwu Reeve, który niejednokrotnie próbował wpływać dotykiem i uwodzeniem na decyzje podejmowane przez Emily. Wydaje mi się, że jego zachowanie było po części spowodowane tym, że nie był przyzwyczajony do dzielenia się swoimi obawami z innymi ludźmi. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że on po prostu nie potrafił rozmawiać o tym, co go trapi, a łatwiejszym rozwiązaniem było dla niego (potem też dla niej) oddanie się przyjemnościom.
Jego miłość była ciężka i gorąca, ale nie ciążyła mi tak, jak sobie wyobrażałam, bo to on wziął na siebie jej ciężar. Rozkładał ją przede mną jak miękki koc. Jakby mościł dla mnie wygodne gniazdo.
Najbardziej bolał mnie widok zagubionej Emily, która była tak wpatrzona w swoją przyjaciółkę, że nawet nie dostrzegała tego, jak kolejne decyzje podejmowane z myślą o Amber, doprowadzają ją na skraj wyczerpania. Niejednokrotnie miałam ochotę potrząsnąć nią, aby obudziła się ze swego rodzaju letargu, jednak wiedziałam, że to wszystko jest spowodowane troską o drugą osobę. Jednak czy taka przyjaźń ma sens, kiedy nie żyjesz dla siebie, lecz wyłącznie dla innych, chowając się w cieniu, bo „nie wypada” ranić drugiej osoby?

Laurelin Paige ukazała trudną i destrukcyjną historię miłosną, gdzie bohaterowie są zagubieni, milczący, a za ich irracjonalnym zachowaniem stoją wszechogarniające emocje, z którymi nie zawsze potrafią sobie radzić. W książce występuje paradoks, ponieważ z jednej strony Emily i Reeve wiedzą, jak na siebie działają, czują, że to, co ich łączy, to coś więcej niż zwykłe pożądanie i namiętność, jednak z drugiej, ich relacja jest niesamowicie szkodliwa, co niestety nie wpływa w pozytywny sposób na ich psychikę. Drugą ważną kwestią, o której autorka nie zapomina, jest ukazanie toksycznej przyjaźni. W zasadzie przez całą powieść ma się wrażenie, że relacja głównej bohaterki i jej najlepszej przyjaciółki przypomina raczej obsesję, niż prawdziwą więź.

Mimo że w pewnym stopniu Ostatni pocałunek mnie zawiódł, to w ostatecznym rozrachunku, okazał się dobrą kontynuacją dwuczęściowej serii First and Last. Paige postarała się, aby jej bohaterowie byli wyraziści, a historia wciągała od samego początku. Nie zabrakło zwrotów akcji i pewnego rodzaju zaskoczenia pod koniec książki. Osoby, które liczyły na rozwinięcie wątku mafijnego, mogą poczuć się nieco rozczarowane, ale myślę, że książka będzie idealna dla tych, którzy są ciekawi, jak potoczyły się dalsze losy głównych bohaterów.
Moja miłość do niego była lekka jak piórko, jak promyk światła, a ja czułam się tak, jakbym opadała coraz niżej i niżej — łagodnie i bez końca.

Pierwszy dotyk | Ostatni pocałunek

***
Za egzemplarz i możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.
© Agata | WS.